Strona 2 z 3

So… I Finally Showed Up

: pt gru 19, 2025 10:02 am
autor: Hunter Jang
To było pocieszające, że Soojin nie powiedziała swojej matce o rozmowie w parku. O tym, że jej własny chłopak po tym jak wyznała mu miłość, nie tylko jej nie odpowiedział, ale też spierdolił i nie odzywał się przez kilka tygodni. Że unikał jej i udawał, że nic się nie stało, gdy wymieniali wiadomości. Że świadomie wybierał wymówki, niż rozmowę z nią twarzą w twarz. Gdyby o tym opowiedziała, to już na sto procent nie miałby czego szukać u teściowej. Teraz jeszcze może mógł się jakoś z tego wykaraskać i próbować zrobić dobre wrażenie.
Chociaż w jego przypadku to może być ciężko.
Całe szczęście to nie musiał być ten dzień, gdzie spotka się z jej rodzicielką. Jak normalnie miałby wyjebane na takie spotkanie, tak gdzieś w środku czuł jednak, że chyba trochę zależało mu na tym, aby go nie wyklęła. Zdawał sobie sprawę, że był beznadziejnym partnerem i raczej żadna matka normalnie by nie powiedziała „chciałabym, aby Hunter zainteresował się moją córką”, ale ze względu na to jak traktował Soojin, to chciał, aby wyszło dobrze. Już za wiele razy zjebał, aby teraz jeszcze teściowa go nienawidziła.
Teść to tam chuj, ale z nią Soojin miała raczej lepszą relację.
Z ulgą więc przyjął jej krótkie „dobrze”. Zapewne za kilka dni dopiero przyjdzie mu się zmierzyć z Demogorgonem, ale wtedy będzie już na pewno lepiej przygotowany. I nawet prezent kupi, aby się wkupić w łaski. Gdyby ktokolwiek z twoich znajomych z Korei cię teraz zobaczył Hunter, to by nie uwierzyli, że jesteś tą samą osobą.
Kąciki ust mu drgnęły, gdy jej policzki zalały się różem. Tym dobrze znanym mu, wstydliwym różem. Nawet jeśli w swojej relacji przeszli już do wyższych poziomów intymności, to w dalszym ciągu potrafiła się zawstydzić, gdy coś palnął.
Przejął od niej swoją część garderoby i odprowadził ją spojrzeniem do drzwi. Gdy zniknęła, założył na siebie ogrzaną przez jej ciało kurtkę i zapiął ją pod brodę. Zszedł po schodkach werandy na chodnik, gdzie na nią czekał. I gdy do niego dołączyła, dość automatycznie wyciągnął rękę w jej stronę w przyzywającym geście.
Splótł palce z tymi jej, drugą dłoń chowając do kieszeni.
Teraz już dobrze — odetchnął ciężej, chyba nieświadomie, że to robi. Mimowolnie wrócił się myślami do tamtego paskudnego dnia. Nie dość, że jego życie się waliło przez jego własne decyzje, to jeszcze Hati mu dowalił dodatkowego stresu swoim wyskokiem o który nigdy by go nie podejrzewał. — Jakiś czas temu byłem z nim na spacerze i debil zeżarł coś… coś. Nie wiem co, ale zaczęło działać szybko. Słaniał się, zwymiotował, więc wziąłem go na ręce i popędziłem do schroniska w nadziei, że kogoś tam zastanę. Na moje kurwa szczęście była tam jakaś lekarka, która go odratowała, ale kurwa, tyle stresu co się najadłem to moje. Powiedziałem mu, że od tamtego, kurwa, momentu, zapierdala na spacery w kagańcu. — Co prawda nie egzekwował tego tak jak chciał, ale zdecydowanie bardziej zwracał uwagę na psa, gdy ten znikał z zasięgu jego wzroku. Nie mówiąc już o dodatkowym treningu, który wdrożył, aby pies nie jadł rzeczy, które znalazł na spacerze. Normalnie tego nie robił, ale cokolwiek wtedy zjadł, było to bardzo atrakcyjne. — Jak chcesz, to możemy po niego iść — dodał, zerkając na nią z boku.
Hati to na pewno się ucieszy jak po tych kilku tygodniach rozłąki, w końcu zobaczy swojego drugiego, ulubionego człowieka.

