Strona 2 z 3
we make a really bad team
: pn gru 22, 2025 8:04 pm
autor: Lando Mangione
Nie musieli zaprzyjaźnić się, nikt tego od nich nie oczekiwał, więc oni nie musieli stawiać przed sobą tak nierealnych celów. Wystarczy, że zaczną dogadywać się ze sobą na scenie. To dość, żeby poradzili sobie przynajmniej w pracy, a to na razie było ich największym zmartwieniem.
Ale zapominali o jednym – praca nie była jedyną rzeczą, która ich łączyła. Tę współpracę musieli też jakoś przenieść również na prywatną płaszczyznę, chociaż to na pewno okaże się jeszcze trudniejszym zadaniem, ale nie mieli innego wyjścia, jak się go podjąć, skoro żadne z nich nie chciał zrezygnować z psa Toto.
Lando jednak na razie nie myślał o tym, co będzie poza pracą. Był skupiony na tym, aby to w niej im się udało, bo nie chciał jej stracić. Niestety, pomimo starań szło to marnie, bo nie potrafił wykrzesać z siebie tej iskry, której potrzebował, żeby móc wiarygodnie przedstawić uczucia swojego bohatera do postaci Carrie.
Starał się widzieć w niej kobietę ze scenariusza, a nie Pillbury, ale nie szło to za dobrze. Cały czas miał przed sobą kobietę, która niemożliwie go wkurzała, chociaż… Dzisiaj nie była takim najgorszym towarzystwem. O dziwo nawet raz nie skoczyli sobie do gardeł, co jakby się zastanowić, jest sporą odmianą i dobrym sygnałem, ale tego Mangione nie dostrzegał, bo liczył, że uda im się dziś osiągnąć coś więcej.
– Nie… – odparł, a drugie zdanie dodał nieco ciszej, choć wciąż słyszalnie. I oczywiście odwrócił wzrok zakłopotany. – Tylko jak zaczynam się denerwować – jak teraz, gdy ogarnął go ten dziwny stres na myśl o tym, że mieli się pocałować. Poczuł, jak wszystkie mięśnie w jego ciele napięły się, dlatego musiał się rozluźnić i przygotować do wspólnej sceny, która teoretycznie nie wydawała się tak straszna. A jednak z powodu tego, z kim miał ją odegrać, Mangione nie potrafił podejść do niej bezstresowo.
Co dziwne, nie czuł się tak, jakby coś go odpychało od niej. Raczej towarzyszył mu ten rodzaj zdenerwowania, który pojawia się przed pierwszym pocałunkiem w życiu, co było w ogóle niespodziewane i niezrozumiałe dla bruneta. – A ty się nie denerwujesz? – omiótł spojrzeniem jej sylwetkę, na koniec wracając wzrokiem do jej oczu. Był ciekawy, czy tylko jego to dotknęło, czy jednak ona również czuła to, co on… czymkolwiek to było.
Carrie Pillbury
we make a really bad team
: wt gru 23, 2025 12:04 pm
autor: Carrie Pillbury
Carys od samego początku była dość s c e p t y c z n i e nastawiona do tego planu, co oznaczało mniej więcej tyle, że mogła mieć spory problem z tym, aby się przełamać. Brakowało jej odpowiedniego nastawienia, a alkohol, który wlała w siebie w trakcie ich dzisiejszych prób, mógł dodatkowo to poczucie spotęgować.
Coś jednak zmieniło się w chwili, w której przyglądała się temu, w jakie zakłopotanie wprawiała go myśl o tej konkretnej scenie. Nie wiedzieć czemu, Carrie wcale nie doszukała się w tym powodów do tego, aby po raz kolejny poczuć się urażoną, a czy przypadkiem Lando nie próbował zasugerować jej, że nie miał ochoty jej całować? Ona zresztą też wcale tego nie chciała, już wcześniej kurczowo trzymając się myśli o tym, jak wstrętną był osobą i jak nieprzyjemne będzie to doświadczenie.
