Strona 2 z 2

old ghosts came hunting

: sob sty 31, 2026 5:47 pm
autor: Łoś Superktoś
  Obecny zbrojmistrz, którego udostępnił Damonowi Giovanni, w osobie niepozornie wyglądającej kobiety, wydawał się mieć rozległą wiedzę, a także rozległe koneksje. Jakby nie patrzeć, to przecież ledwie jakiś czas temu wspomniała o fakcie, że ów samolot, którym teraz podróżowali, był ściągnięty z Pentagonu. Z jednej strony – nie można było wierzyć obcej osobie na słowo, ale z drugiej strony – wystarczyło spojrzeć na maszynę, aby wiedzieć, że nie jest to standardowy złom, który można wynająć na pierwszym, lepszym lotnisku i to na sam dowód i licencję pilota.
  — Mówiłam: musisz naprawdę mu się opłacać. Taka przysługa słono go będzie kosztować. — I na pewno zdawał sobie sprawę. Bo nikt tak nie monitorował kosztów i przysług, jak on. I nikt nie lubił mieć długów tak bardzo, jak on – zdecydowanie bardziej wolał sytuacje, w których to inni byli jemu coś winni, nie odwrotne. A to mogło faktycznie znaczyć, że miał całkiem spore zaufanie do Damona, widział w nim coś, co mu się zwróci – i broń boże, nie w sensie literalnym. Jednocześnie mogło to oznaczać, a w zasadzie – już oznaczało – że trudno było znaleźć coś, na co Włoch nie znajdzie sposobu. Infiltracja terenów Korei Północnej, a raczej – stosowne ułatwienie jej – miało nie być problemem.
  Dalsza część podróży miała upłynąć bez przeszkód. Damon został pozostawiony sam sobie, nawet miał swoje własne miejsce, gdzie mógł się chociaż na chwilę położyć i spróbować zasnąć – ze skutkiem różnym. Bombowiec stabilnie przecinał przestworza, ani razu nie dając się zakołysać najmniejszym nawet turbulencjom.
  Towarzysze na pokładzie zachowywali się wyjątkowo cicho, w pewnym momencie po prostu przesiadując bliżej kokpitu i rozmawiając. O niczym istotnym – możliwe, że także mieli na uwadze, że otoczenie, w którym znajdował się obcy da nich mężczyzna, nie jest szczególnie bezpieczne.
  Ostatecznie to inżynier podeszła do Koreańczyka, aby go obudzić – lub po prostu zwrócić jego uwagę i wytrącić z trybu czuwania.
  — To dobry moment, żebyś cały sprzęt już pozakładał.. Sprawdzę ko już na tobie. Roth powiedział, że za jakieś czterdzieści minut wejdziemy w przestrzeń powietrzną nad Koreą Północną.
  A raczej logicznym było sprawdzenie sprzętu, zanim wypchną go z samolotu podczas zrzutu. W razie, gdyby miało się okazać, że coś uległo uszkodzeniu, lub nie funkcjonuje tak, jak powinno, to mieli jeszcze czas, aby podjąć kilka, różnych decyzji i jednoczesne przeorganizowanie.
  Gdy Koreańczyk założył na siebie większość zabieranego sprzętu, kwatermistrz czy raczej zbrojmistrz w osobie kobiety, znalazła się przy nim i nawet przed nim uklęknęła; nie dla cielesnych doznań, ale aby podopinać samodzielnie elementy, które były od niej. I aby upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu i leży tak, jak leżeć powinno.
Zaciągnęła jeden z pasów na jego udzie, kończąc cały ten rytuał.
  — Jest dobrze — zaraportowała, choć szybciej do siebie, niż do niego. Podniosła głowę, aby spojrzeć na mężczyznę, kiedy wciskała zapięcie w odpowiednią szlufkę. — A tak swoją drogą, to po co cała tyle ryzyka, aby wyciągać z piekła kogoś, kto już i tak umiera? — zapytała. Tak zwyczajnie, bez uszczypliwości i ze słyszalnym zainteresowaniem. Kobieta zdecydowanie nie szydziła z niego, ani nie wytykała żadnych błędów w logice czy planie.
  W tym momencie stało się też jasne, że cel podróży był jej znany, a pytanie powinno zatem brzmieć nie czy, ale jak wiele wiedziała. A sądząc po wypowiedzianych słowach – albo nie wiedziała wiele, albo wiedzę miała mylną. Albo wiedziała coś, czego nie wiedział Damon, ale to przecież tak nie wielce prawdopodobne.

Damon Tae

old ghosts came hunting

: sob sty 31, 2026 10:32 pm
autor: Damon Tae
Zdawał sobie sprawę, że Giovanni pociągnie go do zapłaty. Jakby nie było, sprzedał swoje życie i usługi. Wiedział, że będzie musiał być na każde jego zawołanie i każde słowo, niezależnie od dnia i pory. W końcu na tym polegała ta transakcja. O tyