so how's this for an establishing shot?
: pn sty 05, 2026 4:52 pm
Theodore rozumiał to wytłumaczenie, ba, co więcej — przytaknął tym słowom krótkim skinieniem głową. Bardzo spokojnym gestem. Bez kłótni i pięćdziesięciu słów w odpowiedzi na dwa usłyszane. Aż dziwne, zarówno to, jak trafnie odczytała dyskomfort nieznajomego (bądź co bądź) mężczyzny, jak i sposób, w jaki się zachował.
Tym razem o wiele płynniejszym, przede wszystkim jednak — ruchem p e w n i e j s z y m, rozluźnił przedramię. Wyprostował nawet rękę, wyciągając dłoń przemyślanym gestem, tak, jakby odprowadzał nieznajomą o tych parę kroków. Testował jednocześnie zarówno siłę własnego nacisku, jak i kierunek, w którym się odsuwała, samemu cofając się o mały krok. Wydało mu się to naturalne. Przecież większość mężczyzn, których dotychczas obserwował, to robiła.
Beaulieu uważnie, ale z ciekawością obserwował kobietę — trochę badawczo, a trochę łagodnie. Dostrzegał ciągle wyprostowaną, ciągle uśmiechniętą młodą dziewczynę. Brzmiało to niczym myśl bez faktograficznego potwierdzenia, niemniej jednak Elena sprawiała wrażenie, jakby doskonale tutaj pasowała. Po części przypominała mu resztę krzątających się nieopodal kobiet, po części — wręcz przeciwnie. Wyróżniała się c z y m ś. C z y m ś nie do końca zidentyfikowanym, niesprecyzowanym, co przyprawiało mężczyznę o ból głowy, a w szczególności — o dezorientację sensoryczną, taką, którą odczuwał każdą komórką ciała.
Wahał się, zanim odpowiedział.
— Obowiązek — odruchowo dotknął dłonią karku, dość mocno pocierając palcami twardą, wystającą kość — a właściwie to konsekwencja nieprzemyślanej zgody — doprecyzował, opuszczając wreszcie rękę. Jak nic pasowałoby powiedzieć: mea culpa, uderzyć się w pierś, przyznając jednocześnie do własnego błędu.
Rzeczywiście to byłoby s e n s o w n e.
Jednak Beaulieu trudno coś "sensownego" zrozumieć, a co dopiero przyjąć ot, bez kwestionowania, zadawania jakichkolwiek pytań. Od zawsze wyróżnia przecież wyłącznie dwa rodzaje sytuacji: funkcjonalne oraz niefunkcjonalne, natomiast w momentach takich jak ten, łączących oba wymienione pojęcia, zaczynały się poważne problemy. Chociaż więc mógł — a już z pewnością powinien — winić wyłącznie siebie, mało prawdopodobne, czy kiedykolwiek to robił. Jeszcze raz zwyciężyła po prostu ciekawość poznawcza. Wrodzona potrzeba obserwacji, przede wszystkim — uczenia się. Właśnie uczenie się, głównie poprzez obserwację, tłumaczyło wiele nieodczytanych zmiennych, a Theodore czasami bywał naprawdę zaciekawiony ludźmi, szczególnie ich opiniami. (Prawdę mówiąc, zdarzało się to stosunkowo rzadko, dlatego mężczyźnie tym trudniej było zrozumieć, dlatego tak bardzo zainteresował się akurat Eleną).
Beaulieu tym razem wcisnął obie dłonie w kieszenie, bo dzięki temu wiedział, co ze sobą robić. Prościej mówiąc: minimalizował ryzyko wystąpienia nieprzewidywalnych zmiennych, takich jak chociażby nieproszony dotyk, jednocześnie usilnie o czymś myśląc. Marszczył przez chwilę brwi, zanim wreszcie — z ciekawością — odważył się zerknąć na Elenę. “N o r m a l n y” człowiek przyglądał się oczom rozmówców, Theodore jednak wędrował spojrzeniem wzdłuż i wszerz większej części kobiecego oblicza. W którymś momencie uspokoił wzrok, skupiając się na małym, prostym nosie dziewczyny.
— Wspomniała pani o poruszeniu… — odezwał się po chwili — ...dlatego interesuje mnie, który element filmu uznała pani za decydujący. Warstwę wizualną? Narrację? Obie prowadzą do zupełnie odmiennych ocen — zauważył. Dopiero w tym momencie, wciąż z nieskrywaną ciekawością, wbił badawczy, skupiony wzrok w brązowe oczy rozmówczyni. Naprawdę chciał zrozumieć. Początkowo więc zerknął na Santorini, jakby sprawdzając, czy wciąż słucha tego, co mówi, czy wciąż j e s t — tutaj, obok — potem jednak…
Opanowany. Spokojny. Prawie że obojętny — taki najczęściej był. Niemniej jednak teraz chętnie wszedł w interakcję z drugim człowiekiem. Nie do końca to rozumiał. A przecież cieszył się schematami, logicznymi wyborami strukturalnymi, a przede wszystkim — konsekwencją działań. Ale w swoim zachowaniu na próżno tego wszystkiego szukał.
