Strona 2 z 8

002. champagne was a bad idea

: czw sty 08, 2026 6:42 pm
autor: Madox A. Noriega
Zastanowił się przez chwilę, czy chciałby dostać mandat, albo być zakutym w kajdanki. Z jednej strony tak, jeśli to by było coś podobnego do tej szarej taśmy, z drugiej wcale nie, bo jeszcze nie wszystkie mandaty za złe parkowanie opłacił, miał też jakiś za zakłócanie ciszy nocnej i picie w miejscu publicznym, które zgarnęli na pół z Williamem, a niby taki prawnik, a nie umiał się z tego wykręcić jakimiś paragrafami, ale pewnie dlatego, że on się wcale wtedy nie umiał wysłowić i bełkotał. Dobrze, że Noriega nie bełkotał, ale on to właśnie po alkoholu i innych używkach wysławiał się całkiem ładnie... Tylko bzdury gadał.
- Jak dalej będę chlać i gasić pożary, to ubierzesz się w mundur i zakujesz mnie w kajdanki? - zapytał i aż mu obie brwi skoczyły do góry, bo to chyba było zbyt piękne. Żeby on odwalał takie rzeczy, a później jeszcze Pilar zakładała dla niego mundur. Mundur, który on sobie teraz pewnie wyobrażał zupełnie inaczej niż on wyglądał. Chociaż... Stewart dla niego to nawet w worku wyglądałby pięknie. Tak, że on już się do niej pochylał, a właściwie zatoczył w jej kierunku, tylko ona go postukała w ramię, żeby wsiadał. I dobrze, bo kiedy chuchnął w swoje ręce, to dopiero poczuł jakie są skostniałe.
Wiadomo, że to wszystko dlatego, że on zamiast siedzieć grzecznie w tym szpitalu, to się kręcił, wychodził przed, a teraz jeszcze też stali sobie na tym parkingu. Jakby miał rękawiczki...
Miał w płaszczu.
- Nareszcie... - trochę mu ulżyło, że jednak do domu, bo w domu też było fajnie, był rum, prochy... Ciekawe czy była też Debbie? Oby nie.
Kiedy zapytała o ten adres, to uniósł jedną brew, a palcami sięgnął między fotele po swój telefon, oczywiście, że go nie dostał.
- A to nie znasz? - zapytał głupio, ale mogła nie znać, w sumie Madox nigdy nikogo nie zapraszał do siebie, no nie licząc Debbie właśnie. I Maddie, raz przyniosła mu zupę i leki, jak był chory i myślał, że umrze. Pochylił się jednak w kierunku Stewart i na ucho wyrecytował jej swój adres, dobrze, że go pamiętał, ale to też już gdzieś głęboko w nim siedziało, że on wsiadał nawalony do taksówki i podawał ten adres.
- Pomożesz mi Pilar? - zapytał jakoś żałośnie, bo sięgnął jeszcze raz między fotele po telefon, ale wciąż go nie wyjął. A wystarczyło tylko cofnąć podłokietnik, Stewart zrobiła to w trzy sekundy.
- Eres maravilloso - jesteś cudowna, powiedział, a ona zaraz mu jeszcze dała swoją kurtkę i aż go trochę zatkało. Bo znowu mu przyszło do głowy, że on to jednak miał tyle szczęścia, że trafił na Pilar, a nie na jakąś Charity Marshall na przykład, nawet jej chciał to powiedzieć, ale ona wtedy musnęła wargami jego policzek i Madox się znowu rozproszył, chciał do niej sięgnąć, tylko wtedy padło to polecenie zapnij pasy, a to była prawdziwa misja... Bo oczywiście Madox te pasy szarpnął zbyt energicznie, raz, drugi i trzeci...
- Nie da się - no bo się nie dało, proste, jedzie bez pasów. Dla niego żaden problem. A jak się okazało, że ta pizza to też nie problem, to Madox aż się rozmarzył.
- Jakąś na ostro... - już jej miał wymienić pewnie z czym, ale Pilar wtedy powiedziała, że będzie jeszcze lepiej i sami po nią pojadą. Wspa-nia-le.
- I sami wybierzemy? - aż prawie klasnął w dłonie, głośno, szczerze i radośnie, ale się powstrzymał. Zamiast tego znowu chciał wyciągać z kieszeni telefon, który przecież tam chwilę temu schował, bo nie umiał usiedzieć w miejscu, tylko wtedy Stewart powiedziała mu to, że dostanie pizzę kiedy powie jej...
- Pierwsze! - wypalił jeszcze zanim ona dokończyła, cały z siebie dumny, tylko, że po chwili się okazało, że on nie to wcale jej miał powiedzieć. Wywrócił oczami na to jej pytanie o Cherry i wyciągnął się na fotelu opierając o oparcie.
- Nic, a co mnie może z nią łączyć? - zapytał i zerknął na Stewart z ukosa, ale widział po jej minie, że to chyba nie jest satysfakcjonująca odpowiedź. Przez chwilę myślał co ma jej powiedzieć, bo przecież to co rzucił przed chwilą to była prawda, nic go już nie łączyło z Cherry, zupełnie. Chociaż...
- Spaliłem jej włosy. To znaczy nie, ja jej ugasiłem włosy, bo one się zajarały od blanta, chyba je czymś wypsikała, wiesz jak szybko się zajmowały - aż zrobił takie duże oczy i spojrzał na Pilar - chciałem na nią wylać whisky, ale to by chyba nie pomogło - aż pokręcił głową i już zakładał nogę na kolano, przy okazji całkiem niechcący szturchając nim Stewart w rękę - więc musiałem ją nakryć marynarką, o tak - i machnął rękami, żeby jej pokazać jak. Aż ta jej kurtka się z niego zsunęła, ale Madox ją sobie zaraz podciągnął pod brodę, bo było mu cieplej, czuł jak odmarza. Chociaż jak tak zrobiło mu się cieplej, to poczuł też, że wciąż jest napruty, aż na chwilę oparł głową o zimną szybę, czoło.
- Wiesz co ona zrobiła? - znowu się spojrzał na Pilar, chociaż teraz już cały policzek opierał o szybę - napluła na wątróbkę z balkonu - i to było chyba to co Madox najbardziej zapamiętał z tego ich spotkania. Nie jakieś zwierzenia, czy preguntas íntimas, a to, że napluła na wątróbkę.

