Strona 2 z 4

you're the story I can't tell anyone

: ndz gru 28, 2025 10:40 am
autor: Sonny Radwell
Częściowo okoliczności, w których się spotkali po raz drugi, były podobne do ich pierwszego spotkania. Znów trafili na siebie w klubie. No, pod klubem. Różnica była jednak taka, że tym razem oboje nie byli gośćmi tego miejsca, bo Sonny został tu ściągnięty w roli kierowcy, ale tak czy inaczej, miejsce było bardziej prawdopodobną opcją niż market, restauracja czy cokolwiek innego…
Mimo to Radwell również uważał ich drugie spotkanie za nieprawdopodobne, dlatego był tak bardzo zaskoczony, kiedy zobaczył dziś Tadwell. W dodatku w towarzystwie jego siostry, bo w życiu nie pomyślałby, że mogłoby łączyć ich coś więcej niż tamta jedna przypadkowa noc.
Świat musiał być naprawdę m a ł y.
Spojrzał na nią kątem oka i naprawdę cieszył się, że to zrobił, bo dzięki temu spostrzegł ten grymas, który dał mu satysfakcję. Bez problemu odczytał, co mogło się za nim kryć, a ta wiedza miło połechtała jego ego. Niby już tamtej nocy nie pozostawiła mu wątpliwości, czy bawiła się tak samo dobrze, jak on, ale dzisiejsze potwierdzenie wciąż było przyjemnym odkryciem, które sprawiło, że kącik także jego ust nieco się uniósł w pełnym zadowolenia uśmiechu.
– Och… Czyli nie byłem pierwszy? – zapytał, jakby był w głębokim szoku. – Mam przynajmniej nadzieję, że byłem lepszy – dodał już zuchwalej i ponownie uśmiechnął się szelmowsko, nie przejmując się tym, jak został podjęty temat jego ojca. To były tylko żarty, więc nie miał powodu, żeby się obruszać. Nie zamierzał też zamieniać tego w dyskusję o tym, że na ogół raczej unikał tematu własnych rodziców, gdyż ten był dla niego niewygodny, bo nie utrzymywał z nimi kontaktu.
Właściwie to w takiej formie ten temat zupełnie mu nie przeszkadzał.
– Nadal ją mam. I wystarczy jedno słowo, a pokażę ci, jak seksownie teraz w niej wyglądam – rozbawiony poruszył zaczepnie brwiami, mając teraz trudności z zachowaniem powagi, której życzyłby sobie przy okazji takich żartów.
Jak widać, nie miał problemu z tym, że zwracała uwagę na ich różnicę wieku. Tym bardziej, że nie robiła tego w sposób, który sugerowałby, iż chciała mu powiedzieć, że był zwykłym s z c z e n i a k i e m. Już przy okazji ich ostatniego spotkania zdołała udowodnić, że traktowała go na równi ze sobą.

