-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Evina śledziła uważnie całą rozgrywkę zagrzewając Sama i całą jego drużynę do tego, aby dali z siebie wszystko a za każdym razem, gdy ich przeciwnicy odbierali piłkę głośno manifestowała swoje niezadowolenie. Była zdecydowanie zaangażowana w kibicowanie oraz wspieranie dziewięciolatka w walce.
Fakt, że nikt nie zdobył jeszcze gola najlepiej świadczył o tym jak zażarta i wyrównana była ta rywalizacja. W przeciwieństwie jednak do Zaylee, Swanson widziała coś więcej niż dwa okrągłe zera na tablicy wyników. Były świetne interwencje bramkarzy, widowiskowe pojedynki o piłkę oraz cała masa akcji, która powstrzymywała kogokolwiek od zdobycia punktu.
Z pewnością można było też obserwować ogromne emocje na boisku, które przekładały się na grę zawodników i nieczyste zagrania ze strony niektórych. I chociaż bywało, że tłumaczyła narzeczonej, że któraś akcja mieściła się jak najbardziej w zakresie dozwolonych ruchów tak, co do pociągnięcia za koszulkę, które zdecydowanie nie było przepisowe.
- Mhmm... Młody został sfaulowany akurat w polu, więc mają karnego - potwierdziła, a Sam w międzyczasie zaczął przygotowywać się do strzału.
Obie wyczekiwały w niemniejszym napięciu. Samuel spojrzał jeszcze na chwilę w ich stronę, a Evina skinęła głową. Wiedział co robić. Przez moment przypatrywał się bramkarzowi, a następnie zrobił podbieg i uderzył mocno w piłkę, która pod ostrym kątem poszybowała wprost w lewy dolny róg poza zasięgiem bramkarza. Pierwszy punkt należał do nich, a Swanson zaczęła głośno bić brawo, wiedząc, że młody z pewnością słuchał jej rad.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miller poczuła, jak w klatce piersiowej narasta ciepło. Ostatni raz doświadczyła podobnego uczucia, gdy Evina otrzymała nagrodę za swoje zawodowe osiągnięcia. To porównanie przyszło jej do głowy samoistnie i tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że sukcesy bliskich zaczęły znaczyć dla niej tyle samo, co jej własne. Może nawet więcej. Kiedyś patrzyła na świat wyłącznie przez pryzmat siebie. Ambicja, cele i potrzeby innych ludzi schodziły na dalszy plan, jeśli w ogóle były przez nią dostrzegane. Od tego czasu wiele się zmieniło. Choć wciąż zdarzało jej się stawiać własne potrzeby ponad cudzymi, nie była już totalną egocentryczką. A przynajmniej nie bezrefleksyjnie. Odkąd w jej życiu pojawiła się Swanson, a później także Sammy, wszystko stopniowo zaczęło się przestawiać. Jej priorytety, marzenia i pragnienia obróciły się o sto osiemdziesiąt stopni. Nagle to, co kiedyś wydawało się najważniejsze, straciło na znaczeniu, ustępując miejsca ludziom, których kochała. I patrząc na Sama, świętującego strzelonego gola, Miller wiedziała, że tej zmiany nie oddałaby za nic.
— Wasze małe treningi w ogrodzie przyniosły skutki — stwierdziła dumnie, wracając na swoje miejsce. Niechętnie, ale jakiś mężczyzna z tyłu poprosił ją, żeby usiadła. Gdyby nie był taki miły, pewnie zjebałaby go od góry do dołu. — Teraz wystarczy tylko utrzymać prowadzenie — mruknęła, co było marzeniem ściętej głowy, bo przeciwna drużyna mocno się spięła po utracie bramki i cały czas napierała naprzód. Właściwie nie pozwoliła wyjść kolegom Sama ze swojej połowy i kręciła się w pobliżu ich pola karnego. Zdołali nawet oddać kilka koślawych strzałów, z którymi bramkarz poradził sobie bez większego trudu, ale to w żaden sposób ich nie zniechęciło.
