Strona 2 z 2

Sit. Drink. Breathe.

: ndz sty 18, 2026 12:04 pm
autor: Iris Valentine
Drążyła właśnie dlatego… to była przyjemna odmiana, gdy to nie ona miała wieczne problemy z przedstawicielami płci męskiej. Cóż, nie miała ich, bo chwilowo trzymała się od nich z daleka i tak jak ostatnio została spektakularnie zghostowana – tak z nikim się nie umawiała. Dla własnego świętego spokoju! I przy okazji też spokoju Darling, bo przynajmniej nie musiała słuchać o kolejnych beznadziejnych facetach, którzy koniec końców i tak złamią jej serce. Tak, Jett Donovan również by to zrobił. No i swoją drogą miło było usłyszeć, że w randkowaniu z kobietami są dokładnie takie same problemy… dokładnie takie same!
I uśmiechnęła się promiennie, gdy przyjaciółka wpadła na to, że April mogła mieć dokładnie takie same wątpliwości jak ona i dlatego do niczego sensownego nie doszły, bo obie bały się zadać odpowiednich pytań. Czy było to jakiekolwiek rozwiązanie problemu? No niekoniecznie, ale przynajmniej usuwało część wątpliwości.
- Puszczalską? Proszę cię. – prychnęła, bo absolutnie nie uważała jej za puszczalską… a czy podziwiała umiejętność nawiązywania relacji? Nawet tych najbardziej niezobowiązujących? Oczywiście! No i musiała zagryźć wargę, żeby powstrzymać szeroki uśmiech wpychający jej się na twarz, gdy Teddy zaczęła mówić o swoich alternatywach, których jak widać nie brakowało.
- Czyli skoro żadnej z nich nie zaprosiłaś na wypad w góry to znaczy, że w tej, którą zaprosiłaś… musi być coś wyjątkowego. Idź w to. Powiedz jej to. – wzruszyła beztrosko ramionami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Plus no hej… na kim nie zrobiłoby to wrażenia? Mogłam jechać z kilkoma innymi dziewczynami, ale wybrałam ciebie!. No Iris dałaby się przekonać. Gdyby tylko grała do tej samej bramki.
- Wszystko z tobą w porządku, daj spokój. Masz trzydzieści lat, a nie sześćdziesiąt. Wcale nie musimy mieć w tym wieku ułożonego życia. Trzydziestka to nowa dwudziestka… a dwudziestolatki eksperymentują i dobrze się bawią. – zdecydowała i przechyliła kieliszek, a jego zawartość rozlała się po jej gardle i aż musiała się skrzywić, bo nadal było to dla niej mocne – Zresztą jakby było coś z tobą nie tak… nie interesowałoby się tobą tyle dziewczyn! A ja bym się z tobą nie przyjaźniła. Mam dość idiotów w życiu, więc wiesz… zero litości. – wzruszyła ramionami, bo była beznadziejna w udzielaniu rad wszelkiego rodzaju, ale jednego była pewna – z Teddy było wszystko w najlepszym porządku.


teddy darling

Sit. Drink. Breathe.

