Strona 2 z 2
How's it going, moose?
: wt sty 20, 2026 12:53 pm
autor: Zella Gardner
Nawet jeśli ktoś kiedykolwiek miał okazję wyczaić łosia w zoo, pewnie i tak widok takiego zwierzęcia na tle miejskiej scenerii był nie lada gratką, wartą obejrzenia. Wszystko, co znacznie odznaczało się od normy prowokowało w ludziach taką reakcję. Najwidoczniej w naturze ludzkiej leżała ciekawość, czasami nawet wręcz przesadna. Tak, między innymi, Zella mogła tłumaczyć swoją wścibskość.
— O tak. Chociaż kto wie co jeszcze wymyślą. Może wreszcie skończymy z latającymi samochodami, ale jako stare babcie nie będziemy umiały ich ogarnąć. — wzruszyła ramionami, choć jednocześnie nie mogła powstrzymać rozbawionego tą wizją uśmieszku. To było jeszcze śmieszne, ale gdy starsi zaczynali wierzyć w nieprawdziwe filmiki to już było źle. Chociaż… Jeśli jakaś babcia wleci w jakiś budynek z tym swoim latającym samochodem też mogło być różnie. No cóż. Być może przekonają się o tym na własnej skórze.
Gardner miała już wprawę, włączając nagrywanie podczas gdy w drugiej ręce trzymała kawę. Oczywiście ryzykowała bardziej jej wylaniem, ale nie mogła ominąć takiej okazji. Na szczęście kawa została w kubku, a telefon wylądował bezpiecznie w jej torebce po nagranym zdarzeniu.
— Pewnie tak. No nic, pozostaje tylko mieć nadzieję że policji uda się wycofać biedaka z powrotem do natury. — mruknęła, przyglądając się temu, co działo się na zewnątrz. Widok łosia był ciekawy, ale harmider panujący wokół już nie do końca. Pokręciła krótko nosem, wyrażając delikatną dezaprobatę, po czym wycofała się spod okna, zajmując miejsce obok swojej rozmówczyni. Wyjść teraz raczej nie wyjdą, więc jakoś musiały przeczekać całe łosiowe przedsięwzięcie.
— Jestem ciekawa ile klientek zażyczy sobie łosiowych motywów na paznokciach po tym wszystkim. — rzuciła, wzdychając krótko. Spojrzała na kubek swojej kawy na wynos, który stał na blacie tuż przy jej wolnej dłoni. Po krótkiej chwili przygarnęła go do siebie i upiła łyka, nie chcąc czekać, aż napój przesadnie wystygnie.
Ophelia Attwood
How's it going, moose?
: pt sty 23, 2026 4:34 pm
autor: Ophelia Attwood
Nietypowe pojawienie się łosia w mieście z pewnością wzbudzało ogromne emocje. Szkoda tylko, że w wyniku tych emocji cierpiał rozsądek i wielu z nich ryzykowało niepotrzebnie, chcąc zbliżyć się do łosia i uzyskać jak najlepsze dowody na jego spotkanie. Całe szczęście przynajmniej Attwood pomimo całej sympatii do dzikiej natury zadowalała się obserwowaniem zwierzęcia z daleka.
- Może nie będzie wiele do ogarniania, bo wystarczy, że wbijesz adres w GPS i cię auto samo zawiezie - odpowiedziała, uśmiechając się jeszcze do rozmówczyni.
Miło było snuć takie przyjemne futurystyczne wizje, które nie zawierały żadnej apokalipsy i katastrof spowodowanych działaniem ludzkim, które niechybnie doprowadzą do końca świata oraz znanej nam cywilizacji. Wokół było już wystarczająco wiele niepokojów społecznych i strachu o to jak będzie kiedyś wyglądało życie.
Ophelia nie potrzebowała szczególnie wiele do szczęścia. Odstawiła jednak wpierw swoją gorącą czekoladę na pobliski stolik i dopiero wtedy mogła zrobić kilka zdjęć tego cudownego łosia. W końcu druga taka szansa się nie trafi. Nie była jednak na tyle głupia, aby wychodzić z kawiarni naprzeciw zwierzęcia. Niech chociaż od nich ma spokój.
- Może sam się znudzi po jakimś czasie i znajdzie drogę powrotną - powiedziała jeszcze, rozsiadając się wygodnie przy stoliku i mieszając bitą śmietanę w swojej gorącej czekoladzie.
