Strona 2 z 3

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: pt lis 21, 2025 3:12 pm
autor: Leah Nixon
Drgnęła, gdy Cillian zmaterializował się tuż koło niej. Z wdzięcznością przyjęła kubeczek z wodą i w przeciwieństwie do tego co wcześniej zrobił, najpierw wypłukała usta, a dopiero potem się napiła. Przyniosło to chwilową ulgę. Mrużąc nieco oczy (przez fakt, że na zewnątrz było bardzo jasno) spojrzała na papiery, które trzymał. Chciała zapytać po co je zabierał, jakby sam fakt, że zostałyby w hotelu sprawiłby, że samo małżeństwo się unieważni.
— To naprawdę oryginalne papiery? — zapytała z gasnącą nadzieją w głosie — Może są fejkowe? Ktoś nas wrobił, albo to taka zabawa...
Niestety, pieczęcie, sam arkusz papieru wskazywał, że dokument jest autentyczny. Nadal nie mieściło się jej w głowie jak do tego doszło. Seks jeszcze by zrozumiała, ludziom pod wpływem alkoholu puszczają hamulce i łatwo jest oddać się pokusie, ale ś l u b? Już prędzej spodziewała się trupa, niż zostania żoną Cilliana O'Briena.
Zgniotła kubek i wyrzuciła go do kosza na śmieci. Spojrzała na swojego m ę ż a nieco łaskawiej, ani przez moment nie podejrzewając go o uknucie tej misternej intrygi.
— Najwidoczniej oboje mieliśmy ukrytą potrzebę wzięcia ślubu i alkohol to uwolnił — stwierdziła cynicznie z nutką wesołego sarkazmu, bo zaraz też parsknęła śmiechem. Zamążpójście nigdy nie było na jej liście, nawet jako mała dziewczynka nie wyobrażała sobie tego aspektu życia. Złapała się kurczowo myśli, że prawnik Cilliana wszystko załatwi i problem się rozwiąże. Może nawet uda się ogarnąć to tak, aby w papierach nie było wzmianki o byciu rozwodnikiem?
— To teraz musimy się postarać o to, aby nie było z tego małych O'Brienów — rzuciła na tej fali przedziwnej wesołości, nie do końca zdając sobie sprawę jak myśl zabrzmi na głos. Po minie Cilliana wiedziała już, że za wcześnie na takie żarciki. Odruchowo złapała go za przedramię w krótkim geście pocieszenia — Biorę tabletki, ale alkohol i cokolwiek wczoraj braliśmy... Sam wiesz. Dlatego poszukajmy apteki. Albo jedźmy do naszego hotelu, bo nie mam przy sobie portfela... — poklepała się po kieszeniach bluzy, ale nie było tam ani skórzanej portmonetki, ani... — Telefon... Jezu... Chyba zgubiłam telefon! — rozejrzała się po chodniku, jakby spodziewała się go znaleźć, a potem spojrzała na budynek z którego wyszli. Został w pokoju?



Cillian O'Brien

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: ndz lis 23, 2025 11:50 am
autor: Cillian O'Brien
Nie odpowiedział na jej pytanie bezpośrednio, nie mogło mu to przejść przez gardło ściśnięte uczuciem zażenowania, grozy i kacowym niesmakiem. Jedynie wyciągnął dokumenty w jej kierunku, żeby sama je jeszcze raz przeanalizowała i na własne oczy upewniła się, że n i e s t e t y są legalne. Byli małżeństwem. Co za absurd. I całego tego dyskomfortu nie niwelował nawet cynizm Leah, mimo że bardzo doceniał jej poczucie humoru i umiejętność posługiwania się podobnym językiem, co on sam. Mimo wszystko w tej chwili był chyba zbyt przytłoczony coraz bardziej zwalającą się na głowę rzeczywistością.
Komentarz o potencjalnych "małych O'Brienach" wzbudził w nim tak nieprzyjemny dreszcz przerażenia, wspinający się powoli w górę kręgosłupa, że oblały go znowu zimne poty i panika połączona z wyrzutem odbiła się w jego spojrzeniu. Jeszcze tego by brakowało, żeby z tej pijańskiej nocy wyszło coś dużo trudniejszego do odkręcenia, niż małżeństwo. No naprawdę, jak on by to ojcu wytłumaczył?!
- To brzmi jak jakiś pojebany scenariusz telenoweli, wzięli ślub po pijaku, żeby się ze sobą przespać i przynajmniej dzieci nie byłyby nieślubne. - Wymamrotał to z niezadowoleniem, choć brzmiało jak potencjalnie cyniczny żart. Złożył dokumenty i schował je do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki, bo z pewnością będą potrzebne prawnikowi do załatwienia rozwodu.
Co. Za. Absurd. No doprawdy.
W głupim odruchu też rozejrzał się dookoła, jakby faktycznie miał znaleźć gdzieś telefon Leah i zaczął macać się po swoich kieszeniach w poszukiwaniu swojego. I im bardziej nie trafił dłońmi na znajomy kształt, tym bardziej i jego zaczynała zalewać fala lodowatej paniki. Gorączkowo przetrzepał kieszenie.
- Kurwa... Też nie mam telefonu. Ja pierdole! - Idiotycznie okręcił się wokół siebie, rozglądając tak, jakby komórka miała mu się chować za plecami, po czym też spojrzał na hotel i ponownie na Leah. - Sprawdziłem pokój, kiedy byłaś pod prysznicem, nic naszego tam nie zostało. Zapytam w recepcji... - Narastała w nim przejmująca groza, ale zamiast paraliżować, trochę go otrzeźwiła i pobudziła do działania. Z ich dwojga ktoś musiał zachować odrobinę chłodniejszej krwi, a patrząc na żonę, widział jak bardzo cały ten poranek i świadomość nocy zwaliła się na nią ciężarem moralnego dyskomfortu. Troska wzięła górę i dzięki temu sam nie zaczął dogłębnie popadać w pożerające poczucie wstydu własnymi czynami.
Wszedł znowu do budynku hotelu i na recepcji dopytał o telefony. Niestety nikt nie był mu w stanie pomóc. Za to odpowiedzieli na kilka pytań, mogli wskazać mu gdzie jest najbliższa otwarta apteka i wezwać taksówkę. I dać kolejne dwa kubeczki wody. Nawet zdołał szarpnąć się na spojrzenie do własnego portfela i - o dziwo - znalazł tam banknot pięćdziesięciodolarowy, który zostawił w ramach napiwku i przeprosin za kwiatka. Po wyjściu wręczył Leah kolejną wodę.
- Nikt nic nie wie, w nocy też nie widzieli nas z telefonami. Do najbliższej apteki jest jakieś pięć kilometrów, zamówiłem taksówkę, zajedziemy tam w drodze do naszego hotelu. - Zachrypnięty głos brzmiał tak, jakby bolało go każde słowo, nie tylko przez zdarte gardło, ale i pulsujący ból głowy. Mimo to starał się być wsparciem w tej całej popierdzielonej sytuacji. Bo w tej chwili faktycznie to Leah mogła ponieść większe konsekwencje upojnej nocy. I nosić je dziewięć miesięcy. A tego nie chcieli. - Podobno przyszliśmy zarejestrować się jakoś po pierwszej w nocy. Byliśmy sami, więc zakładam, że pozostali kontynuowali upodlenie alkoholiczne. - Obawiał się spotkania z innymi nie dlatego, że podejrzewał, że mogliby wiedzieć o ślubie (naiwnie wierzył, że nikt nic nie wie), ale dlatego, że spędził tę noc z Leah i z pewnością będzie to hot topic najbliższych nawet dni.