W końcu Sammy zdołał przejąć niedokładne podanie i wykopał piłkę, za którym pomknęli napastnicy, stwarzając zagrożenie pod bramką przeciwnika. Niestety żadnemu nie udało się strzelić kolejnego gola. Sędzia dmuchnął w gwizdek, tym samym kończąc pierwszą połowę meczu.
— Myślisz, że mają szansę, żeby zdobyć jeszcze jakąś bramkę? — Zaylee zerknęła na narzeczoną. — Albo przynajmniej zrobić tak, żeby przeciwnicy nie doprowadzili do wyrównania? — nie znała się na piłkarskich umiejętnościach, ale z tego, co zauważyła, to rozgrywka była mocno wyrównana, chociaż dalej jeszcze nie padł gol bezpośrednio z akcji. Każda z drużyn miała swoje szanse, których nie potrafili wykorzystać.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mogły powstrzymać szerokiego uśmiechu, a Samuel z pewnością mógł dostrzec ślady radości oraz dumy wymalowane na ich twarzach. Sukcesy młodego niezaprzeczalnie były również ich własnymi. Nie tylko byli prawie rodziną, ale i dodatkowo miały świadomość tego, że te wszystkie godziny spędzone na treningach faktycznie coś dawały. Nie mogły zatem w żaden sposób żałować zdecydowania się na zafundowanie młodemu szkółki.
- Nie tylko one. Sammy też ostro zasuwa na treningach Hoppera. Widać efekty chociaż wcale nie chodzi na nie tak długo. Jest naprawdę utalentowany - powiedziała, uśmiechając się szeroko.
Nie dało się przeoczyć tej nagłej zmiany atmosfery na boisku po tym jak Sam nareszcie zdobył gola. To całkowicie zmieniło grę. Jego drużynie dodało z pewnością więcej animuszu, a przeciwnikom z kolei zapaliło ogień pod dupą.
- Szansa na to zawsze jest - przyznała, bo dotychczas walka była niezwykle wyrównana i jedynie faul rudego gnoja zapewnił im szczęśliwy rzut karny. - Mogą mieć pewne problemy, ale jeśli tamci będą grali zbyt nerwowo to będą mogli wykorzystać ich błędy, gdy zaczną się pojawiać.
Sytuacja na boisku miała to do siebie, że potrafiła się drastycznie zmienić. Chłopcy nie mogli być zbyt pewni siebie ani też nie wpadać w panikę, bo to zawsze mogło przynieść opłakane skutki i zaowocować utratą wypracowanej przewagi.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To prawda, na treningach dawał z siebie wszystko — przytaknęła, chociaż kiedy zjawiła się na hali, gdy narzeczona przebywała w szpitalu, z początku myślała, że tylko tak się przed nią popisywał. Ale nic bardziej mylnego! Młody naprawdę się starał i uważnie słuchał instruktaży trenera, powtarzając skrupulatnie wszystkie ćwiczenia. — Nic dziwnego, że wypracował sobie miejsce w pierwszym składzie. Przynajmniej na ten mecz, bo w sumie nie wiem, jak będzie w kolejnych. Ale ja dawałabym mu szansę grania w każdym spotkaniu — stwierdziła dumnie, ale umówmy się, Miller była teraz nieobiektywna.
Nawet gdyby Sammy kopał piłkę jak największy patałach świata, potykając się o własne nogi, to i tak twierdziłaby, że spisuje się na boisku najlepiej ze wszystkich zawodników. Czy powoli zmieniała się w matkę, która uważała, że jej dziecko jest najzdolniejsze i w dodatku bez winy? W tym momencie tak. Ale Zaylee była zbyt surowa, żeby na dłuższą metę obrać taką rolę. Wystarczyło przypomnieć sobie, jak często karciła chłopca i poprawiała go, kiedy popełniał drobne błędy. Nic nie wskazywało, żeby to kiedykolwiek się zmieniło.