Biorąc pod uwagę galopującego po ulicy łosia lepiej było jeszcze nieco odczekać nim którakolwiek z nich opuściłaby kawiarnię. W końcu zawsze mogły się na niego natknąć całkowitym przypadkiem. Niech ma szansę na to, aby odejść gdzieś dalej. Gdzieś, gdzie pewnie przy chodnikach rosły małe drzewa, które z łatwością można było obedrzeć ze smacznej kory.
- Robisz paznokcie? - zainteresowała się i odruchowo przeniosła spojrzenie na dłonie nieznajomej, aby sprawdzić czy na jej własnych paznokciach widniały jakieś jej prace. - Masz może jakieś sociale? Nie ukrywam, że szukam nowej stylistki paznokci... Poprzednia się przeprowadziła i jeszcze nie znalazłam nikogo nowego.
Jeśli tylko kobieta byłaby chętna do podzielenia się swoim miejscem pracy oraz pokazaniem swoich dzieł to Ophelia mogła nareszcie rozwiązać swój problem braku kompetentnej artystki, która zajęłaby się jej paznokciami.
Zella Gardner
How's it going, moose?
: śr sty 28, 2026 2:15 pm
autor: Zella Gardner
Ludzie dość często mieli do ryzykowania za czymś, co dawało im złudne poczucie bycia lepszymi od tych, którzy nie skakali tak ochoczo w ogień. W dobie chęci zyskania chwilowej sławy, zasięgów i tym podobnych było to jeszcze bardziej widoczne. Niestety, prawie zawsze to kończyło się w zły sposób, a nawet w ten najgorszy. Ile było już informacji że jacyś śmiałkowie umierali, bo chcieli zrobić coś pod wyświetlenia na Tiktoku. Przykre, że ludzie temu ulegali.
— O, to jest dobra myśl. Miejmy nadzieję, że faktycznie ktoś to tak ogarnie. Najpierw to niech wreszcie wynajdą te latające samochody, bo czekamy od tylu lat a tu dalej nic. — przyznała, brzmiąc niemalże na zbulwersowaną taką rzeczywistością, ale śmiech na sam koniec tylko potwierdził mniejszą powagę swoich słów. Szczerze to bliżej im było do apokaliptycznej wizji świata aniżeli latających pojazdów, choć Gardner pewnie wolałaby by świat się powoli leczył zamiast zabijać się bardziej z roku na rok. To było jednak ciężkie osiągnięcie, biorąc pod uwagę nie tylko potrzeby ludzkości, ale samo jej zachowanie w stosunku do naszej planety.
— Łoś na pewno jest mądry, więc pewnie szybciej pójdzie gdzieś sam. Z policjantami pewnie się bawi, choć kto wie, może zdołają go odprowadzić tam, skąd przybył. — wzruszyła tylko ramionami, sięgając znowu po swoją kawę, z której upiła łyka. Mimo wszystko miała nadzieję na taki obrót sytuacji, bo chciałaby wrócić do mieszkania bez oglądania się za ramię z myślą, że może akurat dostrzec pędzącego na nią łosia.
— Tak. Prowadzimy studio z przyjaciółką. — skinęła głową, od razu dostrzegając wzrok kobiety na swoich dłoniach. Sama na co dzień stawiała raczej na niekrzykliwy, klasyczny manicure w stonowanych barwach. Pasowało to do jej eleganckiego looku. Zdarzały się natomiast wyjątki w postaci specyficznych świąt czy wydarzeń. Zapewne na Walentynki mogłaby sobie zrobić coś bardziej odstrzelonego. — Mamy, już podaję. I bardzo gorąco zapraszam. — Zella była wręcz bardziej niż ucieszona na wieść, że być może zyska w ten sposób nową klientkę. Kto by pomyślał? Zaskoczyło ją to chyba bardziej niż sam widok łosia za oknem.
Wyjęła ze swojej torebki karteczkę, zapisując nie tylko profil na Instagramie, ale również i telefon do samego salonu, a także adres. Gdy skończyła, podsunęła ją Ophelii.
Ophelia Attwood
How's it going, moose?
: śr sty 28, 2026 11:01 pm
autor: Ophelia Attwood
Głupota ludzka była jedną z tych rzeczy, która istotnie wydawała się nie posiadać żadnej miary. Przynajmniej one dwie zachowywały się jak na rozumne istoty ludzkie przystało i nie ryzykowały niepotrzebnie, aby zdobyć zdjęcia łosia.
- Coś czuję, że to jedna z tych rzeczy, które wymyślą jak już nas nie będzie na tym świecie - rzuciła z pewnym żalem, ale prawda była taka, że technologia tak szła do przodu, że niczego nie dało się już przewidzieć.