Raina Bouchard

So… I Finally Showed Up

: wt gru 23, 2025 12:51 am
autor: Raina Bouchard
  Zatrzymała na nim spojrzenie, kiedy z jego strony padła odpowiedź teraz dobrze. Sama konstrukcji wypowiedzi sugerowała, że był moment, w którym wcale dobrze nie było i już miała pytać zmartwiona o to, co się działo, kiedy to Hunter wyjaśnił jej całą sytuację. Brzmiało to, dla niej, strasznie. Była zżyta z owczarkiem – pierwszy pies, jakiego miała okazję poznać z bliska i jedyny, do którego była absolutnie przekonana i pewna, że mogła mu zaufać – z tym drobnym marginesem i świadomością, że wciąż było to zwierzę. Jednocześnie wiedziała też, jak bardzo zżyty z owczarkiem był Hunter, dlatego kiedy opowiadał, obserwowała go, doszukując się najdrobniejszych zmian w jego twarzy. Teraz mówił to z lekkością, ale mogłaby postawić każde pieniądze, że sytuacja o której opowiadał, była dla niego naprawdę stresująca.
  Brzmiała na stresującą, a co dopiero wziąć w niej udział i mieć świadomość, że bliskiemu przyjacielowi, z którym spędziło się kawał życia, dzieje się krzywda i będąc w niewiedzy, jak to się skończy.
  Odruchowo, na krótko, przylgnęła do boku Huntera. Bo choć nie potrzebował już teraz żadnego wsparcia czy pocieszenia, bo z tego co zrozumiała – z Hatim było już dobrze, to jednak chciała mu pokazać, że jest przy nim.
  — Chciałabym móc być wtedy z tobą — westchnęła. Z wielu powodów, ale przede wszystkim by faktycznie być jego opoką. Może niepotrzebną, może wydawało się jej tylko, że było to dla niego mocno wstrząsające, ale z drugiej strony – wiedziała, że Hunter mniej pokazywał, niż faktycznie czuł.
Odsunęła się od niego, by mógł swobodnie iść, kiedy usłyszała jego propozycję. Zastanowiła się krótką chwilę – nie dlatego, że nie chciała zobaczyć się z owczarkiem. Chodziło o zarządzanie jej czasem.
  — Chętnie — zaczęła ale w taki sposób, że wiadomym było, że to nie jest koniec. — Tylko nie mam aż tyle czasu dzisiaj. Nie chcę na długo zostawiać mamy i cioci samych w kuchni, a jeszcze jest trochę do zrobienia. — W końcu to jutro miała się pojawić spora część rodziny, bo organizacja świąt spadła w tym roku na jej mamę. I miały to być naprawdę liczne święta, a co za tym szło – należało przygotować jedzenia jak dla całego pułku wojska.
  — Możesz mi też opowiedzieć, co robiłeś przez ten czas, kiedy się nie widzieliśmy — rzuciła luźno, spoglądając na niego. — Chyba, że nie chcesz, to nie ma problemu. — Jeśli życzyłby sobie, żeby zostawić, bo to był dla niego także trudny okres ze względu na emocje – to odpuściłaby. Nie pytała o to, by sprawdzić czy faktycznie pozostał jej wierny (zamiast pójść do baru się napić i odwiedzić kibel), bo wierzyła, że tak.
  Ufała jemu i obietnicy, którą jej złożył w dniu, w którym faktycznie postanowili do siebie wrócić. Obiecał jej przecież, że już żadna inna nie będzie go dotykać – w taki sposób, w jaki powinna móc tylko ona. W sensualny i ten mniej.
  — Ja na przykład też mam dla ciebie informację, ale ty pierwszy — dodała, uśmiechając się lekko pod nosem. Niosła ze sobą nowiny, które były dla niej wielkie i znaczące, ale nie mogła się nimi podzielić z chłopakiem, bo go nie było – a chciała to zrobić osobiście, nie sms-em. — Obiecuję, że to nic emocjonalnego. — Uniosła kącik ust w drobnym, ciepłym uśmiechu, gdy to oznaczała. Poprzednio faktycznie też mu chciała coś powiedzieć i skończyło się to tak, jak skończyło. Dziwnie, przykro, bez fajerwerków. Tych ostatnich się nie spodziewała od samego początku, ale ryzyko jego reakcji przekalkulowała nieco nietrafnie.

Hunter Jang

So… I Finally Showed Up

: wt gru 23, 2025 2:32 pm
autor: Hunter Jang
To był traumatyczny dzień dla niego. Wcześniej nigdy by się nie spodziewał, że Hati może się znaleźć tak blisko śmierci. Nawet nie myślał o tym, że w pewnym momencie psa może zabraknąć, w dodatku przez coś tak głupiego i przypadkowego. Był młody, był zdrowy, aktywny i zadbany. Hunter tak o siebie nie dbał, co o swojego psiego towarzysza. Dlatego gdy widział go w tak beznadziejnym stanie… to się zwyczajnie bał. Bał się, że może z tego nie wyjść.
Na szczęście organizm psa zareagował na leczenie i już kilka dni później wydawał się wrócić do siebie. Nawet jeśli Hunter na niego chuchał i dmuchał przez jakiś czas po wszystkim, to sam Hati zachowywał się, jakby nigdy nic nie miało miejsca. Co ważne, musiał przejść trening z kagańcem, bo chociaż nie uważał belga za agresywnego, to obiecał sobie, że będzie łazić na spacery z ochroną, aby znowu czegoś nie zeżarł.
Ciekawe jak długo będzie konsekwentny.
Chciałabym móc być wtedy z tobą.
Przygarnął ją do siebie ramieniem.
Ta… — mruknął, nie chcąc wracać do tamtego momentu, ale musiał przyznać, że on też chciał być w tamtym momencie z nią. Bo chociaż miał przy sobie przyjaciela i jego narzeczoną, a także panią Ahn, która co chwila donosiła jakieś koce czy uzupełniała miskę z wodą, nawet jeśli nie była ruszona, to nie mógł pozbyć się myśli, że chciał, aby Suczin siedziała na podłodze przy Hatim razem z nim. Tak po prostu.
Naprawdę miękniesz, Hunter.
Zerknął na nią kątem oka, a kącik ust mu drgnął delikatnie.
Spoko, następnym razem. — Wzruszył ramionami. Nie miał parcia na pójście po psa, bo jak będzie siedzieć w domu, to chociaż niczego nie zje. Tego mógł być pewien. Nie mówiąc o tym, że był tam też Max z którym dostawał pierdolca, dzięki czemu nie myślał o węszeniu po szafkach.
Nawet jeśli nigdy nie miał takich zapędów. Teraz jednak nie mógł być niczego pewien.
Westchnął ciężej pod nosem, wracając myślami do tych kilku tygodni co się z nią nie widział… na własne życzenie.
Nic. Siedziałem w domu, pracowałem, szwędałem się, trenowałem z Hatim, a potem przy nim głównie warowałem, bo miałem schizę, że się pogorszy — stwierdził. Nie wydarzyło się nic, o czym chciałby opowiedzieć, poza tym wydarzeniem z psem. Nie odwalał też akcji o które różni ludzie mogliby go podejrzewać. Jak obiecał, tak dotrzymywał słowa i jeśli już miał kontakt z dziewczyną, to zwykle koleżeński. Normalnie koleżeński, a nie dziwkarski. — A ty? Przygotowania na święta, lepienie pierogów i nastawianie się na poznanie rodziny, której nie znałaś? — A przynajmniej której nie pamiętała.
Brew mu drgnęła wyżej, gdy przyznała, że jest coś, co chciałaby mu powiedzieć. Dość instynktownie się spiął. Nie wiedział czemu, ale to była jego pierwsza reakcja. Nie przepadał za niespodziankami.
Informację? Mam się bać? — spytał, zerkając na nią z boku, jakby chcąc dostrzec w jej twarzy coś, co mogłoby mu cokolwiek zdradzić. Ale niczego się nie domyślał. — No dawaj, bo nie mogę się doczekać — dodał, wyraźnie niecierpliwy, bo w jego głowie było już milion różnych myśli i scenariuszy, w dodatku zapewne żaden z nich nie był prawdopodobny. I prawidłowy.
Nie, nie jest w ciąży. Chyba. Prawda?

