Strona 2 z 3

first aid at midnight

: ndz sty 04, 2026 12:18 pm
autor: Abby Wallace
Nie miała zamiaru drążyć tematu na siłę. Wallace była całkiem dobra w łapanie aluzji i jeśli ktoś pod wpływem kolejnego już pytania wciąż dążył okrężną drogą do odpowiedzi, wniosek był bardzo prosty — nie chciał odpowiadać. A ona nie chciała go naciskać. Mogła się jedynie domyślać, że nie było to nic wartego pochwały jak obrona kogoś słabszego albo pobicie zbira, bo przecież takim zachowaniem Alex z pewnością by się pochwalił. I chociaż najprawdopodobniej miał coś na sumieniu, coś ciężkiego, coś co siada na śledzionie; Abby nie miała zamiaru go oceniać. Była typem, który wyciągał wnioski na podstawie tego co widział, a nie tego co nie wiedział lub domysłów. A Alex… cóż, radził sobie c a ł k i e m n i e ź l e w jej statystykach. Można by nawet powiedzieć, że za dobrze.
Czy jestem tak dobra, jak mówię? — zaśmiała się, powtarzając jego słowa. — Ale ja nawet nie zdążyłam się zacząć przechwalać, więc oczekiwania musisz mieć całkiem nisko — stwierdziła rozbawiona. W końcu jedyne, co o sobie powiedziała, to że studiowała medycynę. Nawet nie była jeszcze lekarzem. Do tego zostało jej kilka lat nauki i tysiące godzin, spędzonych na praktykach, by mogła z dumną piersią przykleić sobie plakietkę lekarza. Chociaż akurat do obecnego stanu Alexa i pomocy jakiej wymagał, zdecydowanie wystarczyłby też ktoś z podstawowym kursem pierwszej pomocy.
A może nie? Może właśnie trzeba było kogoś odważnego i kto trenuje zapasy, żeby sobie z nim poradzić. Może nie wystarczyła podstawowa wiedza.
Nie mówiłeś — zauważyła, przyglądając się jego wciąż otumanionej twarzy. — Ale powtórz to jeszcze z cztery razy i się zakocham — igrała z ogniem? Z pewnością. Miała jednak bardzo solidną wymówkę w postaci alkoholu, a raczej jego zwiększonej ilości spożytej wcześniej przy barze. Poza tym, sam przed chwilą jej powiedział, że była odważna. Może tego wieczoru faktycznie była? Może poziom zafascynowania tym poobijanym facetem z baru był o wiele większy niż sama ostrożność, którą obiecała przyjaciółce. Z drugiej strony — właśnie uratowała go przed roztrzaskaniem sobie głowy o kafelki i omdleniem, więc chyba nie miał zamiaru jej porwać? Nie katuje się swoich wybawców.
Nie wiedziałem, że trenujesz zapasy, Abby.
Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz — rzuciła tajemniczo, zresztą zgodnie z prawdą. Bo co on niby o niej wiedział? Znał jej imię oraz kierunek studiów; to tyle. A przecież Wallace była człowiekiem wielu zainteresowań i zajawek. Chociaż akurat zapasy nie były jednym z nich. — Zapasy trenuje za każdym razem, jak mam dyżur w domu spokojnej starości. Nawet sobie nie zdajesz sprawy ile przerzucania tam jest za każdym razem. Osunąć ciebie na podłogę w tym przypadku to była bułka z masłem — wyjaśniła, i może nawet zastanowiłaby się przez moment, ile mięśni dzięki temu sobie wyrobiła przez ostatnie lata, jednak wtedy dłoń Alexa wylądowała na jej kolanie. Nie był to gest obok którego przeszłaby obojętnie.
Wbiła spojrzenie w jego palce i sposób, w jaki zaciskały się na jej nagiej skórze, tworząc dookoła bladą otoczkę. Jego dotyk palił. Mrowił w ten przyjemny sposób, który wywoływał ciepły dreszcz błądzący wzdłuż kręgosłupa. Aż sama na krótką chwilę zacisnęła mocniej palce na jego włosach, co z pewnością mógł zauważyć. Szczególnie, że już z pełną świadomością i lepszym samopoczuciem spoglądał na nią z dołu ciemnymi oczami.
To dobrze, że lepiej — odpowiedziała równie przyciszonym głosem, co on, przy okazji przyglądając mu się uważnie. — A dostanę jakąś nagrodę za te najwygodniejsze kolana w mieście? Jakiś zajebisty order z ziemniaka? — dopytała rozbawiona. Nikt wcześniej nie powiedział jej takiego komplementu. Że miała wygodne kolana to może jeszcze, ale kurwa, najwygodniejsze w mieście? Obok takich słów nie dało się przejść obojętnie. Dlatego posłała Alexowi ciepły uśmiech, nachylając się nieznacznie.
To nieznacznie wystarczyło, by zza jej ucha wyleciał niesforny kosmyk, który osadził się na twarzy i łaskotał skórę. Już spinała mięśnie lewej ręki, by się z nim uporać, jednak on ją ubiegł. Jego dłoń uniosła się leniwie i w wyjątkowo intymnym geście uporała się z blond włosami. Jego spojrzenie było przeszywające, prawie na wylot, a słowa, które już po chwili opuściły jego usta — chociaż okrawały o tani podryw — sprawiły, że poczuła uścisk w brzuchu.
​​Z tej perspektywy wyglądasz jak pieprzony anioł, Abby
Ty z mojej zaś wyglądasz jak jakiś diabeł z piekła rodem — sokntrowała praktycznie od razu, zagryzając policzek od środka, by przypadkiem się nie roześmiać. — Zdecydowanie nikt święty — dodała, podczas gdy jej dłoń przesunęła się wzdłuż policzka na brodę, zupełnie przez przypadek przelotnie muskając opuszkiem kciuka jego dolną wargę. Może ona też wcale taka święta nie była? Może podczas gdy Alex porównywał ją do aniołów, w jej głowie kłębiły się całkiem przeciwne myśli? Myśli, które on na moment odsunął na bok swoim czyń swoją powinność.
No chyba nie myślisz, że będę cię szyła w takiej pozycji — prychnęła, kręcąc głową z rozbawieniem. Chyba kręgosłup by jej prędzej strzelił niż zdążyłaby chociaż oczyścić rany, nie mówiąc już nawet o ilości światła, jakie by sobie zasłaniała, nachylając się do niego. — Musisz chociaż usiąść. Jak nie na kiblu to przynajmniej pod ścianą — oznajmiła, przy okazji przenosząc dłonie na silne ramiona i pomagając mu się podnieść. Twarz całę szczęście miał już pełną kolorów, spojrzenie również świadome, dlatego Wallace nie widziała żadnych przeciwwskazań, by nie usiadł sobie wygodnie, oparty o chłodną ścianę.
Zostawiła go na krótki moment, by zerwać się z miejsce i zgarnać apteczkę. Wrzuciła wcześniej używane produkty do czerwonej kosmetyczki i nim Alex zdążył się obejrzeć, ona już klękała przy nim.
Pierwsze trzeba ci to oczyścić — oznajmiła, jakby naprawdę był pacjentem, którego trzeba było informować o przebiegu wizyty. Nalała niewielką ilość płynu na gazik i spojrzała na Alexa. — Może zapiec — kolejne ostrzeżenie padło z jej ust, a w następnej chwili już przysuwała się do niego niebezpieczne blisko, by dokładnie oczyścić ranę na czole. Jego zapach mieszał się z odorem łazienki i płynu do dezynfekcji. — Jest dość głęboka… musiałeś nieźle oberwać — wyszeptała, a każde słowo, które opuszczało jej usta, osadzało się na jego twarzy.
Kiedy skończyła z łukiem brwiowym, przeszła do rozwalonej wargi. Wymieniła gazik, a potem wolną dłonią ujęła jego brodę, by go sobie przytrzymać i nieco przekręcić pod odpowiednim kątem do światła. Czyściła jego usta z należytą ostrożnością, delikatnie, walcząc z samą sobą, by za długo się im nie przyglądać. Nawet nie zauważyła, kiedy jej oddech stał się nieco płytszy.
Tu nie ma tragedii — odezwała się w końcu, łapiąc jego ciemne spojrzenie. Mówiła tylko o ranie, czy może o czymś jeszcze?