One dwie na pewno nic nie poradzą na stan tego świata. Nie miały takiej siły sprawczej. Mogły co najwyżej po prostu rozkoszować się swoim napojem w spokoju i uciąć sobie przemiłą pogawędkę nim zdecydują się na to, aby finalnie rozejść się każda w swoją stronę.
- Jakby zrobili jakąś faktycznie dobrze zakrojoną akcję to pewnie by go odstawili do naturalnego habitatu - przyznała, ale do tego musieliby zapewne mieć weterynarzy, strzałki usypiające oraz transport dla tak dużego zwierzęcia na tereny leśne.
Dużo ciekawszy nagle wydał się jednak temat paznokci ze względu na to, e nieznajoma podzieliła się swoją profesją. Wydawało się, że spadła wprost z nieba Ofelii, która znajdowała się w pewnej potrzebie. Może nie palącej, ale jednak, bo wypadało kiedyś zrobić sobie paznokcie.
- O, to miło wiedzieć. Długi już macie to studio? - dopytała z ciekawości, widząc jak zmiana tematu tchnęła w rozmówczynię nową energię.
Wyjęła od razu telefon, aby zapisać sobie podane kontakty i zostawić od razu follow na profilu instagramowym, który przejrzała pobieżnie i musiała stwierdzić, że miały naprawdę świetne wzory.
- Zjawię się na pewno. Wpierw jednak muszę się upewnić, co do tego jakie mam wolne terminy - zapewniła, bo studio faktycznie wyglądało zachęcająco i Attwood musiała tam wpaść, gdy tylko znajdzie jakiś wolny dzień w swoim terminarzu.
Zella Gardner
How's it going, moose?
: czw sty 29, 2026 11:05 am
autor: Zella Gardner
Dobrze, że był ten odsetek osób, które zachowywały się jeszcze względnie logicznie. Natomiast wraz z upływem czasu można było odnieść wrażenie, jakby coraz więcej głupoty wychodziło na światło dzienne. Ludzie, którzy zachowują się odpowiednio, zaczynają przy tym wyglądać na wyjątkowych. A to chyba nie tak powinno wyglądać...
— Jestem skłonna w to uwierzyć. Ten pomysł jest znany już od tylu lat, a dalej nikt nie zbliża się do jego realizacji. — pokiwała głową w zgodzie, samej nie kryjąc swojego zawodu taką rzeczywistością. Kreatywność ludzka nie znała tak naprawdę granic, a niektórzy przechodzili samych siebie, wymyślając rzeczy pod futurystyczną tematykę. Szkoda tylko, że technologia nie rozwijała się na tyle prężnie, by temu wszystkiemu sprostać. Wciąż był to jednak idealny temat do rozmów, snucia wizji pod tytułem „a co by było gdyby…” i tak dalej.
— Z pewnością. A tak to wygląda jakby bawili się w kotka i myszkę, nie bardzo wiedząc, jak to dobrze ugryźć. — skwitowała, jednocześnie wzruszając ramionami. Zella nie była ekspertem, ale całość nie wyglądała tak, jak powinna wyglądać dobrze przygotowana, pewna akcja. Nic dziwnego, bo przecież łosie niecodziennie bawiły się w miejskiego turystę. Ten musiał zaskoczyć policjantów niczym śnieg zaskakiwał kierowców na polskich drogach. Czy jak to tam szło.
— Będzie już ze dwa lata, może nawet dłużej. Niedługo mamy też otwarcie filii w Vancouver. — nie mogła ukryć tego, że była dumna, jak ten biznes im się rozwinął. Wstępnie chciały tylko tego, by na miejscu mieć parę stałych klientek i zarabiać na tyle, by przyzwoicie tego żyć. Gardner nawet nie śniła, że będą mogły mieć kilka lokali.
A nawet mimo tego nie mogła się nie uśmiechnąć, gdy jej rozmówczyni zaczęła sobie wszystko zapisywać, ciesząc się w duchu na myśl o potencjalnej klientce.
— Oczywiście. Ja też mam swój terminarz, natomiast jeśli będzie ciężko coś znaleźć w moich normalnych godzinach pracy, możemy coś pomyśleć po godzinach. — zaproponowała. Zella nie miała z tym żadnego problemu. Oczywiście, nie każdemu tak szła na rękę, ale czasami nie dało się inaczej i trzeba było się poświęcić, by zatrzymać klienta na dłużej. Ona i tak żyła pracą, więc nie było to dla niej aż tak wyczerpujące.
Ophelia Attwood
How's it going, moose?