A jednak teraz się nie odsunęła.
Co więcej, na jej ustach majaczył delikatny uśmiech wywołany tym, że obserwowanie go teraz było nawet całkiem p r z y j e m n e. Nigdy bowiem nie miała szansy przyglądać się temu, jak to ona była powodem jego zmieszania. Do tej pory sama czuła się tak, jakby to Lando cały czas wywoływał w niej podobne odczucia, zatem znalezienie się po drugiej stronie sprawiło, że była zadowolona.
Chyba tylko częściowo dlatego, że jednak l u b i ł a go drażnić.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a później nieznacznie wzruszyła ramionami. Z jakiegoś powodu całe zdenerwowanie uleciało, kiedy przyglądała się jemu. A choć było to skrajnie nierozsądne, chęć zagrania mu na nosie chyba znów wygrywała z tym, po co się tu znaleźli. Mieli przecież ć w i c z y ć, a jednak Pillbury wcale nie zaczęła swojej kwestii. Zamiast tego przyglądała mu się z tej niewielkiej odległości.
— Przeze mnie się denerwujesz, Lando? — zapytała przekornie, a żeby utrudnić mu ewentualne wyparcie się tego faktu, wyciągnęła rękę w stronę jego dłoni, aby delikatnie musnąć jego skórę własnymi opuszkami. Nie raz i nie na tyle przelotnie, aby można było to uznać za czysty przypadek. Zrobiła to z premedytacją, częściowo ze złośliwości, po części po to, aby sprawdzić, jak mogli własne sceny uwiarygodnić, ale choć do tego nie przyznałaby się pod żadnym pozorem, odrobinę też dlatego, że była zwyczajnie ciekawa jego reakcji - tego, czy jej bliskość rzeczywiście mogła wytrącić go z równowagi.
Lando Mangione
we make a really bad team
: pt gru 26, 2025 9:09 pm
autor: Lando Mangione
Alkohol podziałał na Lando w sposób, którego nie przewidział. Nie pomyślałby, że odblokuje go aż za bardzo, wystawiając go na a t a k i. Czuł się teraz kompletnie zakłopotany, ponieważ stracił kontrolę nad sytuacją, a wszystko przez jego zbyt długi język.
Niczym nowym nie było dla niego to, że go posiadał. Problem w tym, że teraz nad nim nie panował, a zwykle przy Carrie wyglądało to wręcz przeciwnie, dzięki czemu jakoś radził sobie w “starciach” z nią i miał dość kontroli, aby nigdy nie dać jej zbyt dużej przewagi.
Dziś niestety to się zmieniło, co zaczęło docierać do niego po tym, jak już powiedział zbyt wiele i trudno to było jakoś odkręcić. Niby nie były to złe rzeczy, ale w rękach Pillbury, cóż… Został wprawiony w spore zakłopotanie.
Miała go w garści i najgorsza w tym wszystkim była świadomość, że znalazł się na przegranej pozycji, a ona zdawała sobie z tego sprawę. Wiedziała wszystko, podał jej to na tacy, być może przeżywając jakiś moment słabości i szczerości wywołany wypitym alkoholem. Czuł, jak ogarniało go coraz większe zdenerwowanie, które teraz było wywołane jej świadomością i tym, jak na niego spoglądała. Jakby wiedziała w s z y s t k o i zamierzała teraz to wykorzystać. Pytanie tylko, czy miało to być na jego niekorzyść?
Kiedy zadała mu to pytanie, a potem dotknęła jego dłoni, tak wyraźnie sugerując to, że zamierzała się bawić tą wiedzą, wprawiła Lando w wyraźne zakłopotanie. Na jego twarzy pojawił się rumieniec, raczej niezwiązany z alkoholem, ponieważ ujawnił się dopiero teraz, a jego mięśnie napięły się jeszcze bardziej. Mangione odwrócił wzrok, zastanawiając się, jak teraz miał z tego wybrnąć.
