champagne isn’t his thing
: pn gru 22, 2025 9:39 pm
Madox zrobił duże oczy, kiedy powiedziała mu, że trzeba się najeść przed, albo po. To po co tutaj było tyle jedzenia? Na pokaz? Po co ludzie tutaj przychodzili, jak nie najeść się i napić? On trochę po to przyszedł, a tu okazuje się, że bogacze mieli zupełnie inne cele. Dziwne mu się to wszystko wydawało.
Na to pytanie Cherry, czy mają w Emptiness coś najgorszego, wywrócił oczami, ale później utkwił w niej te ciemne tęczówki.
- Właściciela mamy najgorszego... łobuza - znowu mrugnął do niej jednym okiem, bo mogła coś przecież o tym wiedzieć. Dla Madoxa te pogryzione penisy nie były wcale takie najgorsze biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio mieli tam też strzelaninę i nawet Noriega zarobił kulkę. No i pokój zabaw przecież też mieli, nawet ostatnio Madox się tam bawił z Pilar w doktora, kiedy go szyła. Cherry by się zdziwiła jak na przestrzeni lat Emptiness się zmieniło, zrobiło się naprawdę niebezpieczne, a pogryzione penisy na zapleczu to był najmniejszy problem Noriegi.
Uśmiechnął się tylko na to jej si i jakoś tak wyprostował automatycznie, przejechał palcami po krótkich, jasnych włosach, które z tym smokingiem też kontrastowały, jak tatuaże, dodając mu tego zaczepnego uroku.
- A może to Ty nigdy nie chciałaś mnie poznać Charity? - zapytał przechylając na bok głowę, chociaż trochę prawdy było też w tym, że Madox nie lubił się zwierzać, nie lubił mówić o sobie. Ale za to lubił słuchać o innych i kiedy Cherry powiedziała o tym pianinie, to on uśmiechnął się delikatnie.
- Czemu mi nigdy tego nie pokazałaś? Jak grasz? Ja gram trochę na gitarze - powiedział, jakby nigdy nic, może jak Madoxa odpowiednio się podeszło, to jednak dało się go poznać? A może on też w ostatnim czasie trochę się otworzył? Nie był już taki niedostępny?
Na te kajdanki ze szczerego złota zacmokał dwa razy i pokręcił głową.
- W takim razie chcę je zobaczyć, szczerozłote kajdanki Charity Marshall - parsknął śmiechem, bo nie umiał sobie nawet tego wyobrazić, chociaż z drugiej strony, bogole mieli różne dziwactwa. Te szczerozłote kajdanki pewnie nie były najgorsze.
- A nie jesteś księżniczką? Czuję się oszukany, myślałem, że dzisiaj jest ten dzień, kiedy bawię się na balu z prawdziwą królewną - aż jej pokazał czubek języka, bo dla Madoxa Charity Marshall była trochę taką księżniczką, dwa zupełnie różne światy. Jej piękny i bogaty i jego... Niebezpieczny i brudny. Dzisiaj byli oboje w tym jej.
Nawet jeśli później wylądowali na tym balkonie, który równie dobrze mógł zakrajać o ten świat Noriegi sprzed wielu lat wstecz. Często siedział na takim teatralnym balkonie, chowając się ze szlugiem z kumplami z roku. Aż się uśmiechnął na te wspomnienia.
- Szlugi w krzakach? - zapytał przechylając na bok głowę - i uczyłaś się zaciągać na mama idzie? - parsknął krótko śmiechem, bo wcale to nie pasowało do księżniczki Cherry. Chyba, że ona tak naprawdę była jakąś zbuntowaną księżniczką? Chociaż to był chyba zbuntowany anioł, czy coś w ten deseń.
Jeszcze przez chwilę oglądał te zdjęcia, które mu zrobiła ze zbroją, ale w końcu wbił ciemne tęczówki w jej twarz, kiedy stwierdziła, że jest dziwny.
- Dziwny to znaczy? - zerknął na nią unosząc jedną brew, żeby mu doprecyzowała. Czy Cherry znała go na tyle, żeby móc oceniać, czy był dziwny? A może znała go lepiej niż mu się wydawało?
