002. champagne was a bad idea
: czw sty 08, 2026 6:42 pm
Zastanowił się przez chwilę, czy chciałby dostać mandat, albo być zakutym w kajdanki. Z jednej strony tak, jeśli to by było coś podobnego do tej szarej taśmy, z drugiej wcale nie, bo jeszcze nie wszystkie mandaty za złe parkowanie opłacił, miał też jakiś za zakłócanie ciszy nocnej i picie w miejscu publicznym, które zgarnęli na pół z Williamem, a niby taki prawnik, a nie umiał się z tego wykręcić jakimiś paragrafami, ale pewnie dlatego, że on się wcale wtedy nie umiał wysłowić i bełkotał. Dobrze, że Noriega nie bełkotał, ale on to właśnie po alkoholu i innych używkach wysławiał się całkiem ładnie... Tylko bzdury gadał.
- Jak dalej będę chlać i gasić pożary, to ubierzesz się w mundur i zakujesz mnie w kajdanki? - zapytał i aż mu obie brwi skoczyły do góry, bo to chyba było zbyt piękne. Żeby on odwalał takie rzeczy, a później jeszcze Pilar zakładała dla niego mundur. Mundur, który on sobie teraz pewnie wyobrażał zupełnie inaczej niż on wyglądał. Chociaż... Stewart dla niego to nawet w worku wyglądałby pięknie. Tak, że on już się do niej pochylał, a właściwie zatoczył w jej kierunku, tylko ona go postukała w ramię, żeby wsiadał. I dobrze, bo kiedy chuchnął w swoje ręce, to dopiero poczuł jakie są skostniałe.
Wiadomo, że to wszystko dlatego, że on zamiast siedzieć grzecznie w tym szpitalu, to się kręcił, wychodził przed, a teraz jeszcze też stali sobie na tym parkingu. Jakby miał rękawiczki...
Miał w płaszczu.
- Nareszcie... - trochę mu ulżyło, że jednak do domu, bo w domu też było fajnie, był rum, prochy... Ciekawe czy była też Debbie? Oby nie.
Kiedy zapytała o ten adres, to uniósł jedną brew, a palcami sięgnął między fotele po swój telefon, oczywiście, że go nie dostał.
- A to nie znasz? - zapytał głupio, ale mogła nie znać, w sumie Madox nigdy nikogo nie zapraszał do siebie, no nie licząc Debbie właśnie. I Maddie, raz przyniosła mu zupę i leki, jak był chory i myślał, że umrze. Pochylił się jednak w kierunku Stewart i na ucho wyrecytował jej swój adres, dobrze, że go pamiętał, ale to też już gdzieś głęboko w nim siedziało, że on wsiadał nawalony do taksówki i podawał ten adres.
- Pomożesz mi Pilar? - zapytał jakoś żałośnie, bo sięgnął jeszcze raz między fotele po telefon, ale wciąż go nie wyjął. A wystarczyło tylko cofnąć podłokietnik, Stewart zrobiła to w trzy sekundy.
- Eres maravilloso - jesteś cudowna, powiedział, a ona zaraz mu jeszcze dała swoją kurtkę i aż go trochę zatkało. Bo znowu mu przyszło do głowy, że on to jednak miał tyle szczęścia, że trafił na Pilar, a nie na jakąś Charity Marshall na przykład, nawet jej chciał to powiedzieć, ale ona wtedy musnęła wargami jego policzek i Madox się znowu rozproszył, chciał do niej sięgnąć, tylko wtedy padło to polecenie zapnij pasy, a to była prawdziwa misja... Bo oczywiście Madox te pasy szarpnął zbyt energicznie, raz, drugi i trzeci...
- Nie da się - no bo się nie dało, proste, jedzie bez pasów. Dla niego żaden problem. A jak się okazało, że ta pizza to też nie problem, to Madox aż się rozmarzył.
- Jakąś na ostro... - już jej miał wymienić pewnie z czym, ale Pilar wtedy powiedziała, że będzie jeszcze lepiej i sami po nią pojadą. Wspa-nia-le.