Na alkohol mógł teraz zwalić wyłącznie mętlik we własnej głowie. Nie potrafił odnaleźć się we własnych myślach, przez co trudno mu było reagować w przećwiczony sposób. Carrie po raz pierwszy mogła zobaczyć go bez filtrów. – Nie – odpowiedział w końcu, ale brakowało temu słowu przekonania, a co za tym idzie, wiarygodności. Wiedział przecież, że znała odpowiedź. Ta była zbyt oczywista, żeby teraz wykręcić się w przekonujący sposób, przez co czuł się teraz tak, jakby dał się zapędzić w ślepą uliczkę.
Carrie Pillbury
we make a really bad team
: sob gru 27, 2025 10:03 pm
autor: Carrie Pillbury
Nie posiadała do niego żadnego klucza i nie wiedziała, w jaki sposób odczytywać jego reakcje, zatem to, co jemu mogło wydawać się oczywiste, dla niej wcale takie nie było.
Pomylił się zatem zakładając, że za bardzo się przed nią odsłonił. Dał jej coś, co w pewnym stopniu sprawiło jej przyjemność, dlatego zdecydowała się wykorzystać to p r z e c i w k o niemu, jednocześnie w ogóle nie dostrzegając tego, z jaką łatwością mogła obrócić tę sytuację przeciwko s o b i e.
To dotarło do niej dopiero w momencie, w którym z tej niewielkiej odległości mogła przyglądać się temu, jak uciekał przed nią wzrokiem.
Wtedy też zrozumiała, że przekroczyła wszelkie granice. Z jakiegoś powodu postanowiła się z nim droczyć i pozwoliła sobie na ten delikatny, zbyt intymny dla ich dwójki dotyk, który w Lando wywołał wyłącznie zakłopotanie. W końcu podobną reakcją zaowocował u niej, choć to przyszło z dostatecznym opóźnieniem, aby nie zdołała wycofać się w porę.
Nie przed tym, jak i jej policzki oblały się wręcz palącym rumieńcem wraz z tym, jak i ona uciekła spojrzeniem gdzieś w bok. Czuła się wybitnie głupio, ponieważ przez ułamek sekundy poczuła się tak, jakby została przez niego o d t r ą c o n a. To jednak nie powinno mieć żadnego znaczenia, bo poza wzajemną niechęcią ich dwójki nie łączyło przecież n i c. A na swojej bliskości mieli skupić się wyłącznie w ramach odgrywanej sztuki.
I do tego Pillbury zamierzała wrócić, kompletnie zapominając o tym, o co jeszcze przed chwilą go zapytała. Zbyt mocno skupiła się na mętliku, który w tym momencie rozbrzmiał w jej głowie, a choć najchętniej sięgnęłaby po kolejny łyk w alkoholu, powstrzymała się przed tym wyłącznie dlatego, że butelka spoczywała zbyt daleko, aby jej ucieczka nie wydała się zbyt d e s p e r a c k a.
Ostatecznie wytarła tylko spocone ze zdenerwowania dłonie w materiał jeansów na własnych udach, a później koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę. Miała wrażenie, że całkowicie zaschło jej w ustach. — Zacznijmy od początku — odezwała się, ale nie podniosła na niego spojrzenia.
Bała się dostrzec w jego oczach to, o czym sama nie była teraz w stanie przestać myśleć. To, że tym razem rzeczywiście sama zrobiła z siebie idiotkę.
Lando Mangione
we make a really bad team
: sob gru 27, 2025 11:07 pm
autor: Lando Mangione
To było dziwne. Nie mógł uwierzyć w to, że tak po prostu odpuściła sobie, nie próbując dalej wiercić mu dziury w brzuchu. W związku z tym w jego głowie od razu zapaliła się czerwona lampka, a on kątem oka zerknął na Carrie podejrzliwie, zastanawiając się nad tym, co kombinowała.