: pn sty 19, 2026 2:57 pm
autor: teddy darling
Jett Donovan nigdy nie złamałby Iris serca! To był porządny facet (i to wcale nie dlatego, że jest npcetem i to ja go prowadzę), Teddy mogła za niego poświadczyć, w końcu znała się na ludziach!
Uśmiech Valentine nie świadczył o niczym dobrym. Czyli jednak przesadzała z ilością kobiet w swoim życiu? Może powinna jednak przystopować i wstąpić do zakonu, izolując się od kobiet na długie lata? Swoją drogą, ciekawe ile by wytrzymała? Miesiąc? I to chyba wyłącznie przy dobrych wiatrach.
Co? — ściągnęła brwi, żeby znów docisnąć dłonie do twarzy. — Przestań, nie będę z nikim o niczym rozmawiać! — zastrzegła, wymierzając w Iris palcem. — Ani jutro, ani w ogóle nigdy. Daj mi spokój — jeszcze tego brakowało, żeby poruszała tę kwestię głośno. No nie, to się nie wydarzy. Darling prędzej to zakończy. To znaczy seks, a nie wieloletnią przyjaźń.
Wypuściła powietrze i przewróciła oczami.
Tak, tak — ostawiła pusty kieliszek na barowy blat. Chyba trochę za mocno, bo aż barman spojrzał na nią dość podejrzliwie. — Pięćdziesiąt to nowe trzydzieści pięć, neonowy pomarańczowy to nowa czerń, blablabla — już to przerabiała. Ale mimo to trzydziestka była wiekiem, w którym trzeba było zacząć myśleć przyszłościowo, czy coś. — A wiesz, że średnia długość życia rośnie? Na świecie są już ludzie, którzy, jeśli z kosmosu nic w nas nie pierdolnie i nie pozabijamy się z dnia na dzień, dożyją w niezłej formie nawet stu pięćdziesięciu lat! — sprzedała przyjaciółce ciekawostkę z posta, który wyświetlił jej się na instagramie. — Hej, no właśnie, ty na mnie nie lecisz, więc musi coś być ze mną nie tak? Skreślasz mnie tylko dlatego, że nie mam penisa między nogami? To naprawdę niesprawiedliwe, Iris — westchnęła ciężko, a jej żal wcale nie był taki udawany, bo Valentine zdecydowanie była przez te wszystkie lata zbyt odporna na jej czary i trzepotanie rzęsami. Czy powinna uświadomić ją, że kutas to nie wszystko i napomknąć o straponie?
Możemy już wrócić do tego twojego doktorka? Dziękuję — uśmiechnęła się, zanim przyjaciółka wyraziła na to zgodę. — Bo ja mam kilka pytań. Na przykład czy wiedziałaś, że miał żonę? Powiedział ci o tym, czy zatajał to do momentu, aż w magiczny sposób nie wypadło mu jej zdjęcie z portfela? I dlaczego się teraz unikacie? Myślisz, że to coś zmieni? Odruchacie się wtedy czy jak? — trzeba przyznać, że wstawiona Teddy robiła się nie tylko wyszczekana, ale też bardzo bezpośrednia.
Z każdym kolejnym kieliszkiem twierdziła, że to, co polewał im barman, było jakieś lewe. Pewnie wciskał im zwykłą kranówę, bo nic nie czuła. Dopiero kiedy zsunęła się na chwilę z wysokiego stołka, poczuła, że alkohol uderzył jej w nogi. Aż musiała przytrzymać się blatu, żeby nie stracić równowagi. W końcu jednak doszła do siebie i z powrotem, z godną podziwu gracją, wskoczyła na swoje miejsce. Wlepiła oczy w Iris w oczekiwaniu, aż ta odpowie na wszystkie nurtujące ją odpowiedzi.

Iris Valentine

Sit. Drink. Breathe.