Alexander Hall

first aid at midnight

: ndz sty 04, 2026 11:00 pm
autor: Alexander Hall
Lex śledził wzrokiem każdy jej ruch, gdy krzątała się przy apteczce, i choć rany pulsowały tępym bólem, czerpał dziwną przyjemność z tej ciszy, która między nimi zapadła. Był jej wdzięczny za to, że nie próbowała być jego sumieniem. Abby po prostu wyciągnęła wnioski z tego, co widziała tu i teraz i nie drążyła tematu. Po prostu widziała faceta, który potrzebował pomocy, i najwyraźniej to jej wystarczało. W głębi duszy jednak zupełnie nie rozumiał, dlaczego właściwie zdecydowała się mu pomóc. Większość osób na jej miejscu, widząc go w takim stanie, po prostu wezwałaby karetkę lub policję albo odwróciła wzrok, bojąc się kłopotów, które zawsze ciągnęły się za nim jak cień. A ona? Ona zaprowadziła go do toalety, wyciągnęła gaziki i patrzyła na niego bez tego obrzydliwego lęku, który tak często widywał w oczach innych. Ta jej bezinteresowność była dla niego czymś abstrakcyjnym, niemal nielogicznym, ale jednocześnie cholernie mocno doceniał jej obecność.
- Przecież mówiłaś, że masz nerwy ze stali, aniele - przypomniał jej z tym swoim ledwo widocznym uśmiechem, który błąkał się na jego poranionej twarzy. - Więc nie udawaj skromnej.
Rozluźnił nieco ramiona, choć syknął cicho, gdy materiał koszulki otarł się o rozciętą skórę. Przechylił głowę, przyglądając się Abby z nieskrywaną, nieco bezczelną ciekawością. Fakt, że studiowała medycynę, już na starcie stawiał ją w jego prywatnej hierarchii znacznie wyżej niż większość znajomych, dla których szczytem medycznych umiejętności było otwarcie piwa zębami bez wizyty u dentysty. Patrząc na nią, czuł niemal namacalny dystans między ich życiorysami - on był chaosem, a ona była precyzją.
Wyznanie o zakochiwaniu się sprawiło, że poczuł w klatce piersiowej nagły skok napięcia. Znowu. Nie był przyzwyczajony do kobiet, które potrafiły mu tak bezczelnie odbijać piłeczkę. Abby igrała z ogniem, a on, mimo że ledwo trzymał pion, miał ochotę podsycić ten płomień.
- Cztery razy? - mruknął pod nosem. Odszukał jej spojrzenie i puścił jej perskie oczko. - Uważaj, Abby. Przy moich umiejętnościach starczą dwa, a po trzecim to ty będziesz mnie błagać, żebyśmy zostali w tej łazience na dłużej.
Nadal obserwował ją z dołu, czując, jak z każdym jej słowem i ruchem wraca mu ostrość widzenia, a wraz z nią ta jego naturalna, nieco bezczelna czujność. Słysząc o przerzucaniu staruszków w domu spokojnej starości, prychnął krótkim, chrapliwym śmiechem, który szarpnął jego obolałymi żebrami, ale nie zdołał zgasić błysku rozbawienia w jego oczach.
- Aha, a więc to tak. Najpierw mnie ratujesz, a potem niszczysz moje ego, wrzucając mnie do jednego worka z emerytami? - wychrypiał, a jego głos, choć wciąż niski i zmęczony, nabrał tej specyficznej, prowokacyjnej barwy. - To niemal okrutne. Myślałem, że jestem dla ciebie przynajmniej średnio trudnym wyzwaniem, a ty mi tu wyjeżdżasz z bułką z masłem.
A dostanę jakąś nagrodę za te najwygodniejsze kolana w mieście? Jakiś zajebisty order z ziemniaka?
- Order z ziemniaka? Abby, nie doceniasz swojej wartości rynkowej - mruknął, a w jego oczach błysnęła czysta, niepohamowana wesołość. - To usługa klasy premium. Za takie kolana powinienem obiecać ci co najmniej osobistego ochroniarza na każde wyjście do baru, żebyś nie musiała marnować talentu na takich jak ja.
Kiedy poczuł, jak jej palce zaciskają się na jego włosach, przestał żartować. To nie był już tylko gest ratunkowy; to było coś instynktownego, co sprawiło, że krew w jego żyłach zaczęła krążyć znacznie szybciej niż powinna u faceta w takim stanie. Ciemne oczy Lexa rozbłysły, gdy skupił wzrok na jej twarzy, dostrzegając w niej to samo pomieszanie fascynacji i ryzyka, które sam czuł.
- Diabeł, co? - mruknął, mrużąc oczy, w których błysnęła czysta, niepohamowana bezczelność. - Cóż, skoro już ustaliliśmy, że nie trafię do nieba, to może przynajmniej zadbajmy o to, żebym miał dobre towarzystwo, co ty na to?
Nie odsunął głowy, gdy jej dłoń powędrowała na jego brodę. Wręcz przeciwnie, przymknął na moment oczy, niemal mrucząc pod wpływem jej dotyku, a kiedy kciuk Abby musnął jego dolną wargę, poczuł, jak resztki jego samokontroli idą z dymem. To była czysta prowokacja i zamach na jego silną wolę.
- Jeśli anioły dotykają tak jak ty przed chwilą, to chyba pomyliłem skrzydła z rogami - zmienił zdanie i zerknął na jej usta.
No chyba nie myślisz, że będę cię szyła w takiej pozycji. Zanim zdążył spytać "A dlaczego nie?", posłusznie dał się poprowadzić jej dłoniom, po czym usiadł i oparł się plecami o chłodne kafelki. Nagły ruch sprawił, że jego ciało przeszył ostry ból, przypominając mu, że ciało ma swoje limity, nawet jeśli ambicja podpowiadała mu coś innego.
- Dla ciebie mogę udawać, że ta podłoga to najwygodniejszy fotel, w jakim kiedykolwiek siedziałem - rzucił pod nosem i westchnął. Wyprostował jedną nogę, a drugą pozostawił ugiętą, tworząc naturalną barierę w ich wspólnej przestrzeni, podczas gdy Abby skoczyła po apteczkę. Podobało mu się, jak szybko potrafiła przejąć kontrolę nad sytuacją.
Gdy wróciła i zaczęła oczyszczać jego rany, przyjął jej rzeczowy ton z lekkim, kpiącym uśmieszkiem, choć kiedy nalała płynu na gazik, uniósł brew w niemym wyzwaniu. Ostrzeżenie o pieczeniu skwitował jedynie krótkim, gardłowym dźwiękiem, ale gdy chłodny materiał dotknął rozciętej skóry na jego czole, mięśnie jego szczęki mimowolnie się napięły. Nie odsunął się jednak ani o milimetr. Przeciwnie - nie spuszczał wzroku z jej twarzy, która teraz znajdowała się niebezpiecznie blisko jego własnej.
Zapach płynu do dezynfekcji był ostry, ale on czuł przede wszystkim ją - ciepło jej ciała i ten specyficzny zapach perfum, który przebijał się przez łazienkowy zaduch. Słowa Abby, wypowiadane tak blisko jego ust, działały na niego mocniej niż ból, który próbowała uśmierzyć.
- Jeśli każda głęboka rana zagwarantuje mi to, że będziesz na mnie patrzeć z taką uwagą to chyba zacznę pakować się w kłopoty co wieczór - odszepnął, pozwalając, by jego oddech owiał jej policzek.
Przymknął na moment oczy, gdy jej dłoń ustabilizowała jego głowę, by mogła być dokładniejsza. Czuł każdą sekundę tej gęstniejącej atmosfery i wiedział, że mimo gazików i bandaży, to, co działo się między nimi, dawno przestało być zwykłą pierwszą pomocą. Po chwili otworzył oczy z powrotem i utkwił wzrok w blondynce.
- Wiem, jak masz na imię i że studiujesz medycynę, aniołku. To wiedzą wszyscy - powiedział, muskając szorstką dłonią jej nadgarstek - ten sam, którym opatrywała jego rany. - Ale teraz, skoro już tak siedzimy obok siebie... powiedz mi jedną rzecz o sobie, o której nie wie nikt. Daj mi jakiś sekret, aniołku, zanim to przestanie szczypać.
Zatrzymał na niej spojrzenie, w którym wyzywająca pewność siebie mieszała się z niemal dziecięcą, łobuzerską ciekawością, jakby od jej odpowiedzi zależało teraz znacznie więcej niż tylko tempo, w jakim go opatrzy.