Tym zagraniem sprawiła, że Lando poczuł się jeszcze bardziej niepewnie, ponieważ zupełnie nie wiedział, czego teraz się po niej spodziewać. Może doszukiwał się w tym zbyt wiele, ale nie potrafił uwierzyć w to, że tak po prostu wycofała się i nie zamierzała zrobić nic, gdy tak jej się wystawił, dlatego teraz zaczął analizować wszystko. I dopowiadał sobie zbyt wiele, uznając, że to kolejne zagranie, aby pokazać, że miała nad nim przewagę. I im więcej o tym myślał, tym bardziej składało mu się to w logiczną całość, która ani trochę mu się nie podobała.
Czuł się tak, jakby miała go za tchórza, który nie potrafił stawić czoła kobiecie. Jej propozycję, aby wrócili do początku odebrał tak, jakby próbowała potraktować go pobłażliwie, bo sobie nie radził, a na coś takiego nie mógł jej pozwolić. – O to ci chodzi? – zapytał, nie precyzując, co miał na myśli. Nie od razu. Przez chwilę po prostu przeszywał ją spojrzeniem w milczeniu. – Myślisz, że nie dam rady? – zapytał, naprawdę czując się tak, jakby miała go za cieniasa, który nie zdoła odegrać tej sceny… A dokładniej nie zdoła jej pocałować, aby doprowadzić to do końca.
Chcąc udowodnić jej, w jak wielkim była błędzie, znalazł w sobie siłę, aby zapomnieć o całym tym zakłopotaniu wywołanym jej bliskością i zdobyć się na coś, czego nie powinien robić. Na pewno nie tak od czapy, ale tym się teraz nie przejął, dlatego wykonał krok ku Pillbury i ujął w dłonie jej twarz, aby zmusić ją do spojrzenia na niego.
Na chwilę zawiesił się i spojrzał głęboko w jej oczy. To był moment, w którym jego serce zabiło szybciej, a on spojrzał na nią inaczej. Nie jak na tę wkurzającą dziewczynę, od której chciał się uwolnić, a na kobietę, która potrafiła wzbudzić w nim intensywniejsze emocje niż ktokolwiek inny.
I teraz pod ich wpływem pocałował ją.
I wcale nie całował jej teraz jako postać z przedstawienia, ale on. Wkładając w to całą złość, którą w nim budziła, a która teraz zmieniła się w pasję. Nie robił tego z wściekłością, a pożądaniem, które ją zastąpiło.
Carrie Pillbury
we make a really bad team
: ndz gru 28, 2025 10:29 pm
autor: Carrie Pillbury
Ich wspólna historia nie układała się najlepiej, więc Carys nie powinna być zaskoczona tym, że Lando miał względem niej pewne podejrzenia. Nie do końca właściwe, ponieważ tym razem wcale nie próbowała mu dopiec.
Zależało jej wyłącznie na tym, aby to ona wyszła z tego starcia z twarzą, ponieważ teraz czuła, że po prostu p r z e s a d z i ł a. Przekroczyła granicę, której nigdy nie powinna była przekraczać nie tylko przez wzgląd na własny profesjonalizm, ale przede wszystkim ze względu na to, co łączyło ich dwójkę, a tym był definitywny brak sympatii.
Wiedziała, że Lando nie lubił jej równie mocno, jak ona nie znosiła jego, a więc nie powinna tak po prostu mu się podkładać. W dodatku nie w sposób, który mógł ją upokorzyć. Teraz zaś czuła się tak, jakby zaraz miała spalić się ze wstydu, a świadomość tego, że świdrował ją wzrokiem, ani trochę jej nie pomagała.
Wiedziała, że na nią patrzy, ale nie podniosła na niego wzroku do momentu, w którym z jego ust nie padły pytania całkowicie pozbawione sensu. Gdyby przyjrzał jej się dostatecznie uważnie, dostrzegłby pewnie w jej oczach wyraz konsternacji, który zresztą pogłębił się, gdy na jej policzkach wylądowały jego dłonie.
