ain't my fault
: śr lut 04, 2026 10:34 am
W żadnym wypadku nie oczekiwała, że siostra, czy którekolwiek ze starszego rodzeństwa, będzie poświęcać jej więcej czasu. Była odpowiedzialna i prawie dorosła, chociaż w niektórych sytuacjach, jak ta zaistniała, czasami podwijała jej się noga i nie miała kontroli nad biegiem wydarzeń.
O ile cały dzień był jakimś kompletny porozumienie i Audrey rzeczywiście zapragnęła zmyć z siebie jego resztki, to w tym momencie wszystko działo się naprawdę bardzo szybko. Harley Quinn, której prawdziwe imię brzmiało Kylie (chociaż Addie mogłaby przysiąc, że bardziej pasowało do niej Karen, ewentualnie dawała vibe Britney), chyba obrała sobie za punkt honoru, żeby zjawić się pod komisariatem. I to jeszcze w towarzystwie swojego ojca! A to znaczyło, że musiała iść się poskarżyć, czego młoda Harrison kompletnie nie szanowała. Takie sprawy powinno się rozwiązywać własnoręcznie i niekoniecznie rękoczynami, ale najwyraźniej Kylie postanowiła zachować się jeszcze mniej dojrzale niż dotychczas.
— Żadna moja sprawka — odezwało się dziewczę, krzyżując ręce na piersiach. — Nie mam z tym nic wspólnego. Pewnie wlazła w jakąś framugę i teraz próbuje mnie w coś wrobić.
Audrey otworzyła w zdumieniu usta. Czy ona właśnie próbowała odwrócić kota ogonem i wpakować ją na minę? Bezczelna!
— Słucham? — wyrwało jej się z nieukrywanym niedowierzaniem. — Ja cię próbuję wrobić? To ty chciałaś mi zerwać z głowy opaskę Wandy i uderzyłaś mnie łokciem! No to ci oddałam, logiczne! No dobrze, może zareagowałam zbyt impulsywnie i nie powinnam machać rękami, ale to było w samoobronie — wyjaśniła, co brzmiało głupio, a jednak było prawdą. Gdyby nie to zamieszanie, Harrison w życiu nie zrobiłaby czegoś podobnego. Została ewidentnie sprowokowana!
Mężczyzna zmrużył. Spojrzał najpierw na swoją córkę, później na Audrey, aż w końcu przeniósł wzrok na June. Widać było, że ta sytuacja nie była mu na rękę i chciałby jak najszybciej stąd pójść. A może miał jakieś zatargi z policją i wolał nie kręcić się pod komisariatem?
— To może po prostu przeproście się nawzajem i zapomnijmy o wszystkim? — zasugerował, na co jego córa zareagowała żałosnym prychnięciem.
— Nie będę jej przepraszać, bo nie mam za co! — obruszyła się poważnie.
— Nie masz za co? — Addie prychnęła i wskazała na swoje limo. — Uważasz, że to jest nic, tak? — przycisnęła palec do napuchniętego oka i dopiero przypomniała sobie, jak to cholerstwo bolało.
— Kylie, nie będę się powtarzać. Przeproś koleżankę i wracamy do domu — powiedział takim tonem, jakby te dwie naprawdę się przyjaźniły. Zerknął wyczekująco na córkę i przestąpił nerwowo z nogi na nogę w obawie, że zaraz zostanie zawinięty na komisariat tylko dlatego, że zjawił się w tym miejscu, chociaż Audrey dalej uważała, że facet miał coś na sumieniu.
— Ale tato...
— Bez dyskusji — zakomunikował twardo i posłał June coś na kształt uśmiechu, ale wyszedł mu z tego tylko jakiś żałośny grymas.
June Harrison
O ile cały dzień był jakimś kompletny porozumienie i Audrey rzeczywiście zapragnęła zmyć z siebie jego resztki, to w tym momencie wszystko działo się naprawdę bardzo szybko. Harley Quinn, której prawdziwe imię brzmiało Kylie (chociaż Addie mogłaby przysiąc, że bardziej pasowało do niej Karen, ewentualnie dawała vibe Britney), chyba obrała sobie za punkt honoru, żeby zjawić się pod komisariatem. I to jeszcze w towarzystwie swojego ojca! A to znaczyło, że musiała iść się poskarżyć, czego młoda Harrison kompletnie nie szanowała. Takie sprawy powinno się rozwiązywać własnoręcznie i niekoniecznie rękoczynami, ale najwyraźniej Kylie postanowiła zachować się jeszcze mniej dojrzale niż dotychczas.
— Żadna moja sprawka — odezwało się dziewczę, krzyżując ręce na piersiach. — Nie mam z tym nic wspólnego. Pewnie wlazła w jakąś framugę i teraz próbuje mnie w coś wrobić.
Audrey otworzyła w zdumieniu usta. Czy ona właśnie próbowała odwrócić kota ogonem i wpakować ją na minę? Bezczelna!
— Słucham? — wyrwało jej się z nieukrywanym niedowierzaniem. — Ja cię próbuję wrobić? To ty chciałaś mi zerwać z głowy opaskę Wandy i uderzyłaś mnie łokciem! No to ci oddałam, logiczne! No dobrze, może zareagowałam zbyt impulsywnie i nie powinnam machać rękami, ale to było w samoobronie — wyjaśniła, co brzmiało głupio, a jednak było prawdą. Gdyby nie to zamieszanie, Harrison w życiu nie zrobiłaby czegoś podobnego. Została ewidentnie sprowokowana!
Mężczyzna zmrużył. Spojrzał najpierw na swoją córkę, później na Audrey, aż w końcu przeniósł wzrok na June. Widać było, że ta sytuacja nie była mu na rękę i chciałby jak najszybciej stąd pójść. A może miał jakieś zatargi z policją i wolał nie kręcić się pod komisariatem?
— To może po prostu przeproście się nawzajem i zapomnijmy o wszystkim? — zasugerował, na co jego córa zareagowała żałosnym prychnięciem.
— Nie będę jej przepraszać, bo nie mam za co! — obruszyła się poważnie.
— Nie masz za co? — Addie prychnęła i wskazała na swoje limo. — Uważasz, że to jest nic, tak? — przycisnęła palec do napuchniętego oka i dopiero przypomniała sobie, jak to cholerstwo bolało.
— Kylie, nie będę się powtarzać. Przeproś koleżankę i wracamy do domu — powiedział takim tonem, jakby te dwie naprawdę się przyjaźniły. Zerknął wyczekująco na córkę i przestąpił nerwowo z nogi na nogę w obawie, że zaraz zostanie zawinięty na komisariat tylko dlatego, że zjawił się w tym miejscu, chociaż Audrey dalej uważała, że facet miał coś na sumieniu.
— Ale tato...
— Bez dyskusji — zakomunikował twardo i posłał June coś na kształt uśmiechu, ale wyszedł mu z tego tylko jakiś żałośny grymas.
June Harrison