- I sami wybierzemy? - aż prawie klasnął w dłonie, głośno, szczerze i radośnie, ale się powstrzymał. Zamiast tego znowu chciał wyciągać z kieszeni telefon, który przecież tam chwilę temu schował, bo nie umiał usiedzieć w miejscu, tylko wtedy Stewart powiedziała mu to, że dostanie pizzę kiedy powie jej...
- Pierwsze! - wypalił jeszcze zanim ona dokończyła, cały z siebie dumny, tylko, że po chwili się okazało, że on nie to wcale jej miał powiedzieć. Wywrócił oczami na to jej pytanie o Cherry i wyciągnął się na fotelu opierając o oparcie.
- Nic, a co mnie może z nią łączyć? - zapytał i zerknął na Stewart z ukosa, ale widział po jej minie, że to chyba nie jest satysfakcjonująca odpowiedź. Przez chwilę myślał co ma jej powiedzieć, bo przecież to co rzucił przed chwilą to była prawda, nic go już nie łączyło z Cherry, zupełnie. Chociaż...
- Spaliłem jej włosy. To znaczy nie, ja jej ugasiłem włosy, bo one się zajarały od blanta, chyba je czymś wypsikała, wiesz jak szybko się zajmowały - aż zrobił takie duże oczy i spojrzał na Pilar - chciałem na nią wylać whisky, ale to by chyba nie pomogło - aż pokręcił głową i już zakładał nogę na kolano, przy okazji całkiem niechcący szturchając nim Stewart w rękę - więc musiałem ją nakryć marynarką, o tak - i machnął rękami, żeby jej pokazać jak. Aż ta jej kurtka się z niego zsunęła, ale Madox ją sobie zaraz podciągnął pod brodę, bo było mu cieplej, czuł jak odmarza. Chociaż jak tak zrobiło mu się cieplej, to poczuł też, że wciąż jest napruty, aż na chwilę oparł głową o zimną szybę, czoło.
- Wiesz co ona zrobiła? - znowu się spojrzał na Pilar, chociaż teraz już cały policzek opierał o szybę - napluła na wątróbkę z balkonu - i to było chyba to co Madox najbardziej zapamiętał z tego ich spotkania. Nie jakieś zwierzenia, czy preguntas íntimas, a to, że napluła na wątróbkę.
Pilar Stewart
- Jak dalej będę chlać i gasić pożary, to ubierzesz się w mundur i zakujesz mnie w kajdanki? - zapytał i aż mu obie brwi skoczyły do góry, bo to chyba było zbyt piękne. Żeby on odwalał takie rzeczy, a później jeszcze Pilar zakładała dla niego mundur. Mundur, który on sobie teraz pewnie wyobrażał zupełnie inaczej niż on wyglądał. Chociaż... Stewart dla niego to nawet w worku wyglądałby pięknie. Tak, że on już się do niej pochylał, a właściwie zatoczył w jej kierunku, tylko ona go postukała w ramię, żeby wsiadał. I dobrze, bo kiedy chuchnął w swoje ręce, to dopiero poczuł jakie są skostniałe.
Wiadomo, że to wszystko dlatego, że on zamiast siedzieć grzecznie w tym szpitalu, to się kręcił, wychodził przed, a teraz jeszcze też stali sobie na tym parkingu. Jakby miał rękawiczki...
Miał w płaszczu.
- Nareszcie... - trochę mu ulżyło, że jednak do domu, bo w domu też było fajnie, był rum, prochy... Ciekawe czy była też Debbie? Oby nie.
Kiedy zapytała o ten adres, to uniósł jedną brew, a palcami sięgnął między fotele po swój telefon, oczywiście, że go nie dostał.
