Strona 2 z 2
meri kristmas mada faka
: wt gru 30, 2025 10:58 am
autor: Cherry Marshall
Cora Marshall
Westchnęła ciężko. Nie spodziewała się prowadzenia na poważnych warunkach kroniki rodzinnej. Nie chciała w stu procentach w to uwierzyć. Wydawało się to dla niej kompletnie nierealne. Oznaczało to, że wszystkie wyskoki nastoletniej Cherry musiały zostać uwiecznione.
— I dlaczego wcześniej o tym nie powiedziałaś? — spytała lekko oskarżycielskim tonem, odwracając głowę w stronę Cory. Napięcie w głosie mimowolnie podskoczyło. Wiedziała, jakie tajemnice mogła skrywać młodsza siostra. Parsknęła cicho śmiechem, słysząc o narciarskich goglach. Nie spodziewała się innego winnego — myślałam, że jesteś po mojej stronie Cora — stwierdziła finalnie prezeska i uśmiechnęła się szerzej. Widocznie dostała pierwsze, wielkie ostrzeżenie, dlaczego nie powinna denerwować młodszej. Mogło to mieć najgorsze skutki.
— Takiego pierdolca to nigdy nie miałam — stwierdziła po wysłuchanie całej opowieści. Bywała chłodna względem pracowników, ale oni nie byliby w stanie ustalić, co dokładnie jej siedzi w głowie — poza tym kto syczy na asystentkę przez ulubioną kawę? — spytała, przechylając głowę. Coraz bardziej dochodziło do niej, co dokładnie mówiła do niej młodsza. Jaką piękną tezę chciała jej przedstawić, a sama Cherry powoli dojrzewała, by powiedzieć to jedno, ważne zdanie — nie wiem, może po prostu powinnam się z kimś przespać — wymruczała je pod nosem. Chociaż cały wykład wydawał się do niej trafić. Tylko Charity Marshall nie prześpi się z byle Kowalskim w klubie. Musiałaby być bardzo mocno porobiona, a na to była aż nadto dojrzała.
— No powiedziałby tak pewnie, ale wiesz... — musiała się zgodzić, a ja twoją starą pasowało do wizji całej drużyny hokejowej. W żaden sposób nie odstawała od tego, co zdążyła jak dotąd usłyszeć. Przymknęła na moment oczy — jak będę zbyt często dawała dupy, to faceci stracą do mnie szacunek — ukryła przez moment usta w kubeczku, odwracając wzrok — ojciec zawsze tak mówi — Cherry mogła być trzydziestoletnią kobietą, a dalej bolało ją to tak samo. Słowa taty tkwiły jej w głowie. Nigdy nie była w stanie w pełni od nich uciec. Często czuła się oceniana, nawet na zwykłym wyjściu z siostrą.
— Czasem wiedza jest niewystarczająca — mogłaby się sama uderzyć w pierś, ale w tamtych chwilach nic się dla niej nie liczyło — gumki, pigułki, czy spirala? — miała prawdziwe poważny ton, jakby zaczęła właśnie matkować Corze — podobno trójkąty są teraz w modzie — parsknęła śmiechem, a po chwili się zreflektowała i spojrzała na kobietę z poważną miną — próbowałaś, młoda? — oby nie. Albo oby się do tego nie przyznała. Pewne granice lepiej by zostały zachowane. Mogły być dla siebie jak dwie najlepsze przyjaciółki, ale więzy krwi wymagały pewnych ograniczeń.
— Chodź, sam są renifery Cora — rzuciła nagle Cherry, idąc w stronę zagrody reniferów. Piękne, wielkie dostojne zwierzęta. Już chwytała za telefon, kiedy usłyszała głośne kichnięcie. Usta zamieniły się w podkówkę. Spojrzała na zwierzaka, a później na siostrę.
