Strona 2 z 2

La sala por el niño

: wt sty 06, 2026 4:50 pm
autor: Santiago de la Serna
Uśmiechnął się szeroko i popatrzył na Alvaro błyszczącymi oczami, kiedy ten stwierdził, że dobrze mu się mieszka z Santiago. Pogłaskał go po policzku i odgarnął kosmyk włosów z jego czoła.
- Ven a vivir conmigo - wypalił - Permanentemente.
Teraz on nie był pewien, czy nie posunął się za daleko, ale miał nadzieję, że nie. Co prawda już wcześniej miał ochotę go o to poprosić, ale wahał się, bo przecież Alvaro pewnie wolał mieszkać ze swoim synem i jego matką, a on nie miał prawa mu tego odbierać, ale... skoro zamierzali urządzić tu pokój małego, skoro teraz Palermo powiedział, że dobrze mu tutaj, to... może to nie było za dużo. Może zechce jednak przeprowadzić się tutaj. Może zdołałby się jakoś dogadać z tą dziewczyną i podzielić opieką nad Tiago tak, żeby żadne z nich nie było na tym stratne.
Niedługo później jednak westchnął ciężko słysząc, co śniło się jego partnerowi. Przytulił go mocno i wplótł palce w jego włosy, chcąc w ten sposób dodać mu otuchy i go uspokoić.
- Sabes que no hubiéramos podido superar esto de otra manera, ¿verdad? - zapytał cicho po chwili - Nos habrían atrapado, quizá nos habrían matado a algunos. Quizás a todos. Estaban muy enojados con nosotros, así que es posible que hubieran encontrado una excusa para matarnos; pero incluso si no, nos habrían atrapado y nos habrían metido en la cárcel. Quería ahorrarte esto.

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: wt sty 06, 2026 5:16 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Przymknął lekko oczy, gdy Santiago pogłaskał go po policzku i odgarnął włosy z czoła, rozkoszując się tym dotykiem i łaknąc go całym sobą. Niesamowicie kochał tego faceta i nie wyobrażał sobie życia bez niego, a te półtorej roku wydawało mu się teraz czarną plamą w jego pamięci, przerywaną jedynie przez przyjaciółkę, ciążę i narodziny Tiago, no i przez pracę. Gdyby nie to, że miał zajęcie i że ciąża zajmowała jego myśli prawdopodobnie oszalałby sam ze sobą, swoimi wyrzutami sumienia i tęsknotą.
Słysząc, że miałby zamieszkać z Santiago na stałe otworzył niepewnie oczy i popatrzył w oczy przyjaciela. Nie odpowiedział od razu, chyba po prostu zaskoczony tą propozycją - choć właściwie może nie powinien być zaskoczony, ostatecznie większość życia mieszkał z de la Serną, to fakt, ale nie jako partner, tylko jako przyszywany brat/przyjaciel, więc to jednak co innego. Potem jakoś naturalnie przeszli na temat koszmarów Palermo, więc ta propozycja chwilowo pozostała bez odpowiedzi.
- Lo sé, sí. Lo he pensado muchas veces, he intentado cambiar nuestro plan porque me parecía que quizá podríamos haber hecho algo diferente, quizá esto se podría haber evitado... Pero no he encontrado ninguna solución lógica desde que la policía entró en el edificio. - westchnął cicho, wtulając się w ciało ukochanego, skoro ten mocno go do siebie przytulił. Znów zamknął na moment oczy, przesuwając nosem po skórze na jego ramieniu, uspokajając się tym samym dzięki jego zapachowi i ciepłu skóry. Obrazy w jego wyobraźni, a właściwie wspomnienia z tamtego feralnego dnia, wydawały się teraz bledsze i mniej straszne, niż zwykle, bo teraz miał go przy sobie. W tym momencie, zupełnie jak kiedyś, na samych początkach, Santiago był kimś w rodzaju jego strażnika i przy nim wszystko zdawało się być... inne. Lepsze. Spokojniejsze.
- La respuesta es sí. Me mudaré contigo. - odezwał się po chwili, odrywając nos od jego ramienia, żeby znów spojrzeć na twarz przyjaciela. Na jego własnej pojawił się nieco niepewny, ale szczery uśmiech. - También me prepararemos una habitación, ¿o puedo compartir el dormitorio contigo? - zapytał jeszcze po chwili, z szerszym uśmiechem i rozbawieniem w oczach, przesuwając wolno dłonią po boku ukochanego. - Preferiría la segunda opción si pudiera elegir.

