Strona 2 z 3

That's one awkward ride

: ndz sty 11, 2026 8:18 pm
autor: Max Shepherd
- Oh Słoneczko... - tego zwrotu nie użył bynajmniej protekcjonalnie, w jego ustach brzmiał całkiem przyjemnie, nieco intymnie - Jeśli zdecydujesz się ze mną spotykać będę Cię tak całować nie tylko w windach. - spojrzał na nią z wcale nieukrywanym pożądaniem, a ton niósł za sobą bardzo wyraźną obietnicę.
Tego, że byłby w stanie zaspokoić jej potrzeby był akurat całkowicie pewien. Nawet pomimo znaczącej różnicy wieku, której był cały czas świadomy, był w całkiem dobrej kondycji. Wiedział też, że potrafi zdobywać kobietę, a jeśli chodziło o tę konkretną, proces ten był cholernie satysfakcjonujący i ekscytujący. Chętnie całowałby ją tak na co dzień. Każdego dnia na planie przez ostatnie tygodnie miał ochotę wciągnąć ją w którąś garderobę, szatnię czy po prostu do swojego biura by nacieszyć się trochę ich bliskością. To jednak wymagało zaangażowania ich obojga, a jak zdążyli już ustalić, w tych tematach ostatnio dawała ciała. Więc tak jak przyjemne i ekscytujące było zdobywanie blondynki, Max potrzebował od niej pewnej walidacji. Włożenia w to takiej samej pracy, jak on. Pewnie zgodziłby się na nieco mniejszą z jej strony bo nadal musi się wybić w swojej karierze, lecz musiała mu chociaż pokazać, że rzeczywiście myśli o nich na poważnie. Może to staroświeckie z jego strony, ale chyba potrzebował po prostu usłyszeć, że są parą. To pewnie ta różnica wieku.
Shepherd był świadom tego, że nie przejadą dzisiaj przez całe miasto bez najmniejszych problemów, ale nie spodziewał się, że będzie tak ciężko. Nie miał żadnych planów, a nawet jakby miał pewnie nie narzekałby na zostanie zamkniętym z piękną dziewczyną we własnym samochodzie w nowy rok. Rozejrzał się jeszcze po drodze, ale utknęli w korku. Zjazd o którym wspominała był dopiero na skrzyżowaniu, do którego musieli jeszcze dojechać.
- Możemy spróbować, ale i tak jeszcze kilka minut postoimy... - mruknął nieco marudnie bo naprawdę nie lubił tracić czasu, a zdecydowanie wolałby spędzać ten w jej mieszkaniu - Biwak? - spojrzał w jej stronę nieco zamyślony i jakoś tak się złożyło, że jego dłoń wylądowała na jej kolanie muskając kciukiem materiał jej sukienki - Ostatnim razem byłem na biwaku chyba jeszcze za nastolatka. Kilka dekad i kilkadziesiąt kontuzji temu. - zaśmiał się cicho unosząc wzrok do jej tęczówek.
Przywołała trochę wspomnień z jego rodzinnych stron. Chyba trochę tęsknił za Montaną. Za ranczem, którego kiedyś tak bardzo nienawidził, że uciekł w poszukiwaniu nowej, bardziej ekscytującej kariery. Rodzice zawsze mu mówili, że kiedyś mu się odmieni. Będzie chciał wrócić, przejąć biznes. Ten moment jeszcze nie nastąpił, ale jakieś szybkie wakacje? Nie widział się z rodziną już kilka dekad. Gdyby wrócił tam z Bronte u swojego boku... To byłoby cholernie ciekawe. Chwila, czy on właśnie myślał, o przedstawieniu tej dziewczyny swojej rodzinie? To byłby poważniejszy krok, gdyby nie fakt, że nie utrzymywał z nimi kontaktu. Czy tak właśnie wyglądają noworoczne postanowienia? Powrót w rodzinne strony? Chyba naprawdę się starzeje.
- Skoro już utknęliśmy to może wykorzystamy ten czas i trochę lepiej się poznamy? - oparł głowę nieco wygodniej na zagłówku i nadal mozolnie głaszcząc jej kolano kontynuował - Sekret za sekret? - uśmiechnął się nieco przebiegle - Na przykład... Max to tak jakby nie do końca moje imię. Przynajmniej nie pierwsze.
- Tristan Maximus Shepherd. Rodzice lubili europejską literaturę. Tristan nie przebiłby się w Hollywood. - wzruszył ramionami z tym swoim beztroskim uśmiechem.

Bronte Rosenthal-Murray

That's one awkward ride

: wt sty 13, 2026 7:23 pm
autor: Bronte Rosenthal-Murray
Ostatnie zawirowania nieco namieszały jej w głowie. Sprawiły, że na pewien czas zwątpiła w to, jak tak naprawdę powinna postąpić.
To jednak nie tak, że nagle przestało jej na nim zależeć. Nadal lubiła go, chciała spędzać z nim czas i przekonać się o tym, co jeszcze mogło się z tej relacji rozwinąć. Chciała dać temu szansę, ale przestraszyła się tego, że przez własne pragnienia i nieostrożność mogłaby ściągnąć na niego kłopoty.
Tego natomiast nie byłaby w stanie sobie wybaczyć.