— Fuuuj — miną przypominała czternastolatkę pierwszy raz pijącą czystą — ten renifer mnie obkichał — zwróciła się w stronę blondynki ze spojrzeniem mówiącym: HELP ME.
meri kristmas mada faka
: sob sty 03, 2026 1:29 am
autor: Cora Marshall
- Bo nie pytałaś?- spojrzała na siostrę z niewinną miną, bo nie rozumiała o co jej chodzi. Przecież kronika rodzinna to zbiór wielu, niezapomnianych wspomnień! Dlaczego to takie dziwne, że Cora chciała mieć te wszystkie wspomnienia udokumentowane? Cherry powinna się cieszyć. Chociaż może nie do końca. - Jestem skarbie, oczywiście że jestem! Dlatego nikt jeszcze nie widział tego zdjęcia jak razem z Charlesem jecie ziemię z kwiatków, bo myśleliście, że to kawior. Tak mi przynajmniej powiedziała Nana, gdy znalazłam to zdjęcie i postanowiłam zrobić jego kopię-teraz nie mogła się powstrzymać, żeby się nie roześmiać na wspomnienie umorusanych dwójki słodkich dzieci. Zdawała sobie sprawę, że ta dwójka też jej robiła psikusy. Niestety ona była młodsza, więc przynajmniej w taki sposób mogła się na nich zemścić im podziękować. I tak, warto nie denerwować Cory. Była ona raczej oazą spokoju, ale jak każdy człowiek i ona miała swoje granice.
- A Miranda w Diabeł ubiera się u Prady nie syczała o byle gówno?- a Cherry trochę jej przypominała taką Mirandę. Oczywiście pod względem klasy i elegancji. Jednak najważniejsze w tej całej rozmowie było to, że chyba pierwszy raz w życiu Charity Marshall przyznała jej rację. Oczywiście w swój nieoczywisty sposób, ale jednak blondynka zrozumiała kontekst jej wypowiedzi.
- Poczekaj poczekaj… czy Ty właśnie mówisz, że mam rację?- aż na chwilę się zatrzymała stając przed siostrą, aby usłyszeć to , gdy patrzy w jej oczy. To będzie niesamowite wspomnienie! Może powinna włączyć dyktafon w telefonie?
Nie zrobiła tego jednak i może to dobrze, skoro jej starsza siostra gadała takie głupoty. Była dorosła, inteligentna i zaradna, a wciąż tkwiły w niej puste słowa ojca. Przewróciła oczami słysząc teksty niczym od starych, zdziadziałych pryków bądź cnotliwych kobiet, co po nocach w ukryciu przed mężem… czytają harlequiny.
- Ja pierdolę Cherry, żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku. A czy facetom ktoś mówi, że jak będą często moczyć kija, to stracą szacunek?- nawet nie czekała na jej odpowiedź , bo to było pytanie retoryczne. - Nie bierz się za zajętych i wtedy nikomu nie stanie się krzywda- dodała jeszcze bardzo ważną radę, zanim sama zaczęła wysłuchiwać gadania siostry. Westchnęła przeciągle, bo przecież była dorosła już od wielu lat. Wiedziała co nieco o życiu. - Czy ja wyglądam jak ktoś, kto pamięta o systematycznym braniu tabletek?- już raz musiała robić test, bo przez swoje gapiostwo podejrzewała ciążę. - Gumki i spirala- doprecyzowała, aby uspokoić siostrę i pokazać jej, że była na tyle rozsądna, że zdawała sobie sprawę, że spirala ją od chorób nie uchroni. W tym aspekcie Cora naprawdę dmuchała na zimne. - Yyy nie?- Cherry pytaniem o trójkąt ją nieco wybiła z rytmu i widząc jej reakcję bała się przyznać do prawdy. W dodatku skąd Charity wiedziała co jest teraz modne?!