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: czw sty 08, 2026 11:35 pm
autor: Pilar Stewart
A skąd miała znać jego adres? Przecież to nie tak, że kiedykolwiek ją do siebie zaprosił przed Medellin. Bo w sumie dlaczego miałby? Ich wcześniejsza relacja, chociaż podszyta wydłużonymi spojrzeniami i dwuznacznością raczej oscylowała wokół profesjonalnych relacji. Żadne z nich nie wychodziło przed szereg, pozwalając niedopowiedzenią wybrzmieć. Bo wtedy wiedzieli, że nie wypada; że to zwiastuje tylko kłopoty; że lepiej dla obojga, jeśli ograniczą to to tylko i wyłącznie do niewinnego flirtu. I pewnie tak by zostało, gdyby nie wyjazd do Kolumbii. Bo kurwa tego, co tam się wydarzyło nie dało się przewidzieć. Nawet najlepszy jasnowidz nie byłby w stanie zobaczyć tak dzikiej, nieprzewidywalnej przygody, jaka na nich czekała w rodzinnym domu Noriegi.
Czy żałowała?
Ani, kurwa, trochę. Pomimo tego, że bywało kurewsko ciężko, chwile, które od tego czasu razem przeżyli, Stewart nie zamieniłaby na nic innego. Był tego wart. Wszystkiego był wart. Dla niej.
Dlatego dzisiaj po niego przyjechała i dlatego, kiedy nie zapiął tych pieprzonych pasów, zahamowała z impetem, powodując, że polecał do przodu na deskę rozdzielczą.
Mówiłam ci, żebyś zapiął pasy — mruknęła niezadowolona, chociaż kiedy spojrzała na jego minę zbitego psa, jedynie przewróciła oczami i nachyliła się w jego kierunku. — A jakby trzeba było wziąć udział w pościgu? Albo przed kimś spierdalać? — zmyślała, kompletnie zmyślała, ale przecież on był tak pijaniutki, że łykał wszystko jak jakiś pelikan. Zbliżyła się do jego twarzy, tak, że mógł poczuć jej oddech na swojej twarzy. jednak ona tylko sięgnęła dłonią po pas bezpieczeństwa i już po chwili Madox był pięknie zamknięty. No, to można ruszać dalej. Na wiele rzeczy była w stanie przymknąć oko, jednak nie na to. Bezpieczeństwo podczas jazdy to było base minimum.
Sami wybierzemy — przytaknęła mu w kwestii pizzy, chociaż nie była pewna, co do tego, czy powinna być na ostro. Jeszcze przed chwilą mówił, że chciało mu się rzygać, a takie pobudzające żołądek smaki mogły nie skończyć się najlepiej. — I może serowe brzegi do tego? — aż znowu zaburczało jej w brzuchu. Stewart gdyby mogła, to jadłaby na okrągło. Kochała jedzenie i Bóg jeden wiedział, gdzie ona to wszystko mieściła, jak brzuch miała płaski jak deska do prania. Może dobre geny? Cóż, tego akurat nie mogła wiedzieć.
Nie miała zamiaru odpuszczać mu tematu Cherry. Trochę spodziewała się, że jego odpowiedzieć będzie kompletnie durna i pozbawiona odpowiedzi na pytanie, które zadała, ale kiedy powiedział, że nic go z nią nie łączy, aż przewróciła oczami.
Nic cię z nią nie łączy, a jednak spędziłeś z nią wieczór — zauważyła. I dobra, mogła to być jakaś przypadkowa kobieta, którą poznał już na miejscu, ale przecież sytuacja z parkingu jasno pokazała, że wcale nie był obcy. — Skąd jej matka znała twoje imię? I dlaczego powiedziała, że miałeś się trzymać od niej z daleka? — doprecyzowała pytanie. Szanowna Pani Marshall brzmiała momentami, jakby Noriega naprawdę zrobił Cherry coś złego. Z drugiej strony nawet na Pilar chciała wzywać policję, a ona przecież tylko sie broniła, dlatego łatwo było wywnioskować, że kobieta była najzwyczajniej w świecie pierdolnięta i do tego mocno koloryzowała. Nic z tego jednak nie zmieniało faktu, że go znała. A to już nie było przypadkowe.
Na horyzoncie pojawił budynek z wielkim napisem Pizza Pizza, migający nierównym światłem. Pilar włączyła kierunkowskaz i zjechała na parking. Miejsc było od groma — jedynie kilka samochodów stało zaparkowanych przed lokalem. Zajęła jakieś wolne, najdalej od wejścia, jednak nim zgasiła samochód, przyciskiem zablokowała wszystkie drzwi i spojrzała na Madoxa.
Powiedziałam ci, że nie dostaniesz pizzy, dopóki mi nie powiesz — jej spojrzenie było intensywne, przeszywające wręcz. Gestem ręki odpięła swój pas bezpieczeństwa, a następnie ten Madoxa. Odwróciła się w jego kierunku. — Więc gadaj — nachyliła się w jego kierunku, przekręcając całe ciało. Może była nachalna, ale też czuła pod skórą, że do tej historii było o wiele więcej informacji i rozdziałów, niż prezentował Madox. Może dla niego to była głupota i jebana oczywistość, ale ona chciała wiedzieć na czym stali, a przede wszystkim co on robił z Cherry Marshall wspólnie na balu i o czym mówiła jej matka.

Madox A. Noriega

002. champagne was a bad idea

: pt sty 09, 2026 9:38 am
autor: Madox A. Noriega
Wyjazd do Kolumbii miał być... krótki, przyjemny, spokojny. Madox w życiu nie spodziewał się czegoś tak intensywnego, ale może był po prostu głupi, jakiś naiwny, bo przecież ta ich dzikość, ich temperament, musiały przecież z nich wyjść. Wychodziły, całe Medellin, gdzie oni zamiast spać, zamiast siedzieć przy syto zastawionych stołach, czy tańczyć salsę do rana, to przeżyli tyle, że ciężko to było opisać. Ciężko to było jakoś zaszufladkować. Ich cała relacja była nie do zaszufladkowania, nazwania. Miłość? Tak, ale przy tym jeszcze cały wachlarz innych emocji, dobrych, złych, kurewsko prawdziwych.
I teraz też kiedy tak zahamowała, czego Madox kompletnie się nie spodziewał, to prawdziwie wyrżnął na szybę, aż musiał się przytrzymać, bo się zsunął z fotela i jeszcze łbem by może walnął w deskę rozdzielczą, ale jakiś instynkt samozachowawczy zadziałał.
- Pilar! - rzucił, a ona mu wtedy powiedziała o tych pasach, coś tam pomruczał pod nosem, że się nie da, a ona mogła go zabić, a on jeszcze chce trochę pożyć, krzywiąc się przy tym żałośnie. Jeszcze chciał jej coś powiedzieć, ale ona mu wtedy zaczęła opowiadać o pościgach i spierdalaniu przed kimś i oczy Madox aż zabłyszczały, bo przecież rzeczywiście! Pilar to jednak była taka mądra. Chciał jej to powiedzieć, tylko ona mu wtedy zapięła ten pas i Madox sięgnął do zapięcia, dotknął go i przez chwilę się wystraszył, że odpiął niechcąco, ale na szczęście nie. Schował to zapięcie pod jej kurtką, żeby go nie kusiło.
- O kurwa, serowe brzegi? - patrzył na nią wielkimi oczami, bo ona mu chyba czytała w myślach, chociaż wcale o tym nie myślał, dopiero kiedy mu o tym powiedziała. Już liczył, że temat Cherry będzie odpuszczony, bo teraz jest ważniejsza kwestia, mianowicie pizza, ale nie.
A przecież znał Pilar na tyle, żeby wiedzieć, że ona to jednak będzie drążyć i drążyć, dopóki się wszystkiego nie dowie. Westchnął ciężko spuszczając głowę, tak, że znowu czapka opadła mu na oczy.
- Nawinęła się, idziesz na bal a tam same jakieś wypacykowane damy, no i Cherry, ona mnie namówiła na to whisky - podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć, poprawił czapkę - to whisky mnie tak poskładało, strułem się nim - stwierdził, chociaż to chyba nie była wina samego whisky, a raczej tego połączenia, szampan, whisky, zioło i kokaina, wystrzałowe. Postukał palcami w kolano i zaraz już znowu je zdejmował, żeby oprzeć stopę na ziemi, trochę za mało miejsca tu było na jego kręcenie, ale Noriega sobie radził. Z tym jej następnym pytaniem też zamierzał sobie poradzić.
- Bo się jej kiedyś przedstawiłem - proste, że stąd, bo niby skąd? Mogła jeszcze znać z jakiś opowieści Cherry, ale Marshall chyba nie gadała ze swoją matką o swoich kochankach, oby nie. Podrapał się po brodzie.
- Przecież się trzymam, kurwa... - no bo tak, to Cherry przylazła do niego do klubu, a on jej przecież wcale nie zapraszał, chciał może ją zaliczyć, ale to było dawno. Jeszcze zanim on przecież chciał zaliczać tylko jedną kobietę na świecie.
Kiedy parkowała przed pizzerią, to Madox już chciał wysiadać, sięgnął do klamki, ale wtedy Pilar zablokowała drzwi, uniósł jedną brew, a te czarne, rozbiegane oczy zawiesił na jej ślicznej buzi.
- Wszystko ci powiem - ciężko wypuścił powietrze z płuc, a potem nawet, kiedy sięgała do jego pasa, to on sięgnął do jej dłoni, tylko przesunął po niej palcami, bo Pilar była szybsza, bardziej skoordynowana, a Madox to przede wszystkim chciał już stąd wysiąść, a nie gadać o Cherry. A mógł powiedzieć, że był na tym balu z Galenem Wyattem, czy kimś tam. A on się tak sprzedał, że z Charity Marshall. Chociaż po tej akcji z parkingu Pilar i tak by się dowiedziała, a zresztą on miał gdzieś na telefonie zdjęcie, które zrobili sobie z Cherry w karetce. Wywrócił oczami i zdjął tę czapkę, żeby prezentować się może mniej żałośnie? Odrobinę tak było, przejechał palcami po włosach, było mu cieplej, ręce odmarzły, więc zaraz on tą ręką to sięgał do policzka Stewart, tylko, że też przesunął po nim palcami.
- Ale ty jesteś... insistente - natarczywa, rzucił, już nie jakieś cudowna, piękna, niesamowita - spotykaliśmy się kiedyś z Cherry - może jej to wystarczy? Oby wystarczyło, ale chyba powinien dodać coś jeszcze.
- Krótko, bo jej ojciec mnie nienawidził, bo jestem... - zastanowił się zerkając w sufit - pierdolnięty, nieodpowiedni, i coś tam, coś tam, dla jego córki - wywrócił znowu oczami, ale później te ciemne tęczówki zawiesił na jej oczach - ale to było dawno, w ogóle to było... - zawiesił się na moment, bo co jej miał powiedzieć, że on był z Cherry tylko dla seksu, i to wcale nie jakiegoś najlepszego w jego życiu. Dobrego, i może nawet na tamten moment w życiu mu to odpowiadało, bo Madox przecież lubił mieć kontrolę, ale teraz też lubił inne rzeczy. Westchnął ciężko.
- To idziemy na tą pizzę? - zapytał patrząc jej w oczy, bo już liczył na to, że to jej wystarczy. W ogóle przez głowę przeszła mu myśl, żeby jej zapytać czy ma jej zrobić listę jego byłych, ale na szczęście instynkt samozachowawczy zadziałał.