Lacey Tadwell

you're the story I can't tell anyone

: ndz gru 28, 2025 11:32 am
autor: Lacey Tadwell
Mimowolnie uciekła myślami w stronę tego, czy jego siostra kiedykolwiek o nim wspominała, ale jeśli miało to miejsce, Lacey nie przywiązała do tego większej wagi. Nie były ze sobą tak blisko, aby zwierzać się sobie z rodzinnych problemów, a nawet w trakcie tych corocznych spotkań rozmowy krążyły raczej wokół bardziej błahych, przyziemnych kwestii.
Były też okazją ku temu, aby pochwalić się własnymi sukcesami, zatem tematy rodzeństwa i rodziców zwykle pozostawały odsunięte na dalszy plan. Mimo to Lacey nie mogła wykluczyć, że jego imię nie przewinęło się kiedyś w rozmowie, ale jednocześnie nie uważała, aby miało to jakiekolwiek znaczenie. Ich znajomość nie była zdefiniowana przez to, co łączyło ją z jego siostrą.
Prawdę powiedziawszy do dzisiejszego wieczora ciężko byłoby nawet nazwać to z n a j o m o ś c i ą.
Pod pewnymi względami poznali się jednak całkiem dobrze, więc kiedy Radwell jej o tym przypomniał, niczego nie była w stanie poradzić na to, że myślami mimowolnie uciekła w tamtym kierunku. Spędzona z nim noc była przyjemnym powiewem świeżości, przeciwieństwem tego, co posiadała w swoim związku.
Kącik jej ust znów wygiął się w pełnym rozbawienia grymasie. Z jego ojcem, prawdopodobnie na szczęście, nie miała zbyt wiele wspólnego. — Byłeś w porządku — skomentowała, w tym samym momencie spoglądając na niego z zadziornym uśmiechem. Nie był to ten rodzaj komentarza, który rzeczywiście miał ugodzić w jego dumę. Był natomiast pozornym przytykiem, zakamuflowanym komplementem, ponieważ tamtej nocy obszedł się z nią naprawdę w y b o r n i e.
Dzisiaj zaś całkiem dobrze radził sobie z wywoływaniem u niej uśmiechu, ponieważ wystarczyła chwila, a na jej ustach znów wymalowało się rozbawienie. Jedna z jej brwi powędrowała ku górze, podczas gdy sama Tadwell zlustrowała go spojrzeniem. Jako pasażerka miała ku temu lepszą sposobność. — Masz ją tutaj? — zapytała, nie odrywając od niego wzroku.
Nie była to żadna sugestia, bo przecież dalej uważała, że kontynuowanie tego, co zaczęli pewien czas temu byłoby nierozsądne, choć… również p r z y j e m n e. O tym drugim nadal dość wyraźnie pamiętała.

Sonny Radwell

you're the story I can't tell anyone

: ndz gru 28, 2025 12:17 pm
autor: Sonny Radwell
Relacja Lacey z siostrą Sonny’ego rzeczywiście nie była tak ważna w ich znajomości. Właściwie to nie miała z nią zbyt wielkiego związku poza faktem, że to właśnie ona doprowadziła do ich drugiego spotkania, co zrobiła zupełnie nieświadomie. Nie wiedziała przecież o tym, że ta dwójka miała okazję poznać się wcześniej, a już tym bardziej o ich wspólnie spędzonej nocy, którą postanowili zataić.
Nie dlatego, że było czego się wstydzić. Radwell zwyczajnie zgadzał się z tym, że nie było potrzeby teraz rozgrzebywać tego tematu przy jego siostrze, ponieważ to nie było niczym wielkim, wokół czego powinni robić jakieś zamieszanie. Lepiej, żeby pozostało to wyłącznie ich sprawą, do której mogli wracać sami lub w swoim towarzystwie, jak robili to teraz.
Bez krępacji i uników, z zadowoleniem wspominając to, co miało miejsce kilka nocy temu i co podobało się Sonny’emu równie mocno. Tamtej nocy zrozumiał, czemu niektórzy mężczyźni tak chwalili sobie czas spędzony z bardziej doświadczonymi kobietami, od których mogli co nieco się nauczyć. Sonny’emu tamta noc również otworzyła oczy na pewne rzeczy…
Usłyszawszy jej komentarz, otworzył szerzej oczy i uniósł brwi nieprzyjemnie zaskoczony. A przynajmniej na takiego chciał teraz wyglądać. – Jezu, było aż tak źle? – zapytał rozbawiony z udawaną troską, jakby naprawdę przejął się tym, że mógł ją rozczarować tamtej nocy. Wiedział jednak, że tak wcale nie było, dlatego nie obudziły się w nim realne obawy, a jego duma pozostała nienaruszona. – Przepraszam. Ale zapewniam, potrafię lepiej – ostatnie dodał ze śmiechem, ponieważ już nie wytrzymał. Wygłupiał się jedynie, jednocześnie potrafiąc podejść do tematu z dystansem. Nie zamierzał brać takich żartów do siebie, ponieważ nie sądził, że było czym się przejmować. Widział, że Lacey jedynie droczyła się z nim, na co pozwalał jej, uważając to za zabawne, a nie godzące w jego dumę.
Wiedział jednak, że wielu mężczyzn na jego miejscu pewnie zareagowałoby zupełnie inaczej.
– Jeśli tak, to co? – zapytał zaintrygowany, a korzystając z tego, że akurat musiał zatrzymać się na światłach, zerknął na Tadwell, której teraz mógł przyjrzeć się nieco lepiej, choć starał się, żeby jego spojrzenie nie było zbyt natarczywe.