Leah Nixon

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: wt gru 02, 2025 1:49 am
autor: Leah Nixon
Leah drgnęła, kiedy usłyszała jego pełne rozpaczy „ja pierdolę”. Niby było jej do śmiechu, ten poranek przeradzał się w parodię życia, ale widok Cilliana tak realnie spanikowanego wyrwał ją z tej krótkiej fali wesołości. Patrzyła, jak przetrząsa kieszenie, jak odruchowo obraca się wokół własnej osi, jakby telefon miał magicznie wysunąć się spod buta. I dopiero wtedy zrozumiała, że ta cała sytuacja nie jest już absurdalną komedią, tylko bardzo realnym problemem. Kiedy wbiegł do hotelu, została na zewnątrz. Mimowolnie zaczęła chodzić tam i z powrotem przed wejściem, nerwy buzowały pod skórą, a myśli przelatywały w głowie z prędkością karabinu maszynowego. Czuła się, jakby świat był za jasny, dźwięki za głośne, a powietrze za ciężkie. Oparła dłonie o kolana, odetchnęła głębiej.
No dobra… no dobra… ogarnij się, Leah. To tylko ślub. Tylko… małżeństwo. Z Cillianem. Do odkręcenia. Kurwa. Oddychaj.
Gdy wrócił, wyprostowała się za szybko, i przez chwilę pociemniało jej przed oczami. Przyjęła wodę, wypiła kilka łyków i poczuła, jak gardło zaczyna już mniej drapać.
— Pięć kilometrów…? — powtórzyła z niedowierzaniem, ale bez złości — No dobra. Przynajmniej pojedziemy... Masz pieniądze?
Spróbowała się uśmiechnąć, choć był to bardziej zarys uśmiechu niż cokolwiek prawdziwego. Dopiero po chwili wypuszczone powoli powietrze drgnęło w jej płucach jak coś uwalniającego napięcie. Pozwoliła sobie na krótkie spojrzenie na jego twarz. Wreszcie zobaczyła w niej coś jeszcze - troskę. I to tak autentyczną, że w środku zrobiło jej się dziwnie miękko, choć nie powinna była na to pozwalać. Ba! Nie powinno się jej to nawet podobać. A jednak...
— Hej — powiedziała cicho, jeszcze zanim zdążył zrobić krok. Dotknęła jego przedramienia w pocieszającym geście — Ogarniemy to razem. Najpierw apteka, potem nasze pokoje i skontaktujemy się z Timem albo Barnim. Na pewno będą wiedzieli co dokładnie się stało.
Schowała ręce w kieszeniach bluzy, jakby próbowała w nich schować całą swoją panikę. Patrzyła na niego z mieszaniną zmęczenia, lekkiej histerii i… dziwnej, nieoczekiwanej solidarności. Bo niezależnie od wszystkiego - byli w tym razem. Na szczęście nie musieli długo czekać na taksówkę.


Cillian O'Brien

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: wt gru 02, 2025 2:48 am
autor: Cillian O'Brien
Gdyby Leah nie zapytała, czy miał pieniądze, to sam z siebie wyszedłby z założenia, że tak. Jej pytanie obudziło wątpliwość, bo przecież przed chwilą wyskubał z portfela banknot pięćdziesięciodolarowy i zostawił w recepcji hotelu w ramach napiwku i przeprosin. I w tej chwili nie pamiętał czy widział tam jakieś inne pieniądze. Albo kartę. Spiął się w bardzo nieoczekiwanym i niemile widzianym stresie, od zanurkował do kieszeni kurtki i sprawdził, czy miał przy sobie jakąkolwiek formę płatności. Gotówki żadnej innej nie miał, ale przynajmniej karta była na swoim miejscu. Odetchnął i pokazał jej ten kawałek plastiku o przerażająco dużej władzy.
- Zapłacę kartą. - Ten jeden element jakiejś kontroli nad absurdem poranka dał mu odrobinę komfortu. Nieoczekiwany gest Leah, jej dłoń lekko opierająca się na jego przedramieniu, wzbudziła niewielki dreszcz, który wcale nie miał nic wspólnego z nieprzyjemnością, wręcz przeciwnie. I dodatkowo zapewnił też odrobinkę więcej komfortu i jakiegoś rodzaju spokoju. Spojrzał jej w oczy... szczerzej. Nie stając za postawą tego, kto ogarnie ten burdel i odkręci wszystko, a wpuszczając ją nieco głębiej, pozwalając dostrzec, że on też panikuje, nie jest spokojny, ma kaca i tkwi w tym samym bagnie. Tkwią w nim razem.
Nie zamierzał zostawić jej z tym problemem, bo czuł się bardzo współwinny i odpowiedzialny za tę nieodpowiedzialność wieczoru i nocy wymykających się spod kontroli. Westchnął trochę głębiej i postarał się uśmiechnąć. Wyszedł mu raczej nie do końca określony grymas przypominający bardziej skrzywienie. Pokiwał też lekko głowa, na mocniejszy gest nie zdobył się przez ból rozsadzający czaszkę.
- Nie wiem, czy chcę rozmawiać z którymkolwiek z nich. Nie zostawią na mnie suchej nitki po tym, jak razem odłączyliśmy się od reszty. - Jakkolwiek bardzo by nie lubił innych członków gangu, to o pewnych rzeczach wolałby żeby jednak nie mówili. I chwała Bogu, że nie było tu z nimi Phila, bo wtedy z pewnością miałby nad sobą bezlitosnego kata torturującego go podburzaniem poczucia winy.

