Strona 2 z 2

?????

: pn sty 12, 2026 8:03 pm
autor: mars carrington
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Dacey Finnegan

?????

: pn sty 12, 2026 9:18 pm
autor: Dacey Finnegan
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

   一 Śpij już i nie marudź 一 dodał ciszej, tak na dobranoc i przekręcił się do niego tyłem, podciągając do siebie kołdrę i pakując ją między uda, mocniej zaciskając nimi materiał. Też miał jutro pracę, a jeżeli cały jego wyjazd będzie wyglądał jak ten dzień, to najchętniej już by po prostu wrócił do domu. W końcu udało mu się znowu zasnąć.

mars carrington

?????

: śr sty 14, 2026 9:55 am
autor: mars carrington
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Dacey Finnegan

?????

: czw sty 15, 2026 4:09 pm
autor: Dacey Finnegan
   Uśmiechnął się pod nosem, słysząc że ten obarcza go winą za wszystko. No w sumie jakoś specjalnie się nie chciał z tym kłócić, może w ogóle. Nic nowego, raczej nie miał w życiu zbyt wielu osób, które by go chwaliły za jakieś działania, cokolwiek. A to dlatego, że po prostu mało co robił dla innych, nawet dla siebie, kontrując się raczej na minimalnej aktywności, skupiając się wokół tych najprostszych potrzeb, takich jak zarobienie pieniędzy na dach nad głową, jedzenie i rachunki i przeżycie w tym szarym świecie. Nie starał się, bo nie miał dla kogo, dla samego siebie mu się po prostu nie chciało.
   一 Jasne, bo jestem taki seksowny, że nie możesz się oprzeć 一 mruknął bez jakichkolwiek oporów i próbował dalej spać, ale do wyznań Marsa doszło jeszcze stare dobre nienawidzę cię.
Otworzył na chwilę oczy, podniósł dłoń do swojej twarzy i przesunął nią po policzku i brodzie w zastanowieniu. Pociągnął krótko nosem, po czym zrezygnował z odpowiedzi i zamknął znowu oczy, tym razem po chwili zasypiając już na dobre, tym bardziej, że Mars na szczęście też już przestał rozmawiać. Podejrzewał, że więcej osób go nienawidzi, a skoro nie przejmował się tym do tej pory, to czemu miałby nagle zacząć.
   Wstał o odpowiedniej porze, żeby ubrać się, zabrać swoje rzeczy, kartę do pokoju i wyjść. Nie wiedział czy Mars spał, czy tylko udawał i tego nie sprawdzał. O dziwo wyspał się na tyle, żeby czuć się w miarę w porządku. Pewnie prysznic też pomógł. Zaszedł na recepcji, gdzie wytłumaczył, że w kwestii pokoju chyba zaszła pomyłka. Otrzymał inną jedynkę i nową kartę. W swoim pokoju mógł przygotować się do szkolenia i wypić kawę.
   Sala konferencyjna, udostępniona przez hotel była zaopatrzona skromnie, ale miała wszystko, co trzeba. Dacey prowadził blok z cyberbezpieczeństwa i na szczęście miał prowadzić spotkanie jako pierwszy, a to oznaczało, że odwali swoją robotę i będzie mógł resztę czasu mieć wszystko w dupie.
   一 Dzień dobry, drużyno 一 mruknął niezbyt poważnie i nikt od niego powagi nie oczekiwał, większość pracowników już go znała i miała to gdzieś. 一Więc… Bezpieczeństwa w pracy z danymi 一 zaczął, przedstawiając temat szkolenia. Poprawił krawat, bo chociaż nie chciało mu się przemawiać jakoś zbyt profesjonalnie, skoro i tak wszyscy jeszcze spali, to zgodził się, kiedy przełożony poprosił go, żeby chociaż ubrał się elegancko. Wepchnięta do spodni koszula była trochę za duża, ale krawat do niej pasował i w dodatku był dobrze założony.
   一 Wytłumaczę wam kilka zagadnień, takich jak bezpieczne przechowywanie i przesyłanie danych, podstawy haseł, uwierzytelnianie dwuskładnikowe, wykrywanie phishingu 一 wytłumaczył, przesuwając spojrzeniem po obecnych pracownikach. Wtedy jego wzrok padł na Marsa, co sprawiło, że lekko zmarszczył brwi. Na pewno nie wiedział, że ten pracuje dla Google i trochę go to zaskoczyło. Zapatrzył się dłużej, niż powinien, zastanawiając od kiedy mężczyzna jest w tej firmie zatrudniony.

mars carrington

?????

: pn sty 26, 2026 11:59 am
autor: mars carrington
Nie jesteś 一 palnął głupio, lecz rumieniec na policzkach wprost wskazywał, że słowa nijak miały się do rzeczywistości. Trudno było mu pojąć, dlaczego ten jeden człowiek 一 ten, który bynajmniej nie powinien 一 oddziaływał na niego tak silnie.
Długo nie mógł zasnąć; rozkładał sytuację na czynniki pierwsze, wymieniał wiadomości z siostrą i odleciał dopiero nad ranem, dosłownie parędziesiąt minut przed budzikiem.
Słysząc alarm, jęknął przeciągle, nie przejmując się tym, że Dae zaczął przygotowania do wyjścia; Carrington naprawdę nie chciał go oglądać, dlatego podniósł się z łóżka dopiero, gdy Finnegan wyszedł.
Był załamany tym, że nie miał nawet czystego ręcznika; czuł obrzydzenie, bo nie mógł wyszczotkować zębów, co zepsuło mu praktycznie cały dzień.

