this was a fucking stupid idea
: pn sty 12, 2026 5:46 pm
Ruszyły ją słowa Kiry. Ale wcale nie dlatego, że zrobiło się jej przykro, a bardziej z faktu, że gdyby wszystko poszło zgodnie z planem cała ta tragedia by się nie wydarzyła. Wszystko byłoby o k e j. A przynajmniej tak postanowiła sobie powtarzać Hollis, trwając wciąż w fazie jakiegoś chorego wyparcia, nie potrafiąc przyznać się do winy. No po prostu nie mogła dopuścić do siebie myśli, że jej poczynania przyczyniły się do tego, że teraz trzy osoby mogły być martwe.
Jasne, nie miała wpływu na to, że tak potoczą się sprawy, ale jednak brała w tym wszystkim udział. Była w samochodzie, który potracił i może również podchodziłą do tego tak bardzo emocjonalnie ze względu na ojca? Te dwie sytuacje były od siebie k o l o s a l n i e inne, a jednak nie mogła nic poradzić na nieprzyjemny dreszcz, który przeszedł jej ciało, kiedy razem z Finch schodziły w dół rowu, by przyjrzeć się sytuacji z bliska.
Lyric trzymała się z tyłu, walcząc z paniką, jaka ją ogarniała, pozwalając Kirze przejąć stary, chociaż kiedy oznajmiła, że trzeba ich bylo wyciągnąć z auta, Hollis popatrzyła na nią wielkimi oczami.
— A to nie było tak, że nie powinno się ruszać ludzi po wypadku? — spytała durno. Sama nie znała odpowiedzi na to pytanie, jednak była przekonana, że gdzieś przeczytała, że przez wyciąganie z pojazdu na siłę można było ludziom połamać kręgosłup lub przyczynić się do zgonu, a tego przecież tu nie chcieli. Chociaż z drugiej strony, istniała przecież szansa, że Porche stanie w płomieniach, a wtedy połamany kręgosłup czy nie i tak już nic nie zmieni. — A zresztą, róbcie, co uważacie — machnęła ręką, nerwowo poprawiając włosy, a zaraz potem sama słuchała się Kiry i pomagała wyciągać poszkodowanych kolegów G-Forca z tylnych siedzeń, pozostawiając ich pod drzewem w bezpiecznej odległości. Poszło im nawet sprawnie i już po chwili wszyscy znowu stali przy żółtym Ferrari Finch.
Podniosła spojrzenie na blondynkę, gdy wspomniała o apteczce.
— Co? — a co jej z apteczki? Chciała im jeszcze bardziej pomóc? Dopiero po chwili spojrzała na swoją dłoń i przesunęła opuszkami po twarzy, by ściągnąć z niej niewielkie ilości krwi. — To nic — rzuciła, wbijając spojrzenie w jej szare oczy. — Ogarne to potem. Jedźmy już — poprosiła, przestępując z nogi na nogę. Sama nie wiedziała, co bardziej ją gryzło: fakt, że gdyby ktoś ich teraz przyłapał, mogli mieć z tego niemałe kłopoty (kurewsko duże nawet), czy jednak bardziej sama kwestia wypadku i tego, że nagle nie mogła przestać myśleć o swoim ojcu. Ciekawe ile on leżał, zanim go znaleźli.
Uciekali z miejsca wypadku zupełnie jak tamten pijany kierowca. Tylko właśnie on wtedy zrobił to z bezmyślności, a oni tak naprawdę tylko uciekali. Spojrzała jeszcze raz w kierunku samochodu.
— Myślisz, że będą w stanie nas z tym jakoś powiązać? — wypaliła po chwili w kierunku Kiry, kiedy reszta już ładowała się do środka pojazdu. — No wiesz, po tym kutasie, co Sony zdążył narysować? — chociaż z drugiej strony jak? Na farbie przecież nie było żadnego DNA, nie mówiąc już o braku jakiegokolwiek monitoringu w starej fabryce.
kira finch
Jasne, nie miała wpływu na to, że tak potoczą się sprawy, ale jednak brała w tym wszystkim udział. Była w samochodzie, który potracił i może również podchodziłą do tego tak bardzo emocjonalnie ze względu na ojca? Te dwie sytuacje były od siebie k o l o s a l n i e inne, a jednak nie mogła nic poradzić na nieprzyjemny dreszcz, który przeszedł jej ciało, kiedy razem z Finch schodziły w dół rowu, by przyjrzeć się sytuacji z bliska.
Lyric trzymała się z tyłu, walcząc z paniką, jaka ją ogarniała, pozwalając Kirze przejąć stary, chociaż kiedy oznajmiła, że trzeba ich bylo wyciągnąć z auta, Hollis popatrzyła na nią wielkimi oczami.
— A to nie było tak, że nie powinno się ruszać ludzi po wypadku? — spytała durno. Sama nie znała odpowiedzi na to pytanie, jednak była przekonana, że gdzieś przeczytała, że przez wyciąganie z pojazdu na siłę można było ludziom połamać kręgosłup lub przyczynić się do zgonu, a tego przecież tu nie chcieli. Chociaż z drugiej strony, istniała przecież szansa, że Porche stanie w płomieniach, a wtedy połamany kręgosłup czy nie i tak już nic nie zmieni. — A zresztą, róbcie, co uważacie — machnęła ręką, nerwowo poprawiając włosy, a zaraz potem sama słuchała się Kiry i pomagała wyciągać poszkodowanych kolegów G-Forca z tylnych siedzeń, pozostawiając ich pod drzewem w bezpiecznej odległości. Poszło im nawet sprawnie i już po chwili wszyscy znowu stali przy żółtym Ferrari Finch.
Podniosła spojrzenie na blondynkę, gdy wspomniała o apteczce.
— Co? — a co jej z apteczki? Chciała im jeszcze bardziej pomóc? Dopiero po chwili spojrzała na swoją dłoń i przesunęła opuszkami po twarzy, by ściągnąć z niej niewielkie ilości krwi. — To nic — rzuciła, wbijając spojrzenie w jej szare oczy. — Ogarne to potem. Jedźmy już — poprosiła, przestępując z nogi na nogę. Sama nie wiedziała, co bardziej ją gryzło: fakt, że gdyby ktoś ich teraz przyłapał, mogli mieć z tego niemałe kłopoty (kurewsko duże nawet), czy jednak bardziej sama kwestia wypadku i tego, że nagle nie mogła przestać myśleć o swoim ojcu. Ciekawe ile on leżał, zanim go znaleźli.
Uciekali z miejsca wypadku zupełnie jak tamten pijany kierowca. Tylko właśnie on wtedy zrobił to z bezmyślności, a oni tak naprawdę tylko uciekali. Spojrzała jeszcze raz w kierunku samochodu.
— Myślisz, że będą w stanie nas z tym jakoś powiązać? — wypaliła po chwili w kierunku Kiry, kiedy reszta już ładowała się do środka pojazdu. — No wiesz, po tym kutasie, co Sony zdążył narysować? — chociaż z drugiej strony jak? Na farbie przecież nie było żadnego DNA, nie mówiąc już o braku jakiegokolwiek monitoringu w starej fabryce.
kira finch