Wsiadł do taksówki pierwszy. Nie z braku wychowania, a ze względu na bezpieczeństwo, żeby przypadkiem taksiarz (wyglądający na najzwyklejszego, poczciwego taksiarza) nie odjechał z jego świeżo upieczoną żoną w siną dal, z zamiarem skrzywdzenia jej, czy cholera wie czego. Umysł podsuwał dziwne scenariusze i pomysły. Do apteki dojechali w parę minut. Poprosił kierowcę, żeby na nich zaczekał, skoczą jedynie do apteki i wysiedli razem. Zreflektował się dopiero po kilku krokach i zwolnił, spoglądając na Leah niepewnie.
- Chcesz żebym... mam iść z tobą? - Może się narzucał? Może wcale nie chciała żeby był świadkiem, jak kupuje tabletkę "po"? Mógłby dać jej swoją kartę, bo chyba i tak nie pogorszyłoby to ich już pokopanej sytuacji. W dziwnym odruchu nerwowości, zaciągnął mocniej sznureczki kaptura założonego na głowę.

Leah Nixon

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: śr gru 10, 2025 10:39 pm
autor: Leah Nixon
Jazda samochodem była katuszami, bo miała wrażenie, że w jej żołądku toczy się bitwa morska, której ostateczny wynik, z pewnością nie spowodowałby radości u poczciwego kierowcy, który łypał na nich w lusterku wstecznym w obawie, że zarzygają mu tapicerkę. Starała się brać głębokie wdechy i skupiała się na czym innym. Musieli mieć plan na najbliższe godziny i go po prostu realizować, a nie martwić się na zapas. Szła w kierunku wejścia do apteki, kiedy wyczuła, że Cillian zwalnia. Z reguły na jego jeden krok, przypadały jej dwa, niekiedy trzy. Zatrzymała się, spoglądając na niego nierozumiejącym wzrokiem. Na zaciąganie sznureczków kaptura zareagowała spojrzeniem pełnym politowania. Wstydził się? Gumki też zamawiał przez neta? Podeszła do niego, odnajdując w sobie duże pokłady cierpliwości. Prawie, jakby namawiała małe dziecko na wejście do gabinetu lekarza, obiecując lizaka.
- To nie wizyta u ginekologa - odparła, choć mina Cilliana skłaniała do podejrzeń, że być może tak to sobie wyobrażał - Może dodatkowo weźmiemy coś na kaca? Potrzebuję twojego portfela.
Oczywiście, że odda mu co do centa, bo nie chciała być dłużna. W żaden sposób, nawet jeśli jako żona miała tak naprawdę prawo do jego pieniędzy. O tym jeszcze w ogóle nie pomyślała. Ani o nadchodzących świętach, które zwyczajowo spędzała w rodzinnych stronach, gdzie śnieg sięgał do pach, a sąsiedzi rywalizowali ze sobą o najpiękniej przystrojoną choinkę. Można było uznać, że prezent zrobiła już sobie sama, zaliczając Cilliana i na dodatek zmieniając swój stan cywilny.
Obecność O'Briena za plecami była wyrazem jakiegoś wsparcia. Apteka była sieciówką, więc Leah skierowała kroki do właściwej alejki. Wcześniej wcisnęła mu do ręki koszyczek, w którym później wylądowało opakowanie saszetek na kaca. Przystanęła przy półce z awaryjną antykoncepcją, czując jak mieni się jej w oczach od zbyt ostrego oświetlenia w połączeniu z kolorowymi opakowaniami. Miała dylemat, który szóstym zmysłem sklepikarza wyczuł sprzedawca. Wysoki, szpakowaty młody mężczyzna wyrósł koło nich jak zjawa, przez co upuściła pudełko z głośnym:
- Jezusie!