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: pt sty 09, 2026 11:55 am
autor: Pilar Stewart
Pilar była narwana, natarczywa i jeszcze wszystko inne na n, co tylko negatywne. Taki już miała charakter. Nie-na-wi-dzi-ła pozostawiać spraw niedopowiedzianych z bardzo prostej przyczyny: tworzyło to jeszcze więcej zamętu i miejsca na domyślanie się, a jak wiadomo, człowiek kiedy sam sobie dopowiada, zazwyczaj snuje z tego najgorsze scenariusze. Dlatego wolała po prostu wiedzieć. Nawet jeśli coś miało stać się powodem do kłótni — chwile by się pokłócili i by przeszło, to przecież to lepsze niż jakieś nakręcanie się we własnej głowie.
I tutaj też wcale nie chciała się nakręcać, chociaż jego odpowiedzi były TAK KURWA GŁUPIE, ale to tak głupie, że nie dość, że była gotowa sobie dopowiadać, to jeszcze mu przywalić. Tak profilaktycznie, na otrzeźwienie. I może nawet by to zrobiła, może zamachnęła się na niego albo oblała go lodowatą wodą, którą miała na tylnym siedzeniu, gdyby z jego ust nie padło w końcu krótkie powiem ci wszystko.
Aż się uśmiechnęła delikatnie, bo jeszcze jak wyciąganie informacji z trzeźwego Madoxa było w miarę łatwe, tak z pijanego jakimś kurwa szczytem technik manipulacji. I pewnie jakby nie zamknęła drzwi na cztery spusty, on wciąż nic by nie powiedział. A tu proszę, już jej pięknie mówił, że była insistente.
Tak tak, najgorsza Pilar — mruknęła sobie pod nosem, przysuwając się do niego bliżej. — Taka zła, bo przyjechała po ciebie do szpitala, a teraz zabiera cię na pizze — próbowała nawet jakoś naśladować jego ton głosu, ale przecież Noriega był jedyny w swoim rodzaju, zwłasza w stanie upojenia alkoholowego. No typ nie do podrobienia i to nawet nie podlegało dyskusji. Chciała jeszcze dodać coś o tym, że nawet prawie złamała jakiejś obcej babie rękę dla niego, tylko wtedy z jego ust padła w końcu kluczowa informacja, o którą dopytywałą się Pilar.
Czyli jednak była.
Niby była, niby przeszłość, niby nie powinna się tym przejmować, ale przecież nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Ściągnęła brwi do środka, przyglądając mu się uważnie i przy okazji analizując wszystko na gorąco.
Czyli poszedłeś na bal ze swoją byłą? — spytała uniośle, chociaż już w głowie była w stanie sobie wyobrazić, jak on znowu przekręca jej słowa i mówi, że na bal poszedł sam, a ona już tam była.Inaczej: spędziłeś bal ze swoją byłą? — to już brzmiało o wiele bardziej sensownie, chociaż w jej głowie wcale nie zrobiło większego porządku. Złość i irytacja zaczynały w niej buzować i nie wiedzieć kiedy jej myśli zakręciły się już nie tylko wokół faktu, że Madox zabawia się ze swoimi byłymi dziewczynami, ale też wokół Galena. To ona odmawia mu balu, ignoruje jego wiadomości, żeby przypadkiem nie było kolejnego punktu zaczepienia do afery, a on się bawi w najlepsze w Cherry Marshall? No kurwa zajebiście. Nic dziwnego, że odpowiadał okrężną drogą przez cały ten czas.
Tylko czy Pilar chciała w ogóle o tym dyskutować, szczególnie teraz, kiedy komunikacja z nim była tak… ograniczona? Czy w ogóle było o czym dyskutować? Może nie. Co nie zmieniało faktu, że na jej twarzy pojawił się grymas. Patrzyła na niego jeszcze przez dłuższą chwilę.
Super — mruknęła, bardziej do siebie niż do niego, po czym wyjęła kluczyki ze stacyjki. — Też sobie pójdę na jakiś bal z Wyattem — dodała jeszcze nim wyszła z samochodu, trzaskając donośnie drzwiami. Może nie powinna tego mówić? Może w ogóle nie powinna myśleć w tych ramach, ale z drugiej strony, to on jej robił tak wielką aferę o chociaż sam fakt, że rozmawia z Galenem, podczas gdy on sam zabawiał się z Cherry. Gdzie tu sprawiedliwość? Cóż, dla ofuczanej Pilar nie było jej za grosz. Dlatego ruszyła sama w kierunku lokalu, nawet nie czekając aż Madox się wygyzdra z samochodu. Dopiero w połowie drogi przystanęła i zatrzęsła się z zimna, bo oczywiście oddała mu prawie połowę swojej garderoby.
Vamos! — ponagliła go, pocierając zziębnięte ramiona i już czekając z kluczykiem w powietrzu, żeby zamknąć auto. Tylko Madox zdążył się pewnie trzy razy zatoczyć, nim zatrzasnął drzwi, pewnie jeszcze przy okazji zakleszczył sobie skrawek marynarki i musiał całą czynność wykonywać od nowa, aż w końcu ruszył.
Westchnęła głośno, przyglądając mu się z daleka i już miała ruszać do środka, kiedy zobaczyła zgarbioną postać kierującą się w stronę Noriegi.
Kierownikuuu! — głos mężczyzny był niski, przepity i w sumie alkoholową nonszalancją dziwnie podobny do tego Madoxa. Przyjrzał mu się uważnie i wyszczerzył zęby. A raczej ich pozostałości, bo miał ich może z pięć na krzyż. — Fajna marynarka. Też kiedyś taką znalazłem na śmietniku za klubem na North York, tylko miała mniejszą dziurę. Weź sypnij no jakiegoś centa, jak kolega koledze, co? Od miesiąca mi się marzy taka pizza.

