we’re fine. probably.
: czw sty 22, 2026 12:50 am
Oczywiście, że będzie mu do końca życia wypominał, bo to było raz - śmieszne, jak go Madox wyciągał stamtąd za fraki, a William się wydzierał, że mu się trzecie oko otworzyło i on wie, że oni są reptalianami. A dwa, to mu wtedy Patel obiecał, że ma u niego dozgonną przysługę, cokolwiek to znaczy. To już miał dwie, tak jak wtedy, kiedy mu życie uratował, bo by się ćpun przekręcił, Madox Williamowi.
Ale nic nie powiedział, tylko macha ręką.
A już później to wszyscy machają, bo leci koks doprawiony kwasem. I najpierw jest cicho... Taka cisza przed burzą.
A później się zaczyna odpierdalać. I tylko ta biedna Laura za barem, stoi, wyciera szklanki szykując się do zmiany i patrzy na nich z politowaniem, to na Madoxa, który siada na końcu baru i się zwija w jakiś kłębek i udaje, że go tutaj nie ma. To na Williama, który drze się, że ma mokro i kręci na krześle jak jakiś pojebany. To na Jerry'ego, który po kolei łapie wszystkie szklanki i je pije na hejnał.
To będzie ciężka zmiana...
Madox w końcu znowu ląduje koło Williama i go pyta jak wygląda, a ten mu mówi, że niedobrze. To się Noriega trochę przeraził, bo co jeśli mu tak zostanie? A on przecież na co dzień to jest taki piękny. Szuka po kieszeniach jakiegoś lusterka, ale nic nie znalazł, tylko telefon, to się zaraz w nim przegląda, ale gówno widzi. Bo tak naprawdę to zrobił dwa zdjęcia Williama i jeszcze Jerry'ego, jak się rzuca na parkiet, jak jakieś zwierzę. Aż mu ten telefon wpadł za ladę i pozbierała go Laura.
- Maaadooooxxx twóóóójj tee... - odzywa się, ale Madox jej już wcale nie słucha, bo ona gada jakoś tak wolno, a on jest taki zajebiście szybki od tego koksu, zrywa się ze stołka i już z chłopakami lecą na parkiet.
A tam to dopiero jest faza, światła wirują, a muzyka latynoska łaskocze po skórze.
A przynajmniej Madox ma takie odczucia, bo zaraz zaczyna sobie tam skakać do rytmu i jest całkiem fajnie.
Jerry też się fajnie bawi, bo kręci się dookoła i śpiewa po hiszpańsku, ale tak kaleczy słowa, że Noriega to go wcale nie może słuchać i już miał go kopnąć za to w dupę, ale wtedy wydziera się Patel, żeby na niego patrzyli.
A oni się patrzą jak zahipnotyzowani, jak on się kreci na tej rurze. Jerry grzebie po kieszeniach i zaraz rzuca jakieś dolary i papiery w Williama. No to Madox przecież nie mógł być gorszy, grzebie po kieszeniach, ale znalazł tylko paczkę papierosów, to cisnął nią w Williama. A wtedy Jerry rzuca się na te papierosy dziko, i coś krzyczy, że mu się tak chce palić, że zaraz go pojebie.
A w tym samym czasie Willy jak nie jebnął na plecy, aż huknęło i ten też krzyczy, że ma wstrząs mózgu.
Madox to przez chwilę myślał, że go naprawdę pojebie zaraz.
Jerry jednak pakuje sobie do ust trzy fajki na raz, a potem staje nad Williamem i zaczyna się śmiać, obaj się śmieją.
Noriega też się w końcu śmieje, a zaraz oni z Williamem zbierają te wymemłane przez Jerry'ego fajki z podłogi i sobie je pakują do ust. Każdy teraz ma po jednej, chociaż Jerry chyba ma dwie, ale on tak skacze jak pojebany, że Madox w ogóle nie może się dopatrzeć.
Podchodzi do nich jakaś tancerka, która teraz dopiero przyszła na zmianę.
- Wszystko dobrze? - pyta pochylając się w ich kierunku, a Madox chwyta Jerry'ego za ramię i odchyla się do tyłu.
- Wypierdalaj z klubu! - krzyczy, a dziewczyna patrzy się na niego jak na pojeba i coś tam jeszcze mówi. Ale on jej wcale nie słucha, macha łapami jakby odganiał jakieś niewidzialne nietoperze, bo może tak było?
- Na górę chłopaki, dawajcie na górę - a później to już obaj z Jerry'm ciągną Williama za fraki do góry, stawiają go na nogi i łapią pod boczki. Tylko Madox się jeszcze zatrzymuje po drodze na górę i się na nich patrzy.
