i'm not a violent dog, i don't know why i bite
: wt gru 23, 2025 4:26 pm
Znowu szykowała się na najgorsze.
Ostatnie zdanie rzuciła w afekcie – i zdaje sobie z tego sprawę dopiero, gdy słyszy pytania Teddy. Wypowiadała je w obawie przed odtrąceniem; tak jakby próbowała wygrać wyścig. Ale Darling wcale się się nie ścigała.
Dopiero teraz Helena znowu na nią patrzy, z pewnym zaskoczeniem, jeśli nie niedowierzaniem. Kto by się spodziewał, że najgorsza opcja wcale nie musi się wydarzyć?
Wzrok na chwilę znowu spoczywa na turlającym się wciąż kubku, zanim Peregrine na chwilę nie chowa twarzy w dłoniach, naciskając na skronie, jakby mogła rozmasować sploty myśli tak samo, jak te w mięśniach. Wdech, wydech, przypomina sobie.
— Próbuję powiedzieć, że nie rozumiem, czemu chcesz w to brnąć, Darling — mówi cicho. Jej dłonie wciąż drżą i teraz instynktownie znowu podążają do miejsca, w którym kilka dni temu miała wbity kawał szkła. Wciąż stara się panować nad swoim oddechem, uporczywie próbując przywrócić się do porządku.
Brzmienie następnego pytania Darling wywołuje podobne uczucie, co tamten kawał szkła. Nie chciała, by ta myślała, że Helena nie chciała jej widzieć. To nie mogło być dalsze prawdzie. I ma ochotę to powiedzieć, ale jakie to miałoby znaczenie, skoro jej zachowanie pokazywało coś innego? Nawet jeśli powód był zupełnie inny, Peregrine zdaje sobie sprawę z tego, że może nie miał znaczenia, bo zgubiła się zbyt głęboko w swoim myślach.
Zdaje sobie nagle sprawę, że wydarzyło się dokładnie to, o czym przelotnie myślała podczas ich pierwszej randki – że pozostawiona wystarczająco długo sam na sam ze swoimi myślami, zdoła się przekonać, że znów powinna uciekać. Jak zwykle.
Helena zaciska mocno zęby.
— Przepraszam — mówi znów przyciszonym głosem. — Obiecałam ci, że nie dam się zwariować, ale... — tu prycha. Optymizm znowu ją zdradził. Wbija na chwilę wzrok w swoje buty, a potem zmusza się, by schować ręce do kieszeni. — Wcale nie chcę kończyć tego... wszystkiego. — Powtarza za nią, bo jak inaczej nazwać to, co zdążyło je połączyć? — Ale boję się, że może ci się przeze mnie stać krzywda. — Przyznaje. Pod pozornie neutralnym tonem głosu coś drży. — Opowiem ci wszystko — jeśli chcesz — ale nie tutaj — mówi w końcu. Chce, żeby Teddy zrozumiała dylemat, z jakim zmaga się Peregrine. Nie chce jednak wchodzić w szczegóły swojej anonimowej działalności w publicznym miejscu.
teddy darling
Ostatnie zdanie rzuciła w afekcie – i zdaje sobie z tego sprawę dopiero, gdy słyszy pytania Teddy. Wypowiadała je w obawie przed odtrąceniem; tak jakby próbowała wygrać wyścig. Ale Darling wcale się się nie ścigała.
Dopiero teraz Helena znowu na nią patrzy, z pewnym zaskoczeniem, jeśli nie niedowierzaniem. Kto by się spodziewał, że najgorsza opcja wcale nie musi się wydarzyć?
Wzrok na chwilę znowu spoczywa na turlającym się wciąż kubku, zanim Peregrine na chwilę nie chowa twarzy w dłoniach, naciskając na skronie, jakby mogła rozmasować sploty myśli tak samo, jak te w mięśniach. Wdech, wydech, przypomina sobie.
— Próbuję powiedzieć, że nie rozumiem, czemu chcesz w to brnąć, Darling — mówi cicho. Jej dłonie wciąż drżą i teraz instynktownie znowu podążają do miejsca, w którym kilka dni temu miała wbity kawał szkła. Wciąż stara się panować nad swoim oddechem, uporczywie próbując przywrócić się do porządku.
Brzmienie następnego pytania Darling wywołuje podobne uczucie, co tamten kawał szkła. Nie chciała, by ta myślała, że Helena nie chciała jej widzieć. To nie mogło być dalsze prawdzie. I ma ochotę to powiedzieć, ale jakie to miałoby znaczenie, skoro jej zachowanie pokazywało coś innego? Nawet jeśli powód był zupełnie inny, Peregrine zdaje sobie sprawę z tego, że może nie miał znaczenia, bo zgubiła się zbyt głęboko w swoim myślach.
Zdaje sobie nagle sprawę, że wydarzyło się dokładnie to, o czym przelotnie myślała podczas ich pierwszej randki – że pozostawiona wystarczająco długo sam na sam ze swoimi myślami, zdoła się przekonać, że znów powinna uciekać. Jak zwykle.
Helena zaciska mocno zęby.
— Przepraszam — mówi znów przyciszonym głosem. — Obiecałam ci, że nie dam się zwariować, ale... — tu prycha. Optymizm znowu ją zdradził. Wbija na chwilę wzrok w swoje buty, a potem zmusza się, by schować ręce do kieszeni. — Wcale nie chcę kończyć tego... wszystkiego. — Powtarza za nią, bo jak inaczej nazwać to, co zdążyło je połączyć? — Ale boję się, że może ci się przeze mnie stać krzywda. — Przyznaje. Pod pozornie neutralnym tonem głosu coś drży. — Opowiem ci wszystko — jeśli chcesz — ale nie tutaj — mówi w końcu. Chce, żeby Teddy zrozumiała dylemat, z jakim zmaga się Peregrine. Nie chce jednak wchodzić w szczegóły swojej anonimowej działalności w publicznym miejscu.
teddy darling