Madox A. Noriega

002. champagne was a bad idea

: pt sty 09, 2026 2:23 pm
autor: Madox A. Noriega
- El mejor - najlepsza, jęknął od razu, kiedy ona mu tak powiedziała, że najgorsza Pilar, no bo przecież wcale nie. Pilar była najlepsza, bo nie dość, że odebrała go nawalonego ze szpitala, to jeszcze nie pozwoliła jakiejś kobiecie go uprowadzić i jeszcze szarpała się za niego z matką Cherry. A teraz jeszcze... pizza.
Przecież on nawet sobie nigdy nie pomyślał, że ona jest najgorsza tylko najlepsza, nawet może by jej to powiedział? Podzielił się swoimi przemyśleniami, ale Stewart już mówiła o Cherry, i chociaż Madox był wstawiony, delikatnie rzecz ujmując, to teraz już doskonale wyczuł ton jej głosu.
- Nie... - zaczął i rzeczywiście chciał jej już powiedzieć, że on przecież nie poszedł na bal z Cherry, a nawet nie wiedział, że ona tam będzie. Dziwne, że Wyatta tam nie było, bo to przecież był bal ich wspólnego kontrahenta, ale może on lepiej unikał Cherry niż Madox?
Zamrugał dwa razy, na to jej pytanie, spędziłeś bal ze swoją byłą, źle to brzmiało jakoś w jej ustach.
- Właściwie to... - zaczął, ale co miał jej powiedzieć? Przecież tak właśnie było, że on ze swoją byłą spędzał czas na balu, tylko, że jakby był trzeźwy to może nawet by mu to do głowy nie wpadło, bo on przecież szedł tam z myślą, że wypije trochę szampana, złoży życzenia Winstonowi i się ulotni, do Pilar. Tylko później wypił tego szampana zdecydowanie za dużo, a jeszcze Cherry w tej czerwonej sukience i koku, który sprawiał, że miała w nim jakąś ładniejszą głowę. A może twarz?
- Ale to już w ogóle nie mogę spotykać się ze swoimi byłymi? Przecież to są byłe, a teraz to ja tylko... - już jej chciał powiedzieć, że tylko w niej przecież jest zakochany, jak głupi. Ale Stewart już mówiła, że super i pójdzie na bal za Wyattem.
- Nie idź na bal z Wyattem - rzucił od razu, ale czy Pilar go słuchała, chyba nie, bo wysiadała już z samochodu - to Wyatt jest twoim byłym? - bardziej już do siebie powiedział niż do niej, bo ona już trzaskała drzwiami, i przez chwilę Madox siedział w tym samochodzie myśląc nad tym. Bo tylko ten Wyatt i Wyatt i Cherry.
A miała być pizza i dom.
Wysiadł z auta, chociaż dwa razy się zatoczył i wpadł z powrotem, a na koniec jeszcze przyciął drzwiczkami marynarkę i ją rozerwał, ale w końcu ją wyciągnął. Zatoczył się po raz trzeci tak, że prawie znowu wyrżnął na jakimś lodzie, bo te buty to był jakiś morderczy wynalazek. Jak takie wypacykowane paniczyki jak Galen Wyatt w nich chodzą na co dzień? Może Madox powinien się z nim spotkać i go zapytać, a do tego jeszcze zapytać go dlaczego Pilar wiecznie i wiecznie o nim mówi. Bo co? Bo był piękny? Miał te swoje niebieskie oczy i z dwieście takich smokingów, jak ten który Madox tylko sobie wypożyczył?
Stanął na moment opierając się o maskę, poprawił sobie szalik, a resztę jej ubrań to zostawił w samochodzie. Zostawił tam też chyba resztki rozumu, bo kiedy ten żul do niego podszedł, to Madox nawet nie ruszył się z miejsca. A przecież on miał jakąś dziwną niechęć do meneli, kiedy mu siedzieli pod klubem, nawet chciał się z nimi bić, a już zwłaszcza jak się okazało, że jeden okradł jego najlepszego kumpla Erica, to Madox pilnował, żeby te żule trzymały się od Emptiness z daleka.
A teraz on stał i patrzył na tego pijaczka ciemnymi oczami, a potem nawet zmacał się po kieszeniach, a zaraz wygładzał dłonią tą swoją zdezelowaną marynarkę.
- Co nie? Zajebista, tylko trzy stówy za dobę - chodziło mu o marynarkę, z której zaraz wyciągnął papierosy i telefon i znowu zamienił je miejscami, dobrze, że ten numerek do szatni oddał jednak Pilar, bo na pewno by go zgubił, skoro on tak cały czas wszystko przekładał - nie mam pieniędzy, okradli mnie - powiedział z rozbrajającą szczerością - ale chodź, to moja dziewczyna postawi nam pizzę - już nawet machnął ręką na tego menela, bo w tej chwili dla Madoxa to już chyba każde towarzystwo było dobre. On jak był pijany, to zamiast być agresywnym, to był raczej taki dla wszystkich miły, potulny. Na trzeźwo był agresywny, to może mu wystarczy. Ale to nawet dobrze, bo jak on w tak mocnym stanie upojenia, że ledwo stał na nogach, jeszcze by się do wszystkich rzucał, to już mógłby dawno skończyć połamany, czy coś. Nie to, że nigdy nie skończył zdarzało mu się, ale bardziej na trzeźwo.
Odepchnął się od maski samochodu i ruszył za Pilar, żeby ją dogonić, a kiedy stał już przy niej, to pokazał jej ręką na tego swojego nowego kolegę.
- Weźmiemy go na pizzę? - zapytał, a te jego ciemne, zapijaczone wciąż i błyszczące oczy odszukały jej brązowych tęczówek, na których trochę się nie mógł skupić, ale próbował, zamknął nawet jedno oko - podoba mu się moja marynarka - powiedział, jakby to wszystko wyjaśniało. Sprawiało w ogóle, że od tej pory się będą przyjaźnić i chodzić sobie na pizzę we troje. Znowu przesunął palcami po zniszczonej, pogniecionej klapie marynarki. A potem jeszcze poprawił ten swój jej szaliczek zawijając go sobie wokół szyi. Teraz to nie tylko jego ciemne oczy, ale też tego menela, który też stał już obok, wpatrzone były w Pilar.

