That's one awkward ride
: ndz sty 11, 2026 8:18 pm
- Oh Słoneczko... - tego zwrotu nie użył bynajmniej protekcjonalnie, w jego ustach brzmiał całkiem przyjemnie, nieco intymnie - Jeśli zdecydujesz się ze mną spotykać będę Cię tak całować nie tylko w windach. - spojrzał na nią z wcale nieukrywanym pożądaniem, a ton niósł za sobą bardzo wyraźną obietnicę.
Tego, że byłby w stanie zaspokoić jej potrzeby był akurat całkowicie pewien. Nawet pomimo znaczącej różnicy wieku, której był cały czas świadomy, był w całkiem dobrej kondycji. Wiedział też, że potrafi zdobywać kobietę, a jeśli chodziło o tę konkretną, proces ten był cholernie satysfakcjonujący i ekscytujący. Chętnie całowałby ją tak na co dzień. Każdego dnia na planie przez ostatnie tygodnie miał ochotę wciągnąć ją w którąś garderobę, szatnię czy po prostu do swojego biura by nacieszyć się trochę ich bliskością. To jednak wymagało zaangażowania ich obojga, a jak zdążyli już ustalić, w tych tematach ostatnio dawała ciała. Więc tak jak przyjemne i ekscytujące było zdobywanie blondynki, Max potrzebował od niej pewnej walidacji. Włożenia w to takiej samej pracy, jak on. Pewnie zgodziłby się na nieco mniejszą z jej strony bo nadal musi się wybić w swojej karierze, lecz musiała mu chociaż pokazać, że rzeczywiście myśli o nich na poważnie. Może to staroświeckie z jego strony, ale chyba potrzebował po prostu usłyszeć, że są parą. To pewnie ta różnica wieku.
Shepherd był świadom tego, że nie przejadą dzisiaj przez całe miasto bez najmniejszych problemów, ale nie spodziewał się, że będzie tak ciężko. Nie miał żadnych planów, a nawet jakby miał pewnie nie narzekałby na zostanie zamkniętym z piękną dziewczyną we własnym samochodzie w nowy rok. Rozejrzał się jeszcze po drodze, ale utknęli w korku. Zjazd o którym wspominała był dopiero na skrzyżowaniu, do którego musieli jeszcze dojechać.
- Możemy spróbować, ale i tak jeszcze kilka minut postoimy... - mruknął nieco marudnie bo naprawdę nie lubił tracić czasu, a zdecydowanie wolałby spędzać ten w jej mieszkaniu - Biwak? - spojrzał w jej stronę nieco zamyślony i jakoś tak się złożyło, że jego dłoń wylądowała na jej kolanie muskając kciukiem materiał jej sukienki - Ostatnim razem byłem na biwaku chyba jeszcze za nastolatka. Kilka dekad i kilkadziesiąt kontuzji temu. - zaśmiał się cicho unosząc wzrok do jej tęczówek.
Przywołała trochę wspomnień z jego rodzinnych stron. Chyba trochę tęsknił za Montaną. Za ranczem, którego kiedyś tak bardzo nienawidził, że uciekł w poszukiwaniu nowej, bardziej ekscytującej kariery. Rodzice zawsze mu mówili, że kiedyś mu się odmieni. Będzie chciał wrócić, przejąć biznes. Ten moment jeszcze nie nastąpił, ale jakieś szybkie wakacje? Nie widział się z rodziną już kilka dekad. Gdyby wrócił tam z Bronte u swojego boku... To byłoby cholernie ciekawe. Chwila, czy on właśnie myślał, o przedstawieniu tej dziewczyny swojej rodzinie? To byłby poważniejszy krok, gdyby nie fakt, że nie utrzymywał z nimi kontaktu. Czy tak właśnie wyglądają noworoczne postanowienia? Powrót w rodzinne strony? Chyba naprawdę się starzeje.
- Skoro już utknęliśmy to może wykorzystamy ten czas i trochę lepiej się poznamy? - oparł głowę nieco wygodniej na zagłówku i nadal mozolnie głaszcząc jej kolano kontynuował - Sekret za sekret? - uśmiechnął się nieco przebiegle - Na przykład... Max to tak jakby nie do końca moje imię. Przynajmniej nie pierwsze.