Abby Wallace

first aid at midnight

: wt sty 06, 2026 9:40 am
autor: Abby Wallace
Przy moich umiejętnościach starczą dwa, a po trzecim to ty będziesz mnie błagać, żebyśmy zostali w tej łazience na dłużej.
Jesteś aż taki pewny siebie? — spytała, prychając pod nosem na jego słowa, podczas gdy jej ciemne spojrzenie osadziło się uważnie na poharatanej twarzy i kocich oczach. Normalnie nie była aż tak bezczelna, jednak dzisiejszego dnia, po kilku drinkach i podniesionym poziomie adrenaliny jej wskaźnik samokontroli zdecydowanie się przesuwał. — Uważaj, żeby nie skończyło się na tym, że to ty będziesz błagać — igrała z ogniem. Gołymi rękami przemieszczała się pośród płomieni, gotowa się spalić. Nie wiedziała, co siedzi w jego głowie, czy jego podejście do obecnej sytuacji, w jakiej się znaleźli, było chociaż w minimalnym stopniu podobne do tego jej? Miała wrażenie, że widziała to w przedłużonych spojrzeniach i niewymuszonym dotyku, ale przecież równie dobrze mogła to być po prostu wypadkowa jego gorszego samopoczucia i chwilowego odpływu krwi z mózgu. To by przynajmniej wyjaśniało rozmowy o orderze z ziemniaka i usługach klasy premium.
Wartości rynkowej? — zaśmiała się. — Brzmisz, jakbyś co najmniej sprawdził kolana połowie Toronto — zauważyła, słusznie zresztą. Bo skąd niby wiedział, że jej kolana były najlepsze? Musiał mieć porównanie, a w tym samym czasie; na jak wielkiej ilości kolan może w swoim krótkim życiu leżeć jeden człowiek? — A z tym ochroniarzem to teraz się oferujesz, czy tak tylko gadasz? Bo nie wiem, czy mam się zgadzać już teraz, czy jeszcze przez chwile pograć niedostępną — nieco bezczelna odpowiedź jak na kogoś, kto jeszcze chwile temu rozwodził się na temat brudnej serwetki i wszystkich powikłań, jakie można się było z tej przyczyny nabawić. Cóż, plusy a może właśnie minusy bycia narwanym człowiekiem.
Ale przecież on też był bezczelny. Raz po raz rzucał nadwyraz bezpośrednim tekstem, który chociaż okrawał się o dwuznaczność, tak naprawdę miał w sobie bardzo jasny i przejrzysty przekaz. A kiedy dodało się do tego jego ciemne, przeszywające spojrzenie, dostawało się gwarantowany przyspieszony puls i walące w piersi serce, z którym aktualnie walczyła Abby. Może faktycznie powinna dotrzymać mu towarzystwa w piekle, bo na niebo było dla niej zdecydowanie za późno.
Szczególnie, że on wcale nie przestawał. Z każdym wypowiedzianym zdaniem jedynie zaczepiał i podjudzał, sprawdzając jej granice. Obserwował uważnie na ile mógł sobie pozwolić i chyba z początku wcale nie spodziewał się, że ona pozwoli mu na aż tak wiele. W normalnych okolicznościach pewnie by nie pozwoliła. Ale jak można było mówić o granicach, kiedy bliskość wywołana koniecznością opatrzenia ran samoistnie je zatarła? Kiedy naturalnym stał się fakt, że jej twarz przemieszczała się teraz niebezpiecznie blisko tej jego, ścierając z rozwalonej wargi nadmiar krwi. Kiedy nawet przypadkowe muśnięcia opuszkami jego ust przy tej czynności wydawały się wręcz na miejscu.
Zaśmiała się na jego kolejną uwagę.
Skąd pomysł, że będę tu co wieczór, żeby się opatrzeć? — odbiła piłeczkę, wcięż starannie pracując gazikiem z płynem dezynfekującym. Alex mógł sobie robić krzywdę na okrągło, żeby zwrócić jej uwagę, ale przecież ona sama nie wiedziała, czy gdyby powtórzył to jutro, zachowałaby się tak samo. Może dzisiaj było jedyną taką okazją? Wyjątkiem, specjalną okazją, z której żal byłoby nie skorzystać.
Przysunęła nieco bliżej apteczkę, wcześniej odrzucając gdzieś na bok zużyte gaziki. Przewertowała palcami stertę gandarzy i plastrów, by w końcu znaleźć niewielką igłę, która kształtem za nic nie przypominała tej, którą szyło się ubrania ze względu na jej zaokrąglenie. Odszukała też nić, którą już po chwili zaczęła nawlekać w niezwykłym skupieniu. Czuła na sobie jego wzrok. Mrowił jej skórę i sprawiał, że podbrzusze zaciskało się w charakterystyczny, przyjemny sposób.
Chcesz sekret? — uniosła w górę jedną brew, nie ściągając oczu z igły, chociaż na jej twarzy pojawił się przelotny uśmiech. — Na takie rzeczy trzeba sobie zasłużyć, nie wystarczy sobie zrobić krzywdy — przeciągnęła w końcu nić na drugą stronę, a następnie się wyprostowała, mogąc w końcu przenieść spojrzenie na jego zaintrygowaną twarz. I sama już nie wiedziała, co dokładnie spowodowało, że się ugięła, jednak po chwili westchnęła głośno i przysunęła się bliżej, kapitulując.
Jakbyś mi się nie spodobał, wcale bym cię nie opatrzyła — wyszeptała tuż przed jego twarzą, dzieląc się czymś, czego nie wiedział nikt. I to nie tak, że Abby nie pomagała brzydkim ludziom. Po prostu na co dzień stroniła od podejrzanych typów, siedzących przy barze, szczególnie takich, którzy wyglądali, jakby w ułamku sekundy mogli sprać ją na kwaśne jabłko. W Alexie jednak było coś, co ją do niego ciągnęło, interesowało. Fascynował ją do tego stopnia, że nie potrafiła przejść obok tego obojętnie. — Wystarczająco ciekawa informacja? — dopytała, przechylając głowę na bok i na moment przyglądając mu się w milczeniu. Dopiero igła, którą zaciskała mocno w dłoni i którą delikatnie nadziała na swój opuszek, przywołała ją do porządku.
A teraz się nie ruszaj — poprosiła, przysuwając się jeszcze bliżej na kolanach i ustawiając jego głowę pod odpowiednim kątem. — Bo jak ruszysz, to ci się przebije do mózgu. Masz kolejny sekret — starała się zachować powagę, jednak już po chwili prychnęła pod nosem. Nie wiedziała, co musiałoby się stać, żeby przebiła się przez tkanki i czaszkę, by dostać się do tego najbardziej cennego miejsca w całym ciele.
I do jego łuku brwiowego również było się ciężko dostać, bo kąt pod jakim się znajdowali i fakt, że nawet na siedząco chłopak był od niej wyższy wcale nie pomagał. Przymierzyła się jeszcze dwa razy, po czym westchnęła poirytowana.
Nie no, tak tego nie zrobię — mruknęła bardziej do siebie niż do niego i zaczęła rozglądać się za jakimś rozwiązaniem. Było ich kilka, jednak większość wymagałaby od chłopaka wstania z miejsca, co równało się z ryzykiem, że znowu zakręci mu się w głowie. Pozostawał więc ten jeden, który pozwalał zostać w obecnej pozycji. Przynajmniej jemu. — Weź nogę w dół — poprosiła, a kiedy on wykonał jej polecenie, Abby bez pytania i najmniejszych ogródek usiadła na nim okrakiem. Czy był to przemyślany ruch? Niekoniecznie, bo jej ciało momentalnie spięło się na skutek nagłej bliskości, szczególnie, że jednak miała na sobie sukienkę, a nie spodnie. Dobry lekarz umie pracować w każdych warunkach, powtarzali zawsze na wykładach, więc prosze — wyjątkowo gorące, niesprzyjajaće warunku kontra Abigail Wallace.
Okej — chociaż było lepiej. Z tej perspektywy mogła spokojnie podeprzeć się o jego tors, by ustabilizować rękę i wykonać o wiele bardziej staranne szycie. Zanim jednak zaczęła, spojrzała mu w oczy. Na usta cisnęło jej się o wiele więcej niż powinno, jednak finalnie przełknęła nieodpowiednie myśli. — Może boleć — ostrzegła, a następnie nachyliła się jeszcze bliżej, niwelując dzielący ich dystans prawie do zera, by nachylić się do rany i w końcu zabrać się za szycie.