Ciężko jednak myśleć racjonalnie, kiedy dawał jej przedsmak tego, co mogłaby mieć, gdyby tylko odrobinę bardziej się postarała. Pragnęła tego, a jednocześnie miała poczucie tego, że na to nie zasługiwała. Ostatnio była wyjątkowo kiepskim materiałem na dziewczynę. Zadziwiającym było więc to, że jeszcze chciał się z nią spotykać.
Dziś mieli zyskać na to całkiem sporo czasu, skoro zupełnie nieplanowanie ugrzęźli w samochodzie. Bronte wiedziała, że o tej porze mogła spodziewać się czegoś takiego. Kilka lat temu prawdopodobnie zrezygnowałaby z natychmiastowego powrotu do domu po to, aby wkręcić się na jakąś imprezę i złapać taksówkę dopiero wtedy, kiedy noworoczny szum nieco przycichnie.
Nie mogła jednak narzekać na to, że utknęła tu akurat z nim. Dzięki temu rzeczywiście zyskali trochę tego czasu, którego brakowało im ostatnio. A choć lepszym scenariuszem byłoby spędzenie go w jej mieszkaniu, z jedzeniem zamówionym z pobliskiej knajpki i kubkiem ciepłej herbaty, to przecież mogło skończyć się to o wiele gorzej.
Uśmiechnęła się kącikiem ust, kiedy jego dłoń spoczęła na jej kolanie. Początkowo nie zareagowała, jedynie powracając spojrzeniem do jego twarzy. — Jestem trochę zaskoczona. Mimo wszystko wyglądasz mi na kogoś, kto ze szczerym zadowoleniem mógłby zaszyć się w jakiejś głuszy — stwierdziła przekornie, a jej uśmiech jeszcze odrobinę się poszerzył.
Nie kłamała, ale za jej słowami nie kryło się także nic złego. Prawdę powiedziawszy uważała takie rzeczy za całkiem wartościowe, choć ona sama nie do końca była do tego stworzona. Nie widziała siebie pośród lasów, śpiąc w namiocie, do którego w każdej chwili wkraść się mogły różnego rodzaju robactwa. Czy to znaczy, że nie byłaby skłonna dać temu szansy? Dla niego może by to rozważyła.
Najpierw ściągnęła ku sobie brwi, nie do końca pewna, do czego zmierzał, ale kiedy wspomniał o swoim imieniu, udało mu się ją zaciekawić. To, że była tym odkryciem zaskoczona, mógł bez problemu wyczytać z jej twarzy. — Czyli pisana jest ci jakaś Izolda? — zapytała przekornie, w międzyczasie dłonią odnajdując drogę do jego przedramienia, które zaczęła delikatnie muskać palcami. Jego dotyk zdecydowanie uprzyjemniał jej konieczność spędzenia czasu w tym korku.
Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a później oparła głowę o zagłówek. — Nigdy nie poznałam swojego ojca. Moja mama twierdzi, że nie wie, kto nim jest i chyba jej wierzę. Kobiety w mojej rodzinie nigdy nie miały szczęścia do miłosnych historii — albo, jeśli spojrzeć na to nieco chłodniej, najwyraźniej były dość puszczalskie, choć o tym, ze szczerego szacunku, Bronte wolała nie wspominać.

Max Shepherd

That's one awkward ride

: śr sty 14, 2026 12:08 am
autor: Max Shepherd
Na jej szczęście Max nigdy nie był facetem, który łatwo się poddawał. Nawet jeśli ostatnio swoim brakiem jakiejkolwiek akcji, a wręcz zlewaniem ich randek dawała mu dość dosadnie do zrozumienia, że nie jest tak zainteresowana, jak pozwalała mu na początku sądzić. To go tak naprawdę nie odstraszało, w pewien sposób wręcz przeciwnie. Był tym typem osoby, której jak powie się, że nie da rady czegoś zrobić, to choćby skały srały i miało to zająć kilka lat, dosięgnąłby swojego celu. Kiedy pierwszy raz wyjechał do Hollywood nie dawano mu zbyt wiele szans na główne role. Musiał poświęcić kilka lat swojego życia i dziesiątki kontuzji by w końcu dostać swoją szansę. Z Bronte miał podobnie. Ufał swojej intuicji. Jeśli go zainteresowała to był ku temu jakiś powód. Musiałaby mu wprost powiedzieć, że nie chce z nim być by sobie odpuścił. Oczywiście bardziej z szacunku do niej niż do braku chęci. W końcu był już o wiele dojrzalszy niż kiedyś.
Stąd całkiem nienachalnie pokonywał kolejne bariery. Czy to fizyczne kładąc jej dłoń na kolanie i powoli przesuwając ją nieco w górę i dół jej uda. Może ten pocałunek w windzie nie był do końca grzeczny, ale wyglądało na to, że tego właśnie od niego oczekiwała. Skoro nie protestowała a wręcz domagała się więcej takich pieszczot, był na dobrej ścieżce by ją zdobyć. A te psychiczne bariery? Oferując jej swój sekret jako pierwszy dawał jej pewien kredyt zaufania. Dość duży, nawet jeśli jego imię nie było najbardziej strzeżoną tajemnicą. Nadal było czymś, o czym wiedziała zaledwie garstka osób w jego życiu i raczej żadna po tej stronie granicy.
- Oby nie. W tej historii została napisana dość pociągająco tak w prawdziwym życiu... - mlasnął kręcąc głową - Kiedy słyszę Izolda, mam przed oczami starą, acz bardzo wyrafinowaną i zadbaną panią. - zaśmiał się kręcąc energiczniej głową próbując wyrzucić tę wizję - Zawsze byłem panem swojego losu, a przynajmniej w to chcę wierzyć. Więc czy to będzie Izolda, Cathy, czy Bronte... To ja zadecyduję. - uśmiechnął się do niej zaczepnie nie przestając gładzić okolic jej kolana.
Jej sekret nieco go zaskoczył. Sięgnęła o wiele głębiej niż sądził, lecz doceniał jej szczerość oraz zaufanie. Uśmiechnął się do niej ciepło nawet lekko ściskając jej kolano.
- Może to i lepiej? Nie wszyscy faceci nadają się na ojców. - wzruszył lekko ramionami przechylając głowę w jej stronę - Sam znałem wielu, którzy zdecydowanie nie powinni mieć dzieci. Twoje życie wcale nie musi być przez to gorsze. Może jest nawet lepsze. - uśmiechnął się lekko pokrzepiająco - A Ty zawsze możesz być tą pierwszą, której się poszczęści w miłości. - poruszył wymownie brwiami bo tak, uważał się za całkiem dobrą partię.
Teraz już zarówno do zabawy jak i samej relacji.
- Moi rodzice są dość konserwatywni. Kiedy oznajmiłem im, że wyjeżdżam robić karierę wydziedziczyli mnie. Mieliśmy ranczo w Montanie. To tam nauczyłem się jeździć na koniu, opiekować zwierzętami. Całkiem to lubiłem. - nie wyglądał jakby mu to ciążyło tak bardzo jak powinno, nachodziła go bardziej nostalgia niż smutek - Kiedyś też uciekłem z domu na pół roku i zamieszkałem z plemieniem obok naszych ziem. Więc tak... To całe biwakowanie nie jest mi straszne, ale jestem już bardziej typem hoteli. W camperach spędziłem już nieco zbyt wiele swojego życia. - zaśmiał się cicho kończąc nieco łatwiejszym do przetrawienia sekretem.

