Seria niefortunnych zdarzeń
: śr gru 31, 2025 8:29 pm
Wpatrywał się w nią z pozornym spokojem. Wewnątrz wszystko w nim napinało się boleśnie, krzyczało w próbie zepchnięcia go na utarty, bezpieczny szlak ucieczki i nauczonego kłamstwa. Poczucie winy ściskało gardło i coraz mocniej zaciskało się na piersi. Powinien zwiać stąd, zanim zajdzie to za daleko, zanim ktoś ich zauważy i połączy fakty. Albo zanim powie naprawdę za dużo, zamiast odruchowo się bronić. Nie wyglądał na urażonego - raczej na kogoś, kto dokładnie rozumie, skąd bierze się jej niepewność. Zacisnął znowu mocniej dłonie wokół kubka i spróbował zebrać myśli. Teraz musiał być precyzyjny, nie mógł pozwolić, by między nimi pozostało wrażenie niedopowiedzenia, które potem rozrośnie się w coś znacznie gorszego. Nie mówiąc wiele musiał nadal powiedzieć wystarczająco. Nie prawdę, ale może chociaż rozmazany szkic z kilkoma wyraźnymi kropkami, żeby miała szanse połączyć je sama.
- Znałaś mnie - Mówił cicho, ale stanowczo. - Tyle że przez pryzmat Emily. I to nie jest coś złego ani fałszywego. Ona widziała mnie takim, jakim byłem na co dzień. Normalnym facetem z normalnym życiem. I dokładnie takim wtedy byłem. - Nerwowo zaczął skubać zębami dolną wargę. Skoro już uparł się, że zbuntuje się i wbrew własnemu instynktowi powie cokolwiek użytecznego, to chciał to wykorzystać. Najwyżej później będzie tego bardzo żałował. Mógł żałować czegokolwiek bardziej, niż już dotychczas żałował?
Przesunął dłonią po twarzy, jakby próbował strząsnąć z niej zmęczenie, które od dawna nie dawało mu spokoju. Nie miał pojęcia na ile to się teraz przyda i co to zmieni, ale chciał, żeby przynajmniej uwierzyła w to, że kiedyś był właśnie taki, jakim przedstawiała go Emily.
- Przez długi czas naprawdę żyłem zwyczajnie. Praca, dom, rodzina. Wszystko zmieniło się dopiero w chwili, gdy zorientowałem się, w co zostałem wplątany. I jakie mogą być tego konsekwencje. - Nerwowo uniósł herbatę, pomimo zaciskanych mocno palców, dłoń i tak wyraźnie mu drżała. Odstawił kubek zbyt gwałtownie, z odrobinę zbyt głośnym stukotem. - To nie było coś, co planowałem ani czego bym chciał. Kiedy to do mnie dotarło, dostałem wybór. A właściwie… zestaw opcji, z których każda była zła. Albo udawać, że nic się nie dzieje i ryzykować, że ktoś ucierpi. Albo pójść na policję i zgodzić się na współpracę, ze wszystkimi tego konsekwencjami. - Spojrzał na Bronte uważnie, jakby chciał, by zrozumiała ciężar tej decyzji. - To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Wiedziałem, że jeśli ją podejmę, stracę wszystko, co znałem. Dom. Rodzinę. Tożsamość. - Jego głos nieznacznie stwardniał, a spojrzenie pełne pogłębiającego się przerażenia spoważniało. Przekraczał granice, mówił za dużo. Wiedział to aż za dobrze, i mimo to brnął w to dalej. Trochę tak, jakby podświadomie przygotowywał się do tej rozmowy od jakiegoś czasu. - Ale wiedziałem też, że jeśli tego nie zrobię, mogę stracić znacznie więcej. I nie tylko ja. Więc tak, Bronte, dogadałem się z policją. Zgodziłem się na współpracę, kiedy jasno przedstawiono mi, jakie mam możliwości. - Może przesadzał i niepotrzebnie rozwinął się w tym wszystkim, budując jakieś dziwne podłoże pod jedną prostą odpowiedź. Tylko że jak w końcu to powiedział, to poczuł przedziwną ulgę. Pierwszy raz zrzucił z siebie przynajmniej małą część ciężaru wszystkiego, co się stało. Nie liczyły się rozmowy z psychologiem, ani z policyjnym opiekunem, bo oni mieli konkretną funkcję w całej tej układance.
Bronte Rosenthal-Murray
- Znałaś mnie - Mówił cicho, ale stanowczo. - Tyle że przez pryzmat Emily. I to nie jest coś złego ani fałszywego. Ona widziała mnie takim, jakim byłem na co dzień. Normalnym facetem z normalnym życiem. I dokładnie takim wtedy byłem. - Nerwowo zaczął skubać zębami dolną wargę. Skoro już uparł się, że zbuntuje się i wbrew własnemu instynktowi powie cokolwiek użytecznego, to chciał to wykorzystać. Najwyżej później będzie tego bardzo żałował. Mógł żałować czegokolwiek bardziej, niż już dotychczas żałował?
Przesunął dłonią po twarzy, jakby próbował strząsnąć z niej zmęczenie, które od dawna nie dawało mu spokoju. Nie miał pojęcia na ile to się teraz przyda i co to zmieni, ale chciał, żeby przynajmniej uwierzyła w to, że kiedyś był właśnie taki, jakim przedstawiała go Emily.
- Przez długi czas naprawdę żyłem zwyczajnie. Praca, dom, rodzina. Wszystko zmieniło się dopiero w chwili, gdy zorientowałem się, w co zostałem wplątany. I jakie mogą być tego konsekwencje. - Nerwowo uniósł herbatę, pomimo zaciskanych mocno palców, dłoń i tak wyraźnie mu drżała. Odstawił kubek zbyt gwałtownie, z odrobinę zbyt głośnym stukotem. - To nie było coś, co planowałem ani czego bym chciał. Kiedy to do mnie dotarło, dostałem wybór. A właściwie… zestaw opcji, z których każda była zła. Albo udawać, że nic się nie dzieje i ryzykować, że ktoś ucierpi. Albo pójść na policję i zgodzić się na współpracę, ze wszystkimi tego konsekwencjami. - Spojrzał na Bronte uważnie, jakby chciał, by zrozumiała ciężar tej decyzji. - To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Wiedziałem, że jeśli ją podejmę, stracę wszystko, co znałem. Dom. Rodzinę. Tożsamość. - Jego głos nieznacznie stwardniał, a spojrzenie pełne pogłębiającego się przerażenia spoważniało. Przekraczał granice, mówił za dużo. Wiedział to aż za dobrze, i mimo to brnął w to dalej. Trochę tak, jakby podświadomie przygotowywał się do tej rozmowy od jakiegoś czasu. - Ale wiedziałem też, że jeśli tego nie zrobię, mogę stracić znacznie więcej. I nie tylko ja. Więc tak, Bronte, dogadałem się z policją. Zgodziłem się na współpracę, kiedy jasno przedstawiono mi, jakie mam możliwości. - Może przesadzał i niepotrzebnie rozwinął się w tym wszystkim, budując jakieś dziwne podłoże pod jedną prostą odpowiedź. Tylko że jak w końcu to powiedział, to poczuł przedziwną ulgę. Pierwszy raz zrzucił z siebie przynajmniej małą część ciężaru wszystkiego, co się stało. Nie liczyły się rozmowy z psychologiem, ani z policyjnym opiekunem, bo oni mieli konkretną funkcję w całej tej układance.
Bronte Rosenthal-Murray