: śr sty 28, 2026 6:22 pm
autor: Iris Valentine
Szczerze powiedziawszy, gdyby Iris usłyszała o pomyśle wstąpienia do zakonu – uśmiechnęła, a nawet zaśmiałaby się jeszcze wymowniej i jeszcze bardziej. Bo czy w zakonie nie mieszkają same kobiety?! Zresztą Valentine była ostatnią, absolutnie ostatnia osobą, która mogłaby osądzać. Mogła się podśmiechiwać pod nosem i zazdrościć powodzenia – bo oczywiście, że sama też by takie chciała! – ale na pewno nie oceniała! Za to bawiła się doskonale i musiała sięgnąć po kolejną porcję alkoholu, gdy z ust przyjaciółki padło to fantastyczne daj mi spokój jakby znowu miały po szesnaście lat.
Brwi Valentine powędrowały do góry, bo uważała, że „długość wieku rośnie” to był argument, który potwierdzał jej teorię i była gotowa o niego walczyć – No właśnie! Ludzie żyją dłużej, więc mogą dłużej się dobrze bawić i dłużej szukać tej jednej osoby, z którą chcą spędzić resztę tego d ł u g i e g o życia! – zresztą, gdy Darling martwiła się, że dojechała ją trzydziestka i powinna się ustatkować to, co powinna sobie pomyśleć ona? W końcu była starsza, dość kluczowy okres w swoim życiu jeśli chodzi o szukanie partnera spędziła na pieprzonej pustyni, a później w szpitalu… wszyscy porządni faceci już dawno byli zajęci, albo niezainteresowani. Mogła liczyć jedynie na drugi obieg! – I co to za brednie, że na ciebie nie lecę? Oczywiście, że lecę! Jeśli miałabym się kiedyś umawiać z dziewczyną, całować albo iść z nią do łóżka to oczywiście, że byłabyś to ty! – rzuciła, szczerząc kły w szerokim uśmiechu tym bardziej, że musiała dodać coś jeszcze… - Inaczej trafiłabym na kogoś z kim ty się umawiałaś – dodała zupełnie niepoważnie i z czystej sympatii, bo zaraz przy tym trąciła Darling w ramię, żeby się czasem o to nie dąsała. W tym momencie tylko i wyłącznie sobie żartowała – I nie możemy wrócić do doktorka, bo nie ma o czym rozmawiać. – stwierdziła, wzruszając ramionami i oglądając się za barmanem… i to był moment, który wystarczył, że Teddy postanowiła zsunąć się ze stołka i kątem oka zauważyła jak dziewczynie uginają się kolana, więc automatycznie próbowała ją asekurować, złapać i położyła dłoń na jej talii, żeby pomóc jej utrzymac równowagę.
Coś wspominałaś o tym, że masz mocną głowę, co? – zaśmiała się, kręcąc lekko głową – I wiedziałam, że miał żonę, ale niekoniecznie się tym przejęłam. Więc wiesz… jak chcesz się ukamieniować za brak decyzyjności w kwestii kobiet to możesz też przy okazji mnie za sypianie z żonatymi. – wzruszyła ramionami – I nic nie zmieni, ale będzie mniej niezręcznie. Spierdoliłam… nie pożegnałam się nawet. Wymusiłam, żeby nasi przełożeni trzymali język za zębami. Wróciłam do kraju na leczenie bez słowa wyjaśnienia. Dobrodusznie uznałam, że nie musi tam żyć jednocześnie się o mnie martwiąc. Zresztą nie powinien się martwić o mnie, gdy miał żonę. Raczej nie przypuszczałam, że jeszcze kiedykolwiek się spotkamy. – ot, cała historia… pomyliła się! Popełniła kilka błędów po drodze, a teraz ponosiła tego konsekwencje.



teddy darling

Sit. Drink. Breathe.

