It''s beginning to look a lot like fuck this
: ndz gru 28, 2025 4:40 pm
Na obecnym etapie swojego życia Milo był tak przyzwyczajony do mikroagresji przeciekającej z niemal każdej sfery codzienności, że dopiero przy bardziej kreatywnych próbach zajścia mu za skórę - która to stała się z oczywistych względów głównym celem ataku - reagował czymś ponad wzruszenie ramion. O ile w ogóle zauważał, był kurewsko oporny na aluzje.
Lianowi również się obrywało, ale w przeciwieństwie do Rivery, Mei był niekwestionowanym mistrzem w wywieraniu milczącej presji na otoczeniu i większość osób, która dla żartu podnosiła temat jego pochodzenia w rozmowach w kontekście innym niż standardowy bardzo szybko tego żałowała. Milo miał mniej cierpliwości, a przy połączeniu z jego jawną niechęcią do ludzi au general, efekt był prosty do przewidzenia.
Inaczej sprawa się miała z Dylanem.
Nie nazwałby go uprzywilejowanym, nie on przecież decydował o obecnym kształcie systemu w jaki obaj zostali wepchnięci siłą braku alternatywy. Jechali na tym samym wózku słabo opłacanych dorywczych prac, studenckich pożyczek i rachunków, dodatkowo ciągnąc własne bagaże życiowych doświadczeń. Pod tym względem byli absolutnie równi; dzielili tę samą dolę, którą mogli poprawić łącząc siły.
Bo obiektywnie, odkąd Gauthier wprowadził się do ich ciasnego mieszkania ze swoimi mapami nieba, podręcznikami i nieprzyzwoicie mięciuchnymi bluzami, sytuacja znacząco się poprawiła.
Milo przeczuwał jednak, że Dylan znający dotąd tylko Kanadę stojącą bielą nie był przygotowany na inną rzeczywistość, w której on sam tkwił odkąd nielegalnie przekroczył granicę ze Stanami Zjednoczonymi.
Dawniej czuł na sobie ciężar i lepkość spojrzeń niemal fizycznie, marząc tylko o tym by zniknąć lub, co też zdarzało mu się niegdyś o wiele częściej, życzył sobie skóry dostatecznie jasnej, aby wtopić się w tłum. Później, w okresie dojrzewania problem obrósł w dodatkową warstwę pozornej, kanonicznej głosem większości estetyki w tym zakresie, do i tak obszernego zestawu wykręcających postrzeganie własnego ciała przekonań dołączyła mała, kolejna obsesja: karnacja.
Unikał więc słońca, które tak bardzo kochał i za jakim zwykł podążać jak słonecznik gnący się w ciągu dnia, byle bliżej, zupełnie jakby pozostawanie w cieniu miało przynieść jakikolwiek efekt. W okresie swojego najdłuższego stażu w oficjalnej rodzinie zastępczej we Fresno, do niemal codziennej wieczornej rutyny dołączyły wątpliwej skuteczności pasty i kremy, które zamawiał przez internet za kieszonkowe. Pillesterowie musieli wiedzieć, wszystkie paczki przechodziły przez ich ręce, ale nigdy nie powiedzieli ani słowa.
W ten sposób nabawił się kilku jaśniejszych plam na ramionach, niezbyt widocznych, o ile ktoś nie spojrzałby z bliska, a jako że Rivera do fanów intymności nie należał, a więc prawie nikt jak dotąd nie zauważył. Między innymi dlatego zawsze opancerzał się w bluzy i unikał bezrękawników jak ognia.
Była również bariera językowa, która dawniej wydawała mu się problemem nie do przeskoczenia ze względu na oczywiste braki i słyszalny po dziś dzień akcent. Obecnie czasem dla własnej satysfakcji, czasem z braku odpowiednika, a czasami zwyczajnie przez roztrzepanie mieszał angielski z hiszpańskim w obrębie jednego zdania. Parę lat temu zrobiłby wszystko, by ten lingwistyczny nałóg wymazać.
Może dlatego ta wizja potencjalnej pracy w środowisku posługującym się często obcym mu językiem francuskim tak bardzo go przerażała odkąd Dylan wspomniał o niej parę tygodni temu?
Ponad wszystkim jednak, tym, o czym nadal myślał a tym, o czym zdążył zapomnieć, Milo wiedział, że był przyzwyczajony i odporny. Gauthier... raczej nie. I w zasadzie nie chodziło o chęć trzymania go pod bezpiecznym, sterylnym kloszem; w Milo po prostu podnosił się nerw na samą myśl, że ktoś mógłby spojrzeć na niego z tej perspektywy, nawet jeżeli sam Dylan nie byłby tego do końca świadom.
