gdzie jest nasza zguba?
: wt gru 30, 2025 9:32 pm
Na każdego były sztuczki, więc na Savannah też musiały jakieś istnieć. Jako że Knox miał już parę lat stażu w kooperacji z przełożoną pielęgniarek, to wiedział, w które nuty powinien grać, aby móc coś ugrać.
Z drugiej strony nie kłamał jakoś szczególnie, a lekko naginał fakty, które miały postawić Wallace w lepszym świetle, niż to było rzeczywiście. Znaczy, tak sobie to tłumaczył, bo inaczej sumienie nie dałoby mu spokoju, ale w gruncie rzeczy liczyło się większe dobro Smitha w tym wszystkim.
Reakcja Savannah sugerowała tylko jedno - misja zakończona sukcesem, a raczej przedstawienie zakończone, chociaż bez owacji na stojąco. Wielka szkoda, bo za takie odgrywanie ról to powinien być jakiś szpitalny Oscar czy inne Emmy's.
Knox odprowadził wzrokiem kobietę w głąb korytarza i sam odetchnął. Nie omieszkał również przetrzeć twarzy. W tym tempie to ja tu osiwieje.
Kiedy Savannah zniknęła w czeluściach szpitalnych zakamarków, Stanley przeniósł swoje spojrzenie w kierunku Abigail i nie powiedział ani słowa. Obserwował, może odrobinę w zbyt natrętny sposób, ale miała "wykazać się inicjatywą".
Mieli coś zrobić. W końcu obiecał to przed chwilą i miał zamiar tego dopilnować.
Dobrze, że całkiem szybko się zreflektowała, więc blondyn mógł jej pokiwać głową na potwierdzenie. Tak - mieli razem pójść tę krew pobrać. Lepiej by tego nie ujął.
Jako że "dowódczyni" podjęła decyzję, że mogą już ruszać, Stanley ruszył i skierował swoje kroki do windy. Ta była bezpieczną alternatywą, aby przypadkiem nie trafić ponownie na Savannah. Mieli wystarczająco dużo interakcji z tą kobietą na dzień dzisiejszy.
I o ile podróżowanie w ciszy mu nie przeszkadzało, tak mógł mu przeszkadzać ewidentny atak na jego przestrzeń osobistą.
Kiedy na niego wpadła, Knox automatycznie wyciągnął ręce, aby ją asekurować, tak że jego dłonie wylądowały na jej plecach - zupełnie jakby się miała zaraz przewrócić do tyłu.
Jego twarz mówiła momentami więcej, niż on sam, a w tej chwili jasno i klarownie pytała: co? To pytanie było skierowane tylko i wyłącznie do Abigail, chociaż nie było jej dane jeszcze odpowiedzieć...
... bo wtedy się zaczęło.
Karma przyszła szybko. Savannah miała pierdolona rację. Nie powinien był się wtrącać, ale on oczywiście był mądrzejszy i wiedział swoje. Musiał też stanąć w obronie uciśnionych. Bohater, kurwa, jego mać.
- Oho - dało się slyszec od drzwi - Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy?
Oczywiście, że nie. W czym mieliby przeszkadzać? We wpadaniu na inne osoby?
Kurwa mać, Emily.
Albo jednak przeszkadzali, bo teraz to na pewno nie uda się zachować spokoju ducha przez kilka najbliższych dni. Plotki będą chuczały na lewo i prawo. No pięknie.
Najwieksza plotkara wśród personelu i jeszcze widziała ich w nietypowej pozie - zupełnie jakby mogło łączyć ich cos więcej, niż relacja zawodowa.
A bo łączyło - wspólne kłamstwo.
I to też nie tak, że Abigail była jakaś brzydka, bo była bardzo urodziwą rezydentka, chociaż opinia Knoxa była poparta faktem, że był heteroseksualnym mezczyzna i oceniał inne kobiety jako naturalny odruch, więc to było tylko tyle i aż tyle.
Z drugiej strony chodziło mu o to, ze nie chciał miec żadnych problemów czy nie chciał słyszeć żadnych plotek na swój temat. On tu był profesjonalista i interesowały go relacje czyste zawodowe - byli tutaj, aby ratować ludzi, a nie w jakichś innych celach.
Stanley przełknął ciężko ślinę. Zamykajcie się, kurwa, szybciej, miejmy to już za sobą.