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: pt sty 09, 2026 4:06 pm
autor: Pilar Stewart
No właśnie, jak to było z tym spotykaniem się z byłymi? Pilar sama nie do końca wiedziała, bo przecież żadnego nie miała. Wysuwała swoje wnioski w tych kwestiach jedynie na podstawie wiedzy ogólnej i historii, jakich nasłuchała się od znajomych — i raczej kontakt z byłymi nigdy nie był najlepszym pomysłem. Bo skoro kiedyś było się razem, dzieliło sie uczucia, łóżko i cokolwiek tam jeszcze, to chociaż czas zatarł relacje, jakieś emocje i tak pozostawały. Skoro kiedyś była między dwojgiem ludzi niesamowita chemia, raczej bardzo łatwo było ją na nowo wzniecić? Nawet patrząc na własnej skórze teraz; jakoś nie potrafiła sobie wyobrazić sytuacji, w której kończą relację z Noriegą i spotykają się po roku i co? I nic? Zero iskier, wydłużonych spojrzeń w oczy, szybszego bicia serca? Może była głupia, może jeszcze zbyt mało doświadczona w tych kwestiach, ale przecież takich uczuć nie dało się z dnia kompletnie wymazać, jak już do zamieść po dywan, ale potem co za problem ten dywan… odsunąć? I może właśnie dlatego tak ją to przejęło? Bo wyobrażała sobie Madoxa w relacji z innymi takiego, jakim był przy niej. I chociaż w rzeczywistości mogło się to mocno mijać z prawdą, skąd miała to wiedzieć? Nie mogła. Dlatego też pojebanym był dla niej fakt, że on tak po prostu spędził sobie wieczór z Charity, jakby to było nic.
I to może nawet dobrze, że nie słyszała tego memrotania Noriegi przy wysiadaniu z samochodu, bo pewnie jeszcze z dwa razy by się pokłócili. Chociaż czy z nim dzisiaj dało się w ogóle kłócić, kiedy był w takim stanie? Jak już to był w zdecydowanie lepszej pozycji z poziomem wyjebania i wkurwiania drugiej strony.
I ten wkurw już powoli wzbierał się w Pilar, kiedy widziała, jak menel podchodzi do Noriegi i go zagaduje. Z tego co zdążyła zauważyć, pijany Madox był aż za bardzo przyjazny do obcych, więc może do bezdomnych również?
Spław go, błagam, zaklinała w myślach, wciąż trzęsąc się z zimna, jednak ewidentnie jej modły NIE zostały wysłuchane, bo już po chwili oboje kierowali się jej stronę. Oboje uśmiechnięci od ucha do ucha, z tą różnicą, że Noriega miał od menela jakoś o połowie więcej zębów.
Otworzyła szeroko oczy, kiedy zostało jej oznajmione, że ziomek idzie z nimi do środka.
Creo que estás loco Chyba cię pojebało, rzuciła już chyba z przyzwyczajenia, bo przecież nie po to, żeby się ogarnął. Bo kiedy jego nie pojebało? Chociaż ciągnięcie za sobą żuli to był już chyba jakiś kompletnie nowy level, który odblokowywał się w jego głowie dopiero po pijaku. — Él no irá a ningún lado con nosotros — Nigdzie z nami nie idzie, dodała, spoglądając na faceta, a zaraz potem wbijając ciemne, rozgniewane tęczówki w Noriegę. Przewróciła oczami na jego kolejne słowa. — Jak mu się tak podoba ta marynarka, to mu ją oddaj — przecież z tego, w jakim była stanie i tak większego pożytku już z niej nie będzie. Równie dobrze mógł oddać ją facetowi bez zębów.
Świetny pomysł — odezwał się w końcu, kiwając energicznie głową i również spoglądając na Pilar z błyskiem w oku. Tak mu się oczy zaświeciły, że chyba na moment zapomniał kompletnie o tej pizzy.
No widzisz — wskazała dłonią menela. Chciał być Matką Teresą i uszczęśliwiać biedniejszych? To proszę bardzo, teraz miał do tego idealną okazję i sprzyjające warunki.
Ale pizze też bym zjadł — dodał, a Pilar tylko przewróciła oczami.
I co jeszcze? Może pół litra do tego?
A macie?! — ponownie się wyszczerzył i nawet zaczął przecierać rączkami.
Nie no kurwa, jak to było, że oni wiecznie musieli na kogoś wpadać? Jak nie matka-wariatka, jakiś rusek z mafii na stacji, to teraz żul, który nie chciał im dać spokoju. Wychodzi na to, że jednak najlepszym miejscem do schadzek było mieszkanie Pilar. Jak na razie tylko tam mieli święty spokój.
Nie mamy — zaczęła ostro, powoli tracąc cierpliwość. Naprawdę chciała mu powiedzieć, żeby się odpierdolił. Stewart wcale nie była najebana (a szkoda) i wcale nie chciała się bratać z ludźmi, którzy woleli wódkę nad pracę i dach nad głową. Wolała wydać te pieniądze na dzieciaki z sierocińca niż jakiegoś menela. I nawet miała mu to powiedzieć, tylko Noriega wciąż patrzył na nią tymi swoimi pięknymi, błyszczącymi oczami i robił z nią coś… niedobrego. Sprawiał, że się uginała. Tak, jak w tej chwili.
Kurwa, niech będzie — rzuciła w końcu, a oni oboje zrobili krok w jej kierunku. — Ale ty nie wchodzisz. Już mi wystarczy jeden taki napruty — złapała Noriegę za rękę, podczas gdy jej spojrzenie osadzone było w jego nowym kumplu. — Weźmiemy ci pizze na wynos, jak tu poczekasz — oznajmiła. Prosty deal i zdaniem Stewart uczciwy. Zbyt często bywałą w tym miejscu, żeby ludzie oglądali ją z dwoma menelami u boku. Na jednego może jeszcze przymkną oko (tak jak Madox, gdy patrzył na Pilar).
Sin discusiónBez dyskusji, dodała jeszcze, bo już widziała, jak Noriega otwierał usta, żeby coś powiedzieć. A potem pociągnęła go do środka. Cała się trzęsła od tego zimna, co mógł z łatwością poczuć na ich splecionych palcach.

