Trzy, dwa, jeden... Szczęśliwego Nowego Roku!...
: śr sty 14, 2026 8:10 pm
- A jaki jest twój typ? - pytam. Zbieranie informacji było wpisane w mój zawód, więc i teraz drąże temat, szczególnie, że ten nie wydaje się zbyt drażliwy, raczej luźny, ot taka gadka szmatka - Ja na przykład uwielbiam jak laska robi muzykę, kurwa normalnie majty mi same przez głowę zlatują - mówię całkiem poważnie. Byłem takim groupie tylko w wersji męskiej. Gdyby moja dupa grała koncerty to pojebałbym własną pracę byle tylko balować w pierwszym rzędzie. Jak byłem młodszy to marzyło mi się życie gwiazdy rocka ale los miał na mnie inne plany, którym chcąc nie chcąc musiałem się poddać. Czy żałowałem? Czasem tak, chociaż z pozoru wcale nie miałem na co narzekać. Ludzie nie mieli na jedzenie, a z mojego majątku pewnie mógłbym wykarmić pół afrykańskiej wioski. Świat był czasem w chuj niesprawiedliwy - Alko mamy pod dostatkiem, a noc jeszcze młoda - wzruszam ramionami. Kto wie, może jeszcze nam się zbierze na zwierzenia, nikt nie powiedział, że jutro będziemy cokolwiek pamiętać. Na pytanie czy to ma być wyzwanie, ponownie wzruszam ramionami i uśmiecham się tajemniczo - jeśli tak to traktowała to czemu nie? Nie miałem w planach uwodzić znienawidzonej sąsiadki, ale najwidoczniej 2026 próbował nas zaskoczyć - Myślę, że ciekawiej by było gdybyś to ty próbowała uwieść mnie, czemu to zawsze my faceci musimy się starać? - halo, ja byłem za równouprawnieniem, też się chciałem poczuć kokietowany, a nie się wiecznie uganiać za babami. Śmieję się, może to właśnie było wyzwanie?
- Jeśli zasłużysz - uwielbiałem stać przy garach, serio, gotowanie to była dla mnie czysta przyjemność, szczególnie jeśli miałem dla kogo to robić. W weekendy, kiedy akurat bywałem w domu rodzinnym z chęcią pomagałem mojej mamie, to ona nauczyła mnie, że w kuchni najważniejsze jest serce, naprawdę czuć, jeśli zrobisz coś z miłością, nawet jeśli zupa jest wtedy niedoprawiona a ciasto zakalcowate.
-Ja mam w sierpniu jak coś, pamiętaj żeby mi kupić prezent - śmieję się. Koziorożec i lew, kontrowersyjne połączenie, ale może w tym szaleństwie była jakaś metoda? A potem idziemy korytarzem w kierunku głównej sali i gdy wspomina o tamtej typiarze to zerkam na nią przez ramię - A chuj z nią - macham ręką, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że poczta pantoflowa może jutro aż huczeć od plotek - Dwudzieste ósme? Jeeezu, to ty młoda dupa jesteś - kiwam głową. Ja byłem millenialsem, a wiadomo, że nasze ulubione żarciki to mam trzydzieści lat i jestem stary, chociaż tak po prawdzie wcale się tak nie czułem. Patrzyłem na to trochę inaczej, nie wliczałem dzieciństwa do świadomego życia, wtedy byłeś zależny od rodziców, więc idąc tym tokiem myślenia ja miałem jakieś piętnaście lat, ona pewnie ledwie osiem. Dzielę się z nią tą myślą zanim staniemy przy bufecie - No a od kiedy masz trzy nóżki? - parskam śmiechem, to jakiś dziad o lasce mógł powiedzieć, że będzie pił na trzy, my musieliśmy parzyście przecież. Pijemy szybko, krzywiąc się równie mocno, chociaż szczerze miałem jakieś takie wyobrażenie, że spije jak herbatę i poprosi o więcej. Stereotypy.
- O czym? - pytam, szczerze zaciekawiony, obejmując ją nieco mocniej, a na odpowiedź parskam śmiechem - No to będziemy musieli to nadrobić - to już chyba mamy jakieś cztery nóżki w plecy - jedną zaległą i trzy nowe, chyba tak to się powinno liczyć? - Z ciebie też niezła tancerka - komplementuję ją, bo i dobrze się ruszała, albo mi się wydawało, bo wódka zdążyła już dostać się do mózgu. Kiedy zmniejsza między nami dystans, to układam jej ręce na talii i tańczymy teraz tańca ocierańca jak w jakimś dirty dancing dosłownie. Ponad jej ramieniem zerkam na znajomą sylwetkę ciotki i robię kilka kolejnych obrotów, byle dalej od stolików - O niee, nie pozwól jej mnie odbić - proszę, wręcz błagalnym tonem. Nie chciałem jej wymieniać na tą starą raszplę, dobrze mi było w ramionach Charlotte. Tanecznym krokiem cofam się jeszcze kilka kroków i wtedy... BUM! Wpadamy w inną twarda sylwetkę - Ups! Pardon!... - odwracam się i nagle... Kolana się pode mną uginają, bo oto wpadamy wprost na mojego starego. Widzę te minę - usta ściągnięte w wąska kreskę, zmarszczone brwi, kiedyś znaczyło to mniej więcej tyle, że porozmawiamy w domu, teraz? Że zaczynam przesadzać, że pije za dużo, śmieję się za głośno, zachowuje się zbyt rubasznie. Uśmiech momentalnie schodzi z mojej twarzy bo oto stoi przed nami Franklin Patel we własnej osobie. Jeśli ktoś obracał się w środowisku prawniczym to na pewno go znał, był świetny w swoim fachu, nie wiem czy kiedykolwiek przegrał jakąś sprawę a jeśli tak, nie miało to znaczenia, bo nikt o tym nie pamiętał. Ludzie naprawdę go szanowali, roztaczał wokół siebie chłodną aurę wyższości, a ja poczułem się zwyczajnie malutki, jakbym znowu miał naście lat. Nie to, że był jakimś tyranem, ale dystans dało się wyczuć z kilometra. Mocniej zaciskam palce na dłoni Charlotte. On patrzy to na mnie to na nią, chociaż na mnie zdecydowanie mniej przychylnie. Nie wiem co powiedzieć, słowa grzęzną mi w gardle, nawet cioteczka się wycofuje, nagle odbijając w drugą stronę.