Pomysł zobaczenia reniferów bardzo spodobał się Corze. Z entuzjazmem podeszła z siostrą i wyciągnęła telefon znacznie szybciej niż ona, dzięki czemu, gdy zwierzę kichnęło już ustawiała odpowiednio obiektyw. - O kurwa, to będzie sztos- nie mogła powstrzymać się od śmiechu nagrywając Charity Marshall oplutą przez renifera. Jej kronika rodzinna właśnie się wzbogaciła.
Cherry Marshall
meri kristmas mada faka
: pn sty 05, 2026 2:02 pm
autor: Cherry Marshall
Cora Marshall
— To muszę pytać, żeby zobaczyć stare dzieje rodzinne? — spytała z lekkimi pretensjami, unosząc do góry jedną brew. Dopiero po czasie zdała sobie sprawę, jak bardzo mogła mieć przejebane. Cora skrywała prawdziwą kopalnię, która była w stanie pogrążyć wizerunek starszej — czasami mam ochotę spalić całą rodzinną kolekcję zdjęć, wiesz? — zagadnęła Charity, unosząc delikatnie kąciki ust. W głowie zaczęła obmyślać chytry plan. Włamie się do domu własnej siostry oraz do rodzinnego by spalić rodzinne kroniki. Nie powinny one ujrzeć światła dnia codziennego. Trzeba było chronić godność, póki było to możliwe.
— Syczała. — mruknęła krótko. Jednej rzeczy nienawidziła bardziej w życiu niż czegokolwiek innego. Było to przyznanie komuś racji. Zbyt często patrzyła na czubek nosa, a wyjątkowa młodsza siostra zbyt sprawnie potrafiła ją wyjaśnić.
— Nic takiego bym nie powiedziała — odparła głośniejszym tonem. Nie da tej satysfakcji tak łatwo. Kręcąc głową, uniosła ku górze delikatnie brodę — chociaż czasem nawet blondynka może mieć rację — mruknęła cicho pod nosem, ledwo słyszalnie. Byle tylko siostra nic nie usłyszała, nie przyznałaby się jej do tego — ale ŁADNE SĄ TE OZDOBY, co Cora? — zarzuciła nagle Charity, pokazując wielką, świecącą choinkę. Odwrócenie uwagi wydało się najbardziej rozsądnym rozwiązaniem. Może wtedy blondynka zapomni, że Cherry mogła przyznać jej rację.
—
Wiesz co, ja to chyba wolę... zostać silną, niezależną kobietą z pudlem — mruknęła pod nosem, odwracając wzrok. Z jej głowy można było wyjąć filozofię ojca, ale nigdy w stu procentach. Zgadzała się z Corą w stu procentach, a jednak spanie z byle kim budziło w jej ciele nieprzyjemne dreszcze. Czasami czuła po prostu zbyt mocno, zbyt dużo —
za zajętych? A jeżeli mają związek poliamoryczny, albo otwarty? — zagadnęła, lekko odwracając rozmowę. Ich też nie byłaby dotknąć. Miała zasady, a nigdy, przenigdy nie chciałaby być tą drugą —
to nawet wtedy bym ich nie dotknęła — dodała po kilku chwilach.
—
Nie — gdyby miała oceniać siostrę tylko po wyglądzie, nie skończyłoby się to zbyt dobrze. Dalej pamiętała, jak raz zgubili ją na plaży z bliźniakiem, lub kazali jej zjeść egzotycznego owada, bo to taki uroczy żelek —
a pamiętasz o systematycznym pamiętaniu o gumkach oraz wykonywaniu testów wenerycznych? — spytała z troski, ale też z delikatnej złośliwości. Wolała mieć pewność, że jej siostra jest stuprocentową odpowiedzialną osobą.
Wyjmowała właśnie chusteczki, by wytrzeć smarki renifera, a wtedy zobaczyła... telefon. Na to nie pozwoli Corze.