Palce czasami kreślące okręgi i elipsy na jego plecach, czasami dociskane i wpuszczane głębiej pod rozluźnionymi mięśniami nie stały się tłem jak to zapewne bywało w przypadku większości osób przyzwyczajonych do dotyku. Nie był to naturalnie pierwszy raz, kiedy ręce Gauthiera chwytały go tak jak stał, siedział lub leżał, nie odskakiwał już zresztą jak na samym początku - z czego obecnie chciało mu się śmiać ilekroć przypomniał sobie trwający niemal miesiąc tryb podchodów - mimo to Milo nadal czasami tężał i wiercił się, gdy nie pasował mu ich kierunek.
Doceniał natomiast, że Dylan zapamiętał jak newralgiczną strefą był kark i go omijał.
一 Jeżeli będę chciał dać komuś w mordę to zrobię to tak czy inaczej 一 podsumował bardzo rzeczowo, bez wdawania się w przepychanki dla konwenansu. Raczej stwierdzał oczywistość jednocześnie twardo określając, że nie należał do osób które chętnie ulegałyby presji nawet najlepszych intencji ze strony najbliższych osób. 一 Tu honor es mí honor.
Nie rozwijał tego tematu głębiej wiedząc doskonale, że Dylan zaparłby się jeszcze bardziej próbując udowodnić mu jak bardzo nie obchodzą go takie rzeczy, na co on oczywiście nie mógłby przystać i skończyłoby się awanturą. Wiedział, że Gauthier ma dobre chęci, którym niestety nie zawsze mógł ulec.
Wolał w milczeniu przyjmować jego fascynację swoimi lokami, w które plątało się coraz więcej wtykanych jak kwiatki pocałunków. Prawie nie czuł ich na czubku głowy, najwyżej wróżył po dźwięku i miejscowo przyuważanej presji uginających się włosów.
一 To jest... zupełnie nie to, o co mi chodziło i... -ah. 一 Tyle zdążył z siebie wydusić zanim Gauthier postanowił na odchodne przewrócić go na plecy i sponiewierać w najgorszy, a zarazem najlepszy sposób jaki dotąd na niego działał; uwielbiał czuć na sobie ciężar jego ciała, a klaustrofobiczna świadomość braku jakiejkolwiek drogi ucieczki żenująco obezwładniała go w miejscu. Mógł sobie co najwyżej zasłonić oczy przedramieniem i wymruczeć pod nosem coś rodzimego, czego Dylan nie rozumiał, ale z kontekstu i intonacji słusznie mógłby wywnioskować, że Milo musiał tym czy innym sposobem wyrazić zniecierpliwienie.
Joder. Nie powinienem być aż tak zajebiście łatwy.
Ledwo przeszło mu to przez głowę, a obecność ust Gauthiera w okolicy skupiska arterii drobnych żyłek i aorty po boku jego niefrasobliwie odsłoniętej na atak szyi spowodowało tak gwałtowny reset, że Rivera zapomniał na parę długich sekund jak się oddycha. Otworzył jedynie szerzej oczy patrząc na niego z osobliwą blendą emocji właściwych dla przypartego do muru zaszczutego zwierzęcia na polowaniu (dobrze) i świeżo rozbudzonym zainteresowaniem (jeszcze lepiej, aczkolwiek na ten moment niekoniecznie praktyczne).
一 Czy ty... czy ty chciałeś mi kurwa zrobić malinkę...?! 一 zapytał z histerycznie uniesionym, wysyconym niedowierzaniem głosem. Mimo to cała jego postawa - to jak leżał płasko bez natychmiastowego zrywu po tym jak Dylan się uniósł i w zasadzie dał mu taką możliwość, jak obie ręce wciąż trzymał nieruchomo po obu stronach swojej twarzy i ledwo unosił pierś w płytkich, przyspieszonych oddechach - krzyczała wręcz, błagała, żeby Gauthier popierdolił rozsądek do jakiego Milo apelował jeszcze parę minut temu i po prostu to zrobił.
Właściwie to niemal zrobił to na głos. Och, wręcz układał już usta do okrągłej, żałosnej i niepasującej do niego prośby, ale zdążył ją przełknąć zanim wybrzmiała i pozbawiła go resztek godności.
Nagły chłód i brak nacisku w konsekwencji jego nieobecności Rivera przyjął z rozczarowaniem pomimo, że rozumiał jego konieczność. To było rozsądne. Do tego próbował się przekonać, nie pojmując za to dlaczego nagle zaczął zwracać uwagę na takie rzeczy.
I dlaczego ni z tego ni z owego zaczął tych rzeczy pragnąć, skoro do tej pory ta funkcja zdawała się być niedostępna.
Usiadł na materacu wciąż z lekka oszołomiony, wymamrotał jakąś uwagę na temat bezpłciowości ubrań dla rozluźnienia atmosfery i sam bez większego przekonania porozglądał się za swoim plecakiem.