Cillian O'Brien

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: sob gru 13, 2025 12:26 am
autor: Cillian O'Brien
Nie powiedziałby, że się wstydził kupowania tabletki "po". Czuł dyskomfort, tak, ale to chyba w pełni wynikało z potwornego bólu głowy, nadwrażliwości na światło, nieprzyjemnej podróży w zamkniętym samochodzie, rewolucjach żołądka i kacu moralnym stukrotnie przerastającym ten fizyczny. Cała ta sytuacja była jak wyrwana z jakiejś absurdalnej komedii i Cillian wciąż miał nadzieję, że ten certyfikat małżeństwa ciążący w kieszeni jednak nie jest prawdziwy, a ich jedynym realnym problemem okaże się właśnie kupno środka zapobiegającego niechcianej ciąży po zbyt upojnej nocy.
Odetchnął krótko i zacisnął usta. Skinął krótko głową na zgodę i podążył za nią do apteki.
Zbyt jasne światło jarzeniówek boleśnie uderzyło w oczy, aż musiał je zmrużyć. Nawet nie spojrzał na wciśnięty w jego dłoń mały koszyczek, starał się unikać patrzenia na refleksy światła mdląco odbijające się od nadmiaru kolorowych opakowań produktów wszelkiej maści.
Drgnął, kiedy Leah gwałtownie zareagowała na nieoczekiwaną obecność sprzedawcy. Cillian też go nie zauważył, w bardzo instynktownym odruchu zjeżył się i spiął, łapiąc swoją żonę za ramię w geście asekuracji i zarazem gotowości do osłonięcia jej przed potencjalnym napastnikiem.
- Jezusem nie jestem, jeszcze wody w wino nie umiem zamieniać. Ale mogę pomóc z... - Sprzedawca chyba chciał być zabawny i pomocny, bo nawet schylił się po upuszczone przez Leah pudełko. Nie dokończył zdania, bo kiedy się wyprostował i spojrzał na swoich zagubionych klientów, wyraz jego twarzy zmienił się znacząco. Z przystępnego i przyjaznego profesjonalizmu przeszedł w szeroki uśmiech rozpoznania. - Ooo, to wy! "Kontener gumek"! - Wycelował w nich palcami ułożonymi w żartobliwe pistolety, jakby byli co najmniej dobrymi znajomymi. Cillian zmarszczył brwi w konsternacji i nagłym, palącym gorąco zawstydzeniu, którego nie rozumiał. Aż poczuł pieczenie zadrapań na plecach.
- Kontener... co? - To była chyba najgłupsza możliwa reakcja, ale nie spodziewał się czegoś takiego. A sprzedawca zaśmiał się rubasznie, wszystkowiedząco, z wyraźnie słyszalnym HE HE HE, które tylko pogłębiło się po spojrzeniu na trzymane w dłoni pudełko. Uniósł je lekko, oceniająco spoglądając pomiędzy Leah i Cillianem.
- Czyżbyście zgubili kupione w nocy prezerwatywy? Całe trzy opakowania? - W najlepsze żartował tak, jakby naprawdę się znali i mógł pozwolić sobie na tak nieprofesjonalne podejście. Było to na tyle zaskakujące, że w pierwszej chwili całkiem zbijało z pantałyku, przynajmniej Cilliana. Zreflektował się dopiero po kolejnej sekundzie analizy sytuacji utrudnionej przez spowolnione procesy myślowe.
- Zaraz, CO? - Najbardziej zwracający uwagę nie był fakt, że najwyraźniej byli tu wczoraj i odpowiedzialnie kupili gumki, ale to, że było tego trzy opakowania.
Na litość boską, co się działo tej nocy?!