— Nawet nie próbuj smarkaczu! — krzyknęła, zbierając smarki chusteczką. Szybkim krokiem podeszła do młodszej — a masz! — i zaatakowała. Wycierając zawartość w przepiękną twarz Cory. Teraz rozpoczynała się prawdziwa wojna. Cherry na swoich obcasach zaczęła szybko uciekać — dalej jesteś niegrzeczny, małym skrzatem! — tyle zdążyła krzyknąć, zanim nie wywróciła się na lodzie, wpadając wprost do zaspy śniegowej.
meri kristmas mada faka
: śr sty 07, 2026 2:02 am
autor: Cora Marshall
Przewróciła teatralnie oczami i głośno westchnęła. Ale ta jej siostra była spięta.- Ojeju, Cherry Cherry… Nie pytałaś czy prowadzę kronikę rodzinną, ale w sumie z drugiej strony… Chcesz żebym nagle na spotkanie zarządu ją przyniosła, bo przecież nie musisz pytać, gdy chcesz zobaczyć zdjęcia z dzieciństwa?- na koniec uśmiechnęła się zadziornie robiąc w powietrzu cudzysłów z użyciem jednej dłoni, bo całe szczęście pamiętała, że w drugiej trzyma kubek z grzanym winem. A jej kolejne słowa zbyła tylko wymowną ciszą i zakrywając swój tajemniczy, cwany uśmiech kubkiem, gdy upijała kolejny łyk. Ciepły alkohol, spacer i miłe towarzystwo działało na nią bardzo odprężająco, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Nawet wtedy, kiedy jej kochana siostra właśnie kolejny raz przyznała jej rację. Kolejny raz w ten swój szalony pokręcony sposób.
- Słucham? Co powiedziałaś? Bo nie jestem pewna czy dobrze usłyszałam- nadstawiła ucho udając jakby nasłuchiwała, ale doskonale wszystko słyszała.- Czy Ty właśnie powiedziałaś, że jestem najcudowniejsza i najmądrzejsza ze wszystkich Marshalii oraz że mam zawsze rację?- zainsynuowała z powagą w głosie, ale jej oczy i usta zdradzały rozbawienie, kiedy się tak nabijała z Charity. Zaraz jednak jej oczy rozbłysły na widok wielkie, pięknej choinki. - Wow, piękna- przytaknęła niczym dziecko zapominając nagle o rozmowie, bo światełka całkowicie ją pochłonęły. Tak, była czasami jak małe dziecko.- Muszę w końcu swoją ubrać. Może zagonię Charlesa do roboty- i niczym to małe dziecko wiedziała też jak niektóre sprawy rozegrać z rodzeństwem. Tym bardziej, że długo się z niej śmiali. A nawet śmiali, że jest adoptowana! Paskudy z nich.
- O nie nie, żadnych pudli. Nie kupuj psów, adoptuj - Cora miała pewne swoje zasady nie tylko jeśli chodziło o seks. Nie była taka rozpustna, żeby myśleć tylko o tym. Była też osobę niezwykle empatyczną, dlatego w wolnych dniach wspierała schronisko dla kobiet, a finansowo bardzo wspierała również pieski i kotki porzucone na ulicach. - I pamiętaj, żeby nie strzelać żadnymi fajerwerkami w Sylwestra! To je przeraża - pogroziła siostrze palcem, żeby ta dobrze to zapamiętała.- A właśnie! Jak Twoje plany na sylwestra? Może ten niezobowiązujący kutas powinien być też sylwestrowym? Wiesz, jaki sylwester taki cały rok- i to była kolejna mądra wypowiedź Cory. Miała dzisiaj ewidentnie swój dobry dzień. Ale chyba Cherry próbowała jej go złośliwie zniszczyć tymi pytaniami. - Oczywiście, że tak. Jestem głupia, ale nie aż tak jak cep- najważniejszy w końcu w życiu był bezpieczny seks! Nie obchodziły ją gadki w stylu włożę tylko na chwilę czy zdążę wyjąć. Zakładali kondoma albo wyjazd. Albo bawili się w inny sposób.