— Idzie moja kanapka — wskazała podbródkiem na mężczyznę z koszem z przekąskami. — Weź też dla siebie. I zjedzmy je szybko, zanim Sam zauważy z boiska, że jemy bez niego i nic mu nie zostawiłyśmy — o, to była właśnie prawdziwa Miller, która chciała się kryć z żarciem przed własnym dzieckiem, zamiast kupić też jedną dla niego, bo może być głodny po meczu. Nieważne, przecież potem miały go zabrać na gofry czy cokolwiek innego, co tam sobie zażyczy. Człowiek może wytrzymać bez jedzenia i wody nawet do siedmiu dni. Chociaż w przypadku Zaylee były to co najwyżej trzy godziny.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jak coś go naprawdę interesuje to wtedy daje z siebie wszystko - przyznała, bo zdążyły już to zauważyć nie tylko w przypadku piłki nożnej, ale chociażby również jeśli chodziło o Gwiezdne Wojny czy komiksy Marvela. - To na razie pierwszy mecz, więc będzie decydujący. Myślę jednak, że ma szansę na to, aby wyjść też w kolejnych.
Chociaż również po części była matką pokładającą wielkie nadzieje w swoim synu to jednak posiadała także wiedzę sportową, która pozwalała jej na w miarę obiektywne ocenienie umiejętności dziewięciolatka o raz jego szansy na zaistnienie w drużynie.
- Zjesz dwie? - zapytała od razu, ale wiedziała, że nie było większego sensu w tym, aby to robić.
Oczywiście, że Zaylee zjadłaby dwie kanapki. To dobrze się składało, bo akurat Evina nie była głodna. Udało jej się jednak zakupić od mężczyzny dwie kanapki z gyrosem, który wyglądał i pachniał dosyć apetycznie po czym wręczyła jedną z nich narzeczonej. Naprawdę zasłużyła na jej miłość w każdy możliwy sposób.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miała nadzieję, że trener dostrzeże w Samuelu wystarczający potencjał, żeby częściej wystawiać go w pierwszym składzie. Może nie zawsze, bo przecież inni chłopcy również powinni mieć szansę, ale w dzisiejszym spotkaniu, jak i na treningach, Młody pokazał, że zasługuje na regularną grę i wspieranie swojej drużyny w obronie.
Prychnęła pod nosem, kiedy narzeczona zapytała ją, czy zjadłaby dwie kanapki. To jak pytanie dzika o to, czy sra w lesie. Zaylee pochłonęłaby takie cztery i dalej marudziła, że w sumie to ciągle jest głodna. To naprawdę zadziwiające, że w trakcie przeprowadzania autopsji, potrafiła nie jeść przez kilkanaście godzin, skupiając się wyłącznie na pracy, a kiedy tylko robiła cokolwiek innego, od razu stawała się okropnie głodna. Wtedy najchętniej wpakowałaby w swój żołądek bez dna wszystko, co wpadło jej w ręce, a to wciąż byłoby za mało. Ktoś, kto jej nie znał i patrzyłby na to z boku, mógłby pomyśleć, że Miller w dzieciństwie głodzono albo pochodziła z tak ubogiej rodziny, gdzie ledwo wystarczało na chleb.
— Och, dawaj to — posłała Evinie rozbawione spojrzenie, a kiedy ta podała jej kanapkę, natychmiast ją odpakowała i wzięła ogromnego gryza. No dobra, może to nie była najlepsza kanapka na świecie, ale był smaczna. Zresztą, co za różnica, skoro Zaylee i tak wciągnęłaby wszystko jak odkurzacz? Przynajmniej w trakcie trwania przerwy między połowami nie musiała się obawiać, że umrze z głodu, a Swanson nie musiała wysłuchiwać jej biadolenia o tym, jak skręcają jej się kiszki.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Biorąc pod uwagę fakt, że inni chłopcy palili się raczej do strzelania bramek niż do obrony swojej połowy boiska to miejsce Samuela w składzie mogło być niezagrożone. Gorzej jeśli miałby przeciwko sobie dużo masywniejszych oponentów, którzy mogli się przez niego przedrzeć siłą. Mimo wszystko Sammy nie grzeszył rozmiarem, ale nadrabiał zwinnością i sprytem.
