So… I Finally Showed Up
: pt gru 19, 2025 10:02 am
To było pocieszające, że Soojin nie powiedziała swojej matce o rozmowie w parku. O tym, że jej własny chłopak po tym jak wyznała mu miłość, nie tylko jej nie odpowiedział, ale też spierdolił i nie odzywał się przez kilka tygodni. Że unikał jej i udawał, że nic się nie stało, gdy wymieniali wiadomości. Że świadomie wybierał wymówki, niż rozmowę z nią twarzą w twarz. Gdyby o tym opowiedziała, to już na sto procent nie miałby czego szukać u teściowej. Teraz jeszcze może mógł się jakoś z tego wykaraskać i próbować zrobić dobre wrażenie.
Chociaż w jego przypadku to może być ciężko.
Całe szczęście to nie musiał być ten dzień, gdzie spotka się z jej rodzicielką. Jak normalnie miałby wyjebane na takie spotkanie, tak gdzieś w środku czuł jednak, że chyba trochę zależało mu na tym, aby go nie wyklęła. Zdawał sobie sprawę, że był beznadziejnym partnerem i raczej żadna matka normalnie by nie powiedziała „chciałabym, aby Hunter zainteresował się moją córką”, ale ze względu na to jak traktował Soojin, to chciał, aby wyszło dobrze. Już za wiele razy zjebał, aby teraz jeszcze teściowa go nienawidziła.
Teść to tam chuj, ale z nią Soojin miała raczej lepszą relację.
Z ulgą więc przyjął jej krótkie „dobrze”. Zapewne za kilka dni dopiero przyjdzie mu się zmierzyć z Demogorgonem, ale wtedy będzie już na pewno lepiej przygotowany. I nawet prezent kupi, aby się wkupić w łaski. Gdyby ktokolwiek z twoich znajomych z Korei cię teraz zobaczył Hunter, to by nie uwierzyli, że jesteś tą samą osobą.
Kąciki ust mu drgnęły, gdy jej policzki zalały się różem. Tym dobrze znanym mu, wstydliwym różem. Nawet jeśli w swojej relacji przeszli już do wyższych poziomów intymności, to w dalszym ciągu potrafiła się zawstydzić, gdy coś palnął.
Przejął od niej swoją część garderoby i odprowadził ją spojrzeniem do drzwi. Gdy zniknęła, założył na siebie ogrzaną przez jej ciało kurtkę i zapiął ją pod brodę. Zszedł po schodkach werandy na chodnik, gdzie na nią czekał. I gdy do niego dołączyła, dość automatycznie wyciągnął rękę w jej stronę w przyzywającym geście.
Splótł palce z tymi jej, drugą dłoń chowając do kieszeni.
— Teraz już dobrze — odetchnął ciężej, chyba nieświadomie, że to robi. Mimowolnie wrócił się myślami do tamtego paskudnego dnia. Nie dość, że jego życie się waliło przez jego własne decyzje, to jeszcze Hati mu dowalił dodatkowego stresu swoim wyskokiem o który nigdy by go nie podejrzewał. — Jakiś czas temu byłem z nim na spacerze i debil zeżarł coś… coś. Nie wiem co, ale zaczęło działać szybko. Słaniał się, zwymiotował, więc wziąłem go na ręce i popędziłem do schroniska w nadziei, że kogoś tam zastanę. Na moje kurwa szczęście była tam jakaś lekarka, która go odratowała, ale kurwa, tyle stresu co się najadłem to moje. Powiedziałem mu, że od tamtego, kurwa, momentu, zapierdala na spacery w kagańcu. — Co prawda nie egzekwował tego tak jak chciał, ale zdecydowanie bardziej zwracał uwagę na psa, gdy ten znikał z zasięgu jego wzroku. Nie mówiąc już o dodatkowym treningu, który wdrożył, aby pies nie jadł rzeczy, które znalazł na spacerze. Normalnie tego nie robił, ale cokolwiek wtedy zjadł, było to bardzo atrakcyjne. — Jak chcesz, to możemy po niego iść — dodał, zerkając na nią z boku.