Raina Bouchard

So… I Finally Showed Up

: śr gru 24, 2025 2:00 pm
autor: Raina Bouchard
  Wysłuchała informacji o tym, jak spędzał czas ich rozłąki. Przyjęła wszystkie informacje i potraktowała je jako całość. Nie zachodziła w głowę, czy było tam coś jeszcze, co mógłby specjalnie pominąć. Wszystko to, co wymienił, brzmiało jak on. Ta jego nowsza wersja, bo poprzednia, którą poznała – nie pracowała. Albo raczej pracowała, ale niekoniecznie w sposób legalny.
  Podobno z tym skończył! I wierzyła, że tak było. Jak było naprawdę to… Akurat w tym przypadku im mniej wiedziała, tym lepiej spała. A nawet nie podejrzewała go o powrót do starego nawyku.
  Jeszcze gdyby ten drugi nałóg zostawił to byłoby cudownie.
  — Mniej-więcej — odpowiedziała, kiedy sam podsumował to, jak miała spędzać czas bez niego. — Jeszcze treningi. — Wolała nie nadmieniać jeszcze, że sporą część tych dni po prostu przetęskniła za nim i zjadała się własnymi myślami, próbując ustalić jakikolwiek plan działania, aby odwrócić to, czego nabruździła.
  No i była jeszcze jedna rzecz, która zajęła jej sporo z tego czasu, a o której w końcu miała okazję mu powiedzieć. Dlatego, kiedy wykazał zainteresowanie informacją, jaką miała, najpierw uśmiechnęła się zmieszana.
  Domyślała się, że to, co chciała mu przekazać, mogło nie być zaraz taką wielką wiadomością dla niego, jaką było dla niej. Dotyczyła ona przede wszystkim niej samej i w zasadzie – tylko jej. Nie miała nowiny, która byłaby bezpośrednio dla niego wielka, ale odkąd ją otrzymała, chciała się zwyczajnie nią podzielić z nim. Problem był taki, że nie miała realnie ku temu szansy.
  Aż do teraz.
  — Pod koniec listopada przyszedł list — zaczęła, być może niepotrzebnie budując napięcie kolejną pauzą. — Z federacji. — Jej oczy, a raczej ta radość, która się w nich odbijała, zdradzały ją jeszcze zanim zdołała rozwinąć kolejną myśl. Ale, by dopiąć to formalnie, a także – nie zakładając, że ktokolwiek czytał jej w myślach – pociągnęła dalej — Dostałam bardzo, bardzo długi list z przeprosinami od nich. Za systemową krzywdę, za brak ochrony i za obciążenie konsekwencjami za cudze decyzje. W końcu będę mogła wrócić do związku i zacząć jeździć na zawody — powiedziała, przez większość tych słów nie mogąc pozbyć się uśmiechu, który pchał się na jej usta. Ten przygasł nieco przy ostatnim zdaniu, nawet jeśli wypowiedziała je w sposób wskazujący na to, iż cieszyła się z tego. — To znaczy – jeśli się zdecyduję. Ale teraz nie wiem czy jest w ogóle sens. — Wzruszyła ramionami, opuszczając spojrzenie.
  Zawieszenie przez federację trwało na tyle długo, że mogła wręcz zapomnieć o tym, że dostanie powołanie na najbliższe Igrzyska Olimpijskie. Selekcja była w zeszłym sezonie, a same zawody we Włoszech miały mieć miejsce za ledwie dwa miesiące.
  A poza tym – nie była wciąż pewna, czy w ogóle chciała wrócić do jazdy na poziomie zawodowym, bo pamiętała z czym to się wiązało. Z większą ilością wyrzeczeń niźli faktycznego zadowolenia – tyle tylko, że to było pod ojcowską jurysdykcją. Pod jego bezpośrednim naciskiem.
  — I dostałam od nich propozycję ugody finansowej, raczej ją przyjmę — dodała, nieco ciszej, jak gdyby to była sprawa mniejszej wagi. Ale, jeśli spojrzeć na kwotę, to zdecydowanie nie była to mała waga, jeśli ktoś liczył wszystko materialnie. Federacja jednak miała za co przepraszać i co jej rekompensować, bo sprawa nie tylko zamknęła jej możliwość startu, zwłaszcza w Igrzyskach Olimpijskich, kiedy to ona była ofiarą systemu; ale jednocześnie była medialna i przysporzyła jej sporej ilości nieprzyjemności, bo nie wszyscy widzieli w niej wspomnianą ofiarę. Byli ludzie, którzy mieli ją za oszustkę.
  Nie mówiąc też o tym, że federacja za wszelką cenę chciała uniknąć większego precedensu. Bardzo możliwe, że gdyby Soojin się uparła, mogłaby wyciągnąć od nich znacznie więcej, bo odebranie jej możliwości startu w Igrzyskach, pomimo tego, że komitet działał według procedur, było także utraceniem przez nią premii olimpjisjich, kontraktów sponsorskich, miejsca w historii sportu w nieodrwacalnym momencie kariery, jakim był jej obecny wiek i forma… Ale wystarczył jej proces sądowy, który toczył się przeciwko jej ojcu. Kolejny by ją tylko przytłoczył.
  Pewnie gdyby Hunter dowiedział się, ile realnie jeszcze mogłaby wydusić od związku, to zasugerowałby jej, aby podjęła walkę.