Madox A. Noriega

002. champagne was a bad idea

: pt sty 09, 2026 5:29 pm
autor: Madox A. Noriega
Madox akurat do kwestii swoich byłych podchodził zupełnie inaczej, kiedyś były jakieś uczucia, ale jakie? Zauroczenie? Zafascynowanie? Przecież on nigdy żadnej kobiecie wcześniej nie powiedział, że ją kocha, bo chyba nie kochał wcale. Ani Cherry, ani Debbie, ani Lynne, ani żadnej innej. Pewnie sporo ich było, bo to jednak był Madox i kiedy on nie był taki napruty w trzy dupy, to bywał czasem nawet czarujący. Chociaż może napruty też troszeczkę był? Kiedy tak patrzył na Pilar z myślami, że on jest w niej tak zakochany, że w żadnej Charity Marshall by tak nie umiał? Może nawet by jej to wyjaśnił, że pierwszy raz w życiu przecież mu się coś takiego przytrafiło, opowiedział o tym, że on wcale nie w każdej swojej poprzedniej relacji się tak odsłaniał. Bo przecież nie odsłaniał się wcale. Co o nim wiedziała Cherry? Że przyjechał z Kolumbii, tyle. Dopiero dzisiaj się dowiedziała, że on tę Kolumbię szczerze kochał. Co wiedziała Debbie? Trochę więcej, ale to dlatego, że u niego bywała... Nie wiedziała na pewno, że jego matka była zdrajczynią, a ojciec siedział w więzieniu, a Pilar wiedziała to wszystko. Wiedziała znacznie więcej. Wszystko o nim wiedziała, a teraz jeszcze na dokładkę, że on w momencie, w którym słaniał się na nogach, to stawał się nagle jakimś Madoxem przyjemniaczkiem, który nawet kolegował się z żulami.
Kiedy ona mu tak powiedziała, że chyba go pojebało, to Madox momentalnie się skrzywił, ale nic nie powiedział, dopiero na jej kolejne słowa, odezwał się od razu.
- ¿Por qué? - zapytał, jakby naprawdę tego nie rozumiał, dlaczego jakiś menel nie może iść z nimi na pizzę. Zerknął na żula, ale zaraz z powrotem na Pilar, kiedy powiedziała to, żeby oddał mu swoją marynarkę. Trzy sekundy nad tym myślał może, bo zaraz już zdejmował tę swoją zbrakowaną marynarkę i dawał ją żulowi. Chyba jakby Pilar mu teraz powiedziała, żeby zatańczył kankana, to on by to zrobił, nawet z tym menelem może.
- O pół litra, też by było dobre - podłapał zaraz Noriega, jedyne co w ogóle wyciągnął z tej ich wymiany zdań, ale zaraz Stewart powiedziała, że nie mają. No cóż. Wzruszył ramionami, bo jakoś musiał to przeżyć. Dał za to żulowi tą swoją marynarkę.
- To dla ciebie - dodał jeszcze z uśmiechem, jakby kurwa zrobił mu kolejny cudowny prezent. Dzisiaj to on miał jakiś taki dzień dobroci, dzień prezentów, w ogóle dobry dzień, którego nic nie mogło chyba zniszczyć. Oby...
Zaraz się otrzepał, kiedy chłodne powietrze omiotło jego ciało, w samej tej, cienkiej, białej koszuli, ale czy się tym bardzo przejął?
Nie, wcale, bo on już zaraz wyciągał wytatuowane dłonie, które kontrastowały z bielą koszuli, żeby sięgnąć do Pilar i ją objąć.
- Hace tanto frío que me siento mal por mi novia, es tan caliente - ale kurwa zimno, dobrze, że moja dziewczyna jest taka gorąca, powiedział do tego żula, ale ten chyba nic nie zrozumiał, bo może był jedyną osobą w Toronto, która nie umiała hiszpańskiego?
Nie no, Eric jeszcze nie umiał, dlatego Madox go trochę wkręcał z Laurą, może żula też by wkręcał, gdyby był trzeźwy?
Ale nie był i dlatego tak patrzył na Pilar, żeby kupiła menelowi pizzę, bo przecież normalnie to sam by go pogonił. Pogroził mu nawet, że jak sobie nie pójdzie to mu nakopie czy coś, a dzisiaj to nie chciał mu nakopać. A kiedy Stewart się zgodziła, że jednak kupią jego koledze pizzę, to Madox znowu chciał do niej sięgnąć, ale już go złapała za rękę i pociągnęła w stronę lokalu. Noriega tylko wzruszył ramionami spoglądając na menela, ale przecież nie zamierzał się kłócić z Pilar, bo była najlepsza, chociaż jeszcze chciał spróbować, już otwierał usta, a ona wtedy huknęła, że nie ma dyskusji, to co miał zrobić?
Wszedł z nią do lokalu i w pierwszej chwili, to się chciał do niej przytulić, żeby trochę ją ogrzać, może siebie też? Nawet się odezwał.
- Eres tan asertiva... amenazante... me gusta - jesteś taka stanowcza... groźna... lubię to, tylko zanim Pilar zdążyła coś powiedzieć, zanim on zdążył się w nią wtulić, to jego ciemne spojrzenie zawieszone już było na tych pizzach nad ladą, serem, który wypływał z serowych boków i papryczkami ułożonymi na jednej z nich. Oczywiście Madox już wskazywał na tę z papryczkami paluchem.
- Taką! - oznajmił wesoło, a potem już wisiał na ladzie przed jakąś kasjerką i uśmiechał się do niej ładnie, jakby nie wygrzebał tej marynarki ze śmietnika. Właściwie to nie miał marynarki, tylko trochę brudną, białą koszulę, rozpiętą tak gdzieś do połowy.
- Cześć, czy możemy wziąć taką pizzę, żeby było na niej dużo sera i dużo paperroni, dużo jalapeno... - zaczął, ale Pilar już stała przy nim, a Madox do niej sięgnął i objął ją ramieniem - a macie rum? Jakbyście mieli rum. Albo pół litra chociaż - trochę wisiał na Pilar, ale trochę się podparł o ladę, a później to już w ogóle się odsunął, bo przyszła jakaś druga kasjerka z zaplecza i Madox już wisiał nad nią.
- Cześć... - przywitał się ładnie, a dziewczyny popatrzyły po sobie, a później zerknęły na Pilar, bo chyba jednak to ona tutaj miała więcej do gadania niż Noriega…

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: pt sty 09, 2026 6:39 pm
autor: Pilar Stewart
Pilar może normalnie była caliente, szczególnie przy Madoxie, kiedy rozpalał ją do czerwoności, ale nie w tamtej chwili. Po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że najebany Noriega to jednak bajery nie miał w sobie za grosz, a przynajmniej względem Stewart, która miała porównanie do jego naturalnego uroku osobistego, który przecież tak bardzo na nią działał, dlatego ta wersja za nic jej nie ruszała. Drugim powodem zaś była temperatura na zewnątrz. Chociaż nie wiedziała, ile dokładnie było stopni, dałaby sobie rękę uciąć, że z pewnością na minusie. Stewart trzęsła się niekontrolowanie i żadne caliente nie było w stanie jej pomóc.
Nawet dłoń Madoxa, która otuliła jej ramię nim przyciągnął ją do siebie. A raczej chciał przyciągnąć, bo zanim zrobił to porządnie, jego oczy już zawiesiły się na wielkiej tablicy z obrazkami, prezentując niezliczoną ilość pizzy z przeróżnymi dodatkami.
Parece que te gusta, pero no escuchas en absoluto Niby lubisz, a wcale się nie słuchasz, zauważyła. Bo co z tego, że Stewart była stanowczą kobietą, jak on i tak nic sobie z tego nie robił? W sumie ona też lubiła jego stanowczość, a rzadko kiedy się słuchała. Kolejna cecha wspólna, która sprawiała, że byli pojebani.
Podążyła za jego palcem, który wyleciał wysoko w górę, wskazując odpowiedni smak pizzy, na jaki miał ochotę. Jednak nim Pilar zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, jakoś odradzić mu te ostre papryczki, on już zataczał się do lady.
Westchnęła głośno i ruszyła tuż za nim, przy okazji rozglądając do po lokalu. W środku nie było dużo ludzi — jedynie kilka poszczególnych stolików było okupowanych przez jakiś młodziaków, parkę i kilku samotników, siedzących w telefonach. Całe szczęście nikt nie zwracał na nich niego uwagi. No, oczywiście oprócz pracownicy, która wywaliła brwi w górę, gdy usłyszała pytanie o rum i czystą.
Kolega żartuje — wysyczała przez zęby, podbiegając do lady i łapiąc Noriegę za fraki. Przez moment rozważała taktyczny odwrót na pięcie i udawanie, że wcale go nie zna, ale przecież Madox nie miał przy sobie złamanego grosza, więc pewnie finalnie i tak zacząłby ją wołać, sprawiając, że cały plan poszedłby się jebać. — Pórtate bien zachowuj się, upomniała go i chociaż ekspedientki nie miały pojęcia, co właśnie powiedziała, po tonie głosu Pilar mogły się spokojnie domyślić, że Noriega właśnie dostał zjebę.
Weźmiemy jedną z pepperoni, a drugą z dodatkiem jalapeno. Obie z serowymi brzegami — poprawiła całe zamówienie, które przed chwilą złożył, pociągając go do góry i przytrzymując, by na nowo nie zatoczył się pod ladę. Spojrzała na niego przelotnie. — Dla twojego kumpla taką samą? — dopytała, bo przecież nie będzie się pytać go na głos, jaką pizze powinni wziąć dla menela, któremu właśnie oddał swoją marynarkę. — To niech będą dwie na ostro — poprawiła się, posyłając kobiecie ciepły uśmiech. Z Madoxa i żula to już były takie besties, że pewnie chcieli nawet jeść do samo, chociaż pewnie temu przed lokalem to było kompletnie obojętne, czym będzie się objadać.
Domówiła do tego jeszcze ciastko i dwa napoje w postaci jakieś coli, które kurwa dostali z lodem, jakby za oknem wcale nie było na minusie i masę śniegu. Może babeczka stwierdziła, że skoro paradowali bez kurtek było im zajebiście ciepło? Cóż, mówi się trudno. Podziękowała, zapłaciła i już po chwili poszła odprowadzić Madoxa do jednego ze stolików, żeby przypadkiem do głowy nie wpadł mu pomysł, aby pomagać z czymkolwiek.
Na szybko wróciła, zgarnęła papierowe kubeczki i czekoladowe ciastko, które wcisnęła bezpośrednio do ust, a następnie wróciła do Noriegi.
Dobrze się czujesz? Nie będziesz rzygać? — dopytała, przyglądając mu się uważnie. Wyglądał jakoś blado, ale przecież to równie dobrze mogło być spowodowane zziębnięciem. Całe szczęście zajęli sobie miejsce tuż obok wielkiego kaloryfera, więc było chociaż trochę bardziej znośnie.
Od kiedy masz tyle sympatii do meneli, co? — spytała w końcu, przyglądając mu się uważnie i opadając plecami na chłodne oparcie. — Jesteś pewien, że to Marshall dostała petardą w łeb, a nie ty? — nie żeby miała coś przeciwko miłemu i przymilającemu sie do wszystkich Madoxowi, ale jednak trochę gryzło się to z jego codzienną naturą.
Zjadła kawałek ciastka, mrucząc zadowolona pod nosem, łapiąc ciemne spojrzenie.
Chcesz? — zapytała grzecznie, a następnie nachyliła przez stół, przystawiając mu kruche ciasteczko pod same usta. Normalnie nie dzieliła się słodyczami, ale patrzył się na nią z jakimś takim rozmarzeniem, że musiała zrobić wyjątek.