Bronte Rosenthal-Murray

That's one awkward ride

: czw sty 15, 2026 6:56 pm
autor: Bronte Rosenthal-Murray
Gdyby wywiesił białą flagę w aspekcie ich relacji, nie mogłaby mieć do niego pretensji. Prawdopodobnie by to zrozumiała, podczas gdy ewentualną złość mogłaby kierować już wyłącznie do siebie. To ona zaniedbała tę znajomość, ponieważ to do jej codzienności wkradł się chaos, którego nie umiała tak po prostu ogarnąć.
Była pogubiona, a poza tym też trochę przeznaczona, z czym nie mogła się do niego zwrócić, ponieważ nie chciała ściągnąć na niego ewentualnego niebezpieczeństwa, a przecież tego właśnie się obawiała. Bała się, że na siebie i swoich bliskich ściągnie coś niedobrego.
I to nadal było możliwe, choć dzisiejszego wieczora nie miała ochoty o tym myśleć. Wolała skupić się na tym, co miał jej do zaoferowania Max. Pragnęła skupić się na rozmowie i na jego bliskości nie tylko dlatego, że była mu to winna. Chciała być z nim dzisiaj, bo miała na to ochotę.
Może też była odrobinę przesądna, dlatego chciała w odpowiedni sposób wejść w nowy rok, jak gdyby to rzeczywiście miało przesądzić o tym, jak ich losy potoczą się dalej. Wiedziała jednak, że tu nie miała sprawdzić się żadna m a g i a. Powodzenie tej znajomości miało zależeć przede wszystkim od ich zaangażowania, które w przypadku Bronte do tej pory było dość nikłe. To ona musiała więc nad nim popracować.
Kąciki jej ust wykrzywiły się w pełnym rozbawienia uśmiechu, kiedy rozwinął się na temat wizji, jaka przy tym konkretnym imieniu zrodziła się w jego głowie. Nawet jeżeli wydawać się to mogło trochę głupie, to jednak go rozumiała. Czasami skojarzenia działały właśnie w taki sposób.
Mhm, niech tak będzie — stwierdziła, nie przestając się uśmiechać. Jeśli chciał postrzegać to w ten sposób, nie zamierzała się z nim sprzeczać, choć sama nieco wierzyła w p r z e z n a c z e n i e. Jeszcze jako młoda dziewczyna wierzyła, że gdzieś na świecie był ktoś, kto był jej po prostu pisany. Z czasem miała przekonać się o tym, czy tą osobą był Max.
Chciała jednak dać temu szansę i pokazać mu, że ona również była w stanie się zaangażować. Z tego powodu otworzyła się przed nim, być może bardziej, niż tego od niej oczekiwał, jednak warto zaznaczyć, że Bronte nie postrzegała tego, jako coś w i e l k i e g o. Nie bała się mówić o tym, że nigdy nie poznała swojego ojca, ponieważ teraz już nie uznawała tego za coś wstydliwego. W przeszłości może, jednak była na tyle dorosła, aby wiedzieć, że w żaden sposób jej to nie ujmowało. Zamiast niego miała przy sobie dwie kobiety, które kochała ponad życie.
Zmarszczyła lekko nos i przyjrzała mu się, czując tę dziwną mieszankę zaskoczenia i współczucia. — Ich zdaniem powinieneś robić to, co oni? — uniosła jedną brew ku górze. Sama może nie wychowywała się w pełnej rodzinie, ale miała to szczęście, że jej najbliżsi bezwarunkowo ją wspierali. Matka i babcia chciały dla niej jak najlepiej, więc pod tym względem była na wygranej pozycji. — Nie wiedzą, co tracą — stwierdziła, po czym nieznacznie wzruszyła ramionami. Miała go za naprawdę wartościową osobę, dlatego naprawdę uważała, że jego bliscy popełniali błąd.
Mówił ci już ktoś, że jesteś trochę szalony? — zapytała przekornie, kiedy wspomniał o swoim wybryku. Chwilę po tym ściągnęła ku sobie brwi, a później koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę. — Ale może powinniśmy to wykorzystać? Co robisz w przyszły weekend? — zapytała i omiotła jego twarz spojrzeniem. Skoro w ostatnich tygodniach praktycznie w ogóle nie mieli dla siebie czasu, była to najwyższa pora, aby zadbać o to, by teraz to nadrobili.