Parsknął śmiechem na tę księżniczkę, głośno, ale krótko.
- To co to jakaś zamiana ról? Dzisiaj ja jestem księżniczką? - na jej kolejne słowa zerknął na tą butelkę, którą trzymał, w sumie Cherry miała rację, alkohol miał przede wszystkim kopać, szkoda tylko, że Madox to już wypił tyle tego szampana, jeszcze zjadł wątróbkę, od której wciąż go muliło, a teraz to whisky. Jak on nie pijał whisky tylko rum, ale przechylił butelkę i pociągnął kilka łyków, ale kiedy Cherry powiedziała o tych zawodach w plucie na tupecik, to parsknął znowu śmiechem tak, że kilka kropelek spłynęło mu po brodzie ginąć w ciemnym, dzisiaj przystrzyżonym, zaroście.
- Zajebiste, zagramy w to? - spojrzał na Cherry z nadzieją malującą się w oczach, jak małe dziecko, któremu obiecało się jakaś super grę. Bo dla Madoxa to naprawdę mogła być super gra.
- Moje serce rozpala salsa - na potwierdzenie swoich słów poklepał się po torsie - Last Christmas je mrozi - aż go wzdrygnęło, bo on naprawdę nie lubił tej piosenki. Na jej kolejne słowa uniósł jedną brew.
- Pokaz ognia? - zainteresował się - pójdziemy go zobaczyć? - Madox by chciał. Ale kiedy Cherry zapytała go o ten taniec, to strzelił oczami, a jednak wyciągnął do niej rękę.
- Chcesz ze mną tańczyć wolnego Marshall? - zapytał patrząc znowu w jej duże, błyszczące oczy. A kiedy jego palce zacisnęły się na jej dłoni, to przyciągnął ją do siebie, ale nie do tańca, do tej barierki, przy której stał, objął ją w pasie, żeby się z nim pochyliła - nie będę tańczył do tego gówna, ale powiedz, który to Black, jak ustrzelisz mu tupecik, to wtedy zatańczę nawet kankana - i spojrzał na jej profil. Chciała być szalona, to niech mu to pokaże.
glina cherry
Na to pytanie Cherry, czy mają w Emptiness coś najgorszego, wywrócił oczami, ale później utkwił w niej te ciemne tęczówki.
- Właściciela mamy najgorszego... łobuza - znowu mrugnął do niej jednym okiem, bo mogła coś przecież o tym wiedzieć. Dla Madoxa te pogryzione penisy nie były wcale takie najgorsze biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio mieli tam też strzelaninę i nawet Noriega zarobił kulkę. No i pokój zabaw przecież też mieli, nawet ostatnio Madox się tam bawił z Pilar w doktora, kiedy go szyła. Cherry by się zdziwiła jak na przestrzeni lat Emptiness się zmieniło, zrobiło się naprawdę niebezpieczne, a pogryzione penisy na zapleczu to był najmniejszy problem Noriegi.
Uśmiechnął się tylko na to jej si i jakoś tak wyprostował automatycznie, przejechał palcami po krótkich, jasnych włosach, które z tym smokingiem też kontrastowały, jak tatuaże, dodając mu tego zaczepnego uroku.
- A może to Ty nigdy nie chciałaś mnie poznać Charity? - zapytał przechylając na bok głowę, chociaż trochę prawdy było też w tym, że Madox nie lubił się zwierzać, nie lubił mówić o sobie. Ale za to lubił słuchać o innych i kiedy Cherry powiedziała o tym pianinie, to on uśmiechnął się delikatnie.
- Czemu mi nigdy tego nie pokazałaś? Jak grasz? Ja gram trochę na gitarze - powiedział, jakby nigdy nic, może jak Madoxa odpowiednio się podeszło, to jednak dało się go poznać? A może on też w ostatnim czasie trochę się otworzył? Nie był już taki niedostępny?
Na te kajdanki ze szczerego złota zacmokał dwa razy i pokręcił głową.