Hunter Jang

So… I Finally Showed Up

: czw gru 25, 2025 11:11 pm
autor: Hunter Jang
Jeszcze treningi.
No tak, jak mógłbym zapomnieć — powiedział, stukając się w skroń jednym palcem. Nie tylko on tutaj trenował. Przecież odkąd ją poznał, to jeździła na łyżwach i to na wysokim poziomie. Takim, gdzie mogła reprezentować własny kraj. On co prawda takich zdolności, ani możliwości nie miał, ale był z niej dumny, nawet jak nie ogarniał o co chodzi i czemu się cieszą jak się obróci trzy razy wokół własnej osi. Ale wspierał ją od samego początku.
No i jego kolega ją szkolił. To pomagało. Zwłaszcza jak chciał kupić im czas.
Zestresował się wiadomością, bo… no tak po prostu. Miał złe wspomnienia, gdy chodziło o „musimy porozmawiać”, bo zwykle dobrze się to nie kończyło. I mimowolnie przeszło mu przez myśl, że mogłaby być w ciąży mimo wszelkich zabezpieczeń z jego strony. W końcu gumki nie były stuprocentową pewnością, a Suczin tabletek też nie brała z tego co wiedział, więc…
List. Chodziło o list.
Oho… czyli to dobrze jak tak patrzę — powiedział, zerkając na nią w boku, gdy kierowali się wciąż przed siebie. Jej dłoni w dalszym ciągu nie puszczał, ale widział wyraz jej twarzy. Widział ten wyraźny uśmiech, który ją zdobił.
Wysłuchał jej wyjaśnień i aż się zatrzymał w pół kroku. Zwykle był jebanym egoistą i dopóki coś nie dotyczyło jego, to raczej mało się tym interesował. Miał wyjebane krótko mówiąc. Wyjątkiem był Zander. I od jakiegoś czasu też Soojin.
Bez jaaaaj — wyrzucił z szerokim uśmiechem na mordzie. Schwycił ją podjarany pod biodra i uniósł, aby mogła się owinąć nogami wokół niego. — Jest sens? Żartujesz? — Dla niego oczywistym było, że skoro dostała szansę, to powinna ją wykorzystać. Jak to mówiła babcia Lee, należało łapać pana Boga za nogi! — Jesteś najlepszą łyżwiarką na jebanym globie, oczywiście, że jest sens — powiedział. Co prawda nie znał osobiście innych ludzi, którzy jeździli, ale dla niego i tak byłaby zajebista. I byłby tym rodzajem faceta, który napierdala się z innymi jeśli twierdzili inaczej. Nie musiał się znać na technice, nie musiał znać nazw tych różnych wariacji na lodzie. Wystarczyło, że był jej chłopakiem i zamierzał stać po jej stronie.
Nie puszczał jej, tylko ponowił krok, mocno trzymając ją przy sobie. Gdy wyjawiła mu jeszcze, że zamierzają jej zapłacić odszkodowanie za to, że zachowali się jak idioci, to już w ogóle był po jej stronie. I to nie tylko ze względu na pieniądze, ok?
No kurwa, raczej, że tak. Niech płacą chuje — prychnął. Nie wiedział co to była za kwota, ale dla niego i tak byłaby za mała. No dobra, może nie, ale by się wykłócał, bo widział sporo filmów. — Ej, ale to zajebiście! — rzucił, zaraz potem wychylając się, aby wcałować się w jej usta. Mocno, długo i intensywnie. W dupie mając ludzi, którzy ich mijali. — Widzisz, Księżniczko? Znowu zaczniesz jeździć, pozamiatasz wszystkich, zdobędziesz złote medale, a ja będę się chwalił jaką zajebistą mam dziewczynę. — I tak już się chwalił. Soojin była prześliczna, kochana i nie dało się jej nie lubić. Była zdolna, utalentowana, mądra… była wszystkim, czym nie był on. — Wchodzimy w nowy rok w zajebisty sposób. Muszę tylko sprawić, aby twoja mama mnie w miarę polubiła i będzie git. Myślisz, że jak zabiorę Hatiego, to ją przekona? — spytał. On może nie miał takiego uroku osobistego co owczarek, ale jak się postarał to umiał być zabawny. Kiedyś się chwalił, że wszystkie matki go uwielbiały, ale wtedy miał to w dupie. Teraz zależało mu na tym, aby teściowa go zaakceptowała.
Teściowa. Hunter, ty naprawdę się zmieniłeś.
No to Księżniczko, trzeba to wszystko jakoś uczcić — zaczął, przyciskając jej plecy do pierwszego lepszego drzewa, które miał na drodze. — Na co masz ochotę? Fancy obiad? — przysunął swoją mordę do jej szyi, aby złożyć na jej skórze dwa powolne, wilgotne pocałunki. — Kolacja ze śniadaniem? — wymruczał przy jej uchu. Zaoferowałby jej miejsce u siebie, bo ruchanie się gdy cała rodzina była na dole mogło być dość… przypałowe, ale dla niego to i tak żaden problem. Bardziej patrzył na nią i jej niewinność. Niewinność, którą każdego razu coraz bardziej naruszał.