Max Shepherd

That's one awkward ride

: sob sty 17, 2026 1:15 am
autor: Max Shepherd
Nie musiał wiedzieć wszystkiego o życiu Bronte. Był jej ciekaw, również jej poczynań, aczkolwiek daleko mu było do kontrolującego partnera. Kobieta miała prawo do swoich tajemnic, nawet jeśli te wpływały powoli na ich relację. Nie pytał co dokładnie robiła gdy nie mogła się z nim spotykać. Nie wyobrażał sobie też jakichś niestworzonych historii na jej temat. Każde z nich miało swoje życie i druga strona musiała to uszanować. Jeśli nadal nie będą w stanie znajdować dla siebie czasu to po prostu nie wypali. Max wiedział, czego oczekiwał od swojej kolejnej partnerki, lecz z tą partnerką niespecjalnie mu się spieszyło. Zdążył się już przyzwyczaić do życia samemu, a jeśli chodziło o jego potrzeby... Cóż. Te też potrafił sobie dość szybko i w przyjemny sposób zaspokoić. Dlatego na razie wyjaśnienia blondynki mu starczały, nie musiał ciągnąć jej za język. Zobaczy czy jej akcje pokryją się z jej słowami. W najgorszym wypadku po prostu wrócą do tego, kim byli zanim pokazał jej, że mają szansę na coś więcej. Nie zaszli jeszcze za daleko, aczkolwiek dzisiejszy wieczór nie został jeszcze rozstrzygnięty.
Max nie tyle wierzył, co zdążył się już przekonać, że jest panem własnego losu. W końcu był tylko prostym chłopakiem z Montany, jakich wielu. Jego prospekty kończyły się na przejęciu rodzinnej farmy, lecz przez swoją zawziętość, uparcie oraz ciężką pracę zrobił całkiem niezłą karierę w Hollywood. Zupełnie tak, jak to sobie założył te wszystkie lata temu, więc teraz też sądził, że to właśnie on wybierze sobie drugą połówkę. Może czasami chciałby wierzyć w to, że ludzie są sobie po prostu pisani. Może to właśnie oni jakimś zbiegiem okoliczności zostali ze sobą sparowani. W końcu szansa była jakaś jedna do dziesięciu. Mogła zostać sparowana z wieloma innymi osobami, a jednak trafiło na niego. Przyjezdnego producenta, który nie jest znany ze słuchania na wszystkich spotkaniach, a tym bardziej dyrekcji studia. Czas pokaże. Shepherd nie myślał jeszcze o nich w kategorii kolejnej wielkiej miłości. Tym bardziej z jej ostatnim zaangażowaniem.
- Tak, nawet jeśli prowadzenie rancza jest już bardzo wymierającym i mało opłacalnym biznesem. - wzruszył ramionami dość obojętnie - Oh nie patrz tak na mnie Bronte, nie trzeba się nade mną litować. - nikt tego w Hollywood nie robił i teraz też nie trzeba było, nie przepadał za tym - Moi rodzice są bardzo konserwatywni. Dla nich praca na planach to nie praca, tylko jakieś wygłupianie się na ekranie. - odwrócił na chwilę wzrok skupiając go w bliżej nieokreślonym miejscu na drodze.
W jego głosie była pewna nuta żalu? Smutku? To już dziewczyna musiała ocenić sama. Nawet dorosły facet chciał wsparcia swoich rodziców, swojej rodziny. Tym bardziej, kiedy ze swoich gaż spłacił już wszystkie ich długi. Tego natomiast nie musiała wiedzieć. To była jego słodka tajemnica. Nie wiedzieli tego również jego rodzice.
- Niech pomyślę... - wrócił do niej wzrokiem - Tylko moi producenci, aktorzy, dla których byłem kaskaderem. Inni aktorzy. Inni kaskaderzy. Reżyserzy. Obsługa kamer. Dźwiękowcy. Asystenci produkcji... Poza nimi... Pewnie jeszcze kilka osób. - uśmiechnął się do niej rozbrajająco puszczając jej oczko.
- Wygląda na to, że mam już plany z pewną piękną prezenterką. Prowadziła dzisiaj reportaż ze świętowania nowego roku. Wygląda nieziemsko. Może widziałaś? - musnął palcem materiał na jej kolanie akurat w tym miejscu, gdzie był cienki i prześwitujący.
Korzystając z tego, że stali akurat w korku nachylił się by krótko i zaczepnie ją pocałować. Tak na zachętę zaciskając lekko dłoń na jej kolanie.