- He he, no ładnie, panie doktorze - odezwał się starszy mężczyzna na wózku - Nie przeszkadzajcie sobie, my tylko przejazdem - żartował - Ja też mam dwie piękne panie przy sobie, panie doktorze - spojrzał to na jedną, to na drugą pielęgniarke - Jakby pan chciał, to możemy się wymienić. Ja oddam panią Emily albo panią Zoe, a z chęcią zostanę odprowadzony przez taką blondyneczkę - aż zagwizdał pod nosem na widok Abby.
Knox ciężko westchnął i odchrząknął.
- My jesteśmy razem, wy jesteście razem - uniósł palec wskazujący do góry, aby to podkreślić.
- To znaczy, my nie jesteśmy razem, a mamy wspólną misje - szybko się jednak wycofał ze swoich słów.
- To znaczy, że wy macie swój punkt docelowy, a my mamy swój - zmieniał wersję jak w kalejdoskopie, aby jakoś się z tego wytłumaczyć. Bez większego trudu dało się zauważyć, jak Stanley się gubi, miota i rośnie mu gula w gardle.
- Ech - opuścił głowę w rezygnacji, przejeżdżając dłonią po twarzy. Brakowało mu już sił na to wszystko - Nie będzie żadnej wymiany. Mniejsza o to. Mamy pacjenta i tyle. Proszę zamykać te drzwi, naprawdę - poganiał już z tych nerwów.
Blondyn nawet nie wiedział, co się działo z Abigail w tej chwili, wszak był zajęty tłumaczeniem tej przedziwnej sytuacji, w której się znaleźli.
Niech ta winda już ruszy, błagam.
Trwało to jednak cała wieczność, a niebieskooki chciał zniknąć z tej windy, szpitala, dystryktu i może nawet miasta.
Szykowało się spokojne popołudnie, a teraz będzie musiał otworzyć flaszkę i wypalić z pół paczki papierosów z tego wszystkiego.
- I proszę nie gwizdać w kierunku lekarzy. Doktor Wallace nie jest pańską koleżanką aby mógł sobie pan pozwalać na takie rzeczy. Nie pomyślał pan, że może to ją obrazić lub ujmować jej osobie? - rzucił jeszcze reprymendą w kierunku starszego mężczyzny.
Potrzebuje papierosa. Tu i teraz... bo mnie zaraz popierdoli.
Abby Wallace
Z drugiej strony nie kłamał jakoś szczególnie, a lekko naginał fakty, które miały postawić Wallace w lepszym świetle, niż to było rzeczywiście. Znaczy, tak sobie to tłumaczył, bo inaczej sumienie nie dałoby mu spokoju, ale w gruncie rzeczy liczyło się większe dobro Smitha w tym wszystkim.
Reakcja Savannah sugerowała tylko jedno - misja zakończona sukcesem, a raczej przedstawienie zakończone, chociaż bez owacji na stojąco. Wielka szkoda, bo za takie odgrywanie ról to powinien być jakiś szpitalny Oscar czy inne Emmy's.
Knox odprowadził wzrokiem kobietę w głąb korytarza i sam odetchnął. Nie omieszkał również przetrzeć twarzy. W tym tempie to ja tu osiwieje.
Kiedy Savannah zniknęła w czeluściach szpitalnych zakamarków, Stanley przeniósł swoje spojrzenie w kierunku Abigail i nie powiedział ani słowa. Obserwował, może odrobinę w zbyt natrętny sposób, ale miała "wykazać się inicjatywą".
Mieli coś zrobić. W końcu obiecał to przed chwilą i miał zamiar tego dopilnować.
Dobrze, że całkiem szybko się zreflektowała, więc blondyn mógł jej pokiwać głową na potwierdzenie. Tak - mieli razem pójść tę krew pobrać. Lepiej by tego nie ujął.
Jako że "dowódczyni" podjęła decyzję, że mogą już ruszać, Stanley ruszył i skierował swoje kroki do windy. Ta była bezpieczną alternatywą, aby przypadkiem nie trafić ponownie na Savannah. Mieli wystarczająco dużo interakcji z tą kobietą na dzień dzisiejszy.
I o ile podróżowanie w ciszy mu nie przeszkadzało, tak mógł mu przeszkadzać ewidentny atak na jego przestrzeń osobistą.
