A Forever Home for a Dog
: ndz sty 18, 2026 12:12 pm
Alexander Hall
Wiele lat zajęło jej odcięcie się od sytuacji dziejących się przed jej oczyma. W schronisku zaczynała jako nastolatka. To wtedy dochodziły do niej przeraźliwe dźwięki szczekania, charakterystyczny dźwięk krat schroniska. Nienawidziła tego uczucia. Tej bierności przed którą w żaden sposób nie była w stanie uciec. Wręcz momentami chwytało ją to za serce. Po dziesięciu latach czuła się jak w domu. Nie ukrywała tego przed innymi. Stąd jej postawa była ciepła, spokojna.
— Dlaczego od razu zakładasz najgorsze scenariusze? — spytała miękkim tonem, przechylając delikatnie głowę. Rozumiała to pierwsze przerażenie nowych właścicieli psów. Było ono uzasadnione. Posiadanie psa to spory obowiązek — nigdy nie miałeś psa? — zagadnęła z czystej grzeczności. Dla tych psów wystarczyło po prostu być. Trzymać się przy nich, mocno za rękaw i przytulać się do nich, stać przy nich. Nic innego nie było im potrzebne — możemy być w kontakcie poza schroniskiem. Dam Ci mój numer — zaproponowała Erza. Nie lubiła zbyt mocnego spoufalania się z właścicielami adopciaków. Głównie przez wzgląd na kontrole, które będzie musiała wykonać. Alexander mógł być miłym, kochanym człowiekiem, ale nie mogła przekroczyć pewnej granicy.
— Zgadza się niestety — kiwnęła głową, wpatrując się w Cipka. Idealnie pasowało do niego imię. Pies o wielkim sercu może dostanie podobnego do siebie właściciela. Zmierzyła wzrokiem Halla — i tak chcesz mnie przekonać, że potrzebujesz przewodnika? — spytała, słysząc, że do siebie pasują. Coś w słowach Alexandra było. Faktycznie widziała między nimi niewidzialną energię. Mogła jej zaufać, nawet jeśli rozum nie do końca chciał do tego dopuścić.
— No Cipek, wygląda na Cipka — zaprotestowała od razu. Piękny, wielki pies o złotym sercu. Idealnie jego imię zmiękczało jego wygląd prawdziwego potwora — no, bo on nie jest groźny. Wystarczy go pomiziać po brzuszku i już jest w Tobie zakochany — zaśmiała się cicho pod nosem. Cipek rozpuszczał jej serce. Cieszyła się w duchu, że znalazł właściciela, jednocześnie żałowała tej adopcji. Będzie za nim tęskniła.
— Proszę się tak nie wyżywać na tym imieniu — zaprotestowała Erza — tak możesz. Już Ci go szykuje — kiwnęła głową, by odejść kawałek do szafki, w której znajdowały się wszystkiego akcesoria do wyjścia. Chwyciła za obrożę i smycz. Chwilę później już otwierała klatkę Cipka.
— Monstera to masz w głowie — albo w majtkach, ale tego już nie powiedziała. Pies po paru chwilach był już gotowy do wyjścia — Cipek, słońce, daj Alexowi łapę — rzuciła głośno Erza, głaskając psa po głowie.
Wiele lat zajęło jej odcięcie się od sytuacji dziejących się przed jej oczyma. W schronisku zaczynała jako nastolatka. To wtedy dochodziły do niej przeraźliwe dźwięki szczekania, charakterystyczny dźwięk krat schroniska. Nienawidziła tego uczucia. Tej bierności przed którą w żaden sposób nie była w stanie uciec. Wręcz momentami chwytało ją to za serce. Po dziesięciu latach czuła się jak w domu. Nie ukrywała tego przed innymi. Stąd jej postawa była ciepła, spokojna.
— Dlaczego od razu zakładasz najgorsze scenariusze? — spytała miękkim tonem, przechylając delikatnie głowę. Rozumiała to pierwsze przerażenie nowych właścicieli psów. Było ono uzasadnione. Posiadanie psa to spory obowiązek — nigdy nie miałeś psa? — zagadnęła z czystej grzeczności. Dla tych psów wystarczyło po prostu być. Trzymać się przy nich, mocno za rękaw i przytulać się do nich, stać przy nich. Nic innego nie było im potrzebne — możemy być w kontakcie poza schroniskiem. Dam Ci mój numer — zaproponowała Erza. Nie lubiła zbyt mocnego spoufalania się z właścicielami adopciaków. Głównie przez wzgląd na kontrole, które będzie musiała wykonać. Alexander mógł być miłym, kochanym człowiekiem, ale nie mogła przekroczyć pewnej granicy.
— Zgadza się niestety — kiwnęła głową, wpatrując się w Cipka. Idealnie pasowało do niego imię. Pies o wielkim sercu może dostanie podobnego do siebie właściciela. Zmierzyła wzrokiem Halla — i tak chcesz mnie przekonać, że potrzebujesz przewodnika? — spytała, słysząc, że do siebie pasują. Coś w słowach Alexandra było. Faktycznie widziała między nimi niewidzialną energię. Mogła jej zaufać, nawet jeśli rozum nie do końca chciał do tego dopuścić.
— No Cipek, wygląda na Cipka — zaprotestowała od razu. Piękny, wielki pies o złotym sercu. Idealnie jego imię zmiękczało jego wygląd prawdziwego potwora — no, bo on nie jest groźny. Wystarczy go pomiziać po brzuszku i już jest w Tobie zakochany — zaśmiała się cicho pod nosem. Cipek rozpuszczał jej serce. Cieszyła się w duchu, że znalazł właściciela, jednocześnie żałowała tej adopcji. Będzie za nim tęskniła.
— Proszę się tak nie wyżywać na tym imieniu — zaprotestowała Erza — tak możesz. Już Ci go szykuje — kiwnęła głową, by odejść kawałek do szafki, w której znajdowały się wszystkiego akcesoria do wyjścia. Chwyciła za obrożę i smycz. Chwilę później już otwierała klatkę Cipka.
— Monstera to masz w głowie — albo w majtkach, ale tego już nie powiedziała. Pies po paru chwilach był już gotowy do wyjścia — Cipek, słońce, daj Alexowi łapę — rzuciła głośno Erza, głaskając psa po głowie.