that awkward moment when…
: wt sty 06, 2026 1:45 pm
W zasadzie to była prawda, Galen był dość kreatywny, do tego lubił mieć kontrolę, wiec dla niego taki pomysł na obmyślenie planu jakiejś ciekawej randki, to był strzał w dziesiątkę. Chociaż teraz jego myśli wracały do tego samochodu, gdzie mogliby rozłożyć tylną kanapę i rozkoszować się ładnym widokiem, bo może to by było fajne? Byłoby.
Tylko Wyatt to już miał kompletnie innym plan, dużo bardziej abstrakcyjny, ale w sumie taki w jego stylu. Może w stylu Gasparda też? Bo może Gasprad jednak też był trochę szalony?
Galen Wyatt nie był, chciał być, bywał, ale i tak wszystko w jakiś granicach dobrego smaku, wyczucia, a przede wszystkim w zgodzie z prawem. Ale może Gaspard nie był taki do końca niewinny? Galen aż sam się do siebie uśmiechnął, a ten uśmiech jeszcze tylko się poszerzył, kiedy Nelly powiedziała, że lubi adrenalinę. Przecież on uwielbiał to uczucie kiedy krew krążyła w żyłach, kiedy uderzała do głowy, a serce biło jak szalone. Chociaż może to jego jeszcze nie powinno tak bić? Ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie on.
- Nigdy nie mów nigdy Nelly - powiedział z jakimś tajemniczym uśmiechem i tymi niebieskimi tęczówkami zawieszonymi na jej pięknych, ciemnych oczach. Znowu uśmiechnął się delikatnie na jej kolejne pytanie, znowu pochylił w jej kierunku.
- Tylko nie mów mojemu szefowi - mrugnął do niej jednym okiem. Jeszcze chwilę wisiał nad tym stolikiem błądząc spojrzeniem po jej twarzy, ale finalnie opadł plecami na oparcie, wzruszył ramionami, na to stwierdzenie, że faceci nie znają się na kolorach. Galen chyba całkiem się znał, a to wszystko za sprawą matki, która jakoś go na to uczulała, na kolory, na piękno, sztukę, znał się na tym, trochę, zdecydowanie bardziej niż przeciętny Kowalski.
- To musisz do mnie wpaść i... zobaczyć ten garnitur - zobaczyć?A może go z niego zdjąć? Galen skup się. Ale on już coraz bardziej się nakręcał, coraz mniej mógł się skupić. Z nim było trochę jak z dzieckiem, w głowie kiełkował jakiś pomysł, szalony plan, który w kilku chwilach rósł tak, że on ledwo mógł usiedzieć na krześle.
Chociaż kiedy opowiadała o tym swoim miasteczku, z którego pochodziła, to słuchał jej uważnie, z zainteresowaniem. Port Hope. Ładna nazwa, ale wcale o nim nie słyszał. Uśmiechnął się jednak delikatnie, kiedy powiedziało, że nie ma tam nic ciekawego, bo ona się wyprowadziła, no bo przecież Galen lubił taką pewność siebie, tą pewną zadziorność, którą teraz też widział w jej spojrzeniu.
- Zdecydowanie to miasteczko na tym straciło - znowu patrzył w jej oczy, Nelly go ciekawiła, intrygowała. Galen nie był typem, który lubił takie rozmowy w kawiarni, który w ogóle wychodził sobie z nowopoznaną kobietą na kawkę, bo on nowopoznane kobiety od razu zaskakiwał, od razu przechodził do działania i to takiego bez ogródek.
Ale ta kawa z Nelly była całkiem przyjemna, a już zwłaszcza gdy jego dłoń dotknęła jej policzka, kiedy mógł chociażby przez serwetkę musnąć opuszkami jej pełne wargi. Sam zwilżył językiem swoje usta, zanim się odsunął.
- Przebiegle - znowu się uśmiechnął, oparł łokieć na ladzie, a podbródek na nadgarstku przyglądając się jej. Skoro uważała go za przystojnego, to chyba była jakaś chemia, którą oboje czuli. A Galen nie byłby sobą, gdyby tego nie wykorzystał. Przecież był mistrzem wykorzystywania sytuacji, zwłaszcza, że już w głowie miał ten cały plan, dlatego bez ogródek zaraz wypalił z tym zaproszeniem...