Bronte Rosenthal-Murray

That's one awkward ride

: sob sty 17, 2026 2:32 pm
autor: Bronte Rosenthal-Murray
Wiele mogło pójść nie tak. Wiele rzeczy mogło okazać się tymi, które dla któregoś z nich stanowić będą jedną, wielką i powiewającą na wietrze czerwoną flagę.
Nie znali się przecież jeszcze zbyt dobrze i dopiero zmierzali w kierunku tego, aby to nadrobić, co nie było szczególnie łatwe, kiedy głowę Bronte zaprzątało coś innego. Nie była jednak na tyle wyrachowana, aby tego nie pożałować. Wiedziała też, że sama powinna pójść do niego z wyjaśnieniami i po prostu go za to przeprosić, jednak z jakiegoś powodu zwyczajnie się tego obawiała.
Zupełnie niepotrzebnie, bo przecież zdołała już przekonać się o tym, jakim był mężczyzną. Wcale nie uważał, że wszystko musiało kręcić się wokół niego, a choć mógł podejść do niej z chłodem i dystansem, na który bez wątpienia zasługiwała, Max po raz kolejny wykazał się wyrozumiałością. Być może był dla niej z b y t dobry i budził w niej myśl, że na to nie zasługiwała, ale jednocześnie dawał jej motywację do tego, aby rzeczywiście postarać się bardziej.
Chciała zawalczyć o to, aby zatrzymać go w swoim życiu.
Teraz przyglądała się temu, jak mówił o swojej rodzinie. Na jej twarzy być może rzeczywiście wymalowało się coś w rodzaju współczucia, ale to jednocześnie nie tak, że była w stanie tak po prostu to zamaskować, czy nawet powstrzymać. Chciała dla niego jak najlepiej, a to w jej odczuciu oznaczało także dobry kontakt z rodzicami. Zasługiwał przecież na to, aby mieć wokół siebie jak najwięcej osób, które by go wspierały, a przecież Bronte wiedziała, jaką zwykle ma to siłę.
To nie żadna litość, Max — poprawiła go, kiedy zwrócił na to jej uwagę. — Wierz mi lub nie, ale kiedy kogoś lubię, to się o niego troszczę. I jeśli chcesz dalej zabierać mnie na randki, całować w windach i wszystkich tych innych miejscach, musisz przyzwyczaić się do tego, że czasami tak na ciebie popatrzę. Mogę nawet robić to cały czas, zwłaszcza w tej marynarce — ostrzegła go, ostatecznie być może trochę spuszczając z tonu i czyniąc tę wypowiedź nieco luźniejszą, ale wcale nie kłamała. Był dla niej na swój sposób ważny i to niezależnie od tego, jak dalej miała rozwinąć się ich relacja, a to zaś sprawiało, że interesowała się tym, jak układały się jego sprawy. Chciała, żeby był szczęśliwy i wcale nie zamierzała uzależniać tego szczęścia od tego, czy to ze sobą w danym momencie byli.
A choć próbował pokazać jej coś innego, miała wrażenie, że w tej chwili naprawdę potrzebował kogoś obok. Odpowiadało jej to, że tym kimś mogła być ona, dlatego w końcu sama sięgnęła po jego dotyk. Dość nieznacznie, skoro wyłącznie muskała jego przedramię palcami, ale i to było tak po prostu przyjemne.
Uśmiechnęła się z rozbawieniem, a grymas na jej twarzy poszerzył się jeszcze, kiedy zaczął ją komplementować. Zmarszczyła wtedy lekko nos i ledwie zauważalnie pokręciła głową. — Brzmi tak dobrze, że powinieneś dać mi jej numer — odparła, wcale nie uciekając przed pocałunkiem. Wręcz przeciwnie, sama nie pozwoliła mu uciec zbyt szybko, a kiedy później mogła spoglądać mu w oczy z tej niewielkiej odległości, tylko na chwilę uciekła spojrzeniem w stronę ulicy. — Mogliśmy zostać w tej windzie — wyszeptała, kiedy uwagę ponownie skupiła na jego oczach.
Ewidentnie miała do niego słabość.