Leah Nixon

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: pt gru 19, 2025 11:28 pm
autor: Leah Nixon
Poczuła, jak gorąco uderza jej do twarzy. Była z a ż e n o w a n a. Miała wrażenie, że jarzeniówki świecą teraz wyłącznie na nią, a cała apteka słyszy każde słowo aptekarza. Kontener gumek. Serio. Jeśli istniał moment, w którym chciała zniknąć, rozpaść się na atomy albo teleportować się do innego wymiaru, to był dokładnie ten.
Spojrzała na sprzedawcę z mieszaniną wstydu i chęci mordu. Szeroki uśmiech był zbyt swobodny, jakby naprawdę uważał, że uczestniczą w jakiejś wspólnej komitywie. Czuła na sobie spojrzenie Cilliana, a jego konsternacja tylko pogłębiała dyskomfort. Kiedy padły słowa o trzech opakowań prezerwatyw, jej żołądek prawie fiknął koziołka. To było za dużo informacji.
— Wystarczy — przerwała mu ostro, zanim zdążył rozwinąć temat. Jej głos był niższy niż zwykle i napięty, co O'Brien mógł zauważyć. Nie patrząc już na aptekarza, niemal wyrwała mu z dłoni upuszczone wcześniej pudełko i wrzuciła je do koszyka, zamykając temat tym jednym gestem. W dziwnym odruchu złapała Cilliana za rękę i pociągnęła w stronę kasy. Serce waliło jej jak oszalałe, a w głowie huczało jedno wielkie ja pierdolę. Dopiero stojąc przy kasie, poczuła, że drżą jej dłonie. Puściła dłoń Cilliana tylko po to, by mógł wyjąć portfel i zapłacić. Unikała wzroku aptekarki, bo wydawało się jej, że o n a też ich kojarzy. Zdawkowo odpowiedziała na rutynowe pytania i dorzuciła do rachunku jeszcze dwie butelki wody, a gdy mogli już wyjść, wręcz frunęła w stronę drzwi.
Klapnęła na ławeczce, od razu pijąc, żeby pozbyć się nieprzyjemnego uczucia w żołądku. Z determinacją przestudiowała ulotkę informacyjną, po czym zażyła tabletkę.
— Jeden błąd naprawiony — zakomunikowała z lekkim cynizmem i wstała. Taksiarz na nich czekał, o ile nie uznał, że już z tej apteki nigdy nie wyjdą. Leah nie chciała rozmawiać, nawet jeśli właściwie to powinni. Byle dotrzeć do domu, a potem nie będą musieli na siebie patrzeć. Wróci do swojego życia, wyprze to wszystko z pamięci i jakoś to będzie.


Cillian O'Brien

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: ndz gru 21, 2025 2:28 pm
autor: Cillian O'Brien
Reagował z opóźnieniem. Poza instynktownymi odruchami, które mogłyby służyć jako forma fizycznej ochrony Leah przed jakąkolwiek szkodą, umysł miał problemy ze sprawnym łączeniem faktów i odnajdywaniem odpowiednich ripost. Kacowe zaćmienie bardzo mocno komplikowało mu w tej chwili życie i to dodatkowo go irytowało. I przyprawiało o mocniejszy ból głowy.
Leah nie musiała go ciągnąć całą drogę do kasy, ruszył za nią, ściskając jej dłoń w taki sposób, jakby miało to zrekompensować jego brak uciszenia sklepikarza. Posłał mu jedynie spojrzenie pełne dezaprobaty (miał nadzieję, że tak to wyglądało), pokręcił lekko głową i więcej się na niego nie oglądał. Zapłacił za zakupy bez patrzenia na kwotę, bo nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia i nie wziął rachunku, chcąc ten przybytek opuścić tak szybko, jak jego świeżo upieczona żona.