Elena Santorini
Tym razem o wiele płynniejszym, przede wszystkim jednak — ruchem p e w n i e j s z y m, rozluźnił przedramię. Wyprostował nawet rękę, wyciągając dłoń przemyślanym gestem, tak, jakby odprowadzał nieznajomą o tych parę kroków. Testował jednocześnie zarówno siłę własnego nacisku, jak i kierunek, w którym się odsuwała, samemu cofając się o mały krok. Wydało mu się to naturalne. Przecież większość mężczyzn, których dotychczas obserwował, to robiła.
Beaulieu uważnie, ale z ciekawością obserwował kobietę — trochę badawczo, a trochę łagodnie. Dostrzegał ciągle wyprostowaną, ciągle uśmiechniętą młodą dziewczynę. Brzmiało to niczym myśl bez faktograficznego potwierdzenia, niemniej jednak Elena sprawiała wrażenie, jakby doskonale tutaj pasowała. Po części przypominała mu resztę krzątających się nieopodal kobiet, po części — wręcz przeciwnie. Wyróżniała się c z y m ś. C z y m ś nie do końca zidentyfikowanym, niesprecyzowanym, co przyprawiało mężczyznę o ból głowy, a w szczególności — o dezorientację sensoryczną, taką, którą odczuwał każdą komórką ciała.
Wahał się, zanim odpowiedział.
— Obowiązek — odruchowo dotknął dłonią karku, dość mocno pocierając palcami twardą, wystającą kość — a właściwie to konsekwencja nieprzemyślanej zgody — doprecyzował, opuszczając wreszcie rękę. Jak nic pasowałoby powiedzieć: mea culpa, uderzyć się w pierś, przyznając jednocześnie do własnego błędu.
Rzeczywiście to byłoby s e n s o w n e.
Jednak Beaulieu trudno coś "sensownego" zrozumieć, a co dopiero przyjąć ot, bez kwestionowania, zadawania jakichkolwiek pytań. Od zawsze wyróżnia przecież wyłącznie dwa rodzaje sytuacji: funkcjonalne oraz niefunkcjonalne, natomiast w momentach takich jak ten, łączących oba wymienione pojęcia, zaczynały się poważne problemy. Chociaż więc mógł — a już z pewnością powinien — winić wyłącznie siebie, mało prawdopodobne, czy kiedykolwiek to robił. Jeszcze raz zwyciężyła po prostu ciekawość poznawcza. Wrodzona potrzeba obserwacji, przede wszystkim — uczenia się. Właśnie uczenie się, głównie poprzez obserwację, tłumaczyło wiele nieodczytanych zmiennych, a Theodore czasami bywał naprawdę zaciekawiony ludźmi, szczególnie ich opiniami. (Prawdę mówiąc, zdarzało się to stosunkowo rzadko, dlatego mężczyźnie tym trudniej było zrozumieć, dlatego tak bardzo zainteresował się akurat Eleną).
Beaulieu tym razem wcisnął obie dłonie w kieszenie, bo dzięki temu wiedział, co ze sobą robić. Prościej mówiąc: minimalizował ryzyko wystąpienia nieprzewidywalnych zmiennych, takich jak chociażby nieproszony dotyk, jednocześnie usilnie o czymś myśląc. Marszczył przez chwilę brwi, zanim wreszcie — z ciekawością — odważył się zerknąć na Elenę. “N o r m a l n y” człowiek przyglądał się oczom rozmówców, Theodore jednak wędrował spojrzeniem wzdłuż i wszerz większej części kobiecego oblicza. W którymś momencie uspokoił wzrok, skupiając się na małym, prostym nosie dziewczyny.
— Wspomniała pani o poruszeniu… — odezwał się po chwili — ...dlatego interesuje mnie, który element filmu uznała pani za decydujący. Warstwę wizualną? Narrację? Obie prowadzą do zupełnie odmiennych ocen — zauważył. Dopiero w tym momencie, wciąż z nieskrywaną ciekawością, wbił badawczy, skupiony wzrok w brązowe oczy rozmówczyni. Naprawdę chciał zrozumieć. Początkowo więc zerknął na Santorini, jakby sprawdzając, czy wciąż słucha tego, co mówi, czy wciąż j e s t — tutaj, obok — potem jednak…
Opanowany. Spokojny. Prawie że obojętny — taki najczęściej był. Niemniej jednak teraz chętnie wszedł w interakcję z drugim człowiekiem. Nie do końca to rozumiał. A przecież cieszył się schematami, logicznymi wyborami strukturalnymi, a przede wszystkim — konsekwencją działań. Ale w swoim zachowaniu na próżno tego wszystkiego szukał.
Elena Santorini