Alexander Hall

first aid at midnight

: ndz sty 11, 2026 11:47 am
autor: Alexander Hall
Lex, mimo bólu i szumu w głowie, poczuł, jak kącik jego ust unosi się w wyzywającym uśmiechu. Uważaj, żeby nie skończyło się na tym, że to ty będziesz błagać. Abby była fascynująca - mieszanka ratownika medycznego z pazurem i dziewczyny, która nie boi się wejść w starcie słowne z facetem, którego poznała godzinę temu. A teraz naprawdę działała na niego lepiej niż jakikolwiek środek przeciwbólowy. Przyciągnął ją wzrokiem, nie pozwalając jej od niego uciec. W tej ciasnej łazience, przy sterylnym świetle, ich bliskość zaczynała parzyć bardziej niż woda utleniona.
- Błagać? - powtórzył, uśmiechając się półgębkiem. - Lubię wyzwania, Abby. Czy już mam zacząć błagać?
Zasyczał cicho, gdy dotknęła mocniej jednego z rozcięć, ale nawet na sekundę nie przerwał kontaktu wzrokowego. Ta zabawa zaczynała mu się podobać aż za bardzo, a granica między pół żartem a pół serio była wyjątkowo cienka. Odchylił nieco głowę, opierając ją o zimne kafelki i nadal nie spuszczając wzroku z jej twarzy.
- Połowie Toronto? Ej, szczerze? Dobra, odpowiem ci szczerze. Nie kładę głowy, gdzie popadnie. Jak widzę coś z górnej półki to potrafię to docenić - mruknął, znowu pół żartem i pół serio.
A z tym ochroniarzem to teraz się oferujesz, czy tak tylko gadasz? Bo nie wiem, czy mam się zgadzać już teraz, czy jeszcze przez chwile pograć niedostępną.
Przesunął spojrzeniem po jej dłoniach, które tak pewnie operowały gazikami. I tak, prawie dostał od tego zeza.
- Niedostępną? Skarbie, siedzisz ze mną w ciasnej łazience, dotykasz moich ran i właśnie sprawdzasz, na ile możesz sobie ze mną pozwolić. Myślę, że etap "niedostępności" spłukaliśmy w toalecie jakieś pięć minut temu - rzucił pod nosem. - I tak, to oficjalna oferta. Jeśli poskładasz mnie tak, że rano nie będę musiał zbierać się z podłogi, to masz u mnie abonament.
Lex obserwował ją spod przymkniętych powiek, czując, jak gęstniejące między nimi powietrze zaczyna ciążyć mu w płucach bardziej niż ból po ciosach. Rejestrował każdy jej oddech, widział, jak jej własny puls przyspiesza na szyi, i choć wiedział, że sytuacja jest absurdalna, nie miał zamiaru przerywać tego spektaklu. W duchu przyznawał, że Abby była anomalią - nie pasowała do dusznego, przewidywalnego świata baru, w którym się poznali, a tym bardziej do duchoty tej łazienki. Było w niej coś surowego i autentycznego, co sprawiało, że jego cynizm na moment skapitulował. Cieszył się tym dziwnym, niemal perwersyjnym poczuciem bezpieczeństwa, jakie dawała mu jej bliskość. Wiedział, że igra z ogniem i że oboje balansują na krawędzi czegoś, czego nie da się już wytłumaczyć drinkami czy adrenaliną, ale ta świadomość jedynie go nakręcała. Przez krótką chwilę, gdy jej twarz znajdowała się zaledwie milimetry od jego warg, Lex przestał kalkulować - po prostu chłonął fakt, że w całym tym chaosie dzisiejszej nocy, to właśnie ona stała się jego jedynym, niebezpiecznie bliskim punktem odniesienia.
Widok igły i nici w jej dłoniach powinien wywołać u niego instynktowną chęć ucieczki, ale zamiast tego poczuł dziwny rodzaj spokoju. Ufał jej - co samo w sobie było absurdalne, biorąc pod uwagę fakt, że nie znali nawet swoich nazwisk. Gdy Abby nawlekała nitkę, Lex nie odrywał wzroku od jej twarzy, analizując każdy mikroruch jej mięśni, każde drgnienie rzęs. Dla kogoś takiego jak on, kto życie spędził na unikaniu bliskości i budowaniu murów, ta chwila w łazience była chyba czymś więcej niż tylko opatrywaniem ran. To była walka o terytorium, którą - o dziwo - chciał przegrać. Czuł, jak atmosfera gęstnieje do granic wytrzymałości, a zapach jej perfum miesza się z metaliczną wonią krwi i ostrym aromatem środków odkażających.
- Masz rację. Gdybym wpadał tu co wieczór w takim stanie, pewnie szybko przestałabyś zwracać na mnie uwagę - mruknął cicho, szczerze. - Zresztą, jeden taki wieczór wystarczy, żeby zapamiętać go na dłużej. Na kolejny raz możemy zmienić scenerię.
Lex obserwował ją uważnie, próbując wyczytać z jej twarzy cokolwiek poza medycznym skupieniem. Propozycja kolejnego razu i zmiany scenerii zawisła w powietrzu, a on sam zastanawiał się, czy Abby w ogóle bierze go pod uwagę jako kogoś więcej niż tylko "pacjenta z przypadku". Był ciekaw, czy ta dziewczyna, która tak pewnie trzymała igłę, dałaby się namówić na spotkanie, gdzie jedynym uderzeniem adrenaliny byłaby rozmowa, a nie tamowanie krwotoku.
Jakbyś mi się nie spodobał, wcale bym cię nie opatrzyła.
Kiedy Abby przysunęła się bliżej i wyszeptała mu te słowa prosto w twarz, poczuł na skórze jej ciepły oddech, który był bardziej odurzający niż jakikolwiek drink, który wypił tej nocy. Spodziewał się droczenia, a dostał konkret. A więc gdyby Lex był przeciętny, siedziałby teraz na krawężniku z brudną serwetką.
- Czyli to nie mój urok osobisty, tylko po prostu przeszedłem selekcję wizualną? - mruknął, śmiejąc się pod nosem. - Cieszę się, że moje geny stanęły na wysokości zadania, Abby. Szkoda byłoby zostać zignorowanym tylko dlatego, że mam krzywy nos.
Chłonął jej bliskość, czując, jak adrenalina po walce powoli zamienia się w zupełnie inne, bardziej duszne napięcie. Fakt, że Abby - tak profesjonalna i opanowana - przyznała się do słabości właśnie przed nim, zadziałał na jego ego lepiej niż jakikolwiek medal.
- Więcej niż ciekawa. To chyba najcenniejszy sekret, jaki usłyszałem od lat - dodał. - I cieszę się, że nie zmarnowałem tej szansy.
Lex cicho parsknął, słysząc jej „medyczne ostrzeżenie”, choć posłusznie zamarł w bezruchu, tak jak prosiła. Wizja igły przebijającej się do mózgu była absurdalna, ale sposób, w jaki Abby to powiedziała - z tym ledwo zauważalnym prychnięciem - sprawił, że poczuł dziwne ciepło w klatce piersiowej. Znowu.
Widział jej irytację, gdy próbowała wymierzyć odpowiedni kąt. Była na kolanach, on siedział, a i tak różnica wzrostu sprawiała, że musiała się nienaturalnie wyginać. Widząc, że dziewczyna wciąż walczy z niewygodną pozycją, chciał jej jakoś pomóc, ale nie za bardzo wiedział w jaki sposób. Jednak Abby kolejny raz udowodniła, że nie potrzebuje instrukcji obsługi, by przejąć pełną kontrolę nad sytuacją.
Kiedy posłusznie wziął nogę w dół i jego nowy aniołek usiadł na nim okrakiem, Lex poczuł, jak całe powietrze uchodzi z jego płuc w jednym, krótkim wydechu. Mięśnie jego ud odruchowo stwardniały pod jej ciężarem, a fakt, że dzieliła ich tylko cienka tkanina jej sukienki i materiał jego dżinsów, sprawił, że krew w jego żyłach zaczęła krążyć znacznie szybciej, niż sugerowałoby to jakiekolwiek osłabienie. W tej pozycji nie było już mowy o zachowaniu dystansu. Była wszędzie - jej zapach, jej ciężar i ten delikatny dotyk dłoni, którą oparła o jego tors, by złapać równowagę. Lex czuł pod palcami jej dłoni rytmiczne, mocne bicie własnego serca i był pewien, że ona też je czuje.
- Jeśli to są te niesprzyjające warunki, o których uczą na studiach, to chyba minąłem się z powołaniem - wychrypiał, a w jego tonie można było wyczuć pewnego rodzaju napięcie.
Kiedy ostrzegła go, że może boleć, a potem nachyliła się tak blisko, że czuł jej oddech na swoich ustach, Lex mimowolnie wyciągnął dłonie w stronę jej ud. Nie bał się igły. Bał się raczej tego, co zrobi, jeśli ta bliskość potrwa o sekundę za długo.
- Ból to najmniejszy z moich problemów w tej pozycji, moja droga... - mruknął, przymykając oczy w momencie, gdy poczuł pierwsze, ostre wkłucie igły w rozbitą skórę.
Zacisnął szczękę, ale nie drgnął nawet o milimetr. Każdy inny facet wyłby z bólu, ale Lex Hall był przyzwyczajony do przyjmowania ciosów. Trwał w bezruchu, pozwalając jej szyć, a jedyne, o czym był w stanie myśleć, to fakt, że ta blondyneczka była najbardziej niebezpieczną kobietą, jaką do tej pory w życiu spotkał - i to wcale nie z powodu tej igły, którą trzymała w palcach.
Został w tej wymuszonej bezczynności, czekając cierpliwie, aż Abby przeciągnie nitkę po raz kolejny. Choć ciało rwało go z bólu, a bliskość dziewczyny sprawiała, że każdy jego zmysł był postawiony w stan najwyższej gotowości, postanowił nie przerywać tej chwili żadnym gwałtownym ruchem. Śledził tylko spod półprzymkniętych powiek jej skupienie, zastanawiając się, czy po wszystkim rzuci mu jakąś ciętą uwagę, by rozładować to gęste powietrze, czy może to on będzie musiał pierwszy przerwać to milczenie, które stawało się coraz trudniejsze do zniesienia.