: czw sty 29, 2026 10:58 pm
autor: Ophelia Attwood
Jak głosiło stare czy też względnie nowe powiedzenie: przed wynalezieniem internetu jedynie rodzina wiedziała żeś debil. Aktualnie z dostępem do tych wszystkich platform i social mediów najczęściej można było zobaczyć to, co wywoływało największe emocje czyli nieszczęścia i głupotę. A szkoda, bo ludziom przydałoby się więcej pozytywnych rzeczy w życiu.
- Mam teorię spiskową... Co jeśli to byłoby możliwe, ale specjalnie opóźniają realizację tego projektu ze względu na to, że obawiają się tego, co zwykli ludzie mogliby zrobić z taką wolnością poruszania się? Wypadki na pewno byłyby co chwila, bo ktoś postanowił poszarżować i poruszać się nieprzepisowo. Zbyt wielki chaos by panował w przestrzeni - powiedziała, wyglądając przy tym niezwykle poważnie jakby właśnie chciała odkryć przed kobietą sekret wszechświata.
Faktycznie mogło się to wydawać dziwne, bo w końcu jednak obecnie funkcjonowało już tyle technologii, które wcześniej widziano jedynie w filmach sci-fi, że aż chciało się spytać co z tymi latającymi samochodami? Z drugiej pewnie jeszcze wiele innych rzeczy czekało na swoją kolej, aby wejść na rynek z dużo większą liczebnością. Mowa tu była głównie o sprzętach domowych i być może prostych robotach, które mogłyby wykonywać przynajmniej część prostych czynności.
- Oby jednak szybko się to jakoś rozwiązało, bo jednak wprowadza to dezorganizację dla całego miasta - dodała jeszcze, bo nigdy nie było wiadomo gdzie owy łoś może się pojawić i co takiego mógłby zrobić.
One dwie nie były ekspertkami, ale doskonale wiedziały, że nie tak to powinno wyglądać. Może w sumie jakby ktoś dał im szansę to w jakiś sposób wymyśliłyby sposób na pokojowe pozbycie się łosia? Może istniał jakiś zaklinacz łosi, który by go wyprowadził samodzielnie z miasta? Kto wie.
- To całkiem nieźle wam idzie jak na tak młody biznes. Niektórzy muszą pracować o wiele dłużej, aby otworzyć więcej niż jeden punkt... Macie tam kogoś na miejscu czy jedna z was będzie się tam przenosiła? O ile rzecz jasna możesz i chcesz o tym mówić - powiedziała, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie może dopytywać ją aż zanadto i wyjść na wścibską.
W tym momencie obie wydawały się być naprawdę zadowolone z tego przypadkowego spotkania. W końcu Ophelia mogła liczyć na to, że ktoś zajmie się godziwie jej paznokciami, które od czasu do czasu potrzebowały profesjonalnego podejścia.
- Po godzinach? To zdecydowanie wymaga butelki wina albo jakiejś innej dodatkowej kompensaty za poświęcony czas - stwierdziła, bo jednak nie chciałaby wykorzystywać zanadto dobroci manicurzystki, która poza pracą także miała jakieś swoje życie i czas wolny do wykorzystania.
Zella Gardner
How's it going, moose?
: pt sty 30, 2026 3:07 pm
autor: Zella Gardner
Zella w milczeniu przeanalizowała słowa swojej rozmówczyni, biorąc to całkiem na poważnie, ale wciąż z taką lekką dozą żartobliwości. Żeby nie było zbyt poważnie, w końcu to tylko swobodna rozmowa.
— W sumie to ma sens. Już i tak jest wystarczająco dużo wypadków drogowych, a ludzie w dalszym ciągu lekceważą powagę problemu. Gdyby jeszcze wrzucić w to wszystko przestrzeń powietrzną to chyba nastąpiłby armagedon. — wypowiadając swoje zdanie, kiwała też głową dla potwierdzenia swojej zgody w tym temacie. Powód mógł być zarówno zapobiegawczy, jak i związany z innymi obostrzeniami. Może też z takiego powodu pracowano nad czymś, co wykluczyłoby zwiększenie liczby wypadków, o ile było to w ogóle możliwe. Równie dobrym pretekstem były inne priorytety – chcąc czy nie, latające samochody nie były czymś, co aż tak ułatwiłoby ludziom żywot, przynajmniej w porównaniu do innych nowinek technologicznych.