Raina Bouchard

So… I Finally Showed Up

: sob gru 27, 2025 8:18 pm
autor: Raina Bouchard
  Odkąd tylko dostała wspomniany list, bardzo chciała mu o nim opowiedzieć. Nie miała jednak możliwości – poza wysłaniem SMS-a, a tę bardzo długo odrzucała z marszu, chcąc tak istotnym detalem z własnego życia podzielić się rozmową twarzą w twarz. Później już zaczęła powoli się skłaniać w kierunku napisania mu w wiadomości, bo zaczynała też wątpić, czy to było w ogóle coś, co by go szerzej zainteresowało – w końcu dotyczyło to jej i tylko jej, a on nic fizycznie z tego nie miał. Ale ostatecznie nie napisała.
  Teraz miała okazję, by mu o tym opowiedzieć, natomiast jego reakcja była czymś, co wpompowało w jej drobne ciało spore pokłady ciepła. Nie spodziewała się, że będzie tak intensywna i tak szczera – porwana przez niego ku górze, zarzuciła mu dłonie na kark, otaczając w pasie.
  Serce zabiło żywiej, jak zawsze kiedy był blisko, a później jeszcze bliżej niej.
  Uśmiechnęła się, dość nieśmiało, gdy stwierdził, że był sens, aby wróciła do startów. Nie odpowiedziała, bo sama widziała na pewno nieco więcej przeciw, niźli on – z perspektywy sportowca zawodowego, rozszerzonej przerwy i spadku w intensywności i częstotliwości treningów, poniżej poziomu, który był istotny dla zawodowstwa. I to działo się na długo wcześniej, jeszcze zanim przeniosła się do Toronto; i zanim federacja ją zawiesiła.
  Ale była mu wdzięczna za tę reakcję. Za kolejne słowa, za to, że wydawał się cieszyć jej szczęściem i sukcesem w tym nieszczęściu. Mogło się zacząć jej w końcu układać, ale wciąż nie była pewna, czy chciała wrócić na tę drogę. Nie znała zdrowej ścieżki do zawodowstwa i perfekcji na lodzie i tylko dlatego się wahała.
  Odwzajemniła jednak jego pocałunek, nieświadomie rozpływając się pod tym gestem w jego ramionach. Tak prosta czynność uświadomiła jej, jak bardzo tęskniła za jego bliskością.
  Zaśmiała się krótko i perliście pod nosem, gdy znów się odezwał. Jego wsparcie było dla niej nieocenione i potrzebowała go. Wydawało się, że w tym momencie on wierzył w nią bardziej, niż ona sama. I oczywiście, że chciała, aby był z niej dumny – zwieńczeniem tego byłoby to, gdyby faktycznie zaczął się nią chwalić, tak jak mówił teraz. Od początku przecież zależało jej na tym, aby był z niej zadowolony i aby mu się podobać.
  — Myślisz, że bez Hatiego jej nie przekonasz? — odpowiedziała pytaniem na jego pytanie, sięgając, wyuczonym już ruchem, do jego włosów, aby zmierzwić w ładzie jego włosy. — Jeśli byłoby ci raźniej, to go zabierz. — Nie zamierzała mu zabraniać. O ile wiedziała, to jej mama nie miała większego lęku przed zwierzętami. Co innego jej ciotka – o to jednak nigdy nie pytała; gdyby miała taką wiedzę, odradziłaby odwiedziny z czworonogiem.
  Zresztą – i tak nie było wiadomym kiedy w ogóle Hunter zamierzał się pojawić. Być może reszta rodziny, włącznie z siostrą jej matki, zdoła już wrócić do swoich domów po zakończonych świętach.
  Zatrzymała jednak powietrze w płucach na dłużej, niż było to konieczne, gdy poczuła za sobą twardą strukturę pnia drzewa. Zdradziecki rumieniec zajął jej policzek, już i tak zaróżowiony od mrozu; jej trzewia zdawały się zwinąć w precel w nerwowej reakcji, a serce zabiło żywiej.
  Przełknęła nerwowo ślinę, gdy poczuła jego wargi na swojej szyi, obie swoje dłonie opierając z powrotem na jego karku. Chciała mu odpowiedzieć, racjonalnie zresztą, jednak to wtedy jego gorący oddech rozbił się na jej uchu, a głos uwiązł w gardle na kilka kolejnych chwil, zwłaszcza na wydźwięk kolejnych jego słów.
  — Nie mogę zniknąć na całą noc — przypomniała mu, odruchowo – i aby znaleźć zajęcie dla dłoni – gładząc kciukiem jego skórę na karku, gdzie wtargnęła pod materiał jego kurtki.
  Musiała wrócić i to raczej wcześniej, niż późno, bo obiecała wyjść na chwilę, a później wrócić i pomóc. Nawet jeśli ciocia, która chyba podłapała powód nagłego wyjścia Soojin, jeszcze zanim zrobiła to jej mama, powiedziała jej, aby się nie spieszyła, bo sobie poradzą.
  Chrząknęła, czując że od jednej niewiadomej głos jej zachrypł.
  — Ale drzwi od balkonu zawsze uchylam na wieczór — dodała znacznie ciszej.
  I to był też fakt – robiła to, pomimo chłodnych dni, głupio licząc, że przyjdzie do niej tak, jak kiedyś. Teraz niby mogła przestać, skoro odzyskała z nim prawdziwy kontakt, no ale...