Po wyjściu z apteki machnął tylko do czekającego taksówkarza, żeby jeszcze moment poczekał i przysiadł obok Leah, zachowując dystans trochę mniejszy niż ten przyzwoity. Przyglądał się jej ze zmartwieniem i poczuciem winy, kiedy zapijała tabletkę, a po jej słowach odetchnął w nagle odczutej uldze. Przetarł twarz dłońmi i dopiero spojrzał na nią ponownie. Jakiś niewielki procent ciężaru konsekwencji niepamiętanej nocy spadł mu z ramion.
- Mam nadzieję, że chociaż nasze telefony znajdą się w naszym hotelu. - Nie wiedział co miałby powiedzieć w tej sytuacji. Powinni porozmawiać, tak, ale okoliczności temu absolutnie nie sprzyjały. Wypił prawie całą butelkę wody, jakby to miało jakoś pomóc na niezręczność całego tego poranka.
W taksówce obydwoje usiedli z tyłu. Cillian zerkał w stronę Leah kontrolnie, jakby obawiał się, że zaraz zwymiotuje tę tabletkę "po" i wcale problem nie będzie z głowy. Widząc jej wciąż zdenerwowane skubanie paznokcie, sięgnął do jej dłoni i złapał w geście zatrzymania i troski. Bo niezależnie od tego, że znaleźli się w sytuacji bardzo niekomfortowej, to nadal pałał do niej sympatią i zależało mu na jej dobrym samopoczuciu.

Jak tylko dojechali pod swój hotel i wysiedli z samochodu, zatrzymali się przed wejściem. Chyba obydwoje nagle zwątpili, czy chcą faktycznie tam wchodzić. Cillian ponownie zaciągnął mocniej sznureczki kaptura i wbił spojrzenie w nazwę nad wejściem.
- Ustalamy jakąś... wersję wydarzeń? Zgubiliśmy się po pijaku, albo nie wiem... - Nadal naiwnie i bardzo zażarcie wierzył, że absolutnie NIKT z pozostałych nie wiedział co takiego stało się minionej nocy.

Leah Nixon

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: czw gru 25, 2025 8:48 pm
autor: Leah Nixon
Też miała taką nadzieję. Że teraz będzie już z górki, odnajdą telefony, dowiedzą się co się stało i będą mogli spojrzeć w lustro z czystym sumieniem. Nie potrafiła zrozumieć swojego postępowania, nawet jeśli pod wpływem alkoholu i środków psychoaktywnych. S k ą d u licha pomysł na seks z Cillianem i ślub? Cóż, seks nie powinien jej aż tak dziwić, skoro na niego leciała, odkąd ich spojrzenia skrzyżowały się na karaoke, gdy wykonywała utwór U2 - With Or Without You. Poczuła wtedy dziwny przeskok energii, jakby ta chwila ich ze sobą połączyła. Wiedziała wtedy kim jest, ale... Najwidoczniej dla ciała nie miało to znaczenia. Podziała się magia i o, została żoną mężczyzny, który był dla niej zakazanym owocem, granicą, której nigdy nie powinna przekroczyć.
Drgnęła leciutko, gdy poczuła jego ciepłą dłoń. Spojrzała na niego z wyraźnym śladem emocji, gdzie odbijała się mieszanka lęku i zagubienia, po czym mimowolnie się uśmiechnęła z wdzięcznością i odwzajemniła uścisk, czując się niespodziewanie lepiej.


Spojrzała na znajomy budynek jak na wrota prowadzące do domu. Jeżeli ceną przejścia, było narażenie się na docinki to jakoś to zniesie. Przymknęła oczy, dopiła wodę i wyrzuciła butelkę do pobliskiego kosza.
— Najrozsądniej jest milczeć — powiedziała — Poniosło nas z imprezowaniem, ani słowa o ślubie... Gorzej jeśli na nim byli... Nie martwy się na zapas. Ich reakcje będą podpowiedzią w którą stronę to pociągnąć. Chodźmy, miejmy to już za sobą.
Przekroczyli wspólnie próg, mijając pustą recepcję i od razu kierując się w stronę windy. Mieli pokoje na tym samym piętrze, co reszta ich ekipy. Tyle, że pokój Leah znajdował się na końcu korytarza.
— Nie musisz mnie odprowadzać — zaprotestowała, ale nim dodała coś więcej, drzwi losowego pokoju się otworzyły gwałtownie i ujrzeli Rogera, barmana.
— Hej! Wrócili! — krzyknął do kogoś za plecami i wrócił do nich spojrzeniem, Bardzo oceniającym — Tak mi się wydawało, że cię słyszę, Leah. Oho, wyglądasz jak kupa gówna, O'Brien!
Za przykładem Rogera, pozostali również stanęli w drzwiach, rzucając spojrzenia, które Leah zirytowały. Miała ochotę powiedzieć, że będzie u siebie i zostawić Cilliana z jego znajomymi, ale się nawet nie poruszyła. Chyba udzieliła się jej małżeńska solidarność.
— Sam nie wyglądasz lepiej, Roger — wytknęła — Trochę wypiliśmy i tyle, dzięki za troskę.