: śr sty 28, 2026 9:04 pm
autor: teddy darling
Jakoś w ogóle nie przyszło jej do głowy, że w zakonie mieszkają wyłącznie kobiety, a to, zamiast obiecanej wstrzemięźliwości i spokoju ducha, mogło oznaczać jedynie jeszcze więcej pokus. Te wszystkie zakonnice z pewnością miałyby niejedno do zaoferowania i za wszelką cenę chciałyby sprowadzić ją na złą drogę. Biedna, niewinna Teddy nie miałaby najmniejszych szans w takim towarzystwie. A że obdarzona była złotym sercem i nie potrafiła nikomu odmówić, bardzo szybko mogłaby zboczyć z cnotliwej ścieżki.
No ja myślę, że to byłabym właśnie ja — prychnęła, kiedy Iris zaczęła teoretyzować o swoich czysto hipotetycznych randkach z kobietami. A potem Darling przycisnęła palce do nasady nosa i pokręciła z niedowierzaniem głową. — Mówisz tak, jakbym naprawdę przeleciała pół Toronto. I to tylko dlatego, że druga połowa do faceci — westchnęła, a przecież w ostatnim czasie całowała się tylko z kilkoma kobietami i zaliczyła jedynie dwie. To naprawdę wcale nie były takie wysokie statystyki, którymi można się szczycić. Poza tym o April nawet nie myślała w taki sposób. Nie, że ją zaliczyła. Darzyła ją zbyt dużym szacunkiem, aby iść w takie małostkowe określenia.
Rozłożyła bezradnie ręce, gdy Valentine stwierdziła, że nie mogą wrócić do tematu doktorka. Ale kiedy przyjaciółka wsparła ją ramieniem i Teddy ponownie przysiadła na barowym stołku, temat również powrócił, przez co niebieskie oczy strażaczki zaświeciły się z ekscytacji. Mina jednak szybko jej zrzedła, kiedy usłyszała, że Valentine omotała sobie wokół palce żonatego mężczyznę.
Och, Iris — pokręciła z politowaniem głową. — Do cholery, na świecie jest tylu facetów, a ty musiałaś brać się za zaobrączkowanego? To nawet ja nigdy nie spałam z zajętą laską. A jeśli już, to nawet o tym nie wiedziałam — uniosła ręce w obronnym geście, bo co złego, to nie ona, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Chyba nie była jednak aż tak bezczelna, żeby wyrywać zajęte kobiety, nawet jeśli tamte potrzebowały odskoczni od swoich mężów czy partnerek. — Wiesz, jak to się nazywa? — sięgnęła po swój kieliszek i wymierzyła nim w przyjaciółkę. — Pieprzona karma. Wasze drogi znów się skrzyżowały, bo obracałaś żonatego gościa. Albo może przeznaczenie? Wybierz sobie — machnęła ręką i wypiła szota. I owszem, Teddy miała mocną głowę, ale o nogach nie było mowy.
Cmoknęła i przyjrzała się uważnie twarzy Iris. Patrzyła na nią przez chwilę bez słowa, po czym — również bez słowa — pochyliła się na barowym stołku, ujęła jej twarz w dłonie i pocałowała ją. Ot, bez większych ceregieli. Jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Szesnastoletnia Teddy umarłaby chyba ze szczęścia i zażenowania jednocześnie. Rozchyliła powieki i uśmiechnęła się prosto w usta przyjaciółki.
No co? Nie mogłam pozwolić, żebyś trafiła na kogoś, z kim się umawiałam — rzuciła beztrosko na swoje usprawiedliwienie.
Powinna była zrobić to już dawno temu, bo przynajmniej zaoszczędziłaby sobie całego tego zastanawiania się, czy wargi Iris są tak samo miękkie, jak je sobie wyobrażała. Poza tym była chyba jedną z najbardziej hetero kobiet, jakie Darling poznała w swoim życiu. I jedną z nielicznych, którym nigdy nie zaproponowała, że powinny się bzyknąć.

Iris Valentine

Sit. Drink. Breathe.

