This Wasn’t on My List
: ndz sty 18, 2026 2:32 pm
Zaśmiała się, bo dokładnie tego się spodziewała. Dokładnie takiej reakcji i trochę też dlatego właśnie o tym wspomniała – dla rozluźnienia atmosfery. Dyskusja na temat wyższości (lub nie) komiksów nad jej maziajami była zdecydowanie mniej krępująca niż ta o jego zaletach. Odwróciła uwagę od tego, co powiedziała w pierwszej kolejności, bo cóż… prawienie komplementów – nawet jeśli nie były spektakularne – nie było najlepszym pomysłem w przypadku mężatki. Cały czas się łapała na tym, że była rozdarta… z jednej strony chciała tu być, chciała czuć się z nim swobodnie, chciała się dobrze bawić, a z drugiej z tyłu głowy miała zakodowane zasady, których starała się w życiu przestrzegać. Poczucie obowiązku było silne i nie tak łatwe do wyłączenia. A chciałaby! Chciałaby je wyłączyć… chciałaby wreszcie zrobić coś dla siebie, nawet coś głupiego, a przy tym nie myśleć o konsekwencjach.
Chociaż… trochę nie myślała o konsekwencjach, gdy zapraszała go na noworoczną imprezę w kancelarii. Bo pamiętała ich ostatnią wspólną służbową imprezę, gdy spędzili w swoim towarzystwie znacznie więcej czasu niż powinni i niż wypadało. Pamiętała złość Percy’ego, gdy w końcu wybuchł a tamten wieczór wszedł na tapet.
- Oczywiście, że zaproszenie… – zaproszeni byli wszyscy pracownicy Philips&Gardner, ale nie każdego informowała o tym osobiście. Ba… z żadnym z nich na ten temat nie rozmawiała. Prawdopodobnie nawet jej mąż nieszczególnie był tym zainteresowany, a sam wieczór traktował jako jeden z wielu i jako pewnik… znowu będzie miał okazję brylować w towarzystwie z żoną u boku. Chyba.
- Też bym nie była… spotykać się po godzinach pracy z tymi wszystkimi ludźmi z biura? Z ludźmi, których się nawet nie lubi? Nawet ja jak pomyślę o tych kilku godzinach słuchania żartów Atkinsa to zaczynam wątpić. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo cóż… sama podchodziła do tego trochę inaczej, ale zdawała sobie sprawę, że te wszystkie służbowe imprezy networkingowe musiały być cholernie męczące – Mimo wszystko bardzo miło byłoby cię tam spotkać. Poza tym dobrze tańczysz… chętnie to jeszcze powtórzę. – nawet narażając się na kolejną awanturę. Naprawdę nie rozumiała dlaczego to robiła – Możesz to dodać to tej listy swoich zalet. – dodała pół żartem, pół serio i uśmiechnęła się do niego ładnie znad szklanki z alkoholem, którego upiła niewielki łyk.
Harold Carnegie
Chociaż… trochę nie myślała o konsekwencjach, gdy zapraszała go na noworoczną imprezę w kancelarii. Bo pamiętała ich ostatnią wspólną służbową imprezę, gdy spędzili w swoim towarzystwie znacznie więcej czasu niż powinni i niż wypadało. Pamiętała złość Percy’ego, gdy w końcu wybuchł a tamten wieczór wszedł na tapet.
- Oczywiście, że zaproszenie… – zaproszeni byli wszyscy pracownicy Philips&Gardner, ale nie każdego informowała o tym osobiście. Ba… z żadnym z nich na ten temat nie rozmawiała. Prawdopodobnie nawet jej mąż nieszczególnie był tym zainteresowany, a sam wieczór traktował jako jeden z wielu i jako pewnik… znowu będzie miał okazję brylować w towarzystwie z żoną u boku. Chyba.
- Też bym nie była… spotykać się po godzinach pracy z tymi wszystkimi ludźmi z biura? Z ludźmi, których się nawet nie lubi? Nawet ja jak pomyślę o tych kilku godzinach słuchania żartów Atkinsa to zaczynam wątpić. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo cóż… sama podchodziła do tego trochę inaczej, ale zdawała sobie sprawę, że te wszystkie służbowe imprezy networkingowe musiały być cholernie męczące – Mimo wszystko bardzo miło byłoby cię tam spotkać. Poza tym dobrze tańczysz… chętnie to jeszcze powtórzę. – nawet narażając się na kolejną awanturę. Naprawdę nie rozumiała dlaczego to robiła – Możesz to dodać to tej listy swoich zalet. – dodała pół żartem, pół serio i uśmiechnęła się do niego ładnie znad szklanki z alkoholem, którego upiła niewielki łyk.
Harold Carnegie