a mogłaś wszystkiemu zapobiec
: pt sty 09, 2026 1:53 am
Jeżeli chodziło o szczerość, trudno było ją usłyszeć z jego ust. Nie dlatego, że nie chciał. Bał się. Bał się prawdy, która w jego głowie zawsze brzmiała jak coś upokarzającego. Dorastał w ciężkich warunkach, a kłamstwo szybko pokazało mu prostą drogę do sukcesu. Drogę, której w skrytości pragnął bardziej, niż był gotów się do tego przyznać. Studia stały się tego idealnym przykładem. Stworzył wokół siebie kreację przywódcy i szybko znalazł się pośród ludzi zapatrzonych w niego niemalże jak w boga. Dlatego kłamstwa, których tak bardzo nie znosił, okazały się biletem do lepszej przyszłości. Przyszłości, w której już był, gdzie miał wszystko… oprócz S I E B I E.
- A wrogowie próbują się nieformalnie ukorzyć? - zapytał dosłownie. Nie znał drugiego prawnika, który w ich świecie proponowałby ugodę i pakt, który publicznie go upokarzał. W świecie prawa; podobnie jak w boksie liczył się końcowy rekord i procentowa różnica pomiędzy wygranymi a porażkami. W tym przypadku zadany cios oznaczałby nokaut bez żadnego odliczania. Devon zastanawiał się, co takiego musiał jej powiedzieć w trakcie studiów, że nienawidziła go aż do tego stopnia, że każde jej spojrzenie było przesiąknięte taką pogardą. W końcu, kiedyś dogadywali się dobrze, a jego pewność wobec niej była tak ogromna, że tylko przy niej pozwalał sobie na pokazanie prawdziwego oblicza. Nie był idealny. Każdy kto go znał, wiedział, że był studentem szukającym wymówek, unikającym tradycyjnego formatu edukacji na rzecz własnej drogi. Drogi, która szybko okazała się jego największą trucizną; doszczętnie karmiącą wyrzuty sumienia i ból, przez który oddałby wszystko, by cofnąć się do momentu podpisania paktu z samym diabłem. - Brzmisz, jakbym cię wyruchał, zostawił i publicznie upokorzył - powiedział ze złością. - A oboje wiemy, że byłem przy tobie zawsze szczery. To ty wyobraziłaś sobie rolę wielkiej szefowej i uwierzyłaś, że jesteś w stanie wygrać ze wszystkimi. Prawda jest taka, że w tej grze jesteś tylko pionkiem. Jeśli nie ja, ktoś pozbędzie się ciebie w jednej sekundzie. - dodał szczerze starając się zachować cierpliwość. Nie mógł wyznać jej całej prawdy ani pokazać dowodów. Miał tylko słowa. A one brzmiały jak zwykła paplanina, albo próba przemycania sensu między wersami.. ale T A K był prawdziwy, T A K zależało mu na niej, T A K zaczął mieć już tego powoli dosyć.
- Nie? A kogo? Dumnej szefowej, wiecznie przekonanej, że jej prawda jest faktem? - zapytał spoglądając na nią wprost. Może nie potrafił czytać z jej mimiki, ale znał ją wystarczająco dobrze. Nie chciał manipulować ani szantażować informacjami, ponieważ zależało mu na niej. Może nie będą kochankami, czy nawet parą. Ale liczył, że przeczyta ugodę i zrozumie, że uderzała ona w jego mienie, a jednocześnie dawała benefity jej klientowi i jej samej kosztem prawdy tych, którzy siali jedynie zniszczenie.
- Gdybym napisał do ciebie z prośbą o wyjście na drinka… To i tak odpowiedziałabyś dwoma słowami: SPIERDALAJ, DEVON. - powiedział podnosząc głos na ostatnie słowa. Może się mylił i by się zgodziła, ale wiedział jedno. Też miała swoje wady i nie była idealna. Chciał wierzyć, że pod makijażem wciąż kryła się normalna kobieta. Taka, do której zawsze czuł słabość, imponująca mu tym, że wyróżniała się w cieniu mężczyzn próbujących zdominować ten zawód. Że łączyła profesjonalizm z elegancją i tym, że dzisiaj zajmowała stanowisko, które marzyło się wszystkim tym, którzy wcześniej tak głośno się z niej śmiali, a teraz sami tkwili na prawniczym dnie.
- Nie musimy tego załatwiać. Nie. Masz racje, zostawmy to jak jest. Szkoda tylko że przez to wszystko skończyłem z tym! – warknął delikatnie wyjmując białą koszulę ze spodni by podnieść ją do góry. Miał nadzieję, że Charity zrozumie, że ten dupek i rzekomy kłamca ostatnim razem mówił prawdę, a reputacja oszusta była jedynie legendą stworzoną przez prawników, którzy z nim polegli.