- A to nie znasz? - zapytał głupio, ale mogła nie znać, w sumie Madox nigdy nikogo nie zapraszał do siebie, no nie licząc Debbie właśnie. I Maddie, raz przyniosła mu zupę i leki, jak był chory i myślał, że umrze. Pochylił się jednak w kierunku Stewart i na ucho wyrecytował jej swój adres, dobrze, że go pamiętał, ale to też już gdzieś głęboko w nim siedziało, że on wsiadał nawalony do taksówki i podawał ten adres.
- Pomożesz mi Pilar? - zapytał jakoś żałośnie, bo sięgnął jeszcze raz między fotele po telefon, ale wciąż go nie wyjął. A wystarczyło tylko cofnąć podłokietnik, Stewart zrobiła to w trzy sekundy.
- Eres maravilloso - jesteś cudowna, powiedział, a ona zaraz mu jeszcze dała swoją kurtkę i aż go trochę zatkało. Bo znowu mu przyszło do głowy, że on to jednak miał tyle szczęścia, że trafił na Pilar, a nie na jakąś Charity Marshall na przykład, nawet jej chciał to powiedzieć, ale ona wtedy musnęła wargami jego policzek i Madox się znowu rozproszył, chciał do niej sięgnąć, tylko wtedy padło to polecenie zapnij pasy, a to była prawdziwa misja... Bo oczywiście Madox te pasy szarpnął zbyt energicznie, raz, drugi i trzeci...
- Nie da się - no bo się nie dało, proste, jedzie bez pasów. Dla niego żaden problem. A jak się okazało, że ta pizza to też nie problem, to Madox aż się rozmarzył.
- Jakąś na ostro... - już jej miał wymienić pewnie z czym, ale Pilar wtedy powiedziała, że będzie jeszcze lepiej i sami po nią pojadą. Wspa-nia-le.
- I sami wybierzemy? - aż prawie klasnął w dłonie, głośno, szczerze i radośnie, ale się powstrzymał. Zamiast tego znowu chciał wyciągać z kieszeni telefon, który przecież tam chwilę temu schował, bo nie umiał usiedzieć w miejscu, tylko wtedy Stewart powiedziała mu to, że dostanie pizzę kiedy powie jej...
- Pierwsze! - wypalił jeszcze zanim ona dokończyła, cały z siebie dumny, tylko, że po chwili się okazało, że on nie to wcale jej miał powiedzieć. Wywrócił oczami na to jej pytanie o Cherry i wyciągnął się na fotelu opierając o oparcie.
- Nic, a co mnie może z nią łączyć? - zapytał i zerknął na Stewart z ukosa, ale widział po jej minie, że to chyba nie jest satysfakcjonująca odpowiedź. Przez chwilę myślał co ma jej powiedzieć, bo przecież to co rzucił przed chwilą to była prawda, nic go już nie łączyło z Cherry, zupełnie. Chociaż...
- Spaliłem jej włosy. To znaczy nie, ja jej ugasiłem włosy, bo one się zajarały od blanta, chyba je czymś wypsikała, wiesz jak szybko się zajmowały - aż zrobił takie duże oczy i spojrzał na Pilar - chciałem na nią wylać whisky, ale to by chyba nie pomogło - aż pokręcił głową i już zakładał nogę na kolano, przy okazji całkiem niechcący szturchając nim Stewart w rękę - więc musiałem ją nakryć marynarką, o tak - i machnął rękami, żeby jej pokazać jak. Aż ta jej kurtka się z niego zsunęła, ale Madox ją sobie zaraz podciągnął pod brodę, bo było mu cieplej, czuł jak odmarza. Chociaż jak tak zrobiło mu się cieplej, to poczuł też, że wciąż jest napruty, aż na chwilę oparł głową o zimną szybę, czoło.
- Wiesz co ona zrobiła? - znowu się spojrzał na Pilar, chociaż teraz już cały policzek opierał o szybę - napluła na wątróbkę z balkonu - i to było chyba to co Madox najbardziej zapamiętał z tego ich spotkania. Nie jakieś zwierzenia, czy preguntas íntimas, a to, że napluła na wątróbkę.
Pilar Stewart