Charlotte Kovalski
- Jeśli zasłużysz - uwielbiałem stać przy garach, serio, gotowanie to była dla mnie czysta przyjemność, szczególnie jeśli miałem dla kogo to robić. W weekendy, kiedy akurat bywałem w domu rodzinnym z chęcią pomagałem mojej mamie, to ona nauczyła mnie, że w kuchni najważniejsze jest serce, naprawdę czuć, jeśli zrobisz coś z miłością, nawet jeśli zupa jest wtedy niedoprawiona a ciasto zakalcowate.
-Ja mam w sierpniu jak coś, pamiętaj żeby mi kupić prezent - śmieję się. Koziorożec i lew, kontrowersyjne połączenie, ale może w tym szaleństwie była jakaś metoda? A potem idziemy korytarzem w kierunku głównej sali i gdy wspomina o tamtej typiarze to zerkam na nią przez ramię - A chuj z nią - macham ręką, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że poczta pantoflowa może jutro aż huczeć od plotek - Dwudzieste ósme? Jeeezu, to ty młoda dupa jesteś - kiwam głową. Ja byłem millenialsem, a wiadomo, że nasze ulubione żarciki to mam trzydzieści lat i jestem stary, chociaż tak po prawdzie wcale się tak nie czułem. Patrzyłem na to trochę inaczej, nie wliczałem dzieciństwa do świadomego życia, wtedy byłeś zależny od rodziców, więc idąc tym tokiem myślenia ja miałem jakieś piętnaście lat, ona pewnie ledwie osiem. Dzielę się z nią tą myślą zanim staniemy przy bufecie - No a od kiedy masz trzy nóżki? - parskam śmiechem, to jakiś dziad o lasce mógł powiedzieć, że będzie pił na trzy, my musieliśmy parzyście przecież. Pijemy szybko, krzywiąc się równie mocno, chociaż szczerze miałem jakieś takie wyobrażenie, że spije jak herbatę i poprosi o więcej. Stereotypy.
- O czym? - pytam, szczerze zaciekawiony, obejmując ją nieco mocniej, a na odpowiedź parskam śmiechem - No to będziemy musieli to nadrobić - to już chyba mamy jakieś cztery nóżki w plecy - jedną zaległą i trzy nowe, chyba tak to się powinno liczyć? - Z ciebie też niezła tancerka - komplementuję ją, bo i dobrze się ruszała, albo mi się wydawało, bo wódka zdążyła już dostać się do mózgu. Kiedy zmniejsza między nami dystans, to układam jej ręce na talii i tańczymy teraz tańca ocierańca jak w jakimś dirty dancing dosłownie. Ponad jej ramieniem zerkam na znajomą sylwetkę ciotki i robię kilka kolejnych obrotów, byle dalej od stolików - O niee, nie pozwól jej mnie odbić - proszę, wręcz błagalnym tonem. Nie chciałem jej wymieniać na tą starą raszplę, dobrze mi było w ramionach Charlotte. Tanecznym krokiem cofam się jeszcze kilka kroków i wtedy... BUM! Wpadamy w inną twarda sylwetkę - Ups! Pardon!... - odwracam się i nagle... Kolana się pode mną uginają, bo oto wpadamy wprost na mojego starego. Widzę te minę - usta ściągnięte w wąska kreskę, zmarszczone brwi, kiedyś znaczyło to mniej więcej tyle, że porozmawiamy w domu, teraz? Że zaczynam przesadzać, że pije za dużo, śmieję się za głośno, zachowuje się zbyt rubasznie. Uśmiech momentalnie schodzi z mojej twarzy bo oto stoi przed nami Franklin Patel we własnej osobie. Jeśli ktoś obracał się w środowisku prawniczym to na pewno go znał, był świetny w swoim fachu, nie wiem czy kiedykolwiek przegrał jakąś sprawę a jeśli tak, nie miało to znaczenia, bo nikt o tym nie pamiętał. Ludzie naprawdę go szanowali, roztaczał wokół siebie chłodną aurę wyższości, a ja poczułem się zwyczajnie malutki, jakbym znowu miał naście lat. Nie to, że był jakimś tyranem, ale dystans dało się wyczuć z kilometra. Mocniej zaciskam palce na dłoni Charlotte. On patrzy to na mnie to na nią, chociaż na mnie zdecydowanie mniej przychylnie. Nie wiem co powiedzieć, słowa grzęzną mi w gardle, nawet cioteczka się wycofuje, nagle odbijając w drugą stronę.
Charlotte Kovalski