Abby Wallace

first aid at midnight

: ndz sty 11, 2026 2:56 pm
autor: Abby Wallace
Może faktycznie nie była już wcale taka niedostępna. Może zgubiła tą cechę gdzieś pomiędzy kolejnym przedłużonym spojrzeniem, a przypadkowym dotykiem jego rozgrzanej skóry, gdy oczyszczała rozdarte rany. A może w momencie, w którym bezczelnie i bez jakiegokolwiek filtra wpatrywała się w jego rozchylone usta, zastanawiając się nad ich smakiem? Może chodziło też o sposób w jaki rozmawiali — kompletnie bez filtra, każde, pojedyncze zdanie przeinaczająć i dodając mu dwuznaczności, komunikując pomiędzy wierszami swoje potrzeby i pragnienia.
Cóż, Abby z pewnością. Czy on również? Z pewnością była to kwestia interpretacji, chociaż kiedy mówił o błaganiu, abonamencie na kolejne spotkania i sposobie, w jaki doceniał jej sekrety z chwili na chwile zaczynała mieć coraz mniej wątpliwości.
I może właśnie dlatego bez większych ogródek pozwoliła sobie na zatarcie kolejnej granicy w postaci zmiany pozycji. W końcu na żadnym pacjencie nie siadałaby nagle okrakiem, tylko dlatego, żeby mieć większy komfort szycia. Bo chociaż faktycznie z tej perspektywy było nieco lepiej, prawda była taka, że Abigail również sprawdzała na ile mogła sobie pozwolić. Potrzebowała wiedzieć, czy ta gęsta atmosfera między nimi była w stanie doprowadzić do czegoś więcej, czy była jedynie niewinnym flirtem, który miał tylko uśmierzyć nieco ból na jego twarzy.
Cholernie chciała wiedzieć, co siedziało w jego głowie, jednak zamiast się nad tym rozwodzić, po prostu wzięła się za szycie. Nie było to proste — i to wcale nie ze względu na mało sterylne warunki, a ze względu na bliskość i jego obecność. Czuła na sobie jego wzrok; jak jego oczy wodząc bezczelnie po jej twarzy. Przyglądał się jej, kiedy rozchylała lekko usta w skupieniu, kiedy jej język musnął lewego kącika, gdy przeciągała igłe na drugą stronę przecięcia. A zaraz potem ona i poczuła jego dłonie na swoich udach. Powinna go odepchnąć? Skarcić? Poprawić? Może i powinna, jednak Abby zamiast tego zacisnęła się na nim jeszcze mocniej, dając jasno do zrozumienia, że działał na nią o wiele mocniej, niż powinien. Jej ciało zdradzało ją, nim głowa była w stanie podjąć jakąkolwiek decyzję. Mięśnie spinały się rytmicznie, a na rozgrzanej skórze kreśliła się gęsia skórka.
Zaśmiała się przelotnie, kiedy powiedział o tych warunkach na studiach i swoim minięciu się z powołaniem.
Na studiach zazwyczaj ćwiczy się na manekinach — zauważyła. Wiadomo, nie były one jak plastikowe na pokazach medycznych i osiedlowych festynach, kiedy przyjeżdża ratownictwo medyczne i pokazywało podstawy ratowania życia — oni bardziej trenowali na tworzywach, które przypominały ludzką skórę, dlatego nawet teraz, kiedy Wallace szyła jego ranę, nie czuła praktycznie żadnej różnicy w sposobie, w jaki igła przedzierała się przez naskórek. — Chociaż sztuczne oddychanie akurat na ludziach — spuściła na moment spojrzenie, zaglądając w jego ciemne, błyszczące oczy, które z każdą chwilą zaczynały podobać się jej coraz bardziej. Jego spojrzenie paliło; wywoływało na jej ciele automatyczną reakcję w postaci ciepłego prądu, który sunął wzdłuż kręgosłupa i zatrzymywał się gdzieś między nogami, które ona ponownie zacisnęła.
To by było na tyle z grania niedostępnej.
Chociaż wróciła do szycia, na nowo skupiając się na odpowiednim przeciąganiu igły, robieniu pętelki i ściąganiu tkanek do siebie, tak, jak uczyli na praktykach, jego kolejne słowa znowu na moment wyrwały ją ze skupienia, chociaż tym razem wcale nie miała zamiaru spuszczać na niego wzroku.
Ból to najmniejszy problem? — prychnęła, kręcąc delikatnie głową. — W takim razie, jaki jest teraz twój największy problem, A l e x? — spytała bezczelnie, cedząc jego imię wolno i powoli, pozwalając mu w pełni wybrzmieć. Igrała z ogniem. Doskonale zdawała sobie sprawę do czego piał, a jednak ciągnęła go za język. Chciała, żeby powiedział to na głos? A może chciała, żeby coś z tym faktem zrobił? Cokolwiek to było, schowała to pod delikatnym uśmiechem, który pojawił się na jej twarzy, a zaraz potem niewielkim ruchem bioder, który wykonała na jego udach. Przez przypadek? Możliwe. W końcu już kończyła szew; z pewnością musiała jakoś zmienić pozycję, by dokonać domknięcia, prawda? Gówno prawda.
I…. — ostatnie pociągnięcie. Wolną ręką sięgnęła po nożyczki, a następnie przycięła nadmiar nitki — Gotowe — mruknęła dumnie, po czym odstawiła przyrządy, by już po chwili przystawić palce do jego twarzy i przejechać po swojej pracy, sprawdzić ją. Delikatnie muskała jego skórę, spuszczając wzrok do jego ciemnych oczu. — Wygląda zajebiście — mówiła o szwach? Na pewno. — Powinnam ci załatwić jakąś naklejkę dzielnego pacjenta w nagrodę? — spytała, przyglądając mu się uważnie. I chociaż robota była już w pełni zrobiona, Abby ani drgnęła, wciąż pozostając na jego udach.

Alexander Hall

first aid at midnight

: śr sty 14, 2026 10:26 pm
autor: Alexander Hall
W głowie Alexandra panował przyjemny, drapieżny chaos. Dla człowieka, który całe życie spędził na ringu, ryzyko nie było zagrożeniem - było jedynym stanem, w którym naprawdę czuł, że żyje. Fakt, że Aniołek Abby zamknęła ich w tej dusznej, niemal klaustrofobicznej przestrzeni łazienki, był dla niego jak zaproszenie do tańca na krawędzi przepaści. A Alexander Hall nigdy nie cofał się przed skokiem. Uwielbiał ten rodzaj konfrontacji. Adrenalina, która teraz pulsowała w jego żyłach, nie miała nic wspólnego z tą na ringu - brudną i wściekłą. To była czysta, elektryzująca fascynacja kobietą, która jako jedna z niewielu nie spuszczała wzroku, gdy on patrzył zbyt bezczelnie. Jarała go ta gra pozorów, ten brak filtra i każde słowo, które jak precyzyjny skalpel nacinało ich wzajemne zahamowania. Jedyne, co w tej chwili przypominało mu o rzeczywistości, to tępy ból potłuczonego ciała po przegranej walce - ale przy Abby ten ból stał się niemal abstrakcyjny i przyćmiony przez żar, który bił od jej skóry. Kiedy poczuł, jak dziewczyna zaciska się na nim mocniej, a na jej ramionach wykwitła gęsia skórka, na jego twarzy pojawił się drapieżny, ciemny uśmiech. Wiedział już, że "niedostępność" dziewczyny to tylko misternie utkana iluzja, która właśnie rozpadała się pod dotykiem jego dłoni.
- Sztuczne oddychanie na ludziach... - powtórzył nisko, a jego głos brzmiał jak pomruk nadciągającej burzy. - Zatem przyznajesz, że teoria ma swoje granice, a praktyka wymaga żywego, pulsującego tętna.
Nie odrywał wzroku od jej oczu, w których odbijało się światło jarzeniówek i jego własna, niezachwiana pewność siebie. Adrenalina, która wcześniej napędzała go w ringu, teraz skupiła się w jednym punkcie - tam, gdzie stykały się ich ciała.
- Wiesz, Abby... na ringu uczą cię, że chwila nieuwagi to moment, w którym przegrywasz walkę - wymruczał po chwili i syknął krótko, gdy dziewczyna kolejny raz przeciągnęła igłą przez jego naskórek. — Ale patrząc na to, jak pewnie na mnie siedzisz i jak bezczelnie rzucasz mi wyzwanie tymi swoimi spojrzeniami, dochodzę do wniosku, że ta walka skończyła się, zanim na dobre zdążyłem unieść gardę.
Jego dłonie na jej udach nie były już tylko punktem oparcia; stały się kotwicą, która trzymała ich oboje w tym palącym "tu i teraz". Lex patrzył na nią, a w jego ciemnych oczach tliło się coś na kształt rozbawienia zmieszanego z czystym, niebezpiecznym pożądaniem. Tak, dokładnie tak mógł już nazwać to uczucie. Pożądanie. W takim razie, jaki jest teraz twój największy problem, Alex? Sposób, w jaki wypowiedziała jego imię, wibrował w nim jeszcze długo po tym, jak wybrzmiała ostatnia litera. Czuł każde drżenie jej mięśni i ten prowokacyjny ruch bioder, który sprawił, że na moment musiał zacisnąć zęby, by nie stracić panowania nad sytuacją. Mimowolnie przesunął dłonie nieco wyżej, niebezpiecznie blisko krawędzi sukienki.
- Jesteś bez-czel-na - mruknął w końcu powoli, podkreślając każdą sylabę w słowie "bezczelna". - Pytasz, jaki jest mój największy problem? Mój problem polega na tym, że mam przed sobą kobietę, która szyje jak anioł, ale prowokuje jak sam diabeł. I która doskonale wie, że gdybym teraz zrobił to, na co mam ochotę, te misterne szwy byłyby ostatnią rzeczą, o jaką byś się martwiła.
Gdy poczuł dotyk jej palców na swojej twarzy i usłyszał werdykt, że „wygląda zajebiście”, uśmiechnął się półgębkiem. Nie odrywał wzroku od jej ust, które wciąż były tak blisko. Jej zapach kompletnie zawładnął jego zmysłami.
- Naklejkę? - powtórzył, a jego dłonie na jej udach przesunęły się nieco wyżej, znacząc ścieżkę palącego ciepła. - Myślę, że oboje wiemy, że zasłużyłem na coś znacznie trwalszego niż kawałek papieru z klejem.
Lex obserwował ją w skupieniu, pozwalając, by ta gęsta, niemal elektryczna cisza trwała między nimi jeszcze przez kilka uderzeń serca. Każde dotknięcie jej palców na jego policzku było jak igranie z odbezpieczonym granatem. Jego dłonie, do tej pory spoczywające spokojnie na jej udach, przesunęły się nieco pewniej, kreśląc kciukami powolne półkola na materiale jej sukienki. Choć ciało go paliło, a instynkt nakazywał sprawdzić, czy jej usta smakują równie dobrze, jak brzmią jej riposty, Lex nie chciał kończyć tej chwili. W łazience wciąż było cicho. Bar na zewnątrz nadal żył swoim rytmem. A on czuł się tu z nią bezpieczniej niż we własnym mieszkaniu. Jego dłonie nagle zmieniły tor. Przesunął je zdecydowanie, choć powoli, wzdłuż jej bioder, aż palce zahaczyły o krągłość pośladków. Nie było w tym gwałtowności, jedynie ciche, bezczelne pytanie zawieszone w dotyku. Obserwował jej twarz z bliska, chłonąc każdą zmianę w jej oddechu, gdy jego dłonie wędrowały dalej, wspinając się po jej plecach. Badał jej reakcję z precyzją, jakiej nie powstydziłby się chirurg. Czuł pod palcami linię jej kręgosłupa, ciepło bijące przez cienką tkaninę i ten ledwo dostrzegalny dreszcz, który przebiegł przez jej ciało, gdy jego palce zatrzymały się między jej łopatkami. Lex przyciągnął ją odrobinę mocniej do siebie, sprawiając, że ich klatki piersiowe niemal się zetknęły.
- Wiesz, co jest najgorsze? - mruknął, splatając dłonie za jej plecami. - Że ta łazienka zaczyna mi się podobać. I ta cisza. I to, że wciąż na mnie siedzisz, choć robota skończona.
Jeśli chciała, mogła się odsunąć w każdej chwili. Nie naciskał i nie próbował jej forsować - na razie delektował się faktem, że niedostępna pani doktor dobrowolnie oddała mu pole walki.
- Chyba oboje wiemy też, że ta nagroda, o której wspomniałaś, wcale nie wymaga naklejki - stwierdził nagle, zerkając przelotnie na jej usta. Delektował się tym momentem zawieszenia. Czuł uderzenia jej serca o własną pierś i wiedział, że wystarczyłby jeden, najmniejszy ruch głową, by to wszystko przestało być tylko grą spojrzeń. Jednak Alexander Hall był wytrawnym graczem; wiedział, że najbardziej pali to, co jest tuż obok, na krawędzi dotyku, ale wciąż pozostawało nieuchwytne.