- Dobrze. Pogadajmy o studiach, skoro tak chcesz. Może wtedy przypomnisz sobie, że zawsze miałem rację, nie musząc uciekać się do fałszu. To mnie różni od tych wszystkich idealnie uczesanych mecenasów - westchnął nie tłumacząc się. Nie musiał, a może i bardziej Nie chciał. Nie rozumiał tylko jednego, dlaczego wciąż wspominała o jego partnerce. Gdyby znała go naprawdę, wiedziałaby, że po rozstaniu z June nie wyglądał jak ktoś, kto szybko się pozbierał. Był z Lacey; to prawda. Ale ten związek nie miał w sobie nic z romantycznej historii. - Prawda jest taka, że nawet gdybym był wolny, duma nie pozwoliłaby ci na mnie spojrzeć.- dodał brutalnie na końcu.
Cherry Marshall
- A wrogowie próbują się nieformalnie ukorzyć? - zapytał dosłownie. Nie znał drugiego prawnika, który w ich świecie proponowałby ugodę i pakt, który publicznie go upokarzał. W świecie prawa; podobnie jak w boksie liczył się końcowy rekord i procentowa różnica pomiędzy wygranymi a porażkami. W tym przypadku zadany cios oznaczałby nokaut bez żadnego odliczania. Devon zastanawiał się, co takiego musiał jej powiedzieć w trakcie studiów, że nienawidziła go aż do tego stopnia, że każde jej spojrzenie było przesiąknięte taką pogardą. W końcu, kiedyś dogadywali się dobrze, a jego pewność wobec niej była tak ogromna, że tylko przy niej pozwalał sobie na pokazanie prawdziwego oblicza. Nie był idealny. Każdy kto go znał, wiedział, że był studentem szukającym wymówek, unikającym tradycyjnego formatu edukacji na rzecz własnej drogi. Drogi, która szybko okazała się jego największą trucizną; doszczętnie karmiącą wyrzuty sumienia i ból, przez który oddałby wszystko, by cofnąć się do momentu podpisania paktu z samym diabłem. - Brzmisz, jakbym cię wyruchał, zostawił i publicznie upokorzył - powiedział ze złością. - A oboje wiemy, że byłem przy tobie zawsze szczery. To ty wyobraziłaś sobie rolę wielkiej szefowej i uwierzyłaś, że jesteś w stanie wygrać ze wszystkimi. Prawda jest taka, że w tej grze jesteś tylko pionkiem. Jeśli nie ja, ktoś pozbędzie się ciebie w jednej sekundzie. - dodał szczerze starając się zachować cierpliwość. Nie mógł wyznać jej całej prawdy ani pokazać dowodów. Miał tylko słowa. A one brzmiały jak zwykła paplanina, albo próba przemycania sensu między wersami.. ale T A K był prawdziwy, T A K zależało mu na niej, T A K zaczął mieć już tego powoli dosyć.
- Nie? A kogo? Dumnej szefowej, wiecznie przekonanej, że jej prawda jest faktem? - zapytał spoglądając na nią wprost. Może nie potrafił czytać z jej mimiki, ale znał ją wystarczająco dobrze. Nie chciał manipulować ani szantażować informacjami, ponieważ zależało mu na niej. Może nie będą kochankami, czy nawet parą. Ale liczył, że przeczyta ugodę i zrozumie, że uderzała ona w jego mienie, a jednocześnie dawała benefity jej klientowi i jej samej kosztem prawdy tych, którzy siali jedynie zniszczenie.
- Gdybym napisał do ciebie z prośbą o wyjście na drinka… To i tak odpowiedziałabyś dwoma słowami: SPIERDALAJ, DEVON. - powiedział podnosząc głos na ostatnie słowa. Może się mylił i by się zgodziła, ale wiedział jedno. Też miała swoje wady i nie była idealna. Chciał wierzyć, że pod makijażem wciąż kryła się normalna kobieta. Taka, do której zawsze czuł słabość, imponująca mu tym, że wyróżniała się w cieniu mężczyzn próbujących zdominować ten zawód. Że łączyła profesjonalizm z elegancją i tym, że dzisiaj zajmowała stanowisko, które marzyło się wszystkim tym, którzy wcześniej tak głośno się z niej śmiali, a teraz sami tkwili na prawniczym dnie.
- Nie musimy tego załatwiać. Nie. Masz racje, zostawmy to jak jest. Szkoda tylko że przez to wszystko skończyłem z tym! – warknął delikatnie wyjmując białą koszulę ze spodni by podnieść ją do góry. Miał nadzieję, że Charity zrozumie, że ten dupek i rzekomy kłamca ostatnim razem mówił prawdę, a reputacja oszusta była jedynie legendą stworzoną przez prawników, którzy z nim polegli.
- Dobrze. Pogadajmy o studiach, skoro tak chcesz. Może wtedy przypomnisz sobie, że zawsze miałem rację, nie musząc uciekać się do fałszu. To mnie różni od tych wszystkich idealnie uczesanych mecenasów - westchnął nie tłumacząc się. Nie musiał, a może i bardziej Nie chciał. Nie rozumiał tylko jednego, dlaczego wciąż wspominała o jego partnerce. Gdyby znała go naprawdę, wiedziałaby, że po rozstaniu z June nie wyglądał jak ktoś, kto szybko się pozbierał. Był z Lacey; to prawda. Ale ten związek nie miał w sobie nic z romantycznej historii. - Prawda jest taka, że nawet gdybym był wolny, duma nie pozwoliłaby ci na mnie spojrzeć.- dodał brutalnie na końcu.
Cherry Marshall