Max Shepherd

That's one awkward ride

: sob sty 17, 2026 8:43 pm
autor: Max Shepherd
Pomimo wszystkich swoich dobrych stron Max nie był idealny. Mógł tak wyglądać na papierze. Kiedy obserwowało się go z pewnej odległości, aczkolwiek nadal miał swoje słabości. Znacząco wydoroślał od czasu Hollywood, lecz nadal miał pewne nieprzepracowane tematy. Jeden z nich właśnie wychodził na jaw przed dziewczyną, z którą chciał się umówić. Starał się nie poruszać tematu swojej rodziny. Starał się też sprawiać wrażenie osoby na której brak bliskich osób nie robił tak wielkiego wrażenia. Jak się teraz okazuje, w obu tych przypadkach trochę się mylił. Oczywiście, że chciał mieć lepszy kontakt ze swoją rodziną. Nawet jeśli nie dogadywali się tak naprawdę od samego początku, tak zobaczenie ich chociaż raz do roku na święta byłoby całkiem przyjemne. Nawet jeśli mieliby się za każdym razem trochę pokłócić. Mieć po prostu normalną relację. Tak jak na co dzień ten temat nie spędzał mu snu z powiek. Zdążył się z tym już w dużej mierze obyć. Tak gdy rzeczywiście zaczynał drążyć ten temat na jaw wychodziły pewne uczucia, których może sam nie był do końca świadom. Czuł, że był jej poniekąd winny równie ważny sekret, który ona zdradziła jemu. To było po prostu fair w stosunku do niej, a tak chciał budować nowe relacje. Szczerze, nawet jeśli mają przez to nie wypalić.
- O nie. W tej marynarce tak na mnie nie patrzyłaś. - uśmiechnął się do niej zawadiacko przechylając lekko głowę - Ale jeśli taka jest cena zabierania Cię na randki i całowania Cię w te wszystkie miejsca. - celowo zabawił się nieco jej słowami akcentując to jedno, najważniejsze, a w jego tęczówkach pojawiły się te iskierki pożądania. Nawet zwilżył wargi swoim językiem myśląc o kolejnych pocałunkach.
Doceniał to, że potrafiła tak wprost powiedzieć, że jej na nim zależy. Właśnie dlatego go zainteresowała. Dlatego przyciągała jego uwagę i sprawiała, że dawał jej kolejną szansę. Zdążył się już przekonać o jej dojrzałości. Nawet jeśli na razie w oparciu o jej karierę. Ostatnio dała trochę ciała, lecz każdemu mogła się powinąć noga. Chciał spędzać z nią więcej czasu tak jak dzisiaj. Całkiem luźno, nawet jeśli mieli poważniejszą rozmowę. A to, że Bronte jest przy okazji piękną dziewczyną tylko działało na jego korzyść. Zawsze uważał, że miał całkiem dobry gust.
Lubił to jak często marszczyła nosek, gdy lekko się peszyła. To jeden z tych szczegółów, które można odkryć tylko jeśli spędza się z kimś dużo czasu. Dobrze to o niej świadczyło. To, że potrafiła przyjąć komplement, ale nie była zadufana w sobie. Powinien komplementować ją trochę częściej.
- Lubię wyzwania, lubię zdobywać. Ale w tym przypadku nie chcę robić sobie dodatkowej konkurencji. Na razie lubię swoje szanse. - wyszczerzył się do niej zaczepnie pochylając nieco do przodu by móc ją w końcu pocałować.
Mruknął nawet zadowolony wyczuwając jak sama szuka kolejnych pocałunków i jego bliskości. To było cholernie pociągające i seksowne.
- Tak myślisz? - nie odrywał swoich nieco pociemniałych z pożądania tęczówek od jej - Jak ja to widzę, w tym momencie nie moglibyśmy być bardziej anonimowi. - musnął jej szyję palcami swojej wolnej ręki - Jesteśmy po prostu jednym z wielu samochodów stojących w korku. Auto nie zwraca na siebie uwagi. Nikt się nam nie przygląda. Nikt nas nie szuka. - wyszeptał już praktycznie w jej usta drażniąc je swoim zarostem.
- Chociaż w twoim mieszkaniu byłoby nieco bardziej... intymnie. - mruknął zamykając jej usta w kolejnym pocałunku.
Ten był już znacznie bardziej namiętny i zachłanny. Jego język wyszukał jej. Trzymając dłoń na jej szyi muskał swoim kciukiem punkt, na którym dość dobrze czuł jej przyśpieszający puls. Tym razem nie zamierzał przestawać dopóki sama się nie odsunie. Nie chciał odmawiać sobie tej przyjemności i zdecydowanie tego nie robił. Może minęło zaledwie kilka sekund, a może kilka minut. W końcu ktoś zatrąbił. Raz, kolejny. Max w końcu odsunął się od niej zadziornie jeszcze przygryzając jej wargę.
- Chyba trochę się rozluźniło. - uśmiechnął się do niej obrzucając ją jeszcze jednym pożądliwym spojrzeniem zanim przyszło mu wrzucić bieg i w końcu ruszyć z miejsca.
Za jej sugestią na skrzyżowaniu skręcił w prawo i na razie nie mieli przed sobą morza czerwonych świateł stopu.

