christmas time, mistletoe and wine
: śr gru 24, 2025 11:19 am
Miał jeszcze czas na to, aby się nauczyć wielu rzeczy, a najostrzejszego noża z pewnością jeszcze przez długi czas nie dostanie do ręki, bo gotów byłby sobie przypadkiem uciąć rękę. Mimo wszystko Evina wiedziała, że z niektórymi sprawami nie warto się spieszyć i lepiej nie ryzykować tego, że młody jednak zrobi sobie jakąś krzywdę. Choć już teraz miał potencjał jeśli chodziło o pewne sprawy. Zresztą gotowanie nie było takie trudne jeśli tylko podążało się za instrukcjami.
- Dobra. Niech tak będzie - przystała, bo na razie wydawał jej się to całkiem dobry pomysł.
Na razie nie warto było szczególnie wybiegać myślami w przyszłość. Swanson wychodziła z założenia, że takie rzeczy przyjdą im naturalnie z czasem. Może któreś z kolei święta, gdy chłopiec będzie już starszy umocnią go w przekonaniu, że to jednak nie było coś, co sprawiałoby mu szczególną radość albo znajdzie jakiś lepszy sposób na wspólne spędzanie czasu w święta. Na razie jednak był to dosyć ciekawy początek.
Świąteczna atmosfera robiła swoje i udzielała się chyba także im. Przede wszystkim jednak zajmowała Samuela na tyle, że były w stanie skraść kilka momentów wyłącznie dla siebie. Ukradkowe spojrzenia czy skradzione pocałunki miały jakiś swój niepowtarzalny urok i z reguły były dosyć niewinne. Choć nie zawsze.
- Postaraj się, żeby bombki były na każdej gałązce, a nie tylko w jednym miejscu - przytaknęła narzeczonej po czym zahaczyła lampki choinkowe o ostatnią gałązkę i odsunęła się na chwilę, aby podziwiać ich piękne dzieło.
We dwójkę udało im się rozłożyć światełka równomiernie i elegancko. Przynajmniej w tej kwestii pedantyzm Zaylee mógł zostać zaspokojony, bo na Sama niestety nie mogły liczyć w tej kwestii. Swanson mogła odnajdywać swoiste piękno w pewnym chaosie, który panował na choince, bo świadczył on nie tyle o niechlujstwie, ale raczej stanowił piękne połączenie różnych elementów i świadczył o włożonym w to wszystko sercu niż chłodnej kalkulacji, która wskazywała, w które miejsce najlepiej zawiesić tę czerwoną bombkę, a tę w kształcie bałwanka lepiej zostawić na dnie kartonu. W końcu ich ozdoby świąteczne stanowiły same w sobie zbiorowisko różnych przedziwnych rzeczy, które udało im się zebrać.
- Pójdę już po tę drabinę - powiedziała krótko, muskając dłonią biodro koronerki, gdy tylko przechodziła obok.
Choinka wyglądała coraz piękniej i ewidentnie zbliżały się do zakończenia dekorowania, więc wypadało się nieco pospieszyć, aby Sammy nie musiał zbytnio czekać na upragnione zatknięcie gwiazdy na czubek.
Skierowała się od razu do przybudówki, w której mieścił się garaż, gdzie drabina znajdowała się oparta o jeden regałów z narzędziami. Teraz wystarczyło jedynie przenieść ją do salonu i uważać, aby po drodze faktycznie nie zahaczyła nią o nic, co mogło być pewnym wyzwaniem. Nie cierpiała lawirować nią w mieszkaniu, ale niektóre czynności z pewnością wymagały użycia czegoś, co pozwoliłoby im się wspiąć na pewną wysokość.
zaylee miller
- Dobra. Niech tak będzie - przystała, bo na razie wydawał jej się to całkiem dobry pomysł.
Na razie nie warto było szczególnie wybiegać myślami w przyszłość. Swanson wychodziła z założenia, że takie rzeczy przyjdą im naturalnie z czasem. Może któreś z kolei święta, gdy chłopiec będzie już starszy umocnią go w przekonaniu, że to jednak nie było coś, co sprawiałoby mu szczególną radość albo znajdzie jakiś lepszy sposób na wspólne spędzanie czasu w święta. Na razie jednak był to dosyć ciekawy początek.
Świąteczna atmosfera robiła swoje i udzielała się chyba także im. Przede wszystkim jednak zajmowała Samuela na tyle, że były w stanie skraść kilka momentów wyłącznie dla siebie. Ukradkowe spojrzenia czy skradzione pocałunki miały jakiś swój niepowtarzalny urok i z reguły były dosyć niewinne. Choć nie zawsze.
- Postaraj się, żeby bombki były na każdej gałązce, a nie tylko w jednym miejscu - przytaknęła narzeczonej po czym zahaczyła lampki choinkowe o ostatnią gałązkę i odsunęła się na chwilę, aby podziwiać ich piękne dzieło.
We dwójkę udało im się rozłożyć światełka równomiernie i elegancko. Przynajmniej w tej kwestii pedantyzm Zaylee mógł zostać zaspokojony, bo na Sama niestety nie mogły liczyć w tej kwestii. Swanson mogła odnajdywać swoiste piękno w pewnym chaosie, który panował na choince, bo świadczył on nie tyle o niechlujstwie, ale raczej stanowił piękne połączenie różnych elementów i świadczył o włożonym w to wszystko sercu niż chłodnej kalkulacji, która wskazywała, w które miejsce najlepiej zawiesić tę czerwoną bombkę, a tę w kształcie bałwanka lepiej zostawić na dnie kartonu. W końcu ich ozdoby świąteczne stanowiły same w sobie zbiorowisko różnych przedziwnych rzeczy, które udało im się zebrać.
- Pójdę już po tę drabinę - powiedziała krótko, muskając dłonią biodro koronerki, gdy tylko przechodziła obok.
Choinka wyglądała coraz piękniej i ewidentnie zbliżały się do zakończenia dekorowania, więc wypadało się nieco pospieszyć, aby Sammy nie musiał zbytnio czekać na upragnione zatknięcie gwiazdy na czubek.
Skierowała się od razu do przybudówki, w której mieścił się garaż, gdzie drabina znajdowała się oparta o jeden regałów z narzędziami. Teraz wystarczyło jedynie przenieść ją do salonu i uważać, aby po drodze faktycznie nie zahaczyła nią o nic, co mogło być pewnym wyzwaniem. Nie cierpiała lawirować nią w mieszkaniu, ale niektóre czynności z pewnością wymagały użycia czegoś, co pozwoliłoby im się wspiąć na pewną wysokość.
zaylee miller