Kiedy na niego wpadła, Knox automatycznie wyciągnął ręce, aby ją asekurować, tak że jego dłonie wylądowały na jej plecach - zupełnie jakby się miała zaraz przewrócić do tyłu.
Jego twarz mówiła momentami więcej, niż on sam, a w tej chwili jasno i klarownie pytała: co? To pytanie było skierowane tylko i wyłącznie do Abigail, chociaż nie było jej dane jeszcze odpowiedzieć...
... bo wtedy się zaczęło.
Karma przyszła szybko. Savannah miała pierdolona rację. Nie powinien był się wtrącać, ale on oczywiście był mądrzejszy i wiedział swoje. Musiał też stanąć w obronie uciśnionych. Bohater, kurwa, jego mać.
- Oho - dało się slyszec od drzwi - Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy?
Oczywiście, że nie. W czym mieliby przeszkadzać? We wpadaniu na inne osoby?
Kurwa mać, Emily.
Albo jednak przeszkadzali, bo teraz to na pewno nie uda się zachować spokoju ducha przez kilka najbliższych dni. Plotki będą chuczały na lewo i prawo. No pięknie.
Najwieksza plotkara wśród personelu i jeszcze widziała ich w nietypowej pozie - zupełnie jakby mogło łączyć ich cos więcej, niż relacja zawodowa.
A bo łączyło - wspólne kłamstwo.
I to też nie tak, że Abigail była jakaś brzydka, bo była bardzo urodziwą rezydentka, chociaż opinia Knoxa była poparta faktem, że był heteroseksualnym mezczyzna i oceniał inne kobiety jako naturalny odruch, więc to było tylko tyle i aż tyle.
Z drugiej strony chodziło mu o to, ze nie chciał miec żadnych problemów czy nie chciał słyszeć żadnych plotek na swój temat. On tu był profesjonalista i interesowały go relacje czyste zawodowe - byli tutaj, aby ratować ludzi, a nie w jakichś innych celach.
Stanley przełknął ciężko ślinę. Zamykajcie się, kurwa, szybciej, miejmy to już za sobą.
- He he, no ładnie, panie doktorze - odezwał się starszy mężczyzna na wózku - Nie przeszkadzajcie sobie, my tylko przejazdem - żartował - Ja też mam dwie piękne panie przy sobie, panie doktorze - spojrzał to na jedną, to na drugą pielęgniarke - Jakby pan chciał, to możemy się wymienić. Ja oddam panią Emily albo panią Zoe, a z chęcią zostanę odprowadzony przez taką blondyneczkę - aż zagwizdał pod nosem na widok Abby.
Knox ciężko westchnął i odchrząknął.
- My jesteśmy razem, wy jesteście razem - uniósł palec wskazujący do góry, aby to podkreślić.
- To znaczy, my nie jesteśmy razem, a mamy wspólną misje - szybko się jednak wycofał ze swoich słów.
- To znaczy, że wy macie swój punkt docelowy, a my mamy swój - zmieniał wersję jak w kalejdoskopie, aby jakoś się z tego wytłumaczyć. Bez większego trudu dało się zauważyć, jak Stanley się gubi, miota i rośnie mu gula w gardle.
- Ech - opuścił głowę w rezygnacji, przejeżdżając dłonią po twarzy. Brakowało mu już sił na to wszystko - Nie będzie żadnej wymiany. Mniejsza o to. Mamy pacjenta i tyle. Proszę zamykać te drzwi, naprawdę - poganiał już z tych nerwów.
Blondyn nawet nie wiedział, co się działo z Abigail w tej chwili, wszak był zajęty tłumaczeniem tej przedziwnej sytuacji, w której się znaleźli.
Niech ta winda już ruszy, błagam.
Trwało to jednak cała wieczność, a niebieskooki chciał zniknąć z tej windy, szpitala, dystryktu i może nawet miasta.
Szykowało się spokojne popołudnie, a teraz będzie musiał otworzyć flaszkę i wypalić z pół paczki papierosów z tego wszystkiego.
- I proszę nie gwizdać w kierunku lekarzy. Doktor Wallace nie jest pańską koleżanką aby mógł sobie pan pozwalać na takie rzeczy. Nie pomyślał pan, że może to ją obrazić lub ujmować jej osobie? - rzucił jeszcze reprymendą w kierunku starszego mężczyzny.
Potrzebuje papierosa. Tu i teraz... bo mnie zaraz popierdoli.
Abby Wallace