Bronte Rosenthal-Murray

That's one awkward ride

: ndz sty 18, 2026 6:19 pm
autor: Bronte Rosenthal-Murray
Nawet przez sekundę nie pomyślała, że jego historia mogłaby jakkolwiek mu ujmować. Nie przesądzała też o tym, w jaki sposób go widziała, zatem ich znajomość wydawała się całkiem bezpieczna. Przynajmniej z tego konkretnego punktu widzenia, ponieważ Bronte nadal nie mogła ręczyć za to, jak dalej się ona potoczy. Mogła wyłącznie stwierdzić, że chciała dać temu szansę i pragnęła wspólnie z nim ją rozwijać, jednak to nie dawało im żadnej gwarancji.
Wciąż wiele mogło się jeszcze wydarzyć.
Teraz zaś uśmiechnęła się z rozbawieniem, nie odmawiając sobie tego, aby przy okazji omieść jego sylwetkę spojrzeniem. Co mogła powiedzieć? Prezentował się dzisiaj w y j ą t k o w o dobrze, a pomimo tego, że lubiła go za to, jaki był, Bronte miała też w sobie coś z wzrokowca. Podobał jej się w takim wydaniu, a kiedy dodatkowo podkreślał to, jak ona podobała się jemu, rozbudzał w niej pożądanie. To zaś znajdowało odzwierciedlenie w jej spojrzeniu.
Nie możesz ubierać się tak, a później mówić mi, że nie patrzę na ciebie z troską. Nie taki cel miała ta marynarka — odparła, tylko trochę się z nim drocząc. Nie miała żadnej gwarancji, że zrobił to celowo. Nie mogła nawet przypuszczać, że na dzisiejsze wyjście do pracy szykował się z myślą o niej, a nie o tym, aby po prostu dobrze się prezentować, więc nawet jeśli zrobił to przypadkowo, udało mu się rozbudzić jej apetyt.
Podtrzymał go zresztą, kiedy wykorzystał nieplanowany postój do tego, aby zaserwować jej nieco czułości. Dobrze było dziś cieszyć się smakiem jego ust, dlatego Rosenthal wcale nie miała ochoty się od nich odrywać. Nawet wtedy, kiedy odsunął się nieznacznie, ona nie pozwoliła mu zbyt daleko uciec.
Słuchała jego słów, myślami uciekając w kierunku tego, jak te pocałunki mogłyby się rozwinąć, gdyby tylko nie utknęli teraz w korku. Zamruczała cicho, przez moment walcząc z resztkami własnego rozsądku. Niezależnie od tego, jak bardzo byłaby go spragniona i jak kusząca mogła wydawać się adrenalina, którą zafundować mogła im przelotna przygoda w samochodzie, nie mogła się tego podjąć. I nie chodziło tylko o związane z tym ryzyko.
Po prostu czuła, że w ich przypadku nie tak to powinno wyglądać.
Mogłabym cię tam zaprosić — zdołała powiedzieć wyłącznie tyle, nim zamknął jej usta w pocałunku. Z nim nie była wcale tak zachowawcza, jak początkowo mogłoby się wydawać. Oparła jedno ramię na dzielącym ich podłokietniku i naparła na niego bardziej, złakniona jego ust bardziej niż czegokolwiek innego.
Nie potrafiłaby tego wyjaśnić, ale miała wrażenie, że w jego bliskości mogłaby się zatracić. Nic dziwnego, że kiedy usłyszała klakson, z jej ust wyrwał się pomruk niezadowolenia. Uśmiechnęła się jednak, kiedy się od niego odsuwała. Usadowiła się na swoim fotelu bardziej przepisowo, a później koniuszkiem języka zwilżyła usta.
Zerknęła na Shepherda kątem oka, zanim zdecydowała się odezwać po raz kolejny. — Mam naprawdę smaczną kawę — stwierdziła, podczas gdy kąciki jej ust powędrowały jeszcze wyżej.
Było późno, a rano oboje mieli stawić się w pracy, ale mimo to czuła, że wcale nie miała ochoty zbyt prędko się z nim dziś rozstawać.

Max Shepherd

That's one awkward ride

: wt sty 20, 2026 11:25 pm
autor: Max Shepherd
- Dokładnie, nie taki cel miała ta marynarka. Troska to ostatnie, z czym miałaś na mnie w niej patrzeć. - spojrzał na nią uśmiechając się zadziornie przy okazji potwierdzając jej przypuszczenia, że jego dzisiejsze wydanie nie było całkowicie przypadkowe - Wolę gdy patrzysz na mnie tak jak teraz. - spojrzał jej w oczy zwilżając ponownie swoje wargi walcząc z tą niepohamowaną ochotą by skraść jej kolejne pocałunki.
To jak na niego teraz patrzyła było cholernie pobudzające. Wiedział, że obiecał jej, że zrobią to porządnie, powoli. Nie będą się spieszyć. Jednak skłamałby gdyby powiedział, że nie pomyślał nawet przez chwilę o tym by zrobili kolejny krok w ich relacji skoro zaprosiła go na dzisiejszy wieczór do siebie. Nie mógł też powiedzieć, że gdyby tego chciała, postąpiłby jak bardzo dojrzały mężczyzna i powiedział, że to jeszcze nie ten moment. Nie kiedy wyglądała tak świetnie jak dzisiaj. Max zdążył już trochę wydorośleć, lecz nie składał żadnych ślubów czystości. Bronte jest cholernie atrakcyjną dziewczyną i Shepherd nie bał się jej tego okazać.
Czemu też właśnie dawał upust w tak przyjemnej chwili intymności. Pożądał jej, nie było co do tego żadnych wątpliwości. Całował ją namiętnie, pożądliwie pozwalając jej poczuć wszystkie emocje, które w nim wzbudzała. Nie brakowało w tym jednak również pewnej dozy czułości. Bliskości. Nie jest dla niego po prostu kolejną gwiazdą, którą mógłby zaliczyć. Chciał by była czymś więcej.
Ten powtarzający się klakson spotkał się również z jego warknięciem dezaprobaty. Zwłaszcza gdy czuł jej ciało napierające na jego. Nie chciał przestawać, ale nie mógł też zwracać na nich zbyt wielkiej uwagi. Gdzieś tam w zakamarkach swojego zdrowego rozsądku zachował go na tyle by pamiętać o jej statusie. Może nie byli tu szczególnie popularni. Zwłaszcza on. Lecz nie chciał ryzykować, że trafią akurat na jakiegoś reportera, który cyknie im fotkę. Tak jak ona nie chciała sprowadzić na niego kłopotów, on nie chciał tego samego dla niej.
- Do swojego mieszkania już mnie zaprosiłaś, a teraz kawa? Ta, której napijemy się rano? - uśmiechnął się do niej zaczepnie przelotnie na nią spoglądając.
Mogła się tego chyba spodziewać. Łapanie jej za słówka było jednym z jego ulubionych zajęć i sam sądził, że jedną z najbardziej pożądanych cech jego charakteru. Po prostu nie mógł się powstrzymać. Nie przypuszczał, że pójdą dzisiaj na całość, ale mógł się z nią chociaż trochę podroczyć. Wizja takiego zakończenia tej nocy na pewno sprawiła, że jego puls nieco przyśpieszył, a w chwili ciszy raz jeszcze pozwolił sobie omieść jej sylwetkę bardzo pochlebnym spojrzeniem.
- Wygląda na to, że swoje już odstaliśmy. - zauważył, gdy kolejne skrzyżowanie przejechali na zielonym - Za to jak świetnie dzisiaj wyglądasz oraz za troskę zdradzę Ci jeszcze jeden sekret. - poruszył zabawnie brwiami po czym sięgnął do panelu dotykowego wybierając Spotify.
Nacisnął pierwszą playlistę, a z głośników zaczął lecieć jeden z hitów Zacha Bryana - Something In Orange. Max spojrzał tylko na swoją pasażerkę wymownie bo tak... Był trochę stereotypowym człowiekiem z Montany i całkiem lubił Country. To, że potrafił je nawet nie najgorzej śpiewać plus tańczyć na razie zachowywał dla siebie. Wierzył, że mężczyźni też powinni mieć kilka swoich sekretów. Nie mógł jej zdradzić wszystkiego od razu. Gdzie byłaby w tym zabawa odkrywania jego talentów samej?