Wtedy rozchyliła usta, jak gdyby chciała coś powiedzieć, może nawet zapytać o w y j a ś n i e n i e, ale Lando jej na to nie pozwolił. Wraz z tym, jak od miejsca, w którym spoczywały jego dłonie rozeszło się po jej ciele palące uczucie gorąca, a ona zawiesiła spojrzenie na jego oczach, Carrie zrozumiała też chyba do czego zmierzał.
Nie miała szansy zaprotestować, nie wiedziała nawet, czy chciała, gdy ich usta w końcu się ze sobą zetknęły.
Nie zareagowała od razu. Na krótki moment po prostu osłupiała, a w jej umyśle rozpoczęła się taka gonitwa myśli, iż nie była w stanie pochwycić żadnej z nich. I to mogło okazać się zgubne, ponieważ moment później była już w stanie skupić się tylko na smaku jego ust. Nigdy nie pomyślałaby, że ten okaże się tak d o b r y, by odebrać jej resztki rozsądku, a jednak właśnie do tego doszło.
W końcu mu odpowiedziała, a jedna z jej dłoni zacisnęła się na materiale jego swetra, jakby w ten sposób chciała przyciągnąć go bliżej, choć w rzeczywistości sama do niego przylgnęła, jednocześnie pogłębiając ten pocałunek.
Gdyby teraz ktoś obserwował ich na scenie, w końcu wypadliby w i a r y g o d n i e.
Lando Mangione
we make a really bad team
: pn gru 29, 2025 4:24 pm
autor: Lando Mangione
To był impuls. Lando nawet nie zastanowił się nad tym, co właśnie robił, po prostu zadziałał pod wpływem jednej myśli, która zmotywowała go do podjęcia działania, bo musiał udowodnić Carrie, że nie miała racji, a on poradzi sobie z w y m a g a j ą c ą sceną, w której miał ją pocałować.
Dlatego teraz ją pocałował. Ale wcale nie jako postać z przedstawienia, co można było uznać za przekroczenie pewnej granicy, bo nie odgrywali teraz niczego, a jako oni sami nie byli upoważnieni do takiej bliskości. Tym bardziej, że nie była niczym uzasadniona, biorąc pod uwagę to, że żadne z nich nie kierowało do tego drugiego żadnych ciepłych uczuć.
Niestety, rozsądek Mangione wyparował, gdy dziś zaczął wlewać w siebie alkohol, przez co teraz postępował niewłaściwie i choć spodziewał się tego, że Carrie może go zaraz odepchnąć i opieprzyć, kiedy do tego nie doszło, ta sytuacja wcale nie wydawała się taka zła… jego postępowanie nie wydawało się być niewłaściwie. Pillbury pozwoliła mu siebie pocałować i ku jego zaskoczeniu odwzajemniła ten pocałunek, w dodatku przylegając do niego własnym ciałem, przez co Mangione już odruchowo przeniósł jedną rękę na jej plecy na wysokość jej talii, aby przytrzymać ją w miejscu.
Wtedy też zdecydował się pójść o krok dalej i nie tylko zaangażować się w ten pocałunek bardziej, ale też pogłębić go, co już daleko wybiegało poza potrzebę przełamania się, aby mieć ten pocałunek za sobą… Bo na początku właśnie dlatego zdecydował się na ten ruch, chciał odhaczyć pierwszy raz, aby to przestało być tak wielką sprawą, ale gdyby nadal chodziło tylko o to, mógłby to już przerwać.