Santiago de la Serna

La sala por el niño

: wt sty 06, 2026 5:27 pm
autor: Santiago de la Serna
- No pudimos cambiar el plan porque el problema no fue el plan en sí, sino un error humano. Alguien hizo algo mal, lo que tuvo consecuencias que finalmente llevaron a la policía a entrar al edificio demasiado pronto - odpowiedział, wciąż tuląc go do siebie i mając nadzieję, że może kiedyś uda mu się wyplenić z Alvaro te dręczące go myśli i prawdopodobne poczucie winy, że może mógł coś zaplanować lepiej. Nie, nie mógł. To nie o to chodziło - Además, siempre hay lagunas en todo plan, porque es inevitable. En cualquier cosa que involucre humanos, algo puede salir mal. Siempre.
Kiedyś chyba udało mu się w końcu przekonać Alvaro do tego, że jest inteligentny, do uwierzenia w siebie. Może teraz uda mu się skłonić go do zaprzestania roztrząsania tamtych wydarzeń, bo nic z tego nie było jego winą. Zresztą nawet gdyby było, to nie było sensu się tym zadręczać - co było, to było.
I - oczywiście - jak zawsze Santiago potrafił taki tok myślenia odnieść do innych, zwłaszcza do Alvaro, ale nie potrafił do siebie samego, dlatego sam zadręczał się myśleniem o tym, co by było, gdyby wcześniej zrozumiał swoje uczucia, gdyby powiedział o nich przyjacielowi, gdyby... Gdyby, gdyby, gdyby.
Gdy jednak usłyszał, że Salvatierra zgodził się z nim zamieszkać, spojrzał mu w oczy z szerokim uśmiechem, nieświadomie wstrzymując oddech ze szczęścia. Miał wrażenie, że zaraz wybuchnie z radości, bo mimo wszystko spodziewał się, że młodszy może odmówić (te przypuszczenia wzmocniły się, gdy nie usłyszał odpowiedzi od razu), więc jego szczęście było teraz tym większe.
- Preferiría que compartieras habitación conmigo, pero si quieres, podemos darte la tuya - odpowiedział drżącym z radości głosem, a w jego oczach pojawiły się łzy wzruszenia - De cualquier manera, podemos hacerlo para que tengas tu propio espacio cuando te canses de mí.