Żeby jakkolwiek przygotować się do wyjścia, poprosił obsługę hotelu o świeże ręczniki; miał gdzieś ich zapewnienia, że podobna sytuacja się już nie powtórzy i że jego współlokator otrzymał już nowy pokój. Dla Marsa nie miało to większego znaczenia, bo przecież to nie mogło cofnąć wydarzeń z nocy.

Na konferencji zjawił się piętnaście minut przed czasem; zorientowawszy się w sytuacji, krążył po przestrzeni, nie kwapiąc się, by zagadać do kogokolwiek. Mars nie należał do mistrzów small talku; niechętnie podejmował się nawiązywania nowych znajomości, bowiem wybitnie stresował się tym, że ludzie mogli odebrać niewłaściwie. Bo choć niekoniecznie zależało mu na opinii Dae, który przecież był o b c y, tego samego nie mógł powiedzieć o osobach, które prędzej czy później mógł spotkać na korytarzu firmy.
Wkrótce jednak okazało się, że kwestia z informatykiem stała się jeszcze bardziej zawiła; słysząc głos, który terroryzował go w nocy, spiął się i poczuł, że jego wnętrzności wiążą się w ciasny, nieprzyjemny supeł.
Odnosił wrażenie, że śni; miał niemal stuprocentową pewność, że jego koszmar wciąż trwał i że mimo usilnych prób, nie mógł się z niego wybudzić. Bo jak inaczej wytłumaczyć wydarzenia ostatniej doby? Jak zaakceptować magnetyczne przyciąganie, które w niezrozumiały sposób odczuwał do śmierdziela Daceya?
Odnosił wrażenie, że głos Finnegana hipnotyzował go (w tym złym sensie) i sprawiał, że zbyt często wracał do tego, co wydarzyło się w nocy.
S z l a g.

Tyle dobrego, że wkrótce wystąpienie dobiegło końca; podczas przerwy 一 czuł, że jeśli tego nie zrobi, będzie żałował 一 Mars podszedł do Daceya. 一 Od kiedy pracujesz w google? 一 spytał. W jego głosie słychać było złość oraz parę nut niepewności.
Kiedy wreszcie to wszystko się skończy?

Dacey Finnegan

?????

: śr sty 28, 2026 5:31 pm
autor: Dacey Finnegan
   Patrzył na Marsa co chwilę, jakoś tak wzrok sam mu tam uciekał, chociaż udawał, że wcale nie, że na wszystkich ludzi czasami patrzył, w końcu do nich przemawiał. Na szczęście nie zapomniał o niczym powiedzieć i sprzęt nie zaciął się przy tłumaczeniu najważniejszych kwestii. Aż dziwne, że ani raz się nie przejęzyczył (chociaż kilka razy zaciął, zbierając myśli), bo łapał się na tym, że obecność Marsa go rozpraszała. Mimo, że w nocy wszystko działo się przypadkiem lub nie na poważnie, ze złośliwości, oślego uporu i innych dziwnych pobudek, to z jakiegoś powodu najbardziej intensywne wspomnienia, to te z nieplanowanej bliskości. Jednocześnie trochę mieszało mu się to z ich randką z przeszłości i zbliżeniem, które było całkiem przyjemne, nawet jeżeli już nigdy tego nie powtórzyli.
   Na koniec podrapał się po czole, zerkając na swoją teczkę i próbując sobie przypomnieć czy na pewno wszystko powiedział. Odchrząknął krótko i zakończył szkolenie, pozbierał swoje rzeczy, a potem usiadł na miejscu osoby, która miała prezentację po nim. Mars siedział gdzieś z tyłu i czuł się trochę spięty, że miał go za sobą, ale powstrzymywał się, żeby się nie odwrócić. Raz tylko zerknął, udając, że się przeciąga i ziewa, ale nie był pewien czy ten na niego spojrzał.
   Na przerwie obiadowej usiadł sam, co nie było absolutnie niczym dziwnym. Raczej nie utrzymywał znajomości w pracy, będąc tym kolesiem, który woli zaszyć się w swoim kącie ze słuchawkami na uszach i wychodzić z niego tylko wtedy, kiedy wyłączenie i włączenie komputera nie rozwiązywało problemu. Zjadł już burgera i akurat zabierał się za deser 一 kilka mini pączków z nadzieniem truskawkowym 一 i kawę, kiedy do jego stolika podszedł Mars. Dacey akurat przeżuwał kęs pierwszego pączka, znad którego uniósł wzrok na mężczyznę i przyglądał mu się przez chwilę trochę zaskoczony jego pytaniem.
   一 No jakoś ponad trzy lata 一 mruknął, bo naprawdę tak spontanicznie nie potrafiłby określić ile czasu dokładnie już pracował w tej pojebanej firmie. Mówił z pełnymi ustami, a przeżuł i połknął zawartość buzi dopiero po chwili. Oblizał usta i uniósł wyżej nadgryzionego pączka. 一 Chcesz? 一 zapytał całkowicie poważnie, ale zaraz uśmiechnął się pod nosem i wskazał miejsca przy jego stoliku, naprzeciwko niego.
   一 Żartuję 一 mruknął przesuwając na środek papierowy talerze z pozostałymi, nietkniętymi pączkami. 一 Mają świetną kawę 一 dodał, kiwając głową na dużą filiżankę mocnej i czarnej jak smoła kawy. Nie był pewien czy Mars usiądzie z nim, czy jednak ucieknie jak wystraszona mysz, więc jeszcze dodał:
   一 Pracowałem tu już, jak wiesz… my…
   Poruszył tylko brwiami, jakby miał pięć lat i wstydził się wymówić słowo seks.

mars carrington