- Tristan Maximus Shepherd. Rodzice lubili europejską literaturę. Tristan nie przebiłby się w Hollywood. - wzruszył ramionami z tym swoim beztroskim uśmiechem.
Bronte Rosenthal-Murray
Tego, że byłby w stanie zaspokoić jej potrzeby był akurat całkowicie pewien. Nawet pomimo znaczącej różnicy wieku, której był cały czas świadomy, był w całkiem dobrej kondycji. Wiedział też, że potrafi zdobywać kobietę, a jeśli chodziło o tę konkretną, proces ten był cholernie satysfakcjonujący i ekscytujący. Chętnie całowałby ją tak na co dzień. Każdego dnia na planie przez ostatnie tygodnie miał ochotę wciągnąć ją w którąś garderobę, szatnię czy po prostu do swojego biura by nacieszyć się trochę ich bliskością. To jednak wymagało zaangażowania ich obojga, a jak zdążyli już ustalić, w tych tematach ostatnio dawała ciała. Więc tak jak przyjemne i ekscytujące było zdobywanie blondynki, Max potrzebował od niej pewnej walidacji. Włożenia w to takiej samej pracy, jak on. Pewnie zgodziłby się na nieco mniejszą z jej strony bo nadal musi się wybić w swojej karierze, lecz musiała mu chociaż pokazać, że rzeczywiście myśli o nich na poważnie. Może to staroświeckie z jego strony, ale chyba potrzebował po prostu usłyszeć, że są parą. To pewnie ta różnica wieku.
Shepherd był świadom tego, że nie przejadą dzisiaj przez całe miasto bez najmniejszych problemów, ale nie spodziewał się, że będzie tak ciężko. Nie miał żadnych planów, a nawet jakby miał pewnie nie narzekałby na zostanie zamkniętym z piękną dziewczyną we własnym samochodzie w nowy rok. Rozejrzał się jeszcze po drodze, ale utknęli w korku. Zjazd o którym wspominała był dopiero na skrzyżowaniu, do którego musieli jeszcze dojechać.
- Możemy spróbować, ale i tak jeszcze kilka minut postoimy... - mruknął nieco marudnie bo naprawdę nie lubił tracić czasu, a zdecydowanie wolałby spędzać ten w jej mieszkaniu - Biwak? - spojrzał w jej stronę nieco zamyślony i jakoś tak się złożyło, że jego dłoń wylądowała na jej kolanie muskając kciukiem materiał jej sukienki - Ostatnim razem byłem na biwaku chyba jeszcze za nastolatka. Kilka dekad i kilkadziesiąt kontuzji temu. - zaśmiał się cicho unosząc wzrok do jej tęczówek.
Przywołała trochę wspomnień z jego rodzinnych stron. Chyba trochę tęsknił za Montaną. Za ranczem, którego kiedyś tak bardzo nienawidził, że uciekł w poszukiwaniu nowej, bardziej ekscytującej kariery. Rodzice zawsze mu mówili, że kiedyś mu się odmieni. Będzie chciał wrócić, przejąć biznes. Ten moment jeszcze nie nastąpił, ale jakieś szybkie wakacje? Nie widział się z rodziną już kilka dekad. Gdyby wrócił tam z Bronte u swojego boku... To byłoby cholernie ciekawe. Chwila, czy on właśnie myślał, o przedstawieniu tej dziewczyny swojej rodzinie? To byłby poważniejszy krok, gdyby nie fakt, że nie utrzymywał z nimi kontaktu. Czy tak właśnie wyglądają noworoczne postanowienia? Powrót w rodzinne strony? Chyba naprawdę się starzeje.
- Skoro już utknęliśmy to może wykorzystamy ten czas i trochę lepiej się poznamy? - oparł głowę nieco wygodniej na zagłówku i nadal mozolnie głaszcząc jej kolano kontynuował - Sekret za sekret? - uśmiechnął się nieco przebiegle - Na przykład... Max to tak jakby nie do końca moje imię. Przynajmniej nie pierwsze.
- Tristan Maximus Shepherd. Rodzice lubili europejską literaturę. Tristan nie przebiłby się w Hollywood. - wzruszył ramionami z tym swoim beztroskim uśmiechem.
Bronte Rosenthal-Murray