: śr sty 28, 2026 10:54 pm
autor: Iris Valentine
Ekscytacja na twarzy Teddy była odrobinę niepokojąca. Jeszcze bardziej jednak ten moment, w którym wyraz jej twarzy zaczął się zmieniać i już wiedziała… wiedziała, że prawdopodobnie nie to chciała od Valentine usłyszeć. Oh, jasne… mogła jej ściemniać, mogła ułożyć historię o tym, że dowiedziała się późnej, ale po co. Nie zamierzała jej okłamywać. A sam fakt małżeństwa mężczyzny nadal stanowił dla niej najmniejszy problem… i leżał daleko poza jej zainteresowaniem. Jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało i niezależnie od tego jak wredną sukę to z niej robiło. Nie myślała o żonie – ani wtedy, ani teraz.
- Nawet ty… to brzmi jakbyś naprawdę przeleciała pół Toronto. – prychnęła, parafrazując słowa przyjaciółki, bo nawet ona – nie było żadną wyrocznią skoro uważała, że wcale nie spotykała się z tak dużą liczbą kobiet! – Poza tym dobrze wiesz, że to trochę bardziej skomplikowane, gdy jesteś tam, na środku pieprzonej pustyni i nie… nie masz tam wyboru z tylu facetów. Zresztą to też nie tak, że weszłam mu do łóżka pierwszego dnia wspólnej służby. – przewróciła oczami, bo początkowo… cóż, nawet nieszczególnie się lubili, a ta relacja po prostu ewoluowała. Mocno. Intensywnie. I chociaż wiedziała, że to nigdy nie powinno się wydarzyć – nie żałowała ani jednej spędzonej z nim sekundy. Żałowała całej reszty, wszystkiego co wydarzyło się później i jak sobie z tym aktualnie radziła – I nie wierzę, że wierzysz w jakieś kuwa przeznaczenie. Prędzej karma. Wszechświat mnie nienawidzi… jednak mnie nie uśmiercił, ale to nie znaczy, że nie będę cierpieć. – wzruszyła ramionami, bo co zrobisz jak nic nie zrobisz. Karma była suką, a Iris widocznie sobie na to zasłużyła.
Nie wiedziała jednak czym sobie zasłużyła na to, co zadziało się za chwilę. Była tak pijana, że miała omamy wzrokowe? To jej się tylko wydawało? Ale jednak poczuła jej wargi na swoich… mało tego – odwzajemniła ten pocałunek jakby to właśnie była najbardziej oczywista rzecz na świecie. I całe szczęście, że od wypitego alkoholu i tak miała czerwone policzki, bo słowo honoru, że się zarumieniła.
- Okej… fair enough – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – Chociaż to zabawne, że nie zrobiłaś tego kiedy miałyśmy po szesnaście lat, a dopiero jak mnie opieprzyłaś za seks z żonatym. – wytknęła przekornie i po prostu się zaśmiała, kręcąc przy tym głową, bo naprawdę nie mogła uwierzyć, że to się stało - Ale! Darling... to był najlepszy pierwszy pocałunek w moim życiu. - i wcale nie żartowała!


teddy darling

Sit. Drink. Breathe.

: śr sty 28, 2026 11:47 pm
autor: teddy darling
Starała się postawić w sytuacji przyjaciółki. Wyobrażała sobie, że trafia na służbę na odludziu. Tylko że w jej przypadku problem byłby znacznie większy. Bycie lesbijką wśród samej męskiej załogi, niezależnie od tego, czy byli wolni, czy zajęci, znacząco utrudniało sprawę. Nawet najdrobniejsza iskra zainteresowania z jej strony wydawała się niemożliwa. A przecież nie mogłaby zniżyć tak nisko, żeby przespać się z mężczyzną. Nawet jeśli miałby to być Jett Donovan, którego kochała całym sercem i który był najlepszym kumplem w całej jednostce.
Nie mogła oceniać Iris, przecież ona była wolna, a to ten doktorem miał żonę. To tylko potwierdzało, że powinna trzymać się od tego faceta z daleka, bo gość był niewierny, a takim to nie ma co ufać! Zaraz jej to zacznie wpajać do głowy, tylko wpierw musiała nacieszyć się tym o wiele za krótkim pocałunkiem.
Nie mogłam tego zrobić, bo wtedy się bałam, okej? — wymierzyła w Valentine palcem, uśmiechając się przy tym zawadiacko. — Teraz jestem nieustraszona. Przeleciałam pół miasta i stwierdziłam, że to nie w porządku, że żyjesz w tak ogromnej nieświadomości, nie wiedząc, jak smakują moje usta — westchnęła ciężko, jakby Iris naprawdę miała czegoś żałować. No bo miała! I powinna!
Może gdyby nie była tak hetero, mogłyby stworzyć najpiękniejszy związek na świecie, a Teddy nie musiałaby teraz zadręczać się myślą, że pocałowała ostatnio zbyt wiele kobiet. Łącznie z Valentine. Ale to akurat była chyba najbardziej słuszna decyzja, jaką podjęła w ciągu ostatnich miesięcy.
Miałaś tylko jedno zadanie, Valentine — pokręciła z politowaniem głową. — Powinnaś powiedzieć, że to był najlepszy pocałunek w całym twoim życiu. Ale nie, jako ten pierwszy, tylko w ogóle najlepszy ze wszystkich. Ale dobra, wybaczam ci, że się nie znasz — machnęła niedbale ręką. Oczywiście Darling nie mówiła serio. Poza tym gdyby nie wypiła tych ośmiu? Dziewięciu szotów? No w każdym razie, jeśli nie byłaby wstawiona, pewnie nie pomyślałaby o tym, żeby całować heteronormatywnej przyjaciółki, która zbyt dosadnie zawsze dawała do zrozumienia, że interesują ją tylko faceci.
No tak, tak to właśnie jest — zaczęła takim tonem, jakby jedno miała już odbębnione, a teraz przyszła pora na przypierdolkę. — Ale ty zdajesz sobie sprawę z tego, że co by się nie wydarzyło, to nie powinnaś spotykać się z tym gościem, prawda? Prawda?! — niewiele brakowało, a sięgnęłaby do ramion Iris, żeby ją potrząsnąć. — Bo wiesz, jak to jest. Kto zdradzi raz, zdradza cały czas — wyrecytowała, chociaż nie była pewna, czy takie powiedzenie istniało. Możliwe, że je właśnie wymyśliła pod wpływem alkoholu i inwencji twórczej. — Poczekaj, on ma jakieś imię? Ten doktor? Nieładnie tak mówić o kimś bezimiennie, a nie chcę wiecznie nazywać go gościem, rogaczem, podwójnym agentem ani romansistą — wyliczyła na palcach, choć w rzeczywistości po prostu chciała poznać jego imię.