一 Pójdę do Diego. W sensie, do pokoju obok, do... hmm, przebiorę się, może ukradnę mu na jeden wieczór kurtkę. Zobaczymy się w kuchni?
Dylan Gauthier
Lianowi również się obrywało, ale w przeciwieństwie do Rivery, Mei był niekwestionowanym mistrzem w wywieraniu milczącej presji na otoczeniu i większość osób, która dla żartu podnosiła temat jego pochodzenia w rozmowach w kontekście innym niż standardowy bardzo szybko tego żałowała. Milo miał mniej cierpliwości, a przy połączeniu z jego jawną niechęcią do ludzi au general, efekt był prosty do przewidzenia.
Inaczej sprawa się miała z Dylanem.
Nie nazwałby go uprzywilejowanym, nie on przecież decydował o obecnym kształcie systemu w jaki obaj zostali wepchnięci siłą braku alternatywy. Jechali na tym samym wózku słabo opłacanych dorywczych prac, studenckich pożyczek i rachunków, dodatkowo ciągnąc własne bagaże życiowych doświadczeń. Pod tym względem byli absolutnie równi; dzielili tę samą dolę, którą mogli poprawić łącząc siły.
Bo obiektywnie, odkąd Gauthier wprowadził się do ich ciasnego mieszkania ze swoimi mapami nieba, podręcznikami i nieprzyzwoicie mięciuchnymi bluzami, sytuacja znacząco się poprawiła.
Milo przeczuwał jednak, że Dylan znający dotąd tylko Kanadę stojącą bielą nie był przygotowany na inną rzeczywistość, w której on sam tkwił odkąd nielegalnie przekroczył granicę ze Stanami Zjednoczonymi.
Dawniej czuł na sobie ciężar i lepkość spojrzeń niemal fizycznie, marząc tylko o tym by zniknąć lub, co też zdarzało mu się niegdyś o wiele częściej, życzył sobie skóry dostatecznie jasnej, aby wtopić się w tłum. Później, w okresie dojrzewania problem obrósł w dodatkową warstwę pozornej, kanonicznej głosem większości estetyki w tym zakresie, do i tak obszernego zestawu wykręcających postrzeganie własnego ciała przekonań dołączyła mała, kolejna obsesja: karnacja.
Unikał więc słońca, które tak bardzo kochał i za jakim zwykł podążać jak słonecznik gnący się w ciągu dnia, byle bliżej, zupełnie jakby pozostawanie w cieniu miało przynieść jakikolwiek efekt. W okresie swojego najdłuższego stażu w oficjalnej rodzinie zastępczej we Fresno, do niemal codziennej wieczornej rutyny dołączyły wątpliwej skuteczności pasty i kremy, które zamawiał przez internet za kieszonkowe. Pillesterowie musieli wiedzieć, wszystkie paczki przechodziły przez ich ręce, ale nigdy nie powiedzieli ani słowa.
W ten sposób nabawił się kilku jaśniejszych plam na ramionach, niezbyt widocznych, o ile ktoś nie spojrzałby z bliska, a jako że Rivera do fanów intymności nie należał, a więc prawie nikt jak dotąd nie zauważył. Między innymi dlatego zawsze opancerzał się w bluzy i unikał bezrękawników jak ognia.
Była również bariera językowa, która dawniej wydawała mu się problemem nie do przeskoczenia ze względu na oczywiste braki i słyszalny po dziś dzień akcent. Obecnie czasem dla własnej satysfakcji, czasem z braku odpowiednika, a czasami zwyczajnie przez roztrzepanie mieszał angielski z hiszpańskim w obrębie jednego zdania. Parę lat temu zrobiłby wszystko, by ten lingwistyczny nałóg wymazać.
Może dlatego ta wizja potencjalnej pracy w środowisku posługującym się często obcym mu językiem francuskim tak bardzo go przerażała odkąd Dylan wspomniał o niej parę tygodni temu?
Ponad wszystkim jednak, tym, o czym nadal myślał a tym, o czym zdążył zapomnieć, Milo wiedział, że był przyzwyczajony i odporny. Gauthier... raczej nie. I w zasadzie nie chodziło o chęć trzymania go pod bezpiecznym, sterylnym kloszem; w Milo po prostu podnosił się nerw na samą myśl, że ktoś mógłby spojrzeć na niego z tej perspektywy, nawet jeżeli sam Dylan nie byłby tego do końca świadom.
Palce czasami kreślące okręgi i elipsy na jego plecach, czasami dociskane i wpuszczane głębiej pod rozluźnionymi mięśniami nie stały się tłem jak to zapewne bywało w przypadku większości osób przyzwyczajonych do dotyku. Nie był to naturalnie pierwszy raz, kiedy ręce Gauthiera chwytały go tak jak stał, siedział lub leżał, nie odskakiwał już zresztą jak na samym początku - z czego obecnie chciało mu się śmiać ilekroć przypomniał sobie trwający niemal miesiąc tryb podchodów - mimo to Milo nadal czasami tężał i wiercił się, gdy nie pasował mu ich kierunek.