- W takim razie chcę je zobaczyć, szczerozłote kajdanki Charity Marshall - parsknął śmiechem, bo nie umiał sobie nawet tego wyobrazić, chociaż z drugiej strony, bogole mieli różne dziwactwa. Te szczerozłote kajdanki pewnie nie były najgorsze.
- A nie jesteś księżniczką? Czuję się oszukany, myślałem, że dzisiaj jest ten dzień, kiedy bawię się na balu z prawdziwą królewną - aż jej pokazał czubek języka, bo dla Madoxa Charity Marshall była trochę taką księżniczką, dwa zupełnie różne światy. Jej piękny i bogaty i jego... Niebezpieczny i brudny. Dzisiaj byli oboje w tym jej.
Nawet jeśli później wylądowali na tym balkonie, który równie dobrze mógł zakrajać o ten świat Noriegi sprzed wielu lat wstecz. Często siedział na takim teatralnym balkonie, chowając się ze szlugiem z kumplami z roku. Aż się uśmiechnął na te wspomnienia.
- Szlugi w krzakach? - zapytał przechylając na bok głowę - i uczyłaś się zaciągać na mama idzie? - parsknął krótko śmiechem, bo wcale to nie pasowało do księżniczki Cherry. Chyba, że ona tak naprawdę była jakąś zbuntowaną księżniczką? Chociaż to był chyba zbuntowany anioł, czy coś w ten deseń.
Jeszcze przez chwilę oglądał te zdjęcia, które mu zrobiła ze zbroją, ale w końcu wbił ciemne tęczówki w jej twarz, kiedy stwierdziła, że jest dziwny.
- Dziwny to znaczy? - zerknął na nią unosząc jedną brew, żeby mu doprecyzowała. Czy Cherry znała go na tyle, żeby móc oceniać, czy był dziwny? A może znała go lepiej niż mu się wydawało?
Parsknął śmiechem na tę księżniczkę, głośno, ale krótko.
- To co to jakaś zamiana ról? Dzisiaj ja jestem księżniczką? - na jej kolejne słowa zerknął na tą butelkę, którą trzymał, w sumie Cherry miała rację, alkohol miał przede wszystkim kopać, szkoda tylko, że Madox to już wypił tyle tego szampana, jeszcze zjadł wątróbkę, od której wciąż go muliło, a teraz to whisky. Jak on nie pijał whisky tylko rum, ale przechylił butelkę i pociągnął kilka łyków, ale kiedy Cherry powiedziała o tych zawodach w plucie na tupecik, to parsknął znowu śmiechem tak, że kilka kropelek spłynęło mu po brodzie ginąć w ciemnym, dzisiaj przystrzyżonym, zaroście.
- Zajebiste, zagramy w to? - spojrzał na Cherry z nadzieją malującą się w oczach, jak małe dziecko, któremu obiecało się jakaś super grę. Bo dla Madoxa to naprawdę mogła być super gra.
- Moje serce rozpala salsa - na potwierdzenie swoich słów poklepał się po torsie - Last Christmas je mrozi - aż go wzdrygnęło, bo on naprawdę nie lubił tej piosenki. Na jej kolejne słowa uniósł jedną brew.
- Pokaz ognia? - zainteresował się - pójdziemy go zobaczyć? - Madox by chciał. Ale kiedy Cherry zapytała go o ten taniec, to strzelił oczami, a jednak wyciągnął do niej rękę.
- Chcesz ze mną tańczyć wolnego Marshall? - zapytał patrząc znowu w jej duże, błyszczące oczy. A kiedy jego palce zacisnęły się na jej dłoni, to przyciągnął ją do siebie, ale nie do tańca, do tej barierki, przy której stał, objął ją w pasie, żeby się z nim pochyliła - nie będę tańczył do tego gówna, ale powiedz, który to Black, jak ustrzelisz mu tupecik, to wtedy zatańczę nawet kankana - i spojrzał na jej profil. Chciała być szalona, to niech mu to pokaże.
glina cherry