Pytanie o kanapkę równie dobrze mogłoby być retoryczne czy grzecznościowe. W zasadzie chyba właśnie tak było, a Swanson upewniała się tylko ile koronerka chciała zjeść przed planowanymi goframi, od których dzieliło je tylko jakieś pół godziny.
- Czasami zastanawiam się czy nie masz jakiegoś tasiemca - rzuciła żartobliwie ze złośliwym uśmieszkiem, ale nie zdążyła dodać nic więcej, bo rozpoczęła się druga połowa.
Widać było wyraźnie to, że oponenci zmotywowali się, aby odrobić stratę. Wychodzili coraz śmielej do ataku i niejednokrotnie starali się blokować Sama, aby im nie przeszkadzał i pozwalał na przeprowadzenie akcji.
- Uwzięli się na niego - powiedziała, pochylając się ku narzeczonej. - To znaczy że uznali go za zagrożenie. I słusznie.
Młody zdążył im wystarczająco napsuć krwi. Nic dziwnego, że poświęcali mu więcej uwagi. Oby tylko się nie przełożyła na ilość i brutalność fauli.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Tak, wymyśl mi jeszcze glistę ludzką i owsiki — pokiwała głową znad swojej kanapki. — Po prostu zazdrościsz mi mojej wspaniałej figury i świetnej przemiany materii — tym razem, to ona posłała narzeczonej uszczypliwy uśmiech, ale zaraz skupiła się na tym, co działo się na boisku.
Druga połowa rozpoczęła się z grubej rury. Rywale od samego początku postawili na ofensywę, chcąc trzymać Sama i jego kolegów z dala od własnej połowy. Młody przez większość czasu nie mógł dobić się do piłki, a kiedy już tak się stało, ta zostawała mu szybko odebrana. Jak się okazało, całkowicie czysto, mimo że Miller odgwizdałaby już dziesięć fauli z rzędu.
— Mogliby pognębić też kogoś innego — westchnęła ciężko, widząc, jak dziewięciolatek znów upada na parkiet. Był jednak wystarczająco zdeterminowany, żeby natychmiast poderwać się na równe nogi i popędzić w kierunku własnego pola karnego.
Niestety tym razem okazał się zbyt wolny, bo zanim zdążył dopaść do napastnika z przeciwnej drużyny, ten już przymierzał się do strzału, który w ostatniej chwili oddał w światło bramki. Ta odbiła się od poprzeczniki, co mocno zdezorientowało bramkarza i finalnie odpiła się od parkietu i wpadła do środka. na trybunach naprzeciwko kilka osób żwawo poderwało się z miejsc, więc pewnie byli wśród nich rodzice rywali.
— Cholera jasna — mruknęła Zaylee, ale nie dlatego, że rudy chłystek doprowadził do remisu, a dlatego, że Sammy wyglądał na dość przejętego. Jego koledzy nie pozwolili mu przejmować się za długo, od razu pociągnęli go do ciasnego kółka, żeby poklepać po plecach. Okazali też wsparcie bramkarzowi, który niewiele miał do powiedzenia w ostatniej akcji, bo z takim strzałem był po prostu bez większych szans.
Miller spojrzała na zegarek. Zostało niespełna piętnaście minut, ale w ciągu tego czasu mogło wydarzyć się dosłownie wszystko.
— Jak to działa w takim turnieju młodzików? Później jest dogrywka czy dzielą się punktami? — dopytała, bo coś tam jednak wiedziała z większych wydarzeń piłkarskich, takich na skalę światową, że ta sama ilość bramek często prowadziła do rozstrzygnięcia poprzez przedłużenie meczu albo rzutów karnych. A może do tego i tego? Nie orientowała się aż tak dobrze.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wiesz, że według mnie masz naprawdę świetne ciało. Tylko faktycznie ta przemiana materii wydaje się niezwykle niebywała. Na pewno nie musisz się przebadać? - kontynuowała, chcąc jeszcze chwilę się z nią podroczyć.