Cillian O'Brien

Niagara Falls is where the world reminds you how magnificent it still can be.

: śr gru 31, 2025 1:10 pm
autor: Cillian O'Brien
Plan wydawał się być prosty, przejrzysty, ten typowy z serii "co mogłoby pójść nie tak?".
Otóż właśnie, najwyraźniej wszystko mogło pójść nie tak.
Cillian potrzebował kawy. Desperacko. Ale znalezienie telefonu było ważniejsze. I naprawdę miał nadzieję, że znajdzie go w pokoju, a te wszystkie czające się na granicy świadomości lęki okażą się całkowicie niepotrzebne.
Jego pokój znajdował się mniej więcej na środku korytarza, niemalże vis-a-vis tych, które otworzyły się z rozmachem. Zawsze lubił Rogera, ale w tej chwili wcale nie miał ochoty ani go widzieć, ani przepychać się słownie w ramach przyjaznego droczenia. Mimo to zatrzymał się, żeby nie wyglądał jak spłoszona łania uciekająca ze strachem. Gorzej, że chyba wyglądał jak sparaliżowana łania w świetle reflektorów, bo oceniające spojrzenie Rogera rozmnożyło się, jak poza nim jeszcze kilka innych głów wyjrzało na korytarz.
- Po to tu przyjechaliśmy, nie? Miała być dobra zabawa i była dobra zabawa. Ja się dobrze bawiłem, wy nie? - Brzmiał... jak człowiek skacowany. Zachrypnięty, zniżający głos, bo ból głowy dawał mu się we znaki, zmęczony. I jakby chciał ukryć plątanie się we własnej odpowiedzi.
Roger uśmiechnął się zbyt szeroko, jak na kogoś najzwyczajniej w świecie witającego znajomych o poranku po grubej imprezie. Wyglądał tak, jakby wiedział. Spoglądał między Leah i Cillianem, jakby oczekiwał czegoś konkretnego.
- Tylko trochę? Po siódmym szocie zgubiłem się ile wam polewałem. Ale tak, to bez wątpienia była niezapomniana noc, chyba wszyscy się zgodzimy? - Spojrzał przez ramie, na co kilka głosów potwierdziło z cichym entuzjazmem, a ktoś ze środka puścił na telefonie m a r s z w e s e l n y. Cilliana momentalnie oblał zimny pot i chyba pobladł jeszcze bardziej. Chwycił się nadziei, że to przypadek, aż fizycznie zaczęły go boleć zaciskane dłonie.
- Świetnie. Widział ktoś mój telefon? - Drżenie w głosie pogłębiło się, a przed oczami niekomfortowo pojaśniało. Chciał znaleźć się już w swoim pokoju i nawet postąpił pół kroku w kierunku drzwi, ale zatrzymał go głos Joe stojącego tuż za Rogerem.
- Zaraz... Wy nic nie pamiętacie? - Być może jego bystry umysł połączył fakty szybciej, bo jako jedyny nigdy nie pił i trzymał się z daleka od wszelkich używek. Zdumienie w jego spojrzeniu mieszało się z rozbawieniem, kiedy ze śmiechem wyciągnął swój telefon z kieszeni, odszukał w galerii nagranie i zaprezentował dumnie. Na ekranie, pośród pijackich śmiechów i okrzyków, na tle tandetnego kwiecistego tła, Cillian i Leah - w równie tandetnym welonie ze sklepu z pamiątkami - szli w ślinę jak napaleni nowożeńcy. Ktoś poza kadrem krzyknął "znajdźcie sobie pokój!", ktoś inny "niech żyją państwo O'Brien".
Cillianowi zrobiło się słabo. Zmiękły mu kolana, aż musiał podeprzeć się o ścianę na wyprostowanym ramieniu. Panicznie zerknął na stojąca obok Leah, która wyglądała na równie blada, jak on sam.

No to by było na tyle z zachowywania tego w tajemnicy.

Leah Nixon