— Tak. Nawet nie wiadomo jak tu wrócić do domu przy czymś takim, bo za rogiem może albo być łoś, albo ograniczony przez policję ruch. — westchnęła w odpowiedzi. Niby dało się to obejść, zmieniając swoją dotychczasową drogę, ale niepotrzebnie utrudniało to ruch w mieście, które było dość żywą metropolią. To też z kolei rodziło kolejne potencjalne problemy w funkcjonowaniu całego miasta, ale o tym to już lepiej nie myśleć. Najlepiej, jakby właśnie w tym momencie zaganiali wreszcie tego łosia gdzieś na obrzeża, przybliżając go do natury.
— Szczerze powiedziawszy to też jestem zaskoczona. Musiało nam dopisać wyjątkowe szczęście, bo inaczej nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. — odpowiedziała, nawet nie kryjąc się ze swoim rozbawionym, ale również i nieco zaskoczonym uśmiechem. — Ależ nie mam problemu by o tym mówić, to żadna tajemnica. Jest to inna osoba, natomiast pracowała już z nami wcześniej, więc mamy do niej pełne zaufanie. — najpierw machnęła ręką, by zaraz potem podzielić się z kobietą tą informacją. Zrobiło jej się nawet miło, że ktoś się zainteresował na tyle, by zapytać o tak niepozorny szczegół.
— To nie jest absolutna konieczność. Aczkolwiek nie pogardzę. — uniosła co prawda dłonie w geście protestu, natomiast lekko zmieszany uśmiech na jej twarzy zdradzał, że była zbyt miękka na to, by stanowczo odmówić dodatkowym formom zapłaty. Klient nasz pan tyczył się również i tej kwestii, choć to ona czerpała korzyści w tym wypadku. A przynajmniej tak na to patrzyła. Najważniejsze i tak było dla niej zadowolenie z jej pracy, niekoniecznie dodatkowa rekompensata za nią.
Ophelia Attwood
How's it going, moose?
: sob sty 31, 2026 9:24 am
autor: Ophelia Attwood
Obie podeszły ze zdecydowanie zbyt dużą powagą do całkowicie wyimaginowanego problemu z latającymi autami. No, ale skoro obie utknęły w tej cholernej kawiarni na najbliższy czas to musiały jakoś go wykorzystać. Czemu nie miałyby tego zrobić na użytek jakiś dziwnych rozkmin dyktowanych tokiem obecnej rozmowy?
- No właśnie. Zatem może dlatego nie doczekamy się zbyt szybko takich urządzeń. Chyba, że stworzyliby jakieś tunele powietrzne albo byłyby to pojazdy poruszające się jedynie po ściśle wyznaczonej trasie - dodała jeszcze, bo może i takie rozwiązanie było możliwe.
Dawno nie prowadziła takich dialogów i naprawdę mile było się zatracić na chwilę w tak hipotetycznej rozmowie na temat potencjalnej przyszłości. Choć dotyczyła ona rzeczy, których zapewne faktycznie nie zobaczą nigdy w życiu.
- Dokładnie. Jeszcze mi tego brakuje, żeby taki łoś wlazł mi do klubu - westchnęła ciężko, przypominając sobie o tym, że chyba gdzieś w Kanadzie był już podobny przypadek.
Tak jak miała zaufanie do swojej ochrony i wiedziała, że bez problemu zajęliby się osobami sprawiającymi problem w Tranzac tak łoś był zupełnie inną historią. Nie mogłaby ich winić za brak interwencji, ale liczyłaby na to, że chociaż spróbują utrzymać ludzi z dala od zwierzęcia.
- Oby to szczęście wam dalej sprzyjało. Mam nadzieję, że salon w Vancouver okaże się wielkim sukcesem i będziecie mogły po nim założyć jeszcze jeden - powiedziała i gdyby tylko miała w ręku drinka, a nie kubek pełen gorącej czekolady to uniosłaby go w toaście.
- Zatem wino. Zanotowane - uśmiechnęła się z zadowoleniem i lekkim rozbawieniem, gdy tylko manicurzystka uniosła ręce w obronnym geście. - Wychodzę z założenia, że warto w jakiś sposób okazać swoją wdzięczność, gdy ktoś wyświadcza mi jakąś przysługę... Przy okazji: jestem Ophelia.
Uświadomiła sobie nagle, że od jakiegoś czasu beztrosko sobie rozmawiały nie wymieniwszy nawet swoich imion. Cóż, Attwood mogła pewnie znaleźć imię Zelli gdzieś na instagramie jej salonu, ale zawsze lepiej było osobiście wymienić się swoimi godnościami. Zwłaszcza, że Ophelia miała wrażenie, że właśnie znalazła kogoś kto mógłby zostać jej przyjaciółką z benefitami. Benefitami w postaci pięknie zrobionych paznokci rzecz jasna.
Zella Gardner