- A co chcecie, to powiem Laurze, żeby nam przyniosła, bo ja chcę... - zamyślił się na moment, bo nie chciał już dokładać alkoholu, bo wtedy to by go chyba zmiotło z planszy - lemoniadę - wypalił nagle, na pewno Laura mu zaraz zrobi lemoniadę... -Kakao! - dowalił Jerry, a Madox robi takie wielkie oczy, bo też zajebiście. Laura im zrobi lemoniadę i kakao, a dla Williama co?
William N. Patel
Ale nic nie powiedział, tylko macha ręką.
A już później to wszyscy machają, bo leci koks doprawiony kwasem. I najpierw jest cicho... Taka cisza przed burzą.
A później się zaczyna odpierdalać. I tylko ta biedna Laura za barem, stoi, wyciera szklanki szykując się do zmiany i patrzy na nich z politowaniem, to na Madoxa, który siada na końcu baru i się zwija w jakiś kłębek i udaje, że go tutaj nie ma. To na Williama, który drze się, że ma mokro i kręci na krześle jak jakiś pojebany. To na Jerry'ego, który po kolei łapie wszystkie szklanki i je pije na hejnał.
To będzie ciężka zmiana...
Madox w końcu znowu ląduje koło Williama i go pyta jak wygląda, a ten mu mówi, że niedobrze. To się Noriega trochę przeraził, bo co jeśli mu tak zostanie? A on przecież na co dzień to jest taki piękny. Szuka po kieszeniach jakiegoś lusterka, ale nic nie znalazł, tylko telefon, to się zaraz w nim przegląda, ale gówno widzi. Bo tak naprawdę to zrobił dwa zdjęcia Williama i jeszcze Jerry'ego, jak się rzuca na parkiet, jak jakieś zwierzę. Aż mu ten telefon wpadł za ladę i pozbierała go Laura.
- Maaadooooxxx twóóóójj tee... - odzywa się, ale Madox jej już wcale nie słucha, bo ona gada jakoś tak wolno, a on jest taki zajebiście szybki od tego koksu, zrywa się ze stołka i już z chłopakami lecą na parkiet.
A tam to dopiero jest faza, światła wirują, a muzyka latynoska łaskocze po skórze.
A przynajmniej Madox ma takie odczucia, bo zaraz zaczyna sobie tam skakać do rytmu i jest całkiem fajnie.
Jerry też się fajnie bawi, bo kręci się dookoła i śpiewa po hiszpańsku, ale tak kaleczy słowa, że Noriega to go wcale nie może słuchać i już miał go kopnąć za to w dupę, ale wtedy wydziera się Patel, żeby na niego patrzyli.
A oni się patrzą jak zahipnotyzowani, jak on się kreci na tej rurze. Jerry grzebie po kieszeniach i zaraz rzuca jakieś dolary i papiery w Williama. No to Madox przecież nie mógł być gorszy, grzebie po kieszeniach, ale znalazł tylko paczkę papierosów, to cisnął nią w Williama. A wtedy Jerry rzuca się na te papierosy dziko, i coś krzyczy, że mu się tak chce palić, że zaraz go pojebie.
A w tym samym czasie Willy jak nie jebnął na plecy, aż huknęło i ten też krzyczy, że ma wstrząs mózgu.
Madox to przez chwilę myślał, że go naprawdę pojebie zaraz.
Jerry jednak pakuje sobie do ust trzy fajki na raz, a potem staje nad Williamem i zaczyna się śmiać, obaj się śmieją.
Noriega też się w końcu śmieje, a zaraz oni z Williamem zbierają te wymemłane przez Jerry'ego fajki z podłogi i sobie je pakują do ust. Każdy teraz ma po jednej, chociaż Jerry chyba ma dwie, ale on tak skacze jak pojebany, że Madox w ogóle nie może się dopatrzeć.
Podchodzi do nich jakaś tancerka, która teraz dopiero przyszła na zmianę.
- Wszystko dobrze? - pyta pochylając się w ich kierunku, a Madox chwyta Jerry'ego za ramię i odchyla się do tyłu.
- Wypierdalaj z klubu! - krzyczy, a dziewczyna patrzy się na niego jak na pojeba i coś tam jeszcze mówi. Ale on jej wcale nie słucha, macha łapami jakby odganiał jakieś niewidzialne nietoperze, bo może tak było?
- Na górę chłopaki, dawajcie na górę - a później to już obaj z Jerry'm ciągną Williama za fraki do góry, stawiają go na nogi i łapią pod boczki. Tylko Madox się jeszcze zatrzymuje po drodze na górę i się na nich patrzy.
- A co chcecie, to powiem Laurze, żeby nam przyniosła, bo ja chcę... - zamyślił się na moment, bo nie chciał już dokładać alkoholu, bo wtedy to by go chyba zmiotło z planszy - lemoniadę - wypalił nagle, na pewno Laura mu zaraz zrobi lemoniadę... -Kakao! - dowalił Jerry, a Madox robi takie wielkie oczy, bo też zajebiście. Laura im zrobi lemoniadę i kakao, a dla Williama co?
William N. Patel