Nie zrobił tego, bo mu się s p o d o b a ł o. Nie pomyślałby, że Carrie tak dobrze całuje, a smak jej ust będzie dla niego tak przyjemny. Nie spodziewałby się również tego, że po jego ciele mogłoby rozlać się ciepło od miejsca, w którym spoczęła jej dłoń, a po jego plecach przebiec dreszcz ekscytacji, za którym stałaby właśnie ona. A już tym bardziej nie mógłby wyobrazić sobie tego, że będzie odpowiadała za przyspieszone bicie jego serca w momencie, gdy akurat go nie wkurzała…
Carrie Pillbury
we make a really bad team
: pn gru 29, 2025 6:52 pm
autor: Carrie Pillbury
Tym razem mu się udało.
Naprawdę zdołał udowodnić jej, że przekroczenie tej granicy nie musiało być wcale takie trudne. Co więcej, pocałunek, który miał czekać ich na scenie, mógł stać się całkiem przyjemnym doświadczeniem, dokładnie tak, jak miało to miejsce teraz.
Carrie nie potrafiłaby tego wyjaśnić. Teraz zresztą nie próbowała tego analizować, nie była nawet w stanie, ale dała się temu całkowicie pochłonąć. Zapominając o rozsądku oraz o tym, jak wkurzający potrafił być Lando, nie tylko pozwoliła mu się pocałować, ale też się w to zaangażowała. Odwzajemniła to, przyciągnęła go bliżej siebie, a gdyby przyszło jej zeznawać pod przysięgą, musiałaby przyznać się do tego, że wcale nie chciała, aby się odsunął. Nie miała ochoty odpychać go i mówić temu pas, choć przecież tak byłoby r o z s ą d n i e.
Pragnęła natomiast nadal to kontynuować i choć przez pewien czas nie myśleć o tym, w jak niewygodnym położeniu ich to stawiało. To nie było istotne, kiedy ich języki odnalazły do siebie drogę, a dłoń Mangione lekko spoczęła na jej plecach.
Sprawiła też, że po kręgosłupie Pillbury przemknął przyjemny dreszcz sugerujący, że nie było jej to wcale takie o b o j ę t n e.
To samo zresztą powinien zasugerować mu pomruk zadowolenia, który chwilę później wyrwał się z jej ust oraz to, że druga z jej dłoni w końcu leniwie spoczęła na jego klatce piersiowej. Gdyby skupiła się na tym trochę bardziej, prawdopodobnie byłaby w stanie wyczuć jego przyspieszone bicie serca, ale w tej chwili zbyt skutecznie ogłuszona była własnym.
Nie myślała o tym jednak. Nie pozwoliła sobie też odzyskać rozsądku, zamiast tego ośmielając się nieco bardziej. W zaczepny sposób przygryzła bowiem jego dolną wargę na tyle delikatnie, aby nie pozostawić po sobie żadnych śladów, ale jednocześnie na tyle mocno, by był w stanie to poczuć.
Tak jak i ona p o c z u ł a coś za jego sprawą. Na razie nie zdołała się jednak z tego powodu przestraszyć.
Lando Mangione
we make a really bad team
: pn gru 29, 2025 11:04 pm
autor: Lando Mangione
To było nie do pomyślenia.
Dwójka ludzi, która jeszcze przed sekundą była gotowa skoczyć sobie do gardeł, a przy każdym spotkaniu wojowała ze sobą, teraz zupełnie zapomniała o swoim sporze. Mało tego, wręcz rozpływali się w swoich ramionach, oddając się pocałunkowi, do którego nie powinno dojść, nie w ten sposób.
Bo jasne, pewnie oboje brali pod uwagę to, że do pocałunku dziś powinno dojść, tego wymagały od nich role, ale teraz wcale nie grali. Byli sobą i jako Lando oraz Carrie trwali w pocałunku, dostrzegając to, jak przyjemne to potrafiło być. Bo to prawda, Mangione również dostrzegał, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.
Całowanie Pillbury potrafiło być przyjemne. Nawet bardzo, czego w życiu by się nie spodziewał, bo nie chodziło tylko o to, że znała się na rzeczy, ale też na to, jak jej bliskość, dotyk i wszystko inne działało na niego. Było to tak intensywne, że brunet miał wrażenie, jakby to mogło doprowadzić jego zmysły do szaleństwa.