Doceniał natomiast, że Dylan zapamiętał jak newralgiczną strefą był kark i go omijał.
一 Jeżeli będę chciał dać komuś w mordę to zrobię to tak czy inaczej 一 podsumował bardzo rzeczowo, bez wdawania się w przepychanki dla konwenansu. Raczej stwierdzał oczywistość jednocześnie twardo określając, że nie należał do osób które chętnie ulegałyby presji nawet najlepszych intencji ze strony najbliższych osób. 一 Tu honor es mí honor.
Nie rozwijał tego tematu głębiej wiedząc doskonale, że Dylan zaparłby się jeszcze bardziej próbując udowodnić mu jak bardzo nie obchodzą go takie rzeczy, na co on oczywiście nie mógłby przystać i skończyłoby się awanturą. Wiedział, że Gauthier ma dobre chęci, którym niestety nie zawsze mógł ulec.
Wolał w milczeniu przyjmować jego fascynację swoimi lokami, w które plątało się coraz więcej wtykanych jak kwiatki pocałunków. Prawie nie czuł ich na czubku głowy, najwyżej wróżył po dźwięku i miejscowo przyuważanej presji uginających się włosów.
一 To jest... zupełnie nie to, o co mi chodziło i... -ah. 一 Tyle zdążył z siebie wydusić zanim Gauthier postanowił na odchodne przewrócić go na plecy i sponiewierać w najgorszy, a zarazem najlepszy sposób jaki dotąd na niego działał; uwielbiał czuć na sobie ciężar jego ciała, a klaustrofobiczna świadomość braku jakiejkolwiek drogi ucieczki żenująco obezwładniała go w miejscu. Mógł sobie co najwyżej zasłonić oczy przedramieniem i wymruczeć pod nosem coś rodzimego, czego Dylan nie rozumiał, ale z kontekstu i intonacji słusznie mógłby wywnioskować, że Milo musiał tym czy innym sposobem wyrazić zniecierpliwienie.
Joder. Nie powinienem być aż tak zajebiście łatwy.
Ledwo przeszło mu to przez głowę, a obecność ust Gauthiera w okolicy skupiska arterii drobnych żyłek i aorty po boku jego niefrasobliwie odsłoniętej na atak szyi spowodowało tak gwałtowny reset, że Rivera zapomniał na parę długich sekund jak się oddycha. Otworzył jedynie szerzej oczy patrząc na niego z osobliwą blendą emocji właściwych dla przypartego do muru zaszczutego zwierzęcia na polowaniu (dobrze) i świeżo rozbudzonym zainteresowaniem (jeszcze lepiej, aczkolwiek na ten moment niekoniecznie praktyczne).
一 Czy ty... czy ty chciałeś mi kurwa zrobić malinkę...?! 一 zapytał z histerycznie uniesionym, wysyconym niedowierzaniem głosem. Mimo to cała jego postawa - to jak leżał płasko bez natychmiastowego zrywu po tym jak Dylan się uniósł i w zasadzie dał mu taką możliwość, jak obie ręce wciąż trzymał nieruchomo po obu stronach swojej twarzy i ledwo unosił pierś w płytkich, przyspieszonych oddechach - krzyczała wręcz, błagała, żeby Gauthier popierdolił rozsądek do jakiego Milo apelował jeszcze parę minut temu i po prostu to zrobił.
Właściwie to niemal zrobił to na głos. Och, wręcz układał już usta do okrągłej, żałosnej i niepasującej do niego prośby, ale zdążył ją przełknąć zanim wybrzmiała i pozbawiła go resztek godności.
Nagły chłód i brak nacisku w konsekwencji jego nieobecności Rivera przyjął z rozczarowaniem pomimo, że rozumiał jego konieczność. To było rozsądne. Do tego próbował się przekonać, nie pojmując za to dlaczego nagle zaczął zwracać uwagę na takie rzeczy.
I dlaczego ni z tego ni z owego zaczął tych rzeczy pragnąć, skoro do tej pory ta funkcja zdawała się być niedostępna.
Usiadł na materacu wciąż z lekka oszołomiony, wymamrotał jakąś uwagę na temat bezpłciowości ubrań dla rozluźnienia atmosfery i sam bez większego przekonania porozglądał się za swoim plecakiem.
一 Pójdę do Diego. W sensie, do pokoju obok, do... hmm, przebiorę się, może ukradnę mu na jeden wieczór kurtkę. Zobaczymy się w kuchni?
Dylan Gauthier