Strona 2 z 2

back to reality

: sob sty 31, 2026 1:55 am
autor: Blair Mayfield
Jakiekolwiek zasady fair play, w związku z ich ślubem, zdawały się już nie obowiązywać — ich matki wodzone przez rok za nos, w końcu zaczęły się buntować i Blair była zdziwiona, że to one pękły prędzej niż dwójka młodych ludzi, obarczonych kolosalną presją. Linia obrony zdawała się wyczerpywać, a wszystkie argumenty, które do tej pory były istotne i niepodważalne, nagle przestały mieć większe znaczenie. Nie dało się ukryć, że dla ich rodziców ślub dzieci miał największe znaczenie i z pewnością był starannie zarządzanym projektem od momentu w którym zauważyli, że się dogadują. Dla niej było to coś więcej, nie były to puste słowa, rzucone na wiatr obietnice, a realne uczucia; a presja sprawiała, że jeszcze bardziej czuła się, jak zamknięty w klatce ptaszek. Denerwował ich ten temat oraz była w stanie zauważyć, że Charlie spiął się na nowo, gdy zaczęła opowiadać o poranku. Ona również odczuwała nieznośne napięcie ilekroć o tym myślała, tym bardziej jeśli wiązało się to z gderaniem nad głową i narzucaniem opinii. Była przekonana, że to psuje tę ślubną atmosferę, którą tak bardzo chciały uzyskać ich matki.
— Raczej nie interesuje ich sprawiedliwość, bo robią z siebie poszkodowane — stwierdziła, w końcu ile razy słyszeli już, jak bardzo niesprawiedliwe w stosunku do rodziny było ich notoryczne przekładanie organizacji ślubu. Przypominając sobie to, Blair po raz kolejny utwierdziła się w fakcie, że jej matka była idealną manipulatorką; dzisiejszym zachowaniem również to udowodniła. Przestały prosić o datę, bo zaczęły ją po prostu kreować w swoich głowach. W ich mniemaniu z pewnością udałoby się zorganizować ceremonię już na wiosnę. Odetchnęła głęboko, by nieco uspokoić kotłujące się w jej głowie myśli. Jego dotyk na jej dłoni dodatkowo sprawiał, że nieco przestawała się tym wszystkim martwić — nie była w tym sama, byli w tym razem, więc razem musieli opracować jakiś plan albo po prostu wziąć się za uzgodnienia wszystkich szczegółów, nim inni zaczną robić to za nich. Uśmiechnęła się lekko na jego słowa, które dodały jej otuchy. Uprowadzenie jego sióstr było najmniejszym problemem i tak jak sam stwierdził, z pewnością nie będą musieli posunąć się do takich kroków. — Masz rację, to na pewno najmniejsze zmartwienie — przytaknęła. Dziewczyny dobrze wiedziały, jakie były ich matki, może nawet jeśli miały plany, to zlitują się nad nią przez sam fakt, że ciężko byłoby się wywinąć w inny sposób.
W tym momencie, jedzenie było najmniej interesujące ze wszystkich obecnych spraw. Cieszyła się na ich wspólny obiad, ale jednocześnie wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia zaciskały się na jej żołądku i póki co to nie wiedziała, czy była w stanie cokolwiek przełknąć. Tylko na chwilę przeniosła wzrok na kelnera, aby zaraz utkwić spojrzenie w mężczyźnie siedzącym naprzeciwko niej — w pełni ufne, które teraz miało w sobie najwięcej emocji, ponieważ tylko przed najbliższymi była w stanie porzucić chłodną i profesjonalną maskę, bez obawy, że jakikolwiek zmartwiony dryg czy niepewność, zostanie wykorzystane przeciwko niej. Plan Charliego był dobry, lecz jednocześnie nasuwało jej się pytanie; jak długo miało trwać to kupienie sobie czasu? Co wydarzyłoby się późną wiosną? Kolejne plany biznesowe i kolejne przesunięcie terminu, tuż na chwilę przed rozesłaniem zaproszeń? Kolejne pretensje i być może realne groźby? Czy zarzucanie, że są kompletnymi dzieciakami, a nie dorosłymi, na których się kreują? I nim zdążyła odpowiedzieć na jego strategię, zaczął mówić dalej. Jak to