Lacey Tadwell

you're the story I can't tell anyone

: pn gru 29, 2025 3:36 pm
autor: Lacey Tadwell
Być może powinna, ale nie upatrywała się w tamtej nocy ogromnego błędu. Przede wszystkim nie doszukiwała się go w tym, że dzieliła ich spora różnica wieku, ponieważ pomimo tego, czego można byłoby spodziewać się po jego równolatkach, Lacey wcale nie odczuła, że w jej towarzystwie coś próbował odhaczyć.
Nie mogła co prawda ręczyć za to, że swoim wyczynem nie pochwalił się później przed kolegami tak, jak w czasie studiów robili to jej znajomi, ale nie dbała o to. Najważniejsze było dla niej to, że sama nie czuła się tak, jakby była dla niego zdobyczą. Nie próbowała też zachowywać się tak, jakby Sonny był nią dla niej.
Było więc w porządku. Potrafili się przy sobie zachować i wiedzieli też, że lepiej będzie, jeśli ich wspólne wspomnienie pozostanie zachowane w tajemnicy nie po to, aby robić z tego wielki sekret, ale właśnie dlatego, że nie było powodów, aby mieszać w to kogoś jeszcze.
Zwłaszcza nie osobę, która mimo wszystko mogłaby poczuć się przez to urażona.
Tego samego na szczęście nie można było powiedzieć o blondynie, który dobrze odczytał jej słowa. Nie zastanawiała się dogłębnie nad porównywaniem go do swoich dotychczasowych partnerów, ale to nie było potrzebne, by mogła stwierdzić, że tamtego wieczora skończyła usatysfakcjonowana. To zresztą łatwo mógł wówczas po niej poznać.
Podobnie jak dało się zauważyć to, że nadawali na tych samych falach. Sonny z łatwością potrafił sprawić, że na jej twarz wkradało się rozbawienie. Nic dziwnego, iż Tadwell doszła do wniosku, że mogłaby go p o l u b i ć. — Chętnie o tym posłucham — stwierdziła przekornie, choć o wiele skuteczniej przekonałaby się o tym w i n n y sposób. Zresztą, czy w pewnym stopniu nie zrobiła tego wcześniej?
Kiedy zatrzymał samochód na światłach, Lacey również omiotła go spojrzeniem. Nie przeszkadzało jej to, jak sam na nią patrzył. Odpłacała mu się przecież tym samym. — To coś mi obiecałeś — przypomniała, podczas gdy kącik jej ust wygiął się w nieco bardziej zaczepnym grymasie.
Tym razem chyba rzeczywiście coś mu sugerowała, nawet jeżeli to okazać miało się skrajnie nierozsądne.