Hunter Jang

So… I Finally Showed Up

: sob gru 27, 2025 11:25 pm
autor: Hunter Jang
Szczerze się cieszył jej szczęściem. Tym, że mogła w końcu wrócić do swojego sportu, któremu poświęciła całe życie. Normalnie miałby to w dupie, ale skoro rozchodziło się o nią oraz jej dotychczas pokręcone życie, to się zwyczajnie cieszył, że coś w końcu się układa. Jakby nie było, to przeżyła okropny syf ze swoim starym. Nie tylko to, że ją porwał i ukrywał przed innymi na drugim końcu świata, ale też to jak ją traktował w tym wszystkim. Wywierał na niej presję, nie wspierał jej tylko gnoił. Zniszczył wszystko czego się dotknął…
A teraz to wszystko miało szansę być naprawione. Krok po kroku.
Więc może był egoistyczną świnią, ale gdy chodziło o nią, to wiele się zmieniało.
Myślę, że z Hatim mam większe szanse — stwierdził otwarcie. Nie to, że nie miał w sobie uroku osobistego, bo jak się postarał, to mógłby zaskarbić sympatię innych, niemniej jego psa o wiele szybciej szło polubić. No i on nie miał łatki „chłopaka jedynej córki”.
Ciekawe czy jeśli mama Soojin by go nie polubiła, to czy dziewczyna coś by z tym zrobiła… bo gdy jej ojciec zabronił spotykać się z nim, to uciekła z domu, aby z nim zamieszkać. Teraz nie miał własnego kąta, nawet małego, no chyba, że zaproponowałby jej mieszkanie z Zanderem, jego mamą, Sorą i w ogóle. Dom był całkiem spory, więc kto by się tam przejmował nową osobą, skoro i tak zajmowałaby jego pokój?
Hati byłby przeszczęśliwy. Znowu.
Będzie musiał jednak przemyśleć dzień w którym przyjdzie, aby się oficjalnie przestawić. I ogarnąć też prezent. I może nieco lepszy strój niż ten, który nosił na co dzień. Może i świąt oficjalnie nie obchodził, ale skoro miał się już jakoś odstawić, to niech zrobi dobre wrażenie jak raz.
Faktem jednak było to, że należało uczcić jej wspaniałe wieści. W dodatku nie była to pojedyncza wiadomość, tylko dwie dobre informacje jednego dnia. Powrót do sportu oraz hajs z ugody. Co prawda nie jego, ale i tak się cieszył za nią, nawet jeśli nie wiedział ile to miało być. Pewnie on to myślał o kwocie jakichś dwudziestu tysięcy dolarów, a nie… setkach tysięcy.
Tak więc zaproponował obiad.
Chociaż osobiście wolał drugą opcję.
Nie odpowiedział na jej słowa, wciąż trzymając mordę przy jej skórze na szyi, wodząc powolnymi muśnięciami po tej okolicy, jak gdyby samymi swoimi działaniami chcąc ją przekonać do zmiany zdania. Nie umiał tak po prostu trzymać rąk przy sobie, gdy miał ją obok, a odkąd przekroczyli już tą granicę intymności i robili to regularnie, to jego chęć na nią jedynie rosła w miarę jedzenia. Można by pomyśleć, że jak już ją posmakuje, to mu się znudzi, ale on raz za razem chciał coraz więcej.
Kąciki ust mu się uniosły wymownie, gdy stemplował jej skórę, a do jego uszu dotarła jej wstawka o otwartych drzwiach balkonu. Słynne wejście, które zawsze było zostawione dla niego. Wtedy w Korei, tak też teraz.
W takim razie spodziewaj się mnie dzisiaj, gdy już wszyscy pójdą spać — wymruczał tuż przy płatku jej ucha, które zaraz ucałował.
Teraz nie mogła znać dokładnej godziny czy będzie to dwudziesta druga czy pierwsza w nocy, ale na pewno wiedziała, że będzie to ta noc. Jak pójdzie spać, to z przyjemnością ją obudzi.
Oderwał ją od drzewa, ale nie wypuszczał dalej z ramion.
A do tego czasu, chcesz coś zjeść czy musisz wracać na drugą serię pierogów? — spytał orientacyjnie, aby wiedzieć ile plus minus mają czasu. Skoro już wszystko jej wyjaśnił, a ona mu wybaczyła i wszystko było dobrze… to więcej do szczęścia nie potrzebował.
Teraz tylko czekać do wieczora.

Raina Bouchard

So… I Finally Showed Up

: wt gru 30, 2025 2:20 am
autor: Raina Bouchard
  Do dzisiejszego dnia nie podjęła oficjalnej decyzji. Minął już blisko miesiąc, a ona wciąż nie potrafiła stwierdzić, czy chce wrócić na zawodowstwo. Ale z drugiej strony – jeśli nie sport, jeśli nie sponsoring od strony różnych marek, to jak będzie zarabiać? Do szkoły nie wróciła na nowy semestr, więc nie planowała nawet podejść do egzaminów końcowych, a przez to zamykała sobie drogę na studia. Ale nigdy nie uważała, żeby w obecnej sytuacji na świecie studia były zaraz taką wielką koniecznością, aby ułożyć sobie życie. I nie chodziło o to, że wzięła sobie Huntera za beznadziejny przykład, choć on też odgrywał pewną rolę w tym wszystkim.
  Perspektywę jednak miała szerszą i w obecnym momencie nie myślała o wykształceniu wyższym.
  A decyzji nie podjęła, bo się wahała. Był to dla niej trudny wybór i miała nadzieję, że rozmowa z bliskimi, zwłaszcza z Hunterem, nieco jej w głowie rozjaśni. Chodziło o poważną rozmowę, do której usiedliby i wspólnie główkowali nad za i przeciw. Nie brała pod uwagę tego, gdy chwilę temu zrzuciła na niego bombę informacyjną.
  Wolała dedykować ten wieczór im samym i odsunąć problemy, kiedy za sobą mieli pokonanie innego, znacznie poważniejszego.
  Plus – jak miała podchodzić do tego na poważnie i z logiką, kiedy to on przypierał ją sobą do drzewa i drażnił receptory na jej skórze swoim oddechem i swoimi wargami.
  Zaprosiła go do siebie, wyraźnie na noc, kiedy w świadomości miała, że na miejscu była nie tylko jej mama, ale także ciotka i dwójka kuzynów. To były ekstremalne warunki do nocnych ekscesów. Gubiła więc zdrowy rozsądek przy nim. Każdy pocałunek złożony na skórze jej szyi, był jak zakłócenia w jej umyśle, który udaremniały podejmowanie racjonalnych decyzji. Głupiała przy nim, ale czy to coś złego?
  Nie odpowiedziała, bo mieli już postanowione. Poza tym – jego gorący oddech, który otaczał płatek jej ucha, dość skutecznie odbierał jej możliwość swobodnej wypowiedzi. Trudno było składać sylaby w zdania, kiedy całe ciało zdawało się być już w stanie bliskim płynnego.
  Trzeźwość i rozsądek przyszły chwilę później, kiedy jej wilgotną w wielu miejscach skórę, otoczyło chłodne, zimowe powietrze – idealny kontrast dla tego, co chwilę temu zostawiał na niej Hunter.
Westchnęła cicho i nieznacząco na jego pytanie.
  — Obiecałam, że nie wychodzę na długo — odpowiedziała, bezwiednie przechylając delikatnie głowę na bok. — Zresztą – im szybciej wrócę, tym szybciej skończymy robić to, co mieliśmy zaplanowane na dzisiaj. — Skończą faszerować indyka, wypiekać ciastka i szykować sałatki na jutrzejszy, bożonarodzeniowy obiad, który miał być jednocześnie rodzinnym oblężeniem na domu, który zajmowała.
  Nie mówiąc już o tym, że wtedy jej samej zostanie więcej czasu na oporządzenie się.
  — Ale na kebab z tobą zawsze znajdę czas — odpowiedziała, posyłając mu delikatny uśmiech. Fast food miał to do siebie, że był fast, a poza tym – był też smaczny i to już dawno musiała przyznać. Nie każdy, bo w jednej budce karmili lepiej niż w drugiej, ale to też miała być kwestia absolutnie indywidualna.
  W końcu ile razy zgadzała się iść na jedzenie do konkretnego miejsca, w którym nic jej nie podchodziło, tylko dlatego, że wiedziała, iż Hunter uwielbia tamtejsze jedzenie?
  — Ty wybierasz — dodała, zrzucając przy okazji na niego ciężar wyboru. Nie tylko dlatego, że sama pewnie miałaby z tym problem, ale również dla faktu, aby oddać mu kontrolę nad sytuacją po tym wszystkim, co miał za sobą. Aby wróciła równowaga i aby go wzmocnić – bo przecież zawsze oglądała się na niego i jego dobro oraz komfort przed swoimi własnymi potrzebami.
  Mieli już obadane kilka pobliskich miejsc, ale nie było ich zbyt wiele. I tez nie wszystkie były otwarte w wigilię, albo zamykają się znacznie wcześniej. Może skończyć się tak, że obejdą się smakiem i rozejdą, z nadzieją na późniejszy deser.