I chyba dobrze zrobił, bo zaraz Nelly powiedziała mu, że niespodzianka się udała.
- To świetnie, uznajmy, że jeden punkt niespodzianki mamy zaliczony, ale... - tu się znowu do niej pochylił, blisko - zamierzam cię dzisiaj zaskakiwać cały dzień Nelly... wieczór? Może noc? - Galen to się lubił rozpędzać, ale on taki był. Ciężko go było powstrzymać, kiedy się na czymś zafiksował, a on teraz już się fiksował na tej ich niespodziankowej randce.
Uniósł filiżankę, żeby jeszcze wypić dwa łyki swojej kawy, ale i tak jej nie dopił, nigdy nie dopijał. Postawił na wpół pełną filiżankę na stoliku, jeszcze raz spojrzał jej w oczy.
- To można bardzo szybko zmienić - i znowu ten tajemniczy uśmiech, zanim zerwał się z miejsca, zanim nie zapiął guzików marynarki wygładzając dłonią nieskazitelną koszulę. Później tę samą dłoń oparł na stoliku.
- Zapłacę i możemy iść? - zapytał, bo Galen już nie chciał marnować czasu. I tak zastanawiał się cały czas, czy mu go wystarczy na to co on im dzisiaj zaplanował. Kiedy Nelly się zgodziła, to wystarczył jakiś jeden ruch tym jego bajeranckim zegarkiem przy terminalu, żeby zapłacić. Galen Wyatt zawsze to robił, a Gaspard? Chyba też mógł sobie na to pozwolić.
Później jeszcze pomógł jej założyć na siebie kurtkę, zarzucił na grzbiet swój drogi płaszczyk i kaszmirowy szaliczek. Chociaż jego niebieskie oczy wciąż intensywnie błądziły po jej sylwetce. Zanim zdążyli jeszcze o tym porozmawiać, to już stali przed First Canadian Place, a Galen zastanawiał się gdzie parkują jego samochód, ale chyba za budynkiem był ten cały parking. Tylko jak tam przejść?
- Dobra... tędy - stwierdził i ruszył w jakąś wąską, ciemną uliczkę z boku budynku. Trochę nawet podejrzaną, ale nie chciał w tej chwili iść przez firmę, bo przecież go nie ma. Nawet przez hol, gdzie wszyscy go znali i padali mu do stóp. No nie dosłownie, a jednak on wciąż był Galenem Wyattem, chociaż mógł udawać inaczej.
Przecisnęli się koło jakiejś sterty kartonów, Galen w tym swoim Armanim, nawet podał Nelly rękę, żeby jej pomóc, w końcu znaleźli się na parkingu za firmą, a Wyatt rozejrzał się za swoim Porsche. Rzucało się w oczy, błyszczące, drapieżne, piękne. Pięknie też wyglądała Nelly, kiedy stała przed nim z zaróżowionymi od mrozu policzkami.
Galen ruszył powoli w stronę auta, wyjął kluczyki i zawiesił je na palcu pokazując je jej.
- Mój szef jest na jakimś wyjeździe poza miastem, więc Nelly, może jednak to dzisiaj będzie ten dzień, kiedy będziesz mogła usiąść w Porshe, albo nawet... przejechać się nim? - nie prowadzić, bo Galen kluczyki do prowadzenia dał tylko dwóm kobietom na świecie, Cherry i Pilar, a to też było trudne. Kiedy dotarli do auta, to oczywiście, że Wyatt otworzył przed brunetką drzwi od strony pasażera, i nawet chciał jej pomóc wsiąść, wyciągnął do niej rękę, tylko tutaj też chyba znowu zadziałała ta siła wyższa, bo ona się wtedy ślizgnęła na jakiejś zamarzniętej kałuży, ale Galen na szczęście w porę zareagował. Złapała ją i ujął w talii, wylądowała w jego ramionach i teraz już nie dzielił ich żaden kawiarniany stolik, tylko Wyatt z powodzeniem mógł zajrzeć z bardzo bliska w jej piękne oczy. Mógł zaciągnąć się zapachem jej perfum. Fascynujące.