Sonny Radwell

you're the story I can't tell anyone

: pn gru 29, 2025 6:20 pm
autor: Sonny Radwell
Sonny nie potraktował Lacey jako wyzwanie i kolejny punkt do odhaczenia na swojej liście. Nie była dla niego zdobyczą, a kobietą, z którą tamtej nocy znalazł nić porozumienia i poczuł się na tyle komfortowo, aby chcieć sięgnąć po jej bliskość. I zrobił to dla siebie, a nie dla kumpli, przed którymi mógłby później przechwalać się, że zaliczył starszą pannę.
Co nie znaczy, że ci nie dowiedzieli się o jego nocnym wyczynie, choć doszło do tego w nieco inny sposób. Po prostu wszystkiego się domyślili, gdy Sonny nagle zniknął po tym, jak widzieli go z Lacey przy barze.
Ale Radwell tylko potwierdził to, że rzeczywiście wyszli razem, w dalsze szczegóły się nie wdając. Je wolał zachować dla siebie, bo była to sprawa tylko między nim a Tadwell, której wyciąganie przed innymi byłoby dziecinne.
A on nie musiał niczym się przechwalać, żeby się dowartościować.
Można więc powiedzieć, że był całkiem dojrzały. A na dodatek miał do siebie dystans, co przed chwilą udowodnił, nie biorąc do siebie uwag Lacey, które podobnie jak ona obrócił w żart. Nie oczekiwał, że po spędzonej razem nocy będzie teraz wyśpiewywać na jego cześć peany. O wiele bardziej odpowiadało mu to podejście, na które postawiła. Tym bardziej, że znał prawdę, która kryła się za jej słowami, bo był z nią tamtej nocy i wtedy dość wyraźnie pokazała mu, co myślała o jego umiejętnościach.
– Tego nie da się wyrazić słowami, musiałbym ci pokazać – ciasno zacisnął usta i wzruszył ramionami, aby podkreślić, że nic innego nie dało się tu zrobić. Pokaz na żywo był jedynym sposobem.
I może uda się go zorganizować? Taka myśl przebiegła po głowie blondyna, gdy spostrzegł, jak Tadwell na niego spoglądała, a potem jeszcze połączył to z jej słowami. – W takim razie nie mogę złamać danego słowa, prawda? – odparł i tym razem pozwolił sobie omieść ją spojrzeniem nie tylko w mniej dyskretny, ale też wymowny sposób, który sugerował, jakie myśli teraz kłębiły się w jego głowie. A te na pewno nie należały do g r z e c z n y c h.
Sprawdzając, na ile poważna była teraz Lacey, Sonny włączył kierunkowskaz, sugerując w ten sposób, że zamierzał zboczyć z wcześniej obranej trasy i dotrzymać danego słowa, jeśli tylko mu na to pozwoli.
Miała teraz szansę zaprotestować, gdyby jednak źle odczytał jej intencje.

Lacey Tadwell

you're the story I can't tell anyone

: pn gru 29, 2025 9:40 pm
autor: Lacey Tadwell
Nie znali się zbyt dobrze, a jednak miała wrażenie, że dostrzegała w jego postępowaniu coś, co podpowiadało jej, że nie był po prostu pierwszym lepszym d z i e c i a k i e m.
Był od niej młodszy, ale wydawał się całkiem poukładany. Nie próbował zaimponować jej piciem ponad miarę, głupimi żartami czy zwyczajnym, chłopięcym szpanem, na jaki potrafili zdobywać się faceci w jego wieku. Już tamtego wieczora w klubie udowodnił, że był jej r ó w n y, dlatego Tadwell dała temu szansę.
Do tego przyczynił się również fakt, że chciała zagrać swojemu facetowi na nosie i zgodnie z jego sugestią rozładować emocje w ramionach kogoś innego.
Dziś jednak nie chodziło o niego. Od chwili, w której wsiadła do samochodu Radwella, Lacey ani razu nie pomyślała o mężczyźnie, który mógł, ale wcale nie musiał czekać teraz na nią w domu. Jej uwaga skupiona była wyłącznie na blondynie, choć jej myśli nie oscylowały wyłącznie wokół tego, co było t e r a z. Kilkakrotnie uciekły również do tamtej nocy, przypominając jej o tym, jak dobrze się wtedy przy nim bawiła.
Uniosła jedną brew ku górze, kiedy z jego ust wyrwała się ta dość wymowna sugestia. Nieznacznie przygryzła dolną wargę i przez moment milczała, jakby zastanawiając się nad tym, co powinna teraz zrobić. — Czekam — odparła, a jeśli zdecydowałby się na nią spojrzeć, mógłby zaobserwować, jak kąciki jej ust wygięły się w zaczepnym grymasie. Odrobinę go teraz testowała, jednocześnie łapiąc się na myśli o tym, że nie miałaby nic przeciwko temu, aby jednak poświęcił jej dziś trochę więcej uwagi.
Dlatego pozwoliła sobie na brak rozsądku - na jeszcze bardziej wymowną sugestię, którą Radwell odczytał dokładnie tak, jak powinien. Kiedy usłyszała jego słowa, uśmiechnęła się wyraźnie zadowolna, a grymas ten poszerzył się nieznacznie, gdy usłyszała charakterystyczne klikanie kierunkowskazu. Wiedziała, że nie był to kierunek, który powinni obrać.
Zerknęła więc w stronę, w którą zamierzał skręcić, a chwilę później ponownie przeniosła spojrzenie na Radwella. — Gdzie jedziemy? — zapytała. Potrzebowała wiedzieć wyłącznie tyle, bo… do mieszkania i tak szczególnie jej się nie spieszyło. Ostatnio nie czuła się tam najlepiej, dlatego znacznie więcej czasu spędzała w pracy, a skoro dziś nie planowała już o niej myśleć, równie dobrze mogła poświęcić ten czas p r z y j e m n o ś c i o m.