Madox A. Noriega

002. champagne was a bad idea

: pt sty 09, 2026 9:00 pm
autor: Madox A. Noriega
Popatrzył na nią przez chwilę z myślą, że może powinien się bardziej słuchać? Ale jak? Jak on przecież nie był żadnym pantoflem i zawsze robił co chciał, a teraz nagle miał się zmienić i być? No chyba nie. Chyba tak się po prostu nie dało. A zresztą czy właśnie nie to ich do siebie ciągnęło, że oni byli tacy niegrzeczni i nieposłuszni, narwani, intensywni. I inne złe rzeczy na n? Przynajmniej Madoxa do niej.
Chociaż pijany Madox przez chwilę to rozważał, nie czy ma się jej słuchać, tylko, czy w ogóle wziąć to pod uwagę. Jednak nie wziął. Zwłaszcza, że nogi to już same go prowadziły do lady, a potem już się na niej opierał łokciem i prezentował kasjerce swoje tatuaże, te które wystawały spod białej koszuli, nawet ją wciągnął w spodnie, co dodało mu jakieś dwa punkty do wyglądu i uroku osobistego może też, bez tej koszuli wywleczonej ze spodni. Nawet się odwrócił i chwile poprawiał, ale to jednak wcale nie pomogło, bo tylko potargał się bardziej i rozmazał sobie coś czarnego na policzku, jakieś ślady tego pożaru, który przecież ugasił marynarką.
Kolejny musiała gasić Pilar, kiedy on się przy tej ladzie słaniał i prosił o rum, albo pół litra. Mogli go stąd wyrzucić, albo nawet wezwać policje, ale przecież... policja była tutaj z nim! Spojrzał na Stewart z wyrzutem, bo przecież on mówił całkiem poważnie, był nawet gotowy za to zapłacić.
Byłby, gdyby miał portfel, albo chociaż taki bajerancki zegarek jak Galen, ale nie miał. Chociaż... miał dzisiaj rolexa, ale takiego wcale nie z górnej półki, chociaż wciąż całkiem ładnego, drogiego. Bo w końcu szedł na bal dla bogaczy przecież.
- ¿Pero cómo? ¿Mejor? ¿Peor? ¿Más educado? - ale jak? Lepiej? Gorzej? Grzeczniej?, z każdym słowem to on się pochylał coraz bliżej Pilar, aż w końcu znowu leżał na tej ladzie, obok niej, przekręcił głowę w kierunku dziewczyny, u której Stewart składała zamówienie - ella es increíble - ona jest niesamowita, czyli już z powrotem niesamowita, a przed chwilą jeszcze była stanowcza i groźna. Wyprostował się trochę, kiedy Pilar go tak szarpała, ale musiał się ręką przytrzymać lady. Wbił w nią czarne tęczówki, kiedy zapytała o tego jego kumpla, uniósł jedną brew, bo jakoś mu to wypadło już z głowy, ta cała akcja z żulem.
- Kto? - zapytał najpierw, ale zaraz mu się przypomniało - pójdę się go zapytam - stwierdził i już nawet chciał iść, ale się zatoczył, kiedy Pilar chwyciła go z tyłu za materiał koszuli i znowu mu ją wyszarpała ze spodni, a przecież tak ładnie się poprawił. Więc kiedy ona zamawiała już tą pizzę dla nich i dla żula, to on stał tyłem i się poprawiał znowu, ewidentnie coś było nie tak z tą jego koszulą, ale może to dlatego, że on teraz zupełnie krzywo pozapinał guziki? a może po prostu ona już była taka poczochrana, że nie nadawała się do niczego?
- Jak jest? - jeszcze się zapytał Stewart kiedy go prowadziła do stolika, oczywiście chodziło mu o to, czy jest dobrze, ta jego koszula. Ale naprawdę to wyglądała źle. I on też. Zwłaszcza, że jakoś tak pobladł, bo go znowu trochę zemdliło, ale nie bardzo, odrobinkę.
- Jest okej - odpowiedział na pytanie Pilar i nawet usiadł sobie wygodnie zarzucając nogę na nogę, plecami opadł na oparcie - do jakich meneli? - zapytał poważnie, a ona zaraz skontrowała tym, czy to Marshall dostała petardą, czy może on? Madox już w ogóle zapomniał o Cherry, ale teraz mu się przypomniało.
- Myślisz, że powinienem do niej napisać? - zapytał i chciał sięgnąć do kieszeni marynarki, tylko, że przecież wcale jej nie miał. Wbił te ciemne, błyszczące oczy w Stewart, a ona mu już wpychała ciastko do ust, a przecież on chciał coś powiedzieć, ale to ciacho było zajebiste, więc na moment nawet zamknął oczy, kiedy je przeżuwał, rozkoszował się tym czekoladowym smakiem, ale zaraz zerwał się z miejsca jak oparzony.
- Pilar! Mój telefon - i tyle Madoxa było widać, bo on już się rzucił biegiem przed tą pizzerię, bo przecież w marynarce miał telefon, nowy, bo tamtego zamoczonego nie odratował, a do tego jakieś papierosy i prochy. Najbardziej to mu pewnie było szkoda tych prochów, z których też zamierzał zrobić jeszcze pożytek.
Tylko, że jego przyjaciela menela już nigdzie nie było. Teraz to go chyba rzeczywiście okradli. Jeszcze przeszedł wzdłuż ściany budynku, ale żula nigdzie nie było. Chyba jednak nowiutki telefon, fajki i prochy okazały się bardziej interesującym znaleziskiem niż jakaś tam pizza. A Madox nawet chciał, żeby wszedł z nimi do środka. Tak się kończy bratanie z menelami, może to był ten sam co okradł Erica?
Zanim jeszcze Pilar do niego podeszła, to on już kopał jakąś górkę ze śniegu.
- Que mierda, joder - przeklął pod nosem, chociaż właściwie to dość głośno. Drugi telefon już załatwił w tym jednym tygodniu, teraz to musi sobie chyba sprawić jakiś taki niezniszczalny, który może będzie nosił na szyi, czy coś. Aż kucnął na krawężniku i przejechał palcami po włosach i twarzy. Cudownie.