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: wt sty 06, 2026 6:57 pm
autor: Alvaro Salvatierra
To prawda, w pewnym momencie życia uwierzył wreszcie Santiago, który powtarzał mu, że jest inteligentny, że powinien skończyć szkołę, że powinien iść na studia, że powinien się rozwijać i w końcu Alvaro mu uwierzył. W szkole przeskoczył jedną czy dwie klasy, bo okazało się, że mimo przerwy w nauce był w stanie znacznie szybciej i lepiej przyswajać materiał i że ogarniał rzeczy nie tylko z poziomu nauczania, na którym była jego klasa, ale także jakieś dodatkowe, ponad poziom. Na studiach prawdopodobnie byłby jednym z lepszych studentów - i prawdę powiedziawszy i tak był - gdyby nie to, że wpadł w imprezowe towarzystwo i zaczął eksperymentować z używkami. Trochę mu zajęło uwierzenie w słowa przyjaciela, bo jakoś ciężko było mu zaakceptować fakt, że ktoś uważa go za inteligentnego, ale w pewnym momencie faktycznie w to uwierzył i nie raz zdarzało mu się określać samego siebie geniuszem, zwłaszcza w kontekście swoich planów dotyczących napadów. Ich planów, tak właściwie, bo gdy już zaczęli razem kraść, to Alvaro nie wyobrażał sobie, żeby miał to robić z kimkolwiek innym.
- Sé que el factor humano puede convertir cualquier plan brillante en una serie de fracasos. Es solo que... bueno, ya me conoces, y sabes que le doy vueltas a las cosas que creo que hice mal. Todo este tiempo, pensé que si de verdad fuera tan brillante como me decías, saldrías de ese túnel sano y salvo. - przyznał jeszcze cicho, choć nieco niechętnie, w sumie coraz bardziej rozumiejąc, że faktycznie nie było innego wyjścia. Nie wyszliby stamtąd żywi albo nie wyszliby wolni, tylko w kajdankach, więc poświęcenie Santiago być może faktycznie było jedynym wyjściem z sytuacji. - De todos modos... me alegro de que estés vivo. De verdad que sí.
Musnął delikatnie wargami jego ramię, chcąc w ten sposób okazać mu zarówno przywiązanie, miłość, jak i troskę.
Gdy przeszli na milsze tematy i gdy zobaczył szeroki uśmiech na twarzy Santiago i łzy wzruszenia w jego oczach poczuł jak jego serce ściska się niemal boleśnie, ale mimo wszystko ze szczęścia i wzruszenia. Kiedyś nawet nie marzyłby o tym, że w pewnym momencie zamieszkają razem jako para, a nie jako przyjaciele, nawet w najśmielszych snach nie przyszłoby mu to do głowy. A teraz wydawało się, że te marzenia, których sam bałby się marzyć, mogły się spełnić i że nie tylko on tego pragnął, ale najwyraźniej Santiago również.
- No creo que puedas aburrirme. Eres un personaje demasiado complicado. - zaśmiał się, opierając czoło o jego czoło i obejmując palcami jego kark. Musnął też delikatnie jego usta swoimi własnymi. - Pero si no es problema, podríamos montarme una especie de oficina para poder trabajar desde casa más a menudo y crear planes y cálculos desde aquí, sin tener que ir necesariamente a la oficina. Tendría más tiempo para ti, para Tiago...

Santiago de la Serna

La sala por el niño

: wt sty 06, 2026 7:55 pm
autor: Santiago de la Serna
Zaśmiał się na stwierdzenie, że jest wystarczająco skomplikowany, żeby się z nim nie nudzić.
- No quise decir que fuera aburrido, sólo que podrías estar harto de mí - powiedział ze śmiechem, gładząc go dłonią po policzku - Pero sí, definitivamente prepararemos un taller para ti.
Musiał przyznać, że wzruszyły go słowa o tym, że Alvaro chciałby spędzać z nim więcej czasu. To było dość oczywiste, skoro go kochał, ale czym innym było to wiedzieć, a czym innym - usłyszeć. Zawsze chciał być kochany i potrzebny komuś, a teraz to marzenie się spełniało.
- ¿Y qué? ¿Nos vamos a dormir ahora y nos levantamos en unas horas para preparar la habitación de Tiago? - zapytał po chwili, patrząc na niego wciąż błyszczącymi oczami. Któż by przypuszczał, że tak paskudnie rozpoczęta noc może się tak miło zakończyć? Może dzięki temu nie będą już ich nawiedzać koszmary...? Oby, bo choć Santiago podejrzewał, że czarne myśli nie opuściły go na zawsze, to naprawdę teraz czuł się szczęśliwy i znacznie spokojniejszy, niż jeszcze pół godziny temu.
- Bueno, ¿a menos que tengas una mejor idea de lo que podríamos hacer...?
Uniósł brwi, przełykając nieco nerwowo ślinę. Jemu samemu przyszła do głowy jedna aktywność, choć sam przed sobą się tego jeszcze wstydził i wciąż w jego głowie były jakieś opory przed tym. Nie zmieniało to jednak faktu, że pragnął bliskości Alvaro i jego dotyku; musiał więc po prostu jakoś pozbyć się tych głupich blokad ze swojej głowy.