Sonny Radwell

you're the story I can't tell anyone

: wt gru 30, 2025 4:58 pm
autor: Sonny Radwell
Sonny potrafił zachowywać się jak faceci w jego wieku. Wciąż bywał czasami lekkomyślny, nieco infantylny i nieodpowiedzialny, ale w przeciwieństwie do wielu jego rówieśników, potrafił dopasować swoje zachowanie do sytuacji. Wiedział, przy kim na co sobie pozwolić, a na co nie.
Dlatego będąc z Lacey potrafił dopasować swoje zachowanie i nie postępować jak dzieciak, tylko dojrzały facet, którego towarzystwo mogłoby jej odpowiadać. I to wcale nie tak, że cokolwiek przed nią udawał. To nadal był on.
A teraz jego myśli także oscylowały wokół tego, co miało miejsce podczas ich pierwszego spotkania. Dokładniej tego, co działo się, kiedy już wyszli z klubu i mieli okazję poznać się nieco b l i ż e j. I najwyraźniej Radwell nie miałby nic przeciwko temu, żeby to powtórzyć, co sugerowały jego słowa. Choć odbierając ją dziś spod klubu wcale nie miał wobec niej takich planów, rozmowa sam na sam sprawiła, że zapragnął więcej jej uwagi i najwyraźniej miał ją otrzymać.
Tak odczytywał nie tylko jej słowa, ale też spojrzenia, które dostrzegał, gdy od czasu do czasu odrywał wzrok od drogi, nie mogąc powstrzymać się przed zerknięciem na nią. Za bardzo podobało mu się to, co zauważał za każdym razem, gdy ich spojrzenia się ze sobą spotykały.
Kiedy usłyszał jej pytanie, na twarzy Sonny’ego momentalnie pojawił się zadziorny uśmiech mówiący, że coś kombinował. I brunetka zaraz miała dowiedzieć się, o co chodziło. – Znam jedno miejsce w okolicy, które powinno ci się spodobać – powtórzył słowa, które Lacey usłyszała od niego ostatnim razem, gdy zabierał ją do hotelu. Dziś miał dokładnie taki sam plan, uznając, że będzie to najlepsze miejsce na to, do czego zmierzali. Tadwell nie zaprosiła go do siebie, a on nie zamierzał zapraszać jej dla siebie. Nie dlatego, że próbował się dystansować, a po prostu ze względu na to, że nie miał warunków, aby sprowadzać do siebie kobietę.
Dlatego został im hotel. I Sonny kojarzył, że jeden chyba powinien znajdować się w okolicy. Chyba, bo nie, wcale nie znał wszystkich hoteli w mieście, a takie s c h a d z k i raczej nie były dla niego normą. Mniej więcej potrafił jednak odnaleźć się w mieście, dlatego wiedział dokąd powinien jechać. I kiedy tylko zmieniło się światło, ruszył w nowym kierunku.