Iris Valentine

Sit. Drink. Breathe.

: czw sty 29, 2026 10:06 pm
autor: Iris Valentine
Spojrzała na przyjaciółkę wyjątkowo rozbawiona. Bała się? Strach nie leżał w naturze Teddy Darling i Iris doskonale to wiedziała. Była strażaczką, wbiegała do płonących budynków… i tak teraz, a wtedy miały po szesnaście lat. Ale nawet, gdy były nastolatkami Valentine uważała ją za jedną z najodważniejszych osób jakie znała – zazdrościła jej tego. Bardzo! Tylko… co ona mogła wiedzieć o całowaniu koleżanek w tamtym momencie (albo jakimkolwiek innym)?
- W takim razie zdecydowanie wolę twoją nieustraszoną wersję! – bo teraz zazdrościła jej tej odwagi nawet jeszcze bardziej. Bo oczywiście, że musiała być odważna, żeby przełamać tą barierę, która między nimi wisiała… zupełnie naturalnie, bo tak – Iris niestety była hetero i chociaż kochała Teddy to raczej byłaby beznadziejnym materiałem na jej dziewczynę i miłość życia – I może nie powiedziałam tego z nadzieją, że się poprawisz? – odbiła piłeczkę rozbawiona, jednocześnie przy tym wymownie prychając. Bo na najlepszy pocałunek w całym życiu trzeba sobie zasłużyć! I tak, poniekąd właśnie stawiała jej wyzwanie, ale głównie dlatego, że – Jestem pijana, nie słuchaj mnie. – naprawdę była! W ten całkiem przyjemny (na razie) sposób, gdy świat staje się mniej problematyczny, a gdy chcesz pocałować przyjaciółkę to po prostu to robisz.
- Michael. I naprawdę… dajesz mi rady związkowe na temat związku, którego nie ma? Bo żeby mógł mnie zdradzać musielibyśmy być razem, a to się raczej nie zmieni. Podejrzewam, że mnie szczerze nienawidzi. Ja bym się nienawidziła! Nawet trochę tak jest! Bo byłam głupia i powinnam zrobić inaczej, chociaż jednocześnie wiem, że teraz tak mówię, bo minęło trochę czasu. – a wtedy była przerażona i ani trochę nie myślała logicznie. Nawet rodzinie nie powiedziała o swojej chorobie do czasu, gdy nie przeszła pierwszego etapu leczenia – Jezuuu… musimy o tym rozmawiać? Nie możemy wrócić do t w o i c h dylematów? – bo były znacznie mniej krępujące! Znacznie. Nie zakładały zdrady małżeńskiej i ucieczki z miejsca zdarzenia przez głupią chorobę, która zabrała jej rok z życia. Nie lubiła o tym mówić, a wszystko, co wtedy się stało z Grahamem – niewątpliwie się z tym wiązało.