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: śr sty 07, 2026 6:39 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Uśmiechnął się, rozczulony entuzjastycznym podejściem ukochanego do wspólnego zamieszkania i tym, że ta rozmowa ewidentnie w ich obu budziła jednocześnie wzruszenie i euforię. Początkowo bał się, że zaczynając rozmowę o tym, że chciałby tu mieszkać wchodzi na grząski grunt, bał się odrzucenia i z jakichś niejasnych powodów bał się, że Santiago uzna, że to może jednak za szybko jak na wspólne mieszkanie, bo w sumie parą byli od niedawna... Było to głupie i wiedział o tym, bo przecież większość swojego życia mieszkał razem z Santiago, fakt że jako przyjaciel, brat i wspólnik w złodziejskim fachu, nie jako partner, ale czy to naprawdę była aż taka różnica? Obaj znali zarówno swoje wady jak i zalety, znali swoje przyzwyczajenia, wiedzieli jaką kawę pije ten drugi, którą stronę łóżka woli zajmować, znali swoje wieczorne i poranne rutyny... Chyba więc Alvaro musiał trochę popanikować, bo inaczej nie byłby sobą, nawet jeśli nie miał ku temu żadnych powodów.
- Todavía no puedo tener suficiente de ti, y paso mucho tiempo en tu casa, así que... Además, podría contar con una mano el número de veces que me he cansado de ti a lo largo de mi vida. - odpowiedział po chwili, wciąż wpatrzony w niego wzrokiem zakochanego szczeniaka i z tym nieco rozmarzonym uśmiechem na ustach.
Po chwili, gdy Santi zapytał czy teraz idą spać, a potem biorą się za ogarnięcie pokoju dla młodego, czy może Palermo ma jakiś inny pomysł na to co mogliby robić, Salvatierra zaśmiał się cicho pod nosem i podparł się na łokciu, leżąc teraz na boku i przyglądając mu się z czułością.
- Y a ti ¿qué te gustaría hacer? - dłoń z jego karku przesunął na ramię mężczyzny, a potem powoli powiódł palcem po jego obojczyku, zsuwając iskrzące się oczka na szyję starszego. - ¿Tienes alguna idea interesante?

Santiago de la Serna

La sala por el niño

: śr sty 07, 2026 7:36 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago z kolei bał się odrzucenia nie dlatego, że Alvaro miałby uznać, że to za wcześnie; ale dlatego, że miał teraz dziecko i pewnie chciał mieszkać z nim. Z kolei matka małego mogła wcale nie chcieć się rozstawać ze swoim synem i pozwalać mu mieszkać raz tu, raz tu. Na szczęście jednak jego obawy okazały się nieuzasadnione.
- ¿Tu hijo come leche procesada? Ya sabes: ¿todos esos polvos para comida de bebé? - zapytał, nagle uświadamiając sobie, że przecież Tiago jest niemowlęciem: nie można mu dać po prostu obiadu, musiał albo być blisko matki, albo mieć zapas różnych proszków, z których robi się tę wspaniałą odżywczą papkę. Santiago nie bardzo wierzył w niesamowicie dobre i niemal magiczne (według reklam) właściwości tych preparatów; ale czymś trzeba było młodego żywić, więc trzeba było się zaopatrzyć... o ile Tiago to w ogóle zje.
Jednak niedługo jego myśli odpłynęły w nieco inną stronę, gdy Alvaro przesuwał palcem po jego ramieniu, a później obojczyku. Kiedy poczuł ten dotyk na swoim obojczyku, przez jego ciało przebiegły przyjemne dreszcze. Przymknął oczy, uśmiechając się rozmarzony, a jego głowa odruchowo odchyliła się nieznacznie, odsłaniając szyję.
- ¿Tengo alguna idea de cómo pasar este tiempo...? - zamruczał jak kocur - Quizás tengo algunas ideas... La pregunta es si te gustarían estas ideas...
Nagle znów poczuł lęk, że może nie potrafi się za to odpowiednio zabrać z mężczyzną; może powinien teraz coś zrobić, może jakoś dotknąć Alvaro, ale nie bardzo wiedział, co konkretnie miałoby to być. Próbował więc pozbyć się albo przynajmniej zignorować te natrętne, paskudne myśli. Przecież Salvatierra go kochał, przecież ostatnio chyba mu się podobało; poza tym może poprowadzić Santiago. Może mu w razie czego powiedzieć lub pokazać, co powinien zrobić. Nie było sensu się przejmować takimi głupimi rzeczami jak jakiś szczeniak, który totalnie nie ma doświadczenia w łóżku i obawia się, że nie będzie wystarczający. Już kiedyś przez to przechodził i nie chciał ponownie.