Lacey Tadwell

you're the story I can't tell anyone

: wt gru 30, 2025 6:01 pm
autor: Lacey Tadwell
Nie mogłaby rozliczać go, gdyby okazało się, że coś przed nią udawał, bo przecież wcale nie zależało jej na tym, aby byli przy sobie autentyczni. Prawdę powiedziawszy sama nie była w stu procentach sobą, kiedy się poznali, a przynajmniej tak wydawało jej się wtedy, ponieważ okoliczności nie pasowały do niej w ogóle.
Wystarczyło jednak, że ponownie znalazła się w towarzystwie Radwella, aby na miejscu pasażera pojawiła się ta sama Lacey, którą poznał wtedy. Co więcej, wcale nie czuła się tak, jakby cokolwiek musiała na sobie wymuszać, ponieważ przy nim to przychodziło do niej naturalnie. W ten sposób na nowo poznawała samą siebie i niewykluczone, że całkiem podobało jej się to, co obserwowała.
Podobnie zresztą jak odpowiadało jej obserwowanie j e g o. To też było dla niej swego rodzaju zaskoczeniem, ponieważ nigdy dotąd nie poświęcała uwagi mężczyźnie, który byłby od niej o tyle lat młodszy. Prawdę powiedziawszy chyba nigdy nie spotykała się z nikim, kto nie byłby przynajmniej jej równolatkiem.
Sonny stanowił więc spory powiew świeżości.
Być może właśnie dlatego nie umiała powiedzieć mu n i e, a gdyby tego było mało, sama zdawała się zabiegać o jego bliskość. To również nie było do niej podobne, a zasługę za to przypisywała temu, jak swobodnie się przy nim czuła.
I najwyraźniej nie bała się też podejmować ewentualnego ryzyka.
Zmrużyła oczy i przygryzła nieznacznie dolną wargę, zastanawiając się nad tym, do czego zmierzał. Nie była tego w stu procentach pewna, jednak jego słowa wywołały w niej coś w rodzaju deja vu. To zaś sprawiło, że w jej umyśle pojawiła się nieco inna, trochę bardziej n i e s p o d z i e w a n a myśl. — Skręć tu za rogiem — zasugerowała, a chwilę po tym skinęła głową w odpowiednim kierunku, podczas gdy na jej ustach wymalował się zaczepny uśmiech.
Nie miała ochoty zmierzać do hotelu. Nie chciała szukać miejsca, w którym skażą się na zbędne oczekiwanie związane z formalnościami, które w pewnym stopniu ochłodzą ich zapał. Wolała z a r y z y k o w a ć, dlatego wskazała mu nieco inny kierunek. Taki, który prowadził na sklepowy parking, który o tej porze powinien być przecież opustoszały.
Idealny do tego, by to właśnie w aucie poświęcić sobie nieco więcej uwagi.

Sonny Radwell

you're the story I can't tell anyone

: śr gru 31, 2025 8:32 pm
autor: Sonny Radwell
Podobała mu się ta Lacey, którą poznał. Nie miał pojęcia, czy była prawdziwa, czy jednak coś udawała, choć jego zdaniem nie wyglądała na kogoś, kto mógłby chcieć cokolwiek odgrywać przed innymi. W ogóle nie wyglądała na kobietę, która potrzebowała przypodobać się innym, ponieważ biła od niej tak duża pewność, że sprawiała wrażenie osoby, która wiedziała, kim jest i wierzyła w siebie.
I to Sonny’emu podobało się w niej. Może to też jedna z rzeczy, które ciągnęły go do niej tak mocno, ponieważ taka pewność siebie jest rzeczą, która potrafi wywołać ogromne wrażenie. I na niego to zdecydowanie działało.
To też odróżniało ją od kobiet, z którymi bywał dotychczas, bo te były jego rówieśniczkami, albo były nieco od niego młodsze, przez co jeszcze nie miały w sobie tej pewności siebie. Nie tego rodzaju, którą posiadała Lacey. Ta brała się z życiowego doświadczenia, osiągnięć i wiary w siebie. Coś takiego nie przychodzi samo, trzeba na to zapracować. Dlatego w oczach Sonny’ego Lacey tak bardzo się wyróżniała.
Wychodzi również na to, że ona dla niego też była sporym powiewem świeżości.
Kiedy z jej ust padła propozycja, żeby zmienił obrany kierunek, Radwell zerknął na nią zaskoczony, a później na miejsce, gdzie chciała podjechać. Nie potrzebował wiele czasu, aby domyślić się, do czego zmierzała. Ani na podjęcie decyzji, czy chciał to zrobić.
Ta stała się jasna w momencie, gdy skręcił we wskazany kierunek i pojechał na sklepowy parking, gdzie znalazł dla nich u s t r o n n e miejsce. Takie, gdzie nie docierało zbyt wiele światła z pobliskich latarni, dzięki czemu powinni mieć tu choć odrobinę prywatności.
Ona na pewno będzie im teraz potrzebna, skoro ostrożności nie mieli za grosz. To stało się jasne w momencie, gdy oboje dali się ponieść pożądaniu i ekscytacji, bo inaczej nie da się tego nazwać.
Kiedy zgasł silnik samochodu, Sonny spoglądając na Lacey odpiął swój pas, aby móc wychylić się i skraść jej pocałunek. Na razie krótki, ale będący zapowiedzią tego, co miało nadejść. – Widzimy się z tyłu – oznajmił i uśmiechnął się łobuzersko, a poza tym poruszył zaczepnie brwiami.
Igraszki na przodzie potrafiły być zbyt bolesne i rozpraszające. Radwell nie chciał tego dla nich, dlatego choć miał ochotę dobrać się do Tadwell od razu, postawił na ich komfort i lepsze wrażenia i przesiadł się do tyłu samochodu, gdzie będą mogli lepiej się sobą nacieszyć. I pomyślał o tym, żeby swoją kurtkę zostawić na przednim siedzeniu. Nie miała być mu na razie potrzebna.