Abby Wallace

first aid at midnight

: czw sty 15, 2026 6:24 pm
autor: Abby Wallace
Może i była bezczelna. Może nawet impulsywna i nierozważna. Ale kto by się tym teraz przejmował? Z pewnością nie Abby. Tak samo jak wcale nie ruszały jej jego słowa. Te pseudo groźby, które padały z jego ust, czego to by nie zrobił. Bo może ona właśnie chciała, żeby to zrobił? Może właśnie specjalnie swoimi czynami p r o w o k o w a ł a go do tego, by w końcu wziął sprawy w swoje ręce, by wyszedł z inicjatywą. Alex na razie dużo gadał, czarował, ale przecież tutaj liczyły się czyny.
Zasłużyłeś na więcej niż naklejkę? — zaśmiała się, spoglądając na niego z niedowierzaniem. — A niby z jakiej przyczyny? — przysunęła się nieco bliżej, wsadzając dłoń na jego klatce piersiowej. — Bo co? Bo się nie popłakałeś, kiedy szyłam ci ranę? — rzuciła mu bezczelne spojrzenie, próbując ignorować przyjemny zapach i ciepło bijące z jego ciała. — Przecież jesteś dużym chłopcem, Alex — podsumowała i znowu nieco się odsunęła. Nie był dzieckiem. Ba, można go było nawet podciągnąć pod kategorię mięśniaka, wystarczyło przecież spojrzeć na jego mięśnie.
Więc na dobrą sprawę, to ja powinna dostać nagrodę — rzuciła nagle, prostując się nieznacznie i rozciągając kark. To nawet nie tak, że aż tak bardzo się zastał — po prostu Abby tym gestem chciała podkreślić, że to przecież ona była tą, która odwaliła tutaj brudną robotę i to jej należały się jakieś ł a d n e podziękowania. Chociaż kto wie? Może jeśli Alex dalej będzie się tak długo zastanawiać, Wallace w końcu się rozmyśli? Potrafiła być cierpliwa, ale przecież każdy miał gdzieś swoje granice.
I to był chyba taki moment, w którym on faktycznie podjął jakąś decyzję. Czuła na ciele, jak jego dłonie przesuwają się po jej udach, by już po chwili wedrzeć się na pośladki. Abby nawet nie drgnęła — patrzyła na niego wyczekująco, dając jasno do zrozumienia, że tą granicę spokojnie mógł przecierać. Dokładnie tak samo jak kolejną, kiedy przesunął dalej ręce na jej plecy i przyciągnął do siebie bliżej.
Przyjemny dreszcz momentalnie przebiegł po jej kręgosłupie, dając mu tym samym zielone światło i jasny sygnał, że cokolwiek robił — działało. Działało na nią bardzo dobrze i jasne, można to było zwalić na alkohol, może nawet na tą obskurną łazienkę, ale jednak największy wpływ na jej reakcje miała jego bliskość i wygodniałe spojrzenie, jakie jej posyłał.
Co jest najgorsze? — odpowiedziała pytaniem na jego pytanie, pozwalając, by ich klatki piersiowe na moment się zetknęły, a kiedy w końcu uraczył ją odpowiedzią, Wallace uśmiechnęła się delikatnie. — I co ci to mówi, Alex? Że chociaż robota jest skończona, ja dalej tu siedzę? — spytała wyzywająco i przesunęła donie na jego ramiona. Ona również umiała w dotyk. Nie bała się zacisnać palców na materiale jego koszulki, ani przesunąć je zaraz w dół po klatce piersiowej aż na brzuch. Również obserwowała jego reakcje. Również badała grunt, chociaż przyśpieszony oddech bezczelnie ją zdradzał.
To jak... — zaczęła na nowo, leniwym ruchem wdzierając się pod materiał jego koszulki, by już po chwili przejechać paznokciem pod nagiej, gorącej skórze, wzdłuż linii jego spodni. — Zrobisz coś z tym w końcu, czy będziesz tak bezczynnie siedzieć? — przechyliła delikatnie głowę, przysuwając się jeszcze bliżej, tak, że każde jej słowo teraz osadzało się na jego ustach. Zarzucała mu bierność? Tak. Czy było to bezczelne zachowanie z jej strony? Zdecydowanie. Czy żałowała? Absolutnie nie.