Hati to na pewno się ucieszy jak po tych kilku tygodniach rozłąki, w końcu zobaczy swojego drugiego, ulubionego człowieka.
Raina Bouchard
Chociaż w jego przypadku to może być ciężko.
Całe szczęście to nie musiał być ten dzień, gdzie spotka się z jej rodzicielką. Jak normalnie miałby wyjebane na takie spotkanie, tak gdzieś w środku czuł jednak, że chyba trochę zależało mu na tym, aby go nie wyklęła. Zdawał sobie sprawę, że był beznadziejnym partnerem i raczej żadna matka normalnie by nie powiedziała „chciałabym, aby Hunter zainteresował się moją córką”, ale ze względu na to jak traktował Soojin, to chciał, aby wyszło dobrze. Już za wiele razy zjebał, aby teraz jeszcze teściowa go nienawidziła.
Teść to tam chuj, ale z nią Soojin miała raczej lepszą relację.
Z ulgą więc przyjął jej krótkie „dobrze”. Zapewne za kilka dni dopiero przyjdzie mu się zmierzyć z Demogorgonem, ale wtedy będzie już na pewno lepiej przygotowany. I nawet prezent kupi, aby się wkupić w łaski. Gdyby ktokolwiek z twoich znajomych z Korei cię teraz zobaczył Hunter, to by nie uwierzyli, że jesteś tą samą osobą.
Kąciki ust mu drgnęły, gdy jej policzki zalały się różem. Tym dobrze znanym mu, wstydliwym różem. Nawet jeśli w swojej relacji przeszli już do wyższych poziomów intymności, to w dalszym ciągu potrafiła się zawstydzić, gdy coś palnął.
Przejął od niej swoją część garderoby i odprowadził ją spojrzeniem do drzwi. Gdy zniknęła, założył na siebie ogrzaną przez jej ciało kurtkę i zapiął ją pod brodę. Zszedł po schodkach werandy na chodnik, gdzie na nią czekał. I gdy do niego dołączyła, dość automatycznie wyciągnął rękę w jej stronę w przyzywającym geście.
Splótł palce z tymi jej, drugą dłoń chowając do kieszeni.
— Teraz już dobrze — odetchnął ciężej, chyba nieświadomie, że to robi. Mimowolnie wrócił się myślami do tamtego paskudnego dnia. Nie dość, że jego życie się waliło przez jego własne decyzje, to jeszcze Hati mu dowalił dodatkowego stresu swoim wyskokiem o który nigdy by go nie podejrzewał. — Jakiś czas temu byłem z nim na spacerze i debil zeżarł coś… coś. Nie wiem co, ale zaczęło działać szybko. Słaniał się, zwymiotował, więc wziąłem go na ręce i popędziłem do schroniska w nadziei, że kogoś tam zastanę. Na moje kurwa szczęście była tam jakaś lekarka, która go odratowała, ale kurwa, tyle stresu co się najadłem to moje. Powiedziałem mu, że od tamtego, kurwa, momentu, zapierdala na spacery w kagańcu. — Co prawda nie egzekwował tego tak jak chciał, ale zdecydowanie bardziej zwracał uwagę na psa, gdy ten znikał z zasięgu jego wzroku. Nie mówiąc już o dodatkowym treningu, który wdrożył, aby pies nie jadł rzeczy, które znalazł na spacerze. Normalnie tego nie robił, ale cokolwiek wtedy zjadł, było to bardzo atrakcyjne. — Jak chcesz, to możemy po niego iść — dodał, zerkając na nią z boku.
Hati to na pewno się ucieszy jak po tych kilku tygodniach rozłąki, w końcu zobaczy swojego drugiego, ulubionego człowieka.
Raina Bouchard