- Znowu to przyciąganie... - uśmiechnął się delikatnie, z niebieskimi tęczówkami zawieszonymi na jej twarzy.
Nelly Rowley
Tylko Wyatt to już miał kompletnie innym plan, dużo bardziej abstrakcyjny, ale w sumie taki w jego stylu. Może w stylu Gasparda też? Bo może Gasprad jednak też był trochę szalony?
Galen Wyatt nie był, chciał być, bywał, ale i tak wszystko w jakiś granicach dobrego smaku, wyczucia, a przede wszystkim w zgodzie z prawem. Ale może Gaspard nie był taki do końca niewinny? Galen aż sam się do siebie uśmiechnął, a ten uśmiech jeszcze tylko się poszerzył, kiedy Nelly powiedziała, że lubi adrenalinę. Przecież on uwielbiał to uczucie kiedy krew krążyła w żyłach, kiedy uderzała do głowy, a serce biło jak szalone. Chociaż może to jego jeszcze nie powinno tak bić? Ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie on.
- Nigdy nie mów nigdy Nelly - powiedział z jakimś tajemniczym uśmiechem i tymi niebieskimi tęczówkami zawieszonymi na jej pięknych, ciemnych oczach. Znowu uśmiechnął się delikatnie na jej kolejne pytanie, znowu pochylił w jej kierunku.
- Tylko nie mów mojemu szefowi - mrugnął do niej jednym okiem. Jeszcze chwilę wisiał nad tym stolikiem błądząc spojrzeniem po jej twarzy, ale finalnie opadł plecami na oparcie, wzruszył ramionami, na to stwierdzenie, że faceci nie znają się na kolorach. Galen chyba całkiem się znał, a to wszystko za sprawą matki, która jakoś go na to uczulała, na kolory, na piękno, sztukę, znał się na tym, trochę, zdecydowanie bardziej niż przeciętny Kowalski.
- To musisz do mnie wpaść i... zobaczyć ten garnitur - zobaczyć?
Chociaż kiedy opowiadała o tym swoim miasteczku, z którego pochodziła, to słuchał jej uważnie, z zainteresowaniem. Port Hope. Ładna nazwa, ale wcale o nim nie słyszał. Uśmiechnął się jednak delikatnie, kiedy powiedziało, że nie ma tam nic ciekawego, bo ona się wyprowadziła, no bo przecież Galen lubił taką pewność siebie, tą pewną zadziorność, którą teraz też widział w jej spojrzeniu.
- Zdecydowanie to miasteczko na tym straciło - znowu patrzył w jej oczy, Nelly go ciekawiła, intrygowała. Galen nie był typem, który lubił takie rozmowy w kawiarni, który w ogóle wychodził sobie z nowopoznaną kobietą na kawkę, bo on nowopoznane kobiety od razu zaskakiwał, od razu przechodził do działania i to takiego bez ogródek.
Ale ta kawa z Nelly była całkiem przyjemna, a już zwłaszcza gdy jego dłoń dotknęła jej policzka, kiedy mógł chociażby przez serwetkę musnąć opuszkami jej pełne wargi. Sam zwilżył językiem swoje usta, zanim się odsunął.
- Przebiegle - znowu się uśmiechnął, oparł łokieć na ladzie, a podbródek na nadgarstku przyglądając się jej. Skoro uważała go za przystojnego, to chyba była jakaś chemia, którą oboje czuli. A Galen nie byłby sobą, gdyby tego nie wykorzystał. Przecież był mistrzem wykorzystywania sytuacji, zwłaszcza, że już w głowie miał ten cały plan, dlatego bez ogródek zaraz wypalił z tym zaproszeniem...
I chyba dobrze zrobił, bo zaraz Nelly powiedziała mu, że niespodzianka się udała.