Alexander Hall

first aid at midnight

: sob sty 17, 2026 11:46 pm
autor: Alexander Hall
Alexander obserwował ją spod przymrużonych powiek, a w jego głowie toczyła się walka, której Abby nie mogła widzieć, ale z pewnością mogła ją poczuć w gęstniejącym powietrzu. Każdy jej gest - to udawane odsuwanie się, to bezczelne spojrzenie - było jak precyzyjnie wymierzony cios, który zamiast go powalić, tylko bardziej go nakręcał. Podobało mu się to? Cholernie. Ta jej gierka, to balansowanie na krawędzi, budziło w nim instynkty, które zazwyczaj rezerwował na ring. Tylko że tutaj nie było sędziego, a on nie zamierzał walczyć w rękawicach. Zaśmiał się cicho, choć był to dźwięk pozbawiony wesołości - raczej chrapliwe, niskie mruknięcie kogoś, kto właśnie został sprowokowany do granic wytrzymałości. Nie odsunął się, gdy ona to zrobiła. Zamiast tego śledził każdy jej ruch z drapieżnym skupieniem, jakby analizował trajektorię ciosu, który miał zaraz nadejść.
- Więc tak to widzisz? Duży chłopiec, który był grzeczny u pani doktor? - wychrypiał, a w jego spojrzeniu błysnęło coś, co zdecydowanie nie pasowało do dużego, grzecznego chłopca.
Gdyby był mądrzejszy, pewnie pozwoliłby jej się rozmyślić. Pewnie wstałby, podziękował za szwy i wyszedł z tej dusznej łazienki, zanim sytuacja całkowicie wymknęłaby się spod kontroli, ale Abby nie była dziewczyną, przy której chciało się być mądrym. Nagle poczuł, jak Abby prostuje się na jego kolanach, a ten jej prowokacyjny gest - to niby niewinne rozciąganie karku - zadziałał na niego jak płachta na byka. Widział w jej oczach to wyczekiwanie i tę pewność siebie dziewczyny, która myśli, że w pełni kontroluje sytuację, bo to ona trzymała igłę.
- Nagrodę? - powtórzył, a kącik jego ust uniósł się w niebezpiecznym, niemal drapieżnym półuśmiechu. - Skoro tak stawiasz sprawę, to faktycznie... byłoby skrajnie nieuprzejme z mojej strony, gdybym pozwolił ci odejść z pustymi rękami.
Przestał kalkulować. Przestał przejmować się tym, że dzieli ich wszystko - od statusu społecznego po czyste sumienie. Kiedy jego dłonie pewnie i bez uprzedzenia przesunęły się z jej ud na pośladki, poczuł pod palcami napięcie jej ciała i szelest materiału sukienki, który tylko podsycał pożar w jego żyłach. Nie drgnęła, nie przestraszyła się. Ta jej wyczekująca cisza była dla niego jak strzał z pistoletu przed wyścigiem. Przyciągnął ją do siebie gwałtownie, miażdżąc resztkę dystansu między ich klatkami piersiowymi. Czuł bicie jej serca - szybkie, urywane, tak samo szalone jak jego własne. Jego dłonie na jej plecach niemal ją w niego wgniatały, parząc ją przez cienką tkaninę.
- Nigdzie nie idziesz - oznajmił, delektując się jej zapachem, który wypełnił jego płuca, gdy tylko wziął głębszy wdech.
Lex poczuł ten bezczelny ruch pod materiałem koszulki i na moment zacisnął szczęki tak mocno, że aż zapulsowały mu skronie. Dotyk jej paznokcia na skórze, tuż nad linią spodni, był jak iskra rzucona w suchy las - palił, drażnił i domagał się reakcji, której Lex próbował sobie odmawiać przez wzgląd na resztki zdrowego rozsądku... ale te resztki właśnie spłonęły. Patrzył w jej wyzywające oczy, czując na klatce piersiowej każde uderzenie jej serca, które teraz, w tej dusznej łazience, wydawało się jedynym słusznym rytmem.
- Mówi mi to, że jesteś o wiele bardziej niebezpieczna niż ta rana, którą mi zszyłaś - wychrypiał, a jego głos stał się pozbawiony jakichkolwiek pozorów opanowania. - I że oboje doskonale wiemy, jak to się skończy, skoro dalej tu siedzisz.
Kiedy zarzuciła mu bierność, nachylając się tak blisko, że jej wargi niemal ocierały się o jego usta przy każdym słowie, Alexander poczuł, jak adrenalina uderza mu do głowy mocniej niż jakikolwiek cios na ringu. Podobała mu się ta jej pewność siebie, ta odwaga, by wchodzić tam, gdzie inni baliby się nawet spojrzeć. Kurwa.
- Bezczynnie? - mruknął, a w jego spojrzeniu błysnęło coś drapieżnego, co jasno dawało do zrozumienia, że czas negocjacji dobiegł końca. - Jak już przestanę siedzieć bezczynnie, to nie będziesz miała czasu na zadawanie głupich pytań.
Jego dłonie, które do tej pory tylko zaborczo trzymały ją za pośladki, teraz wpiły się w jej ciało, przyciągając ją do niego tak mocno, że Abby mogła poczuć twardość jego mięśni i żar, który od niego bił. Lex nie dał jej sekundy na kolejną prowokację. Przesunął dłonią z jej pleców prosto na kark, wplótł palce w jej włosy i odchylił jej głowę o milimetr, by mieć pełny dostęp do tych pewnych siebie ust.
- Chciałaś czynów? To je masz - dodał, a ułamek sekundy później uciszył ją pocałunkiem, który nie miał w sobie nic z wdzięczności pacjenta. Był głęboki, zachłanny i pełen frustracji, którą budowała w nim przez całą tę noc.
Łazienka wydawała się teraz mniejsza niż jeszcze kilka minut temu, a powietrze tak gęste od oparów alkoholu, chloru i czystego pożądania, że niemal trudno było je wciągnąć do płuc. Jego język spotkał się z jej językiem w gwałtownym, niemal brutalnym tańcu, a dłoń zaplątana w jej włosy zacisnęła się nieco mocniej, kiedy Abby być może wydała z siebie cichy, zduszony dźwięk. Puścił jej włosy, by obiema dłońmi zjechać w dół, szukając krawędzi jej sukienki. Nie było w tym nic z delikatności. Lex działał instynktownie, pchany żarem, który Abby tak skutecznie w nim roznieciła tym jednym paznokciem przejechanym po brzuchu. Materiał sukienki podjechał niebezpiecznie wysoko, gdy jego dłonie znów znalazły się na jej nagiej skórze, tym razem wyżej, badając krągłość bioder zaborczym, pewnym chwytem. Oderwał się od jej ust tylko na centymetr, by móc spojrzeć jej w oczy - ciemne, zamglone, ale wciąż błyszczące tą samą bezczelną arogancją.
- Dalej taka pewna siebie, aniołku? - wychrypiał prosto w jej rozpalony policzek, a jego zęby delikatnie musnęły płatek jej ucha. - Bo to dopiero początek moich podziękowań.
Z tymi słowami znów uderzył w jej usta, tym razem jeszcze mocniej, jakby chciał ją ukarać za każdą sekundę tej bezczelnej gierki, którą mu serwowała od samego początku.

Abby Wallace

first aid at midnight

: śr sty 21, 2026 10:31 pm
autor: Abby Wallace
Gdyby ktoś kilka godzin temu — kiedy była jeszcze trzeźwa — powiedział jej, że skończy w męskim k i l b u z facetem, którego dopiero co poznała, że opatrzy mu rany, a potem siądzie na nim okrakiem i będzie wymieniać głębokie spojrzenia w oczy, doprawione jednoznacznym dotykiem: wyśmiałaby tą osobę. Dosłownie powiedziałaby temu komuś, że jest pierdolnięty i zapewne powinien iść się leczyć. Najlepiej od razu wskoczyć na jakieś psychotropy, bo z głową coś jest nie tak. Bo przecież Abby na co dzień taka nie była. Stroniła od jednorazowych przygód, była rozważna i ostrożna.
Ale nie dzisiaj.
Bo przecież dzisiaj to wszystko o co wcale się nie posądzała miało miejsce. Wszystko czego nigdy by nie zrobiła, w obskurnej łazience, działo sie na jej własnej skórze. Przeżywała to. Z Alexem. Siedząc na nim okrakiem i błądząc chłodną dłonią pod materiałem jego koszulki.
Robiła to powoli. Leniwie wręcz, z chirurgiczną precyzją. Czuła pod opuszkami palców, jak jego mięśnie się spinają. Jak reaguje na jej dotyk. Na każde, minimalne przesunięcie.
I ona również reagowała, kiedy sunął dłońmi po jej plecach, kiedy w końcu zacisnął palce na pośladkach, schowanych pod materiałem luźnej, kwiecistej sukienki. Krew w żyłach zaczyną przyśpieszać, zalewać ciało adrenaliną, podczas gdy lampa nad ich głowami wciąż migotała nierówno.
Zaśmiała się, gdy nazwał ją niebezpieczną.
Ja? — sztuczne zdziwienie wymalowało się na jej twarzy. — A ja myślałam, że dzięki mnie ominęło cię ryzyko wykrwawienia i złapania zakażenia — przysunęła się nieco bliżej. — Jak dla mnie to brzmi całkiem b e z p i e c z n i e — przeliterowała ostatnie słowo dokładnie i wyraźnie. Chociaż tak naprawdę zgadzała się z nim. W tamtym momencie, w łazience, na jego udach, faktycznie była niebezpieczna. Tylko pytanie było, co on miał zamiar z tym zrobić? Przeszkadzało mu to?
Nawet nie miała okazji znaleźć odpowiedzi na te pytania, bo to właśnie wtedy Hall w końcu postanowił wziąć sprawy w swoje ręcę. Dosłownie. Jednym ruchem przyciągnął ją do siebie tak mocno, że klatka piersiowa Abby z impetem uderzyła o jego tors, że Wallace aż musiała na krótki moment oprzeć dłoń na chłodnej ścianie tuż za jego plecami. Jej serce zabiło mocniej. A kiedy musnął opuszkami jej kark, by odpowiednio ustawić sobie jej głowę — to serce aż wyrwało się do przodu.
Nie odwróciła wzroku. Patrzyła na niego wyzywająco, z wyczekiwaniem. Czuła, jak napięcie w ich ciałach wzbiera się do tego krytycznego momentu, w którym to wszystko w końcu wybuchnie. Nie było dla tego innego ujścia.
Chciałaś czynów? To je masz.
Jego słowa zadzwoniły w jej uszach, odbijając się echem gdzieś pod czaszką. I chociaż Abby chciała jeszcze na to odpowiedzieć, podjudzić go jeszcze bardziej — już nie było jej dane. Bo on w k o ń c u to zrobił. Pocałował ją. Wcale nie delikatnie, nie z wyczuciem pierwszego pocałunku, kiedy usta musiały się ze sobą poznać, dopasować — nic z tych rzeczy. Jego pocałunek był zachłanny, agresywny. W y c z e k a n y. Do tego stopnia, że z jej ust wyrwał się mimowolny jęk.
Niemal od razu odwzajemniła ten gest. Przesunęła dłonie wzdłuż jego napiętych ramion, na szyję i kark, by przyciągnąć go do siebie jeszcze mocniej. By pogłębić ten pełen ognia pocałunek. Czuła, jak niekontrolowana fala ciepłe zalewa jej ciało. Jak adrenalina podnosi się w zastraszającym tempie.
Wplotła palce w jego w jego włosy i szarpnęła delikatnie w momencie, w którym jego dłonie sunęły wzdłuż jej nagich ud. Nim jednak się od niej oderwał, Abby złapała w zęby jego wolną wargę i przygryzła, pozostawiając na niej przyjemne mrowienie.
Dalej taka pewna siebie, aniołku?
Prychnęła prosto w jego usta i wcale nie omieszkała przewrócić oczami, by zaraz potem zawiesić spojrzenie na jego ciemnych, prawie już czarnych od pożądania oczach. Chociaż jej pewnie wyglądały tak samo.
Oh, zamknij się — wydyszała szybko, a już po chwili znowu złączyła ich usta. Naparła na niego całym ciałem, drapiąc skórę na karku czubkami paznokci. Chciała mu zostawić na jutro jakieś pamiątki, które wcale nie znikną z chwilą, w której opuszczą łazienkę.
Przeniosła dłonie wzdłuż jego klatki piersiowej w dół, by już po chwili zacisnąć palce na materiale białej koszulki, którą miał na sobie. Jednak tym razem zamiast wdzierać sie pod, szarpnęła nim w górę, pomagając mu w pozbyciu się nie-po-trze-bnej garderoby. Gdy w końcu pokazał się jej bez koszulki, szybkim spojrzeniem zlustrowała jego umięśnione ciało. Oczywiście wcale nie uszły jej uwadze licznie siniaki i ślady po walkach, po których delikatnie przesunęła dłońmi, by zaraz potem przejechać po nich również językiem, pozostawiając mokre ślady na rozgrzanej skórze.