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: śr sty 07, 2026 8:16 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Uśmiechnął się ponownie szeroko, słysząc pytanie o Tiago i mleko modyfikowane - podobało mu się to, że Santiago wykazywał zainteresowanie żywieniem małego, bo to znaczyło, że Alvaro miał rację i de la Serna faktycznie mógłby być dobrym ojcem, gdyby tylko chciał. Zresztą, w pewnym sensie wychował także jego, chociaż o takim standardowym wychowaniu raczej nie było mowy - trafił pod jego dach, gdy miał czternaście lat, więc już był odchowanym dzieciakiem, ale były z nim raz mniejsze raz większe problemy, no i też dochodził do tego fakt, że był dzieciakiem ze skomplikowaną przeszłością, który przeszedł przez kilka miesięcy zarabiania i pomieszkiwania na ulicy, więc nie był najłatwiejszym materiałem. Mimo to Santiago miał do niego dobre podejście, potrafił podejść do niego trochę tak, jak do dzikiego, nieoswojonego zwierzęcia, a w każdym razie na samym początku i to podejście naprawdę się sprawdziło. Był więc dobrym ojcem - w jakimś sensie na pewno.
- Sí, el pequeño toma leche en polvo. No parece importarle mucho si es leche materna o comprada. - zapewnił go spokojnie, muskając przy tym nosem jego policzek.
Zauważył, że Santiago podobał się ten dotyk na obojczyku, więc kontynuował wodzenie palcem w górę i w dół, kreśląc jakieś niejasne wzorki na wystających nieco kościach mężczyzny. Przy okazji przyglądał się jego piżamie, z kącikiem ust uniesionym ku górze.
- Pensé que el borgoña era mi color, pero... a ti también te queda muy bien. - zacmokał z uznaniem, nie mogąc się powstrzymać przed tym komentarzem. - Me encantaría escuchar tus brillantes ideas, sí. Cuéntamelas. - skinął głową, z kurwikami w oczach, sięgając palcami do górnego guzika koszuli od jego piżamy, który powoooli, bardzo powoli rozpiął, patrząc przy tym non stop w jego oczy i przegryzając lekko dolną wargę.