Bronte Rosenthal-Murray

That's one awkward ride

: ndz sty 25, 2026 12:32 pm
autor: Bronte Rosenthal-Murray
Nie była jedną z tych dziewczyn, które uparcie próbowały oszczędzać się do trzeciej randki. Nie była też jedną z tych, które seks powiązywały bezpośrednio z uczuciami. Nie sposób odmówić jej romantycznej duszy, jednak wychowywała się pośród przekonania o tym, że dobra zabawa także była dla ludzi.
Nie odmawiała sobie zatem rzeczy, których naprawdę chciała, nawet jeżeli one czasami nie wydawały się rozsądne. Zdarzało się, że angażowała się w relacje, które były całkowicie pozbawione przyszłości, ponieważ w danym momencie w jej codzienności zawitał ktoś, kto oczarował ją do tego stopnia, iż nie umiała mu się oprzeć.
Nie uważała też, aby to w jakimkolwiek stopniu jej ujmowało, choć odkąd Max zasugerował jej, że chciał spróbować coś z nią zbudować, Bronte doszła do wniosku, że u jego boku chciała zrobić to w ł a ś c i w i e. Bez zbędnego pośpiechu i deklaracji, z których nie byłaby w stanie się wywiązać, ponieważ w którymś momencie przeraziłaby się spoczywającej na niej presji. Czy to znaczy, że łatwo było jej trzymać przy nim ręce przy sobie? Ani trochę. Już w tym momencie chciała przyciągnąć go bliżej siebie i pozwolić sobie na to, by dalej delektować się smakiem jego ust oraz jego dotykiem, jednak temu nie sprzyjały okoliczności.
Na taki brak rozsądku nie mogła sobie pozwolić.
Jeśli obiecasz, że zrobisz śniadanie. Chociaż… powinieneś wiedzieć, że zwykle nie mam nic w lodówce — ponieważ należała do grona tych osób, które praktycznie nie gotowały. Stawiała na zamawianie diety pudełkowej, albo kupowanie czegoś gotowego w drodze do pracy. Tam zresztą nie zawsze miała czas na to, aby zjeść swój posiłek, więc pod tym względem nie wiodła najzdrowszego stylu życia. Niewykluczone, że potrzebowała obok kogoś, kto po prostu przypomniałby jej o tym, że musiała o siebie zadbać. To z jakiegoś powodu zawsze spychała na dalszy plan.
Uniosła jedną brew ku górze, ale nie powiedziała nic, z zainteresowaniem czekając na to, co jeszcze mógłby przed nią odkryć. A choć musiała przyznać, że zupełnie się tego nie spodziewała, to jednak skłamałaby mówiąc, że ten rodzaj muzyki jej do niego nie pasował. Wystarczyło zaledwie kilka wersów i zerknięcie kątem oka w kierunku Shepherda, aby w jej umyśle złożyło się to w spójną całość.
W dodatku taką, która naprawdę jej się podobała.
Nie powiesz chyba, że śpiewasz w chórkach? — zażartowała, co zresztą wyraźnie sugerować musiał zaczepny uśmiech, który wymalował się na jej ustach. A choć sama nie była wielką fanką country, nie miała nic przeciwko temu, aby teraz nieco uważniej wsłuchać się w puszczoną przez Maxa piosenkę. Może nawet była w stanie dostrzec w niej coś d o b r e g o, choć jednocześnie to wcale nie tak, że nagle miała się na country przerzucić.
Prawie jesteśmy na miejscu — wspomniała, kiedy na horyzoncie majaczyć zaczęła jej okolica. Odruchowo już zerknęła w stronę zegarka, dochodząc do wniosku, że nie zmarnowali wcale tak dużo czasu, jak mogłoby się wydawać. Zresztą, Bronte wcale nie uważała go za z m a r n o w a n y. Nawet wtedy, kiedy utknęli w korku, bawiła się w jego towarzystwie naprawdę dobrze.

Max Shepherd