Mecz zdecydowanie nabrał tempa i stał się bardziej ekscytujący w drugiej połowie. Nawet jeśli chodziło o rozgrywki dzieciaków to jednak emocje były naprawdę ogromne. Zresztą nie można było się temu dziwić skoro chłopcy dawali z siebie wszystko. Zarówno drużyna Sama, która chciała utrzymać obecny wynik jak i przeciwna, dążąca desperacko do wyrównania.
- Jest twardy. W teorii mogliby wykorzystać to, że się na nim skupiają, ale jak widać reszta tak bystra nie jest - skomentowała, bo mimo wszystko reszta chłopców nie bardzo wiedziała jak przejąć inicjatywę na boisku i rozegrać akcję samodzielnie na słabo pilnowaną bramkę.
Można było się spodziewać tego, że w końcu dojdzie do wyrównania. Nie mogły nic na to zrobić. Samuel zresztą też nie, bo był oblegany przez rywali. Nie zostało im nic innego jak tylko krzyknąć głośno, że nic się nie stało i dalej zagrzewać dziewięciolatka do walki. Całe szczęście poza nimi miał wokół też kolegów, którzy z pewnością nie winili go za taki obrót zdarzeń.
- Dostaną nieco mniej punktów do tabeli. Z tego, co słyszałam to jest faza grupowa, więc nawet jakby jeden mecz przegrali to nic wielkiego się nie stanie jeśli zepną się w kolejnych - odpowiedziała na pytanie narzeczonej po czym raz jeszcze skupiła się na boisku, gdzie Sam właśnie podawał piłkę do napastnika, wymijając zgrabnie jednego z rywali.
Biorąc pod uwagę aktualny wynik to chłopcy jeszcze bardziej zażarcie chcieli zawalczyć o to, aby wyjść na prowadzenie. Zwłaszcza, że zbliżała się połowa czasu przeznaczonego, który im pozostał po przerwie. Mogło być zatem tak, że kolejny gol o ile padnie będzie właśnie tym decydującym o losach całego spotkania.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Podział punktów nie brzmi tak źle — stwierdziła, bo przy remisie przynajmniej żadna z drużyn nie będzie pokrzywdzona.
Oczywiście Zaylee liczyła na to, że drużynie Sama uda się jeszcze strzelić co najmniej jednego gola, ale czasu było coraz mniej, a rywale nie odpuszczali. Na szczęście utrata bramki zmobilizowała ich do działania. Trener Hopper wprowadził kilka zmian, pozostawiając Samuela na boisku, więc najwyraźniej był zadowolony z jego walecznej postawy. Bo niewątpliwie Młody był walczakiem i nie zamierzał tak łatwo się poddawać. To akurat miał po nich, a doping, którym zagrzewały go do gry, jeszcze bardziej go motywował.
Obie drużyny miały jeszcze kilka dogodnych szans, żeby zmienić wynik meczu, a jak wiadomo, niewykorzystane sytuacje lubiły się mścić. Jednak nie tym razem, bo kiedy napastnik z drużyny Sama oddał ostatni, bardzo niecelny strzał na bramki, rozległ się gwizdek sędziego, który kończył spotkanie.
— No dobra, przynajmniej nie przegrali, więc nie będzie grobowego nastroju — stwierdziła Miller, wstając ze swojego miejsca, po czym machnęła do Sammy'ego i wskazała ręką na wyjście, dając mu do zrozumienia, że będą czekać na korytarzu.
Cukiernia, do której wybierali się na gofry, mieściła się naprzeciwko hali sportowej, więc nie trzeba było jechać nigdzie przez pół miasta. Zaylee przepuściła narzeczoną przodem i ruszyła wzdłuż trybun. W końcu opuściły halę, ale stanęły we wnęce korytarza, żeby Młody nie musiał ich potem szukać.
— Oczy ci się świecą z dumy — zauważyła, zaciskając palce na płaszczu Swanson. Przyciągnęła ją do siebie i skradła jej słodki pocałunek. Pewnie przedłużyłaby go w czasie, gdyby nie idąca korytarzem grupka ludzi. Nigdy nie były zwolenniczkami okazywania czułości w miejscach publicznych, dlatego to musiało na razie wystarczyć.
Evina J. Swanson