Cora miała dzisiaj także niezły refleks skoro zdążyła nagrać obsmarkaną Cherry. Piętnaście sekund. Tyle trwało ujęcie zanim smarki wylądowały i na niej. - O fuuuj!- krzyknęła krzywiąc się z obrzydzenia i próbując wyczyścić twarz. - Już po Tobie Ty stara zrzędliwą babo!- krzyknęła biegnąc za nią i nawet nie śmiejąc się na jej widok w zaśpie śnieżnej. Zamiast tego nabrała trochę śniegu , który wytarła w goły kark Charity. Wojna to wojna.
Cherry Marshall
meri kristmas mada faka
: pt sty 09, 2026 6:01 pm
autor: Cherry Marshall
Cora Marshall
— NIE — praktycznie krzyknęła Charity, wywracając oczyma. Żadnych rodzinnych kronik nie potrzebowała ich do szczęścia, a momentami wręcz nienawidziła. Dla niej nie była to łatwa sprawa, wolała unikać upokarzających zdjęć. Jeszcze ktoś uwieczniłby je w internecie — proszę mi nie grozić, bo ja wyjmę wszystkie twoje historie z dzieciństwa — a miała ich sporo. Każde przewinienie Cory. Zjadanie przedziwnych rzeczy, zadawanie głupich pytań, czy nawet zagubienie na plaży. Ona dalej nie zdawała sobie sprawę z jednej bardzo ważnej rzeczy. Charity nie żartowała. Byłaby w stanie wydać książkę o przebojach młodszej siostry.
— Wiatr zawiał, albo mucha pierdnęła — mruknęła Marshall, bo ona nie miała zamiaru słodzić młodszej siostrze. Burknęła swoje, ale wypowiadanie tego po raz długi, nie byłoby zgodne z jej kodeksem honorowym. Miała godność i doskonale zdawała sobie sprawę, że każde jej słowo zostałoby wykorzystane przeciwko niej samej — nie. W życiu bym tak nie powiedziała. Królowa może być tylko jedna — prychnęła, zarzucając swoją głową włosy do tyłu. Lubiła dominować, nawet własną siostrę. Dla niej sprawa wydawała się być dziecinnie prosta. Zawsze była ich czwórka — a sama rączek nie masz? — prychnęła na to wykorzystywanie starszego brata. Nie wyobrażałaby sobie Charlie'go jako murzyna Cory. Choć kto wie? Może chciał odkupić winy?
— Nie dla każdego jest adopcja — stwierdziła poważnym tonem Cherry, marszcząc brwi. Dla niej zdecydowanie nie było to rozwiązanie. Zresztą na nią w domu czekał przepiękny, duży, czarny pudel, który był wręcz maskotką rodzinną. Wzięła go z najlepszej hodowli na całym świecie — wiem, przecież mam Koko w domu — mruknęła, słysząc o fajerwerkach. Szczerze uważała je za bezsensowny wymysł, a jednocześnie uwielbiała ja oglądać na niebie. Dawały prawdziwą aurę świętowania. Może sama powinna je odpalić? — a może będzie jakiś jeden niezobowiązujący — wymruczała pod nosem, przegryzając dolną wargę. Mogłaby w to pójść — naprawdę nie jesteś? — spytała poważnym tonem, ale chwilę później już uciekała. Cała rozpromieniona, cała zadowolona z gilami renifera na sobie, a jednak zdecydowanie zadowolona z tego, jak wszystko wyglądało. Z tego rodzinnego życia.
— Zniszczę Cię, dzieciaczku!! — krzyknęła Cherry, chwytając dłonią śnieg i rzucając go wprost w głowę Cory. Ta bitwa zakończyła się rewanżem z przeważeniem strony Marshall. Której? To już inna sprawa, inna opowieść, ale obie tego potrzebowały. Pobyć ze sobą i przestać myśleć o trudnych sprawach.
z/t x 2