game on, geek out
: pt sty 16, 2026 1:09 pm
Oczywiście wystawiała ręce, aby osłonić twarz. Niedawno ortodonta zdjął jej aparat i ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła, było ryzykowanie utraty zębów po miesiącach wyrzeczeń i bólu. Ten odruch był instynktowny i chyba bardziej wynikający z lęku niż z przemyśleń. Mimo to Shanae pokiwała głową, jakby właśnie dostrzegła w Audrey ukryty potencjał przyszłej koszykarki, siatkarki albo innej gwiazdy sportów zespołowych. Z jej wzrostem brzmiało to raczej jak żart niż realna prognoza. Audrey ledwo sięgała ramienia wyższych koleżanek. Z drugiej strony Wyatt wcale nie była od niej wyższa, a mimo to potrafiła odnaleźć się w każdej dyscyplinie, bo sport nie kończył się na wzroście czy sile. Potrzebna była jeszcze koordynacja ruchowa, refleks i jakieś podstawowe wyczucie gry. I chęci. Tych akurat Harrison nie brakowało. Naprawdę się starała. Problem polegał na tym, że same chęci nie wystarczały. Nawet gdy dawała z siebie wszystko, to i tak pozostawała daleko za koleżankami.
Szybko okazało się, że Shanae wcale nie była najlepsza we wszystkich sportach świata. A przynajmniej tak twierdziła. Audrey nie wierzyła w ani jedno jej słowo. Wychodziła z założenia, że jak ktoś był wygimnastykowany, to łatwiej było mu odnaleźć się w grach zespołowych, nie wspominając o tych indywidualnych.
— Serio? — popatrzyła na nią nieufnie, znów odrzucając piłkę. Już bolały ją od tego ramiona. A może to od wcześniejszego ćwiczenia z taczkami? Trudno stwierdzić. Wiedziała jednak, że jutro obudzi się z zakwasami. — Odniosłam inne wrażenie. Niby w nic nie grasz, a piłką rzucasz jak zawodowiec — to nie był przytyk, raczej stwierdzenie faktów. Wyatt wykonywała precyzyjne ruchy, a w trakcie jej rzutów piłka nie nabierała dziwnych rotacji, kiedy te wypchnięte przez Audrey wirowały jak szalone. — Widziałam jak tańczysz przed jakimś meczem na hali. To znaczy kibicujesz — zreflektowała się pospiesznie. — Jesteś naprawdę dobra — pochwaliła ją szczerze. I to nie tak, że jedyne, co Audrey zapamiętała, to obcisłe stroje cheerleaderek. A nawet jeśli, to nigdy by się do tego nie przyznała!
Zassała powietrze, dostrzegając, że kolejna piłka szybuje wysoko ponad jej głową. Z reguły Harrison nie biegała, ale nie chciała wyjść w oczach Shanae na kompletnego patałacha, dlatego potruchtała niezgrabnie po piłkę. Schyliła się po nią, ale przypadkowo w nią kopnęła i piłka odbiła się od ściany, zmieniając kierunek. Teraz musiała biec na drugą stronę sali, a podczas chwytu oburącz, ta wyślizgnęła jej się z dłoni. Boże, co za wstyd.
Musiała teraz popisać się się dalekim rzutem. Podeszła nieco bliżej, żeby nie robić tego przy ścianie. Znając jej szczęście, zamiast do przodu cisnęłaby piłką do tyłu, a ta trafiłaby ją prosto w głowę. Po co tak kusić los? Wykonała, jak jej się wydawało, porządny zamach, ale ta piłka poleciała wyżej niż dalej, a potem smutno potoczyła się pod nogi Wyatt.
— Och — wymsknęło się Audrey. Zacisnęła usta w wąską linię, aby ukryć zażenowanie. Dobrze, że dzięki pani Pierce nie trwało to nadzwyczaj długo, bo przywołała do siebie dwie dziewczyny, w tym Shanae i nakazała im wybrać drużyny,
Harrison stanęła z tyłu, przestępując z nogi na nogę. Znów spełniał się jej najgorszy koszmar, podczas którego zawsze, ale to zawsze była wybierana do drużyny jako ostatnia. Niby powinna dawno przywyknąć, ale i tak czuła się jak największa niedorajda.
Shanae Wyatt
Szybko okazało się, że Shanae wcale nie była najlepsza we wszystkich sportach świata. A przynajmniej tak twierdziła. Audrey nie wierzyła w ani jedno jej słowo. Wychodziła z założenia, że jak ktoś był wygimnastykowany, to łatwiej było mu odnaleźć się w grach zespołowych, nie wspominając o tych indywidualnych.
— Serio? — popatrzyła na nią nieufnie, znów odrzucając piłkę. Już bolały ją od tego ramiona. A może to od wcześniejszego ćwiczenia z taczkami? Trudno stwierdzić. Wiedziała jednak, że jutro obudzi się z zakwasami. — Odniosłam inne wrażenie. Niby w nic nie grasz, a piłką rzucasz jak zawodowiec — to nie był przytyk, raczej stwierdzenie faktów. Wyatt wykonywała precyzyjne ruchy, a w trakcie jej rzutów piłka nie nabierała dziwnych rotacji, kiedy te wypchnięte przez Audrey wirowały jak szalone. — Widziałam jak tańczysz przed jakimś meczem na hali. To znaczy kibicujesz — zreflektowała się pospiesznie. — Jesteś naprawdę dobra — pochwaliła ją szczerze. I to nie tak, że jedyne, co Audrey zapamiętała, to obcisłe stroje cheerleaderek. A nawet jeśli, to nigdy by się do tego nie przyznała!
Zassała powietrze, dostrzegając, że kolejna piłka szybuje wysoko ponad jej głową. Z reguły Harrison nie biegała, ale nie chciała wyjść w oczach Shanae na kompletnego patałacha, dlatego potruchtała niezgrabnie po piłkę. Schyliła się po nią, ale przypadkowo w nią kopnęła i piłka odbiła się od ściany, zmieniając kierunek. Teraz musiała biec na drugą stronę sali, a podczas chwytu oburącz, ta wyślizgnęła jej się z dłoni. Boże, co za wstyd.
Musiała teraz popisać się się dalekim rzutem. Podeszła nieco bliżej, żeby nie robić tego przy ścianie. Znając jej szczęście, zamiast do przodu cisnęłaby piłką do tyłu, a ta trafiłaby ją prosto w głowę. Po co tak kusić los? Wykonała, jak jej się wydawało, porządny zamach, ale ta piłka poleciała wyżej niż dalej, a potem smutno potoczyła się pod nogi Wyatt.
— Och — wymsknęło się Audrey. Zacisnęła usta w wąską linię, aby ukryć zażenowanie. Dobrze, że dzięki pani Pierce nie trwało to nadzwyczaj długo, bo przywołała do siebie dwie dziewczyny, w tym Shanae i nakazała im wybrać drużyny,
Harrison stanęła z tyłu, przestępując z nogi na nogę. Znów spełniał się jej najgorszy koszmar, podczas którego zawsze, ale to zawsze była wybierana do drużyny jako ostatnia. Niby powinna dawno przywyknąć, ale i tak czuła się jak największa niedorajda.
Shanae Wyatt