Lacey Tadwell

you're the story I can't tell anyone

: czw sty 01, 2026 4:48 pm
autor: Lacey Tadwell
Pod pewnymi względami rzeczywiście jej tej pewności siebie nie brakowało. Posiadała jej naprawdę dużo szczególnie na podłożu zawodowym, na którym udało jej się odnieść sukces za sprawą ciężkiej pracy.
Tego samego nie czuła w kwestii swojego życia osobistego, które w szczególności w ostatnim czasie stało pod ogromnym znakiem zapytania. Jej związek wisiał na włosku, a Lacey nie była w stanie znaleźć w sobie dostatecznie dużo motywacji do tego, aby przynajmniej spróbować go naprawić.
Nie sądziła jednak, że znajdzie w sobie choć minimum energii, aby zaangażować się w znajomość z kimś innym. W coś, co według założenia miało pomóc jej w utrzymaniu tej relacji, która powinna być dla niej kluczowa. Nie miała pojęcia, czy obecność Sonny’ego miała przysłużyć jej się w tym aspekcie, ale z całą pewnością pomagał jej z a p o m n i e ć. Przy nim nie skupiała się na niczym innym, jak właśnie jego towarzystwo, a to stanowiło rozproszenie, którego mogła potrzebować.
I chyba właśnie dlatego dziś się temu poddała. Mało tego, być może nawet sama odpowiadała za sprowokowanie sytuacji, w której znów mieli nacieszyć się swoją bliskością nawet pomimo tego, że jeszcze kilkanaście minut temu razem z nimi w samochodzie znajdowało się dość wyraźne przeciwwskazanie. Rzecz w tym, że tak, jak i o wszystkim innym, o jego siostrze Lacey także dość szybko zapomniała.
Kącik jej ust wykrzywił się w uśmiechu, kiedy zorientowała się, że Sonny rzeczywiście zamierzał się do jej sugestii zastosować. Sama zaś mogła okazać się trochę zbyt niecierpliwa, ponieważ nie widziała przeciwwskazań, aby przejść do działania od razu.
O tym zresztą myślała, gdy samochód zatrzymał się, a Radwell zamknął jej usta w pocałunku. Gdy zaraz po nim się odezwał, jedna z jej brwi powędrowała ku górze. I nawet nie próbowała protestować, choć odrobinę zwlekła z pójściem za jego przykładem.
Chciała chyba rozbudzić w nim niecierpliwość.
Uśmiechnęła się zaczepnie, a później także zrzuciła z ramion kurtkę. Zostawiła ją na przednim siedzeniu i wysiadła z auta, aby chwilę później usadowić się z tyłu. — Testowałeś je już? — zapytała zaczepnie, tym razem nie zamierzając się już ociągać. Nie czekała też na zaproszenie, tylko czym prędzej usadowiła się na jego kolanach, a później ujęła jego twarz w dłonie, żeby wpić się w jego usta.
Nie zamierzała się spieszyć, wolała się tym p o d e l e k t o w a ć.

Sonny Radwell