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: pt sty 09, 2026 9:36 pm
autor: Pilar Stewart
Nie było okej. A przynajmniej on nie wyglądał okej — oczy miał podkrążone, twarz całą bladą i do tego jeszcze ubabraną jakimś popiołem od Bóg wie czego, nie wspominając nawet o koszuli, która wyglądała, jakby stoczył walkę z niedźwiedziem i ledwo uszedł z niej z życiem. I kiedy zapytał z taką nadzieją Pilar jak wyglądał, ona tylko wzruszyła ramionami. Przecież nie będzie mu teraz mówić, że wyglądał okropnie i jak siedem nieszczęść, kiedy on tak cieszył się na pizzę. Aż tak okropnym człowiekiem nie była.
Szczególnie, że już po chwili zaczęli na nowo rozprawiać o menelu i Cherry, o których on zdawał się kompletnie zapomnieć. Może jednak w tym alkoholu było coś więcej niż tylko procenty? Dała mu kawałek ciasta, ale kiedy stwierdził, że może powinien napisać do Marshall, Pilar od razu zabrała mu je sprzed twarzy.
Może od razu odwiozę cie do szpitala, a sama pojadę do domu? — mruknęła w odpowiedzi. Kompletnie nie rozumiała, po co miałby do niej pisać. Aż tak się przejął? Od kiedy kurwa Madox tak się przejmował ludźmi, którzy podobno go nie obchodzą? Cóż, może Cherry jednak obchodziła go więcej niż się wydawało? Chciała go o to zapytać. Musiała. Aż jej kurwa nóżka zaczęła chodzić z tego podirytowania, tylko nim zdążyła cokolwiek powiedzieć; nim jej usta otworzyły się wystarczająco, by wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, on już wstawał z miejsca.
Madox! — krzyknęła w jego oddalające się plecy. — Kurwa — również zerwała się z miejsca, by za nim pobiec, ale wtedy przyszła obsługa z ich zamówieniem. Pilar prawie strąciła babeczce tackę z dłoni i tyle by było z ich zamówienia, całe szczęście obie wykazały się nienagannym refleksem i złapały plastik w ostatniej chwili, oszczędzając niczemu niewinne jedzenie.
Przeprosiła kobietę i poprosiła, by mogła jednak zapakować wszystkie trzy pizze na wynos, obiecując, że zaraz sie po to zgłosi. Wcisnęła resztę ciastka do ust i pobiegła do wyjścia.
Chłód w sekundę uderzył ją w rozgrzane policzki, tak mocno kontrastując z przyjemnym ciepełkiem, jakie panowało w środku. Nerwowym wzrokiem odszukała Noriegę, który chaotycznie napierdalał butem w zaspę śnieżną, sypiąc sobie śnieg pod nogawkę spodni.
Noriega! — ryknęła wkurwiona. Ile można było go niańczyć? Przecież od momentu, kiedy pił to przeklęte whisky a teraz zapewne minęło kilka godzin, biorąc pod uwagę, że jeszcze miał przystanek w szpitalu. Jakim cudem wciąż był tak bardzo napruty? — Co ty odpierdalasz?! — podeszła bliżej, próbując szarpnąć go za materiał koszulki, ale wtedy on zszedł do parkietu, kucając przy krawężniku. Nie miała dokładnie pojęcia, co się stało. Dopiero po kilku sekundach uświadomiła sobie, że przecież w marynarce, którą oddał żulowi był jego telefon. No był tam. Przekładał go przecież milion razy z jednej kieszeni do drugiej jak narwany.
Rozejrzała się dookoła — po menelu nie było śladu. Nawet przebiegła parking dookoła, zaglądając w ciemniejsze uliczki, jednak na marne. No tak, nowiuśki telefon był o wiele bardziej korzystny niż kawałek ciepłej pizzy. Jak go dobrze sprzeda, będzie sobie mógł kupić dwadzieścia takich placów i do tego drugie tyle flaszek.
Zziębnięta i zrezygnowana wróciła do Noriegi, który już siedział prawie w tej zaspie śnieżnej, cały skołowany i przykucnęła przed nim.
Tak się właśnie kończy bratanie z menelami — rzuciła ostro, chociaż nie spodziewała się, że jego to w jakikolwiek sposób ruszy, czy że przyzna jej rację. Przecież on chwile temu nawet nie pamiętał, że chciał wziąć typka na pizze do środka. Westchnęła głośno, a z jej ust ulotniła się gęsta smuga dymu.
Hej — zaczęła już o wiele spokojniej, układając chłodną już dłoń na jego policzku, zmuszając go, by na nią spojrzał. — To nic, ogarniemy ci nowy — spróbowała go jakoś pocieszyć, bo jednak z tych wszystkich pięćdziesięciu twarzy najebanego Madoxa zdecydowanie wolała tą wesołą. Ta smutna jakoś dołowała wszystko dookoła. Pogładziła go po policzku, a zaraz potem złożyła na nim przelotny pocałunek. — To nie koniec świata — telefon zawsze można było kupić. Noriega też przecież nie był kompletnym biedakiem, biorąc pod uwagę jak wielki i prestiżowy klub prowadził. Mógł sobie nawet wziąć jakiś na fakturkę i bum, od razu taniej.
Przesunęła palce po jego karku, na ramię a następnie w dół do dłoni, którą zacisnęła mocno, podnosząc się do pionu.
Chodź, wstawaj — poprosiła, szarpiąc go, by podniósł się ze śniegu. Jeszcze tego brakowało, żeby się kurwa przeziębił. Kto mu zrobić rosołek? Bo na pewno nie Pilar, chyba, że z jakiejś zupki instant. — No już, cariño — pomogła mu się otrzepać, a raczej sama go otrzepała, bo zanim Noriega zdążył się ruszyć, Pilar już obskoczyła go dookoła.
Idź do auta i zacznij grzać, a ja tylko wrócę się po nasze jedzenie — przekazała mu kluczyki. — Zjemy po drodze — nie było sensu tam wracać, bo to aż prosiło się o kłopoty. Chociaż dawanie Noriedze kluczyków również można było podpiąć pod szaleństwo. Ufała jednak, że nic nie odjebie. — Tylko idź kurwa prosto do auta — zagroziła mu paluchem, a nim on w ogóle zdążył się ruszyć z miejsca, Pilar już wbiegła do środka, by wszystko zgranąć.

Madox A. Noriega