I'm begging for you to take my hand
: czw sty 01, 2026 8:34 pm
Było miło. Musiała.
Wpatrywała się w niego uparcie, wyzywająco… konfrontująco. Patrzyła prosto w jego ciemniejące tęczówki i wiedziała, że to nie skończy się dobrze. Skończy się jak zawsze. Kiedy jednak coś tak długo w tobie siedzi, nieprzerwanie zajmuje twoje myśli i czyni twoje życie żałosnym – nie możesz po prostu odpuścić. Nie jesteś w stanie wiecznie udawać, że wszystko jest w porządku, że problemów nie ma i że wszystko ci odpowiada.
Chciała… ale nie potrafiła.
Zagryzła lekko wargę pozwalając mu mówić, a raczej odbić piłeczkę… i to wcale nie umknęło jego uwadze. Nie odpowiedział. Nie zaprzeczył. Jasne – nie potwierdził, ale jednocześnie nie zaśmiał się, że wygadywała bzdury, że nie miała czego się obawiać, że przecież była dla niego najważniejsza. Nie była. Wiedziała to już od dawna, ale jednocześnie była przekonana, że przegrywa tylko i wyłącznie z pracą. Może była naiwna, że tak myślała?
Drgnęła, gdy uderzył o drzwi, ale nie oderwała od niego spojrzenia. Nie zamierzała tak łatwo się wycofywać… skoro rozpętała burzę, postanowiła ponieść tego konsekwencje. Ściągnęła mocniej brwi i przez chwilę milczała… sunęła wzrokiem po męskiej twarzy, studiowała jej grymas, napięcie mięśniowe i wróciła do jego oczu. Kiedyś mogła się w niego wpatrywać godzinami, a teraz? Nie pamiętała kiedy ostatni raz był tak blisko.
- Nawet jeśli któryś z nich by mnie pieprzył… bardziej przejąłbyś się tym, że mam romans i to świadczy o tym jak źle jest w naszym małżeństwie, czy raczej chodziłoby o męską dumę, poczucie własności, reputację i nie daj boże pozycję w firmie? Co zraniłoby cię bardziej, Percy? – rzuciła chłodno i podobnie jak mąż nie zaprzeczyła. Nie potwierdziła, bo przecież nie miała żadnego romansu, ale jednocześnie nie zaprzeczyła od razu, chcąc odrobinę zagrać na męskich nerwach i coś mu uświadomić… bo miała swoje podejrzenia. Domyślała się, która odpowiedź była bliższa prawdy i to łamało jej serce.
Dużo łatwiej byłoby go nie kochać. Dużo.
- Zainspiruj mnie… może wykorzystam to, gdy po powrocie do miasta znowu nie będziesz miał dla mnie czasu. – wycedziła przez zęby jeszcze mocniej się do niego przybliżając, zupełnie jakby chciała go pocałować… i jakaś część jej chciała, ale jednocześnie chciała mieć po prostu pewność, że ją usłyszy. Dotrze do niego sens jej słów.
Zdecydowanie łatwiej byłoby go nie kochać.
Percival Gardner
Wpatrywała się w niego uparcie, wyzywająco… konfrontująco. Patrzyła prosto w jego ciemniejące tęczówki i wiedziała, że to nie skończy się dobrze. Skończy się jak zawsze. Kiedy jednak coś tak długo w tobie siedzi, nieprzerwanie zajmuje twoje myśli i czyni twoje życie żałosnym – nie możesz po prostu odpuścić. Nie jesteś w stanie wiecznie udawać, że wszystko jest w porządku, że problemów nie ma i że wszystko ci odpowiada.
Chciała… ale nie potrafiła.
Zagryzła lekko wargę pozwalając mu mówić, a raczej odbić piłeczkę… i to wcale nie umknęło jego uwadze. Nie odpowiedział. Nie zaprzeczył. Jasne – nie potwierdził, ale jednocześnie nie zaśmiał się, że wygadywała bzdury, że nie miała czego się obawiać, że przecież była dla niego najważniejsza. Nie była. Wiedziała to już od dawna, ale jednocześnie była przekonana, że przegrywa tylko i wyłącznie z pracą. Może była naiwna, że tak myślała?
Drgnęła, gdy uderzył o drzwi, ale nie oderwała od niego spojrzenia. Nie zamierzała tak łatwo się wycofywać… skoro rozpętała burzę, postanowiła ponieść tego konsekwencje. Ściągnęła mocniej brwi i przez chwilę milczała… sunęła wzrokiem po męskiej twarzy, studiowała jej grymas, napięcie mięśniowe i wróciła do jego oczu. Kiedyś mogła się w niego wpatrywać godzinami, a teraz? Nie pamiętała kiedy ostatni raz był tak blisko.
- Nawet jeśli któryś z nich by mnie pieprzył… bardziej przejąłbyś się tym, że mam romans i to świadczy o tym jak źle jest w naszym małżeństwie, czy raczej chodziłoby o męską dumę, poczucie własności, reputację i nie daj boże pozycję w firmie? Co zraniłoby cię bardziej, Percy? – rzuciła chłodno i podobnie jak mąż nie zaprzeczyła. Nie potwierdziła, bo przecież nie miała żadnego romansu, ale jednocześnie nie zaprzeczyła od razu, chcąc odrobinę zagrać na męskich nerwach i coś mu uświadomić… bo miała swoje podejrzenia. Domyślała się, która odpowiedź była bliższa prawdy i to łamało jej serce.
Dużo łatwiej byłoby go nie kochać. Dużo.
- Zainspiruj mnie… może wykorzystam to, gdy po powrocie do miasta znowu nie będziesz miał dla mnie czasu. – wycedziła przez zęby jeszcze mocniej się do niego przybliżając, zupełnie jakby chciała go pocałować… i jakaś część jej chciała, ale jednocześnie chciała mieć po prostu pewność, że ją usłyszy. Dotrze do niego sens jej słów.
Zdecydowanie łatwiej byłoby go nie kochać.
Percival Gardner