Hunter Jang

So… I Finally Showed Up

: wt gru 30, 2025 1:20 pm
autor: Hunter Jang
Cokolwiek by nie postanowiła, to zamierzał ją w tym wspierać. Nauczył się tego od niej.
Nieważne czy chciała wracać do sportu czy wolała jednak w pełni zawiesić swoją karierę łyżwiarską, to i tak będzie przy niej oraz popierał jej decyzje. Jeśli będzie chciała wrócić na lodowisko, to będzie tym człowiekiem, który najgłośniej klaszcze po występie, nie mówiąc o tym, że będzie wozić całe torby maskotek, aby rzucać je na zakończenie występu. Wcześniej nie mógł tego robić, bo jego osoba nie miała pozwolenia, aby znajdować się w pobliżu Soojin, ale teraz? Kiedy był z nią oficjalnie, a nad jego karkiem nie widniała wizja więzienia za to, że po prostu jest nią zainteresowany? Teraz mógł wszystko.
Pewnie jej staremu odeszłaby krew z mózgu, gdyby usłyszał, że Hunter zabawia się z jego córką w łóżku. Nie mógł jej nawet dotykać, a co dopiero pozbawiać ją dziewictwa. Był ostatnią osobą, która w jego mniemaniu powinna znajdować się w jej otoczeniu, nie mówiąc już o związku, ale… nawet ona nie brała jego uwag do serca. Gdyby tak było, to nigdy by do niego nie uciekła i nie kitrałaby się po szatniach, aby móc z nim chociaż porozmawiać, nie?
Albo raczej, to on musiał się kitrać, aby móc ją zobaczyć.
Wygodnie było mieć teraz swobodę. Chociaż teraz to musiał unikać jej matki. Chwilowo.
Niemniej musiał przyznać, że wizja nocnych ekscesów w jej domu, gdy wszyscy byli za ścianą była… ekscytująca. Zwykle nie przeszkadzało mu to czy ktoś usłyszy jego harce, ale w tym przypadku? W jej przypadku? Takie balansowanie na krawędzi było o wiele bardziej podniecające. W razie potrzeby najwyżej będzie się chować w szafie lub pod łóżkiem. Tego jeszcze nie robił.
Tym szybciej będziesz wolna — podsumował z lisim uśmiechem na mordzie. — O której twoja rodzina się kładzie spać? — spytał, czysto praktycznie. Może nie znała pór dnia innych, ale na pewno wiedziała chociaż o której jej rodzicielka się kładła.
Chociaż jak dla niego to mogli już zacząć, kiedy za drzwiami będzie jeszcze ruch.
Uśmiech mu się poszerzył, gdy zaproponowała mu kebaba. Teraz mówiła jego językiem.
That’s my girl — powiedział, oczami wyobraźni już widząc jak opycha się fast foodem. Hunter lubił jeść. I jadł dużo. Zwykle było to śmieciowe jedzenie, bo było szybkie i mógł je złapać w biegu, nie mówiąc o tym, że on kompletnie nie gotował. Teraz jadł dobrze, bo pani Morningstar robiła im obiadów jak dla całej armii chociaż było ich zaledwie kilka osób w domu.
Dobra, Max na pewno jest otwarty. — Nie żeby coś, ale wydawał się znać godziny i dni otwarcia najważniejszych obiektów w mieście - czyli kebabowni oraz pizzerii, jego dwóch głównych dań na których bazował. Dobrze, że miał w chuj przemianę materii i pomiędzy tym wpierdalał niebotyczne ilości mięsa czy nabiału, bo inaczej wróciłby do swojego wyglądu z podstawówki, gdzie wyglądał… no.
Postawił ją na ziemię, ale schwycił ją za rękę, co by mimo wszystko jej nie wypuszczać. I nie robił tego przez całą drogę do pobliskiej budki, gdzie sprzedawali gorące posiłki na wynos. Zamówił dwa i gdy otrzymali zamówienie, skierował się z nią na pobliską ławkę, aby móc w spokoju zjeść. Dalej byli niedaleko jej domu, więc w ciągu kilkunastu minut będzie u siebie w razie potrzeby.
Przerzucił sobie jej nogi przez własne i dopiero wtedy wziął się za jedzenie.
Stwierdzam, że kebab to zajebiste danie wigilijne. Jedno z moich ulubionych, zaraz koło pizzy — powiedział, rozpływając się nad smakiem mięsa z warzywami i sosem. Można się było chyba spodziewać, że u Huntera święta wyglądały właśnie w ten sposób. Te miały być wyjątkiem od reguły, ale tylko dlatego, że zamieszkał z rodziną Zandera. — To co robicie w święta? Mama ci już coś zdradziła jak tutaj to wygląda? Bo zgaduję, że o wiele lepiej niż w tym pierdolniku w którym żyłaś. — Tam to w ogóle świąt nie było z tego co pamiętał. Nie żeby był ekspertem jak miały one wyglądać, ale co nieco słyszał, nie? Reklamy też oglądał, więc nie dało się nie zauważyć, że nie tylko u niego wizja wspólnego czasu i posiłków była dalece odmienna od rzeczywistości.