I co dziwne, chciał tego… Dlatego wciąż nie odsunął się, a nawet pozwolił sobie na to, by zacisnąć dłoń na jej ubraniach, przez co nieco podciągnął je na jej plecach. Przez to, gdy zdecydował się przenieść tam również drugą rękę, bezwiednie umieścił ją bezpośrednio na jej skórze. I kiedy zetknęły się z nią opuszki jego palców, po ciele Lando przebiegł nagły dreszcz.
Nie wycofał się jednak – jego dłoń pewniej spoczęła na jej plecach, a z drugiej ręki nie wypuścił materiału jej ubrań, trzymał je w ten sposób, być może sprawdzając, jakie były granice Carrie, której bliskość teraz tak bardzo mu się podobała.
To było nie do pomyślenia, biorąc pod uwagę to, że jeszcze niedawno peszłya go jej bliskość i na myśl o pocałunku z nią, uciekał przed jej spojrzeniem. Teraz po tej niepewności nie było śladu. Lando z zachłannością sięgał po to, czego pragnął. A tym w tej chwili były usta Pillbury, których chciał smakować.
Jej zaczepki w postaci podgryzania tylko jeszcze bardziej go nakręcały, sprawiając, że naprawdę nie chciał niczego przerywać.
Carrie Pillbury
we make a really bad team
: wt gru 30, 2025 1:54 pm
autor: Carrie Pillbury
Podobał jej się taki. Podobała jej się bijąca od niego pewność siebie, która w innych okolicznościach doprowadzała ją do szału.
Podobnie zresztą jak ten jego głupi uśmiech, który zwykle miała ochotę zetrzeć mu z twarzy, jednocześnie ani przez sekundę nie myśląc o tym, że najskuteczniej mogłaby to zrobić właśnie przy pomocy pocałunku. W ten sam sposób mogła przecież sprawić, żeby w końcu się zamknął, a kiedy zbyt wiele nie mówił, był przecież całkiem a k c e p t o w a l n y.
Potrafił być też naprawdę p o c i ą g a j ą c y, czego zdołał dowieść jej teraz. Kiedy jej bliskość przestała go peszyć i zamiast tego zaczął tak jawnie o nią zabiegać, Carrie musiała przyznać, że w tym momencie niczego innego od niego nie oczekiwała.
A przynajmniej tak wydawało jej się do chwili, w której jego dłoń zetknęła się z jej nagą skórą.
W tamtej chwili jasnym stało się dla niej to, że chciała w i ę c e j. Pragnęła, żeby jego dłonie posunęły się trochę dalej, a ten pocałunek nie został przerwany. I właśnie to zamierzała mu zasygnalizować, dlatego w końcu jej dłonie wylądowały na jego karku.
Wtedy też wykonała pierwsze dwa kroki do tyłu, jednak wcale nie dlatego, że próbowała się od niego odsunąć. Nie mogłaby się na to zdobyć, jeśli smak jego ust był tak niesamowicie przyjemny. Bardziej uzależniający niż alkohol, którego oboje wlali w siebie całkiem sporo. I być może to właśnie on odebrał im dzisiaj rozum.
Na pewno było tak z Carrie, która teraz się nie zatrzymała. Wystarczyło, że upewniła się, iż Lando pójdzie w jej ślady, aby sama wykonała kilka kolejnych kroków w tył do miejsca, w którym jej plecy zetknęły się w końcu ze ścianką na skraju sceny. Umożliwiła mu przyparcie się do ściany, podczas gdy sama wsunęła palce jednej dłoni w jego włosy, paznokciami drugiej drażniąc natomiast skórę jego karku.
Niczym dziwnym nie powinno być to, że za jego sprawą puszczały jej hamulce, choć był to pierwszy raz, kiedy działo się to w t a k i sposób.
Lando Mangione