teddy darling

Sit. Drink. Breathe.

: pt sty 30, 2026 1:12 am
autor: teddy darling
Każdy czegoś się bał. Nawet Teddy. A w szczególności szesnastoletnia Teddy, która dopiero odkrywała swoją orientację. Właściwie była wtedy przerażona. Niby wiedziała, że podobały jej się dziewczyny, ale ciężko było jej oswoić się z myślą, że Iris mogą się one nie podobać. W jej głowie rozgrywał się wtedy prawdziwy dramat! Trudno było to nazwać złamanym sercem, ale na pewno była tym faktem bardzo, ale to bardzo niepocieszona.
Liczysz na powtórkę? — zaśmiała się, ale bez złośliwości. W oczach Darling tańczyły wesołe, łobuzerskie chochliki. — O nie, moja droga. Teraz twój ruch. Ja już znam takie, jak ty — ostrzegawczo wymierzyła w przyjaciółkę palcem. — Potem będziesz gadać, że cię wykorzystałam, a przecież byłaś taka biedna i pijana. Nie dam się nabrać na te numery — w tym miejscu Teddy uniosła obie ręce w geście kapitulacji.
Spełniła swoją powinność, dając Valentine najlepszy pocałunek na świecie! A przynajmniej tak sobie tłumaczyła to w swojej wstawionej głowie. No i jednocześnie spełniła też swoje nastoletnie marzenie. Ach, gdyby wiedziała, że to takie proste, to powiedziałaby młodej Teddy, żeby całowała Iris bez najmniejszego zawahania!
Związku, którego jeszcze nie ma — zaznaczyła, patrząc wymownie na przyjaciółkę znad swojego kieliszka.
Widziała zbyt wiele komedii romantycznych, żeby nie wiedzieć, jak to się skończy — Michael zostawi swoją obecną żonę, o ile już tego nie zrobił, a potem przyjdzie do Valentine z podkulonym ogonem, tłumacząc jej, że to ona zawsze była tą jedyną i że zawsze chciał z nią być. Potem wezmą ślub (Darling oczywiście będzie druhną) i doczekają się gromadki dzieci (jednego z nich Darling będzie matką chrzestną). Brzmiało oklepanie i mało prawdopodobnie? Cóż, życie potrafi zaskakiwać najróżniejszymi scenariuszami! — Nienawidzi cię, bo co? Bo spierdoliłaś jak złodziej? Co z tego, przecież miał żonę. Powinien usiąść na karnym jeżyku i porządnie przemyśleć swoje zachowanie — Teddy pokiwała głową, jakby to był fantastyczny pomysł.
Każdy popełniał mniejsze lub większe błędy, jednak nie można było być dla siebie zbyt surowym. Zresztą wina zawsze leżała gdzieś po środku. Ach, jaka ona była dzisiaj dumna ze swoich mądrości! Mina jednak szybko jej zrzedła, kiedy przyjaciółka przypomniała jej o dylematach.
Nie — zadecydowała stanowczo. — To nie są dylematy, które można po prostu przegadać. Muszę się z tym przespać — a czy właśnie tego nie zrobiła? Nie przespała się ze swoim dylematem, którym była April? I to kilkakrotnie? I wbrew temu, jak bardzo będzie się zarzekać, pewnie zrobi to znów. I niczego nie będzie żałować.

Iris Valentine