Alexander Hall

first aid at midnight

: ndz sty 25, 2026 9:24 pm
autor: Alexander Hall
W jego świecie nie było miejsca na sentymenty, skomplikowane relacje albo zażyłe znajomości. Jego zasada była prosta - brał, dawał, wychodził. Do tej pory kobiety traktował jak chwilowe przystanki, szybką ucieczkę od własnych myśli i źródło adrenaliny. Zwykle nie zapamiętywał imion, a śniadanie do łóżka brzmiało jak żart w obcym języku. Takie ułożone dziewczyny jak Abby zazwyczaj były dla niego tylko szybką przekąską między jedną a drugą walką - zabierał im rozsądek, zostawiał chaos i znikał, zanim zdążyły zapytać o numer telefonu. I szczerze mówiąc, nie sądził, żeby tym razem miało być inaczej. Nie planował tego wszystkiego. W najśmielszych snach nie przypuszczał, że akurat on zwróci na siebie uwagę kogoś takiego jak ona. Piękna, zadziorna, seksowna. Nie zakładał, że wzbudzi w niej litość, a już na pewno nie to, że zamiast uciec gdzie pieprz rośnie, będzie chciała mu pomóc. To, że siedziała teraz na jego udach i błądziła dłońmi po jego ciele, i to spojrzenie, którego nie potrafił jednoznacznie sklasyfikować... to wszystko sprawiało, że miał ochotę na więcej. Czuł, jakby to ona owijała go sobie wokół palca. Doskonale wiedziała, gdzie dotknąć, gdzie musnąć zębami i gdzie zahaczyć ustami. Abby grała va banque, a on lubił wysokie stawki. Zachowywała się jakby to ona upolowała sobie Alexa, a nie on ją. Nie prosiła o uwagę - ona sobie ją po prostu brała, i była przy tym tak pewna siebie, że przez ułamek sekundy poczuł się jak nowicjusz. Zapomniał, jak się oddycha. Była odświeżająca w tej swojej bezczelności i jednocześnie cholernie irytująca dla faceta, który zawsze musiał mieć ostatnie słowo i trzymać rękę na pulsie. - B-e-z-p-i-e-c-z-n-i-e to jedyne słowo, o którym na pewno zapomnisz przed wyjściem z tej łazienki - wymruczał wprost w jej usta. Nie zamierzał przestać na samym pocałunku. Jego dłonie, dotąd zaciskające się na jej biodrach, powędrowały wyżej, palcami kreśląc linię wzdłuż jej talii pod cienkim materiałem sukienki. Nie odrywał się od jej ust, pogłębiając pocałunek z taką zachłannością, jakby od tego zależało jego życie. Kiedy poczuł jej zęby na swojej wardze, a potem to zuchwałe "zamknij się", poczuł, jak resztki jego opanowania pękają z głośnym trzaskiem. Wypuścił powietrze przez nos, mrucząc coś niezrozumiałego prosto w jej usta, po czym zjechał niżej, znacząc jej szyję mokrymi, twardymi pocałunkami. Gdy poczuł jej palce zaciskające się na materiale białej koszulki, nawet nie drgnął, by ją powstrzymać. Pozwolił jej na to, na ułamek sekundy cofając dłonie i unosząc ramiona, byle tylko ułatwić jej sprawę. Chciał tej bliskości tak bardzo, że każda warstwa ubrań między nimi tylko go drażniła - koszulka wylądowała gdzieś na posadzce obok nich. Abby była jak narkotyk, który zaczął działać zbyt szybko. Kiedy jej język musnął jego świeże siniaki, zostawiając na nich mokry, parzący ślad, Alex poczuł, jak napinają się mięśnie jego brzucha. To już nie były niewinne pocałunki - to było przejmowanie terenu. Abby znaczyła go z taką pewnością siebie, że znów poczuł się, jakby to on był jej zdobyczą, a nie ona jego. Wypuścił powietrze przez zaciśnięte zęby, a jego dłonie, teraz całkowicie wolne, z dziką zachłannością wróciły na jej ciało. Nie zamierzał być tylko biernym obserwatorem jej pokazu. Jedną ręką wplótł się w jej włosy, zmuszając ją, by uniosła głowę i spojrzała na chaos, który rozpętała, podczas gdy druga wylądowała na rąbku jej sukienki. Zacisnął palce na materiale, czując palącą potrzebę usunięcia tej ostatniej bariery. Nie obchodziło go, że są w ciasnej, obskurnej łazience. Liczyło się tylko to, by poczuć ją całą pod swoimi dłońmi. Z bezlitosną precyzją zaczął podciągać materiał sukienki coraz wyżej, chcąc zamienić każdy jej oddech w urywany jęk pożądania. Zacisnął zęby, gdy cienki materiał nagle zaczął stawiać opór. No tak. Suwak. Ten jebany suwak zaciął się gdzieś w połowie, blokując mu dostęp do wszystkiego, czego w tej sekundzie pożądał najbardziej. Alex warknął pod nosem, a w jego oczach pojawiła się irytacja. Nie zamierzał tracić ani sekundy więcej na szarpanie się z zamkiem na siedząco. Zacisnął dłonie na jej udach i spinając mięśnie, jednym płynnym, potężnym ruchem dźwignął się z posadzki razem z nią. Podniósł się z kolan, czując jej ciężar i ciepło, a Abby zapewne odruchowo zacisnęła nogi na jego biodrach, by nie stracić równowagi. Przez ułamek sekundy trzymał ją tak, stojąc na środku ciasnej łazienki, po czym zrobił krok i posadził ją na chłodnym blacie umywalki. Wbił się między jej rozchylone uda, a jego palce odnalazły metalowy suwak, którym szarpnął do samego dołu. Metaliczny zgrzyt rozciął powietrze, a sukienka w końcu zsunęła się z jej ramion i bezwładnie opadła wokół jej bioder. Koronkowa bielizna tak cholernie kontrastowała z jej jasną skórą, że Alex poczuł kolejne uderzenie gorąca. Patrzył, jak miękki materiał opinał jej piersi. Jak unosił się i opadał wraz z jej przyspieszonym oddechem. Cholera. Potrafiła doprowadzić człowieka do obłędu samym wyglądem. Zwolnił. Jego palce odnalazły cienkie ramiączko biustonosza na jej ramieniu. Nie odrywając wzroku od jej oczu, zaczął je powoli przesuwać w dół. Milimetr po milimetrze, po gładkiej skórze. Czuł pod opuszkami jej puls - szybki, szalony i identyczny jak jego własny. Kiedy ramiączko zsunęło się z jej barku, Alex nachylił się, muskając nosem jej szyję i przesuwając wargami tuż obok jej ucha. Już otwierał usta, żeby wyrzucić z siebie jakiś lekkomyślny komentarz, ale powstrzymał się. Cofnął dłoń z jej ramienia tylko po to, by ująć jej podbródek i zmusić ją do jeszcze intensywniejszego kontaktu wzrokowego. Jednym, krótkim ruchem głowy wskazał na jej dłonie, które wciąż spoczywały na jego nagich ramionach, a potem wymownie przeniósł wzrok na pasek swoich spodni. Nie musiał nic mówić, prawda?

Abby Wallace