Santiago de la Serna

La sala por el niño

: sob sty 17, 2026 3:32 pm
autor: Santiago de la Serna
Santiago nie uważał, żeby był dobrym ojcem - zawsze chciał nim być, ale jednocześnie obawiał się, że wcale nie byłby taki dobry, że nie sprawdziłby się w tej roli. Co prawda wychował Palermo, tak, ale jednak - to był chłopak, który był już podrostkiem, kiedy do niego trafił, Wielu uznałoby, że w związku z tym było jeszcze trudniej, bo przecież łatwiej kogoś sobie wychować od zera - ale Tiago uważał, że jednak łatwiej mu było z nastolatkiem, niż byłoby z dzieckiem, które pojawiłoby się pod jego dachem i opieką od narodzin. Z jednej strony więc pragnął dziecka, a z drugiej nie dążył do tego jakoś szczególnie, odsuwając swoje potrzeby w tej materii na bok. Żałował tego, to prawda, ale wciąż miał w głowie poczucie, że tak będzie lepiej.
Mruknął i kiwnął głową w odpowiedzi na wiadomość, że małemu nie robi różnicy, czy mleko będzie ze sklepu, czy od matki.
- Pregunté porque he oído que muchos niños no quieren tomar leche de la tienda. Otros, en cambio, no la quieren de su madre. Y algunos tampoco. Qué bueno que Tiago sea fácil de alimentar; qué amable de su parte.
Mówił coraz bardziej mruczącym głosem, przymykając oczy i odchylając nieco głowę, żeby odsłonić Alvaro swoją szyję.
- No sé si todas mis ideas son brillantes, pero esta... bueno, implica un poco más de actividad que dormir.
Westchnął, czując, jak włoski zaczynają mu się przyjemnie jeżyć na karku, kiedy przyjaciel zaczął rozpinać mu koszulę. Chciał dodać coś więcej na temat tego "pomysłu", ale nie bardzo miał pomysł, co mógłby; tym bardziej, że w tym momencie jego myśli przełączały się z już ze słów na odczuwanie. Spojrzał mu w oczy swoimi błyszczącymi ślepiami i uśmiechnął się połową ust.

Alvaro Salvatierra

La sala por el niño

: sob sty 17, 2026 9:12 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Według Alvaro Santiago byłby dobrym ojcem, bo przecież pamiętał jak zajmował się nim, jaki opiekuńczy i troskliwy był, jak wściekał się, gdy Palermo działa się krzywda, jak przygarniał go do siebie bez zbędnych pytań, gdy młody Salvatierra przychodził do niego w środku nocy, bo nie mógł zasnąć w swoim łóżku, bo obudziły go koszmary, bo była burza, bo działo się cokolwiek, przez co nie był w stanie być sam na sam ze swoimi myślami. Nigdy nie zrobił mu krzywdy, żeby nie było - Santiago nie był zainteresowany Palermo, gdy ten był młodym chłopcem, a Alvaro początkowo kochał go po prostu jak starszego brata, jak opiekuna, zanim zrozumiał, że to nie jest ten rodzaj miłości i że jednak czuje do niego coś więcej, niż po prostu do przyjaciela. Ich relacja w przeszłości nie była więc w żadnym razie niewłaściwa, to tak w razie gdyby ktoś miał wątpliwości.
- Es cierto, es muy amable de su parte. - uśmiechnął się wesoło, choć wciąż z kurwikami w oczach, myślami już będąc przy odsłaniającej się przed nim skórze na ramionach i klatce piersiowej mężczyzny. Jego spojrzenie przesuwało się jednak to na twarz Santiago, to na jego ciało, bo nie było przecież tak, że podobało mu się tylko ona - podobał mu się cały de la Serna, przede wszystkim jego charyzma i troska, którą zawsze go otaczał.
- Se recomienda actividad, Sr. de la Serna. Quiero que se rehabilite y esté... en forma. - odezwał się po chwili, zniżając głos i siląc się na ton specjalisty; inżynier w akcji, tylko z nieco bardziej medycznego punktu widzenia, na którym niekoniecznie się znał, ale akurat co do tego, że ruch był dla Santiago jak najbardziej wskazany, to był pewien. - ¿Te ayudamos con tu rehabilitación? - zamruczał, przysuwając usta do jego ucha i muskając go czule nosem i wargami, zanim przeniósł się z pocałunkami na zagłębienie pomiędzy jego szyją a ramieniem.

Santiago de la Serna