Kiedy wszystko się spieprzyło
: czw sty 01, 2026 7:34 pm
Serce mu się krajało, gdy słyszał słowa przyjaciela, a łzy z coraz większą siłą napływały mu do oczu, szczypiąc. Miał nadzieję, że Alvaro ich nie zauważy - nie mógł tego widzieć; Santiago przecież nigdy nie płakał, nie okazywał żadnej słabości. Co prawda w przeszłości kilka razy trochę otwierał się przed Salvatierrą, ale w bardzo ograniczonym stopniu: kiedy już nie wytrzymywał tego, jak się czuł. Ale to były sporadyczne przypadki - przez większość życia przed każdym ukrywał swoje prawdziwe emocje. Teraz teżchciał je ukryćna tyle, na ile się dało, mimo, że w środku cały się dosłownie trząsł i rozpadał.
- ¡Huir! - rzucił głośniej, starając się jednak, żeby nie było to zbyt głośne i żeby nie ściągnęło im na kark policji szybciej, niż to nieuniknione - ¡Vete a la mierda, antes de que llegue la policía!
Nie dawał się pociągnąć do wyjścia, a rysy jego twarzy się wyostrzyły. Zaciskał i rozluźniał szczęki nerwowo, odruchowo napinając wszystkie mięśnie. Kiedy zobaczył, że to nic nie daje, a Alvaro nie zamierza go zostawić, skrzywił się i wyszarpnął pistolet z kabury pod swoją pachą, chwilę później celując nim w mężczyznę.
- ¡Fuera!
Ręka mu drżała; sam nie był pewien, czy bardziej z emocji, czy przez chorobę. Nie brał ostatniej dawki leków, zajęty ratowaniem sytuacji na tyle, na ile było to możliwe, a powinien je wziąć kilka godzin temu. Ciało zaczynało coraz mocniej dawać mu znać, że to źle, że bez tych cholernych zastrzyków nie jest już w stanie normalnie funkcjonować. Ale teraz teżsamo celowanie w Alvaro sprawiało, że Santiago miał ochotę raczej przyłożyć tę lufędo swojego podbródka i wystrzelić; brzydził się sobą mimo, że jednocześnie robił to dla jego dobra.
Alvaro Salvatierra
- ¡Huir! - rzucił głośniej, starając się jednak, żeby nie było to zbyt głośne i żeby nie ściągnęło im na kark policji szybciej, niż to nieuniknione - ¡Vete a la mierda, antes de que llegue la policía!
Nie dawał się pociągnąć do wyjścia, a rysy jego twarzy się wyostrzyły. Zaciskał i rozluźniał szczęki nerwowo, odruchowo napinając wszystkie mięśnie. Kiedy zobaczył, że to nic nie daje, a Alvaro nie zamierza go zostawić, skrzywił się i wyszarpnął pistolet z kabury pod swoją pachą, chwilę później celując nim w mężczyznę.
- ¡Fuera!
Ręka mu drżała; sam nie był pewien, czy bardziej z emocji, czy przez chorobę. Nie brał ostatniej dawki leków, zajęty ratowaniem sytuacji na tyle, na ile było to możliwe, a powinien je wziąć kilka godzin temu. Ciało zaczynało coraz mocniej dawać mu znać, że to źle, że bez tych cholernych zastrzyków nie jest już w stanie normalnie funkcjonować. Ale teraz teżsamo celowanie w Alvaro sprawiało, że Santiago miał ochotę raczej przyłożyć tę lufędo swojego podbródka i wystrzelić; brzydził się sobą mimo, że jednocześnie robił to dla jego dobra.
Alvaro Salvatierra