możliwe, że w tym momencie dzielili podobne myśli? Dlaczego odsuwali to w czasie? Dlaczego po roku nadal nie umieli wybrać raz a porządnie daty, zabukować jej w kalendarzu i oznaczyć jako nie do ruszenia? W tym momencie kompletnie nie czuła się jak Blair Mayfield, wiceprezes wielkiego przedsiębiorstwa, która codziennie miała zrzucane na barki milion obowiązków. — Nie wiem — odpowiedziała najpierw krótko i dość… nietypowo jak na nią. Jakby się zepsuła, bo przecież ona zawsze miała jakąś odpowiedź. Zawsze umiała jakoś rzeczowo uargumentować, błyskotliwie odpowiedzieć czy na poczekaniu rozwiązać problem. Może dlatego, że teraz była tylko Blair i część jej mózgu przełączyła się na tryb kobiety, która nie zawsze wszystko musi wiedzieć. Czy ty w ogóle tego chcesz? Zdziwiona tym pytaniem, uniosła lekko brwi i utrzymując z nim długie spojrzenie, zaczęła analizować jego słowa, żeby bez dłuższego namyślenia się, sklecić sensowną odpowiedź. — Przede wszystkim, zawsze jestem z tobą szczera — zaczęła, posyłając mu krótki uśmiech; bo co jak co, jednak przed nim nie potrafiła często ukryć swoich emocji. Nawet jeśli skrupulatnie próbowała, to jedno jego pytanie potrafiło zburzyć jej całą maskę, którą próbowała przybrać. — Charlie… kocham cię i oczywiście, że tego chcę. Myślę, że zasłanianie się pracą nieco za bardzo weszło nam w krew — odpowiedziała; w końcu odkąd skończyli studia i wrócili do Toronto, zostali obciążeni odpowiedzialnością firmową. Czy potrafili żyć inaczej? — A skoro praca jest naszym środowiskiem naturalnym, w przeciwieństwie do ślubu, który jest czymś… nowym, to może jest to jakiś mechanizm obronny przed nieznanym — kontynuowała, przenosząc na chwilę spojrzenie na ich dłonie i delikatnie, nieco kojąco, zaczęła gładzić palcami po wierzchu jego dłoni. — Tym bardziej, że presja otoczenia nie sprzyja podjęciu jakiejś decyzji i bardziej mnie to stresuje niż wprowadza w ślubny nastrój — zadrwiła nieco z tego określenia i była przekonana, że prędzej może to być traktowane przez nich jako żart sytuacyjny niż faktyczne określenie, którym mogliby się posługiwać. — Już prędzej poczułabym tę całą aurę uciekając gdzieś z tobą i biorąc ślub nawet i w cholernym Las Vegas, niż na pokaz przed ludźmi, których nawet to zbytnio nie obchodzi. — Było to bardziej niż pewne, że będą tam partnerzy biznesowi, którym rodziny chcieli się pochwalić, że dwie wielkie firmy przechodzą na kolejny etap partnerstwa. Tylko nie o to w tym wszystkim chodziło. Odbierało to kolor wszystkiemu, przez co rzeczywiście, świat stawał się przezroczysty i bez smaku. — Dlaczego za pewnik przyjmujemy, że nic nie będzie już od nas zależało, skoro to właśnie od nas zależy najwięcej? — dodała ciszej, jakby niepewnie i jednocześnie zdradzając swoje ostatnie myśli, które dotyczyły całego tego przytłoczenia przez rodzinę; bo to nie tak, że rodzina nie była dla niej na pierwszym miejscu. Tu kryło się coś więcej. Przechyliła lekko głowę na bok, spoglądając na Charliego z zastanowieniem i uważnie przyglądając się jego twarzy. — A ty masz wątpliwości? — zadała pytanie, które od razu nasunęło się na jej język. — Nie sugeruj się moją odpowiedzią, ty też musisz być wobec mnie szczery. — To ceniła najbardziej i musiała wiedzieć; bo jeśli nie teraz, to kiedy? Zawsze była zainteresowana tym, co siedzi mu w głowie. Z zainteresowaniem słuchała go, gdy z pasją mówił o analizach giełdowych, pomysłach na rozwój firmy i o wszystkich mało istotnych teraz rzeczach, które dotyczyłyby Northland Power — bo teraz była tym najmniej zainteresowana. W tym momencie był Charliem, a nie wiceprezesem.

Charlie Marshall