Raina Bouchard

So… I Finally Showed Up

: czw sty 01, 2026 10:52 pm
autor: Raina Bouchard
  — Wiesz, zwykle mama idzie do pokoju przed północą, ale ogląda rzeczy na swoim tablecie. Ale dzisiaj nie wiem jak to będzie wyglądało, bo chcemy pokończyć co się da przed jutrem — odpowiedziała, bez większego zastanowienia. — Napiszę do ciebie, jak będzie już końcówka — dodała. Nic nie stało na przeszkodzie, aby byli w kontakcie przez cały czas, aby bardziej precyzyjnie zaplanować włam. Hunter wcześniej nie miał problemów z odwiedzaniem jej, kiedy ktoś był w posiadłości ojca, bo zasadniczo tam zawsze ktoś był – włącznie z jej opiekunką, tyle tylko, że tam były nieco inne zasady. I dom był znacznie większy; no i mało kiedy ją odwiedzano ‘tak po prostu’. Tutaj mama też nie robiła większych najazdów na jej pokój, bo zazwyczaj wołała ją lub pisała, gdy była potrzebna, ale zdarzało się jej ją odwiedzić z obraną mandarynką czy jabłkiem.
  To z kolei zdradzały stare schody, no i nie działo się nazbyt często.
  Nie miała aż takiej ochoty na kebab, ale ona rzadko kiedy miała ‘aż taką’ ochotę na jakiekolwiek jedzenie. Jadła, bo jadła, zwykle też jak ptaszek, strategicznie oddelegowując część swojego posiłku Hunterowi. W odróżnieniu od niego nie była foodie, ale lubiła mu towarzyszyć we wszystkim i była bezproblemowa. Nie wybrzydzała, bo przecież większość swojego życia nie miała okazji próbować wszystkich tych posiłków i dla niej zawsze bywało to świeżym doznaniem.
  Gdy mieli wytyczony kurs i ruszyli dalej, splotła chętnie palce swojej dłoni z jego i podjęła kroku, zwyczajnie ciesząc się chwilą. Nawet ciszą, bo cisza między nimi, kiedy byli obok siebie, była znacznie bardziej komfortowa niż rozmowy, które miały miejsce w ostatnim okresie; podczas ich dystansu.
  Nie zagadywała go, nie wypytywała o nic, zwyczajnie milcząc i będąc obok niego. Niby tylko tyle, dla niej aż tyle – że mogła być z nim, trzymać za rękę, ze świadomością, że kolejne turbulencje mieli już za sobą. Fakt faktem, że ta konkretna też odcisnęła na niej pewne piętno, którego nawet nie była jeszcze świadoma, ale póki co – przecież wszystko wydawało się być dobrze. Bardzo dobrze.
  Zajęła miejsce na ławce obok niego, usadawiając się przy tym tak, jak sam sobie wybrał, sięgając do swojego zawiniątka, które zaczęła rozpakowywać bez większego pośpiechu. Podniosła spojrzenie z pakunku na niego, gdy usłyszała jego słowa. Nie odpowiedziała na nie, jedynie uśmiechnęła się pod nosem, wracając uwagą do folii wokół kebaba.
  — W Kanadzie jest taka różnorodność, że nie ma ogólnej wersji dla świąt. Dla jednych to dzisiaj jest ważniejsze i to dzisiaj spotykają się, wieczorem, nad świąteczną kolacją i pierogami, a dla drugich ten wieczór nie jest aż tak ważny jak jutro. I jutrzejszy obiad — wyjaśniła, zgniatając kawałek naddartej folii w dłoni. — U nas jest bardziej po angielsku. Jutro jest ważny, uroczysty obiad, na który zjeżdża się rodzina z Ottawy, Montrealu, a nawet Winnipeg czy amerykańskiego Minneapolis. Wszyscy tutaj zostaną na jedną noc, mama ma to już rozplanowane i będę spała z nią. No i na drugi dzień jest tak zwany Boxing Day, ale nie od boksu. Pod choinkę będą podrzucać w nocy prezenty i rano będą je wszyscy otwierać po świątecznym śniadaniu. Ci którzy są z bliska zostaną pewnie i na obiad, a pozostali rozjadą się wcześniej, żeby wrócić do siebie. — Spojrzała na swój jeszcze nienadgryziony kebab, a później na Huntera. — Mama mówiła, że będzie pełno gier planszowych, jakieś zabawy dla młodszych, dużo gwaru. Możliwe, że po jutrzejszym obiedzie pójdziemy się przejść wszyscy razem wzdłuż Ontario, a potem mama położy dorosłych spać swoją herbatą z prądem.
  Była zdania, że Hunter by się odnalazł, zwłaszcza w grach dla dzieci, jednak nie zamierzała naciskać, bo z drugiej strony – taka ilość rodzinnego klimatu mogłaby być dla niego przytłaczająca. Nawet teraz, dla niej, gdy o tym myślała, wydawało się tego być naprawdę dużo. Poza tym w samym domu miało być gęsto, w zasadzie zero przestrzeni dla samego siebie, ale nie zamierzała się w żaden sposób nastawiać i po prostu zobaczyć, co będzie się działo.
  — Sora i Zander już coś mówili o tym, kiedy planują ślub? — To niby pół roku od zaręczyn, ale jedni pobierali się niedługo po nich, inni woleli trochę poczekać, bo mieli ku temu powód, a inni… nie pobierali się wcale, bo zamiast zwykłego pierścionka zaręczynowego był po prostu ‘shut up ring’, dawany po dłuższej relacji i znakach. No ale przy nich to raczej myślała, że nie będą czekać.
  Nie myślała za bardzo o tym, że przyjaciel Huntera coraz częściej kąsał się z Sorą, choć początkowo niepozornie.

Hunter Jang