- To świetnie, uznajmy, że jeden punkt niespodzianki mamy zaliczony, ale... - tu się znowu do niej pochylił, blisko - zamierzam cię dzisiaj zaskakiwać cały dzień Nelly... wieczór? Może noc? - Galen to się lubił rozpędzać, ale on taki był. Ciężko go było powstrzymać, kiedy się na czymś zafiksował, a on teraz już się fiksował na tej ich niespodziankowej randce.
Uniósł filiżankę, żeby jeszcze wypić dwa łyki swojej kawy, ale i tak jej nie dopił, nigdy nie dopijał. Postawił na wpół pełną filiżankę na stoliku, jeszcze raz spojrzał jej w oczy.
- To można bardzo szybko zmienić - i znowu ten tajemniczy uśmiech, zanim zerwał się z miejsca, zanim nie zapiął guzików marynarki wygładzając dłonią nieskazitelną koszulę. Później tę samą dłoń oparł na stoliku.
- Zapłacę i możemy iść? - zapytał, bo Galen już nie chciał marnować czasu. I tak zastanawiał się cały czas, czy mu go wystarczy na to co on im dzisiaj zaplanował. Kiedy Nelly się zgodziła, to wystarczył jakiś jeden ruch tym jego bajeranckim zegarkiem przy terminalu, żeby zapłacić. Galen Wyatt zawsze to robił, a Gaspard? Chyba też mógł sobie na to pozwolić.
Później jeszcze pomógł jej założyć na siebie kurtkę, zarzucił na grzbiet swój drogi płaszczyk i kaszmirowy szaliczek. Chociaż jego niebieskie oczy wciąż intensywnie błądziły po jej sylwetce. Zanim zdążyli jeszcze o tym porozmawiać, to już stali przed First Canadian Place, a Galen zastanawiał się gdzie parkują jego samochód, ale chyba za budynkiem był ten cały parking. Tylko jak tam przejść?
- Dobra... tędy - stwierdził i ruszył w jakąś wąską, ciemną uliczkę z boku budynku. Trochę nawet podejrzaną, ale nie chciał w tej chwili iść przez firmę, bo przecież go nie ma. Nawet przez hol, gdzie wszyscy go znali i padali mu do stóp. No nie dosłownie, a jednak on wciąż był Galenem Wyattem, chociaż mógł udawać inaczej.
Przecisnęli się koło jakiejś sterty kartonów, Galen w tym swoim Armanim, nawet podał Nelly rękę, żeby jej pomóc, w końcu znaleźli się na parkingu za firmą, a Wyatt rozejrzał się za swoim Porsche. Rzucało się w oczy, błyszczące, drapieżne, piękne. Pięknie też wyglądała Nelly, kiedy stała przed nim z zaróżowionymi od mrozu policzkami.
Galen ruszył powoli w stronę auta, wyjął kluczyki i zawiesił je na palcu pokazując je jej.
- Mój szef jest na jakimś wyjeździe poza miastem, więc Nelly, może jednak to dzisiaj będzie ten dzień, kiedy będziesz mogła usiąść w Porshe, albo nawet... przejechać się nim? - nie prowadzić, bo Galen kluczyki do prowadzenia dał tylko dwóm kobietom na świecie, Cherry i Pilar, a to też było trudne. Kiedy dotarli do auta, to oczywiście, że Wyatt otworzył przed brunetką drzwi od strony pasażera, i nawet chciał jej pomóc wsiąść, wyciągnął do niej rękę, tylko tutaj też chyba znowu zadziałała ta siła wyższa, bo ona się wtedy ślizgnęła na jakiejś zamarzniętej kałuży, ale Galen na szczęście w porę zareagował. Złapała ją i ujął w talii, wylądowała w jego ramionach i teraz już nie dzielił ich żaden kawiarniany stolik, tylko Wyatt z powodzeniem mógł zajrzeć z bardzo bliska w jej piękne oczy. Mógł zaciągnąć się zapachem jej perfum. Fascynujące.
- Znowu to przyciąganie... - uśmiechnął się delikatnie, z niebieskimi tęczówkami zawieszonymi na jej twarzy.
Nelly Rowley