-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może faktycznie nie potrafiły żyć bez siebie. Może spajała je wielka miłość, a może było to po prostu niezdrowe uzależnienie. A może jedno i drugie, splecione tak mocno, że nie dało się już rozdzielić granicy między uczuciem a potrzebą. Nawet jeśli w pewnych momentach patrzyły na świat zupełnie inaczej, nawet jeśli różniło je niemal tyle samo, ile łączyło, to ostatecznie zawsze wracały do siebie. Jakby wszystko inne traciło znaczenie. Jakby każdy spór był tylko chwilowym oddaleniem, nieuniknionym przystankiem w drodze z powrotem do tych samych ramion, które jednocześnie dawały schronienie i odbierały oddech.
— Może bym tęskniła — mruknęła po tym, jak Swanson przejechała językiem po jej dolnej wardze. — A może nie. Tego na razie się nie dowiemy — wzruszyła lekko ramionami, dając jej do zrozumienia, że nie zamierza jej dusić. Jeszcze. Wszystko w swoim czasie.
Jeszcze raz zuchwale wpiła swoje usta w usta narzeczonej, chcąc odebrać jej myśli. Pocałunek był zachłanny i intensywny. Jej dłonie wsunęły się pod materiał koszulki, odnajdując ciepłą, nagą skórę. Przez krótką chwilę błądziła palcami, muskając brzuch i sunąc wzdłuż żeber, aż w końcu zostawiła po sobie delikatne, zaróżowione ślady paznokci.
To wszystko trwało zaledwie moment, bo Zaylee ześlizgnęła się z kolan Eviny równie szybko, jak się na nich znalazła. Zupełnie, jakby nic się nie wydarzyło. Czy to była nauczka? Skądże znowu. Raczej demonstracja i czytelne przypomnienie, że nie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a niektóre rzeczy trzeba sobie wywalczyć. Z absolutnym spokojem wróciła na swoje krzesło, wygładziła swój t-shirt i sięgnęła po widelec, aby dokończyć obiad.
To, co się wydarzyło, wcale nie było pojednaniem, ale przynajmniej były na właściwej drodze, żeby wrócić do normalności. Wprawdzie bez wielkich gestów i nadmiernej czułości, ale zawsze to jakiś postęp. Miller nadal zamierzała udowodnić, że jest ponad to.
— Sprawdziłaś sposób, w jaki zwykle pracowali Bernard i Haddad? — zapytała zwyczajny tonem. Temat pracy zawsze wydawał się bezpieczny. W inny okolicznościach uciekłyby w seks, ale nawet Miller nie miała na to ochoty, a to zdarzało się naprawdę... Nie, właściwie nie zdarzało się nigdy. Zawsze miała ochotę na seks. Tak, jak zawsze miała ochotę na jedzenie. Tym razem było jednak inaczej. Czy to był powód do zmartwień? Na to pytanie powinna odpowiedzieć sobie już sama Swanson.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na początku ich relacja o wiele bardziej zasługiwała na miano toksycznej. Wtedy nie miały pojęcia czego chcą. Z jednej strony wypierały uczucia, ale w głębi serca próbowały rościć sobie prawa do tej drugiej. Przyciągały się do siebie mocniej niż były w stanie się odepchnąć, a pomimo wszelkich możliwych przeszkód dalej lgnęły do siebie bardziej niż nakazywałby to zdrowy rozsądek.
Mruknęła z zadowoleniem na wzmiankę, że Zaylee nie zamierza jej dusić. Chociaż nie miałaby nic przeciwko takiemu obrotowi spraw w łóżku. To jednak była rozmowa na zupełnie inny dzień.
Nigdy nie mogła się skupić na niczym innym, gdy tylko koronerka całowała ją w ten sposób. Kolejny pomruk przyjemności odezwał się tuż przy jej wargach, gdy odwzajemniała kolejny pocałunek tak jakby poza Miller nie istniał w ogóle świat.
Mogła się zapomnieć. Zwłaszcza z paznokciami, które tak ochoczo zostawiały po sobie ślad na jej żebrach. Nie podniosła sprzeciwu, gdy kobieta ześlizgnęła się z jej kolan. Po raz ostatni przesunęła dłonią po jej biodrze i uznała, że najwyraźniej obie mogą już wrócić spokojnie do posiłku. Tak jakby to się nie wydarzyło.
- Naprawdę chcesz o tym rozmawiać?- zapytała, chwytając ponownie sztućce, aby zająć się swoją porcją wołowiny, ale finalnie westchnęła. - Bernard był już wtedy detektywem w słusznym wieku. Wygląda na to, że wpływało to nieco na jego kondycję zawodową... Nie był tak uważny i zdawać się mogło, że czasem o czymś zapominał lub podejmował niezbyt przemyślane decyzje. Haddad... Ciężej mi go rozgryźć. Niby wszystko w nim w porządku, ale mam wrażenie, że coś jest nie tak.
To była jedna z tych rzeczy, które nie bardzo potrafiła wyjaśnić. Ot było to swoiste przeczucie czy też intuicja, która wykształcała się u człowieka samoistnie po przepracowaniu w zawodzie odpowiednio długiego czasu. Może faktycznie coś więcej się kryło za postacią doktora Haddada?
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— A dlaczego miałabym nie chcieć? — uniosła lekko brwi, nie odrywając wzroku od talerza. W jej głosie pobrzmiewała prowokacja, choć bardziej w tonie retorycznego pytania niż faktycznej wątpliwości. Wreszcie nie musiała ciągnąć Swanson za język, nie zmuszając jej do odpowiedzi. Przynajmniej przez chwilę. Bo dobrze wiedziała, że jak zwykle, dowie się tylko tyle, ile Evina uznała za stosowne. I w sumie to się nie pomyliła.
— Okej, czy Bernard był zdziadziałym, sklerotycznym inspektorem, któremu wylatywały z głowy wcale nie takie nieistotne szczegóły — pokiwała głową. To miało sens. Czasami trzeba było wiedzieć, kiedy zejść ze sceny i dać szansę młodszym, z bardziej otwartym i sprawnym umysłem. — Dużo miał taki spraw? Takich, na które można natknąć się w archiwum? — zainteresowała się, bo może sprawa Romano i Levy nie była jedyna. Lepiej, żeby tak było, ale Zaylee nie miała co do tego najlepszych przeczuć.
Dojadła resztkę warzyw i odsunęła talerz na bok. Sama rozsiadła się wygodnie na krześle, krzyżując ręce na piersiach. Przez moment myślała o Haddadzie i o tym, czy mógł zrobić coś więcej, żeby pomóc Bernardowi w śledztwie. Ona na pewno by zrobiła.
— Chcesz, żeby mu się lepiej przyjrzała? — zapytała, patrząc narzeczonej prosto w oczy. Może potrzebowały jakiegoś bodźca w postaci współpracy. To zawsze je wzajemnie napędzało. Miller mogła się wściekać i za każdym razem zarzekać, że to ostatni raz, kiedy razem działają, ale przecież mówiła tak zawsze, kiedy prychały na siebie w trakcie jakiegoś śledztwa. Jednak zawsze udawało im się dociec prawdy. Były zgranym duetem, temu na pewno nie można im ująć. — Mogę popytać w środowisku lekarzy medycyny sądowej, czy ktoś o nim słyszał. Mam zapiski Beckera z kontaktami do różnych koronerów. Na pewno znajdą się tacy, którzy jeszcze żyją. Może będą coś wiedzieć — Zaylee uśmiechnęła się pod nosem, unosząc wymownie jedną brew. — To jest ten moment, w którym przyjmujesz moją pomoc i mówisz, jaką jestem wspaniałą narzeczoną — dodała takim tonem, jakby odmowa nie wchodziła w grę. Bo nie wchodziła. Evina powinna teraz zacząć wychwalać ją pod niebiosa, tutaj też nie widziała innej opcji. Zawsze była łasa na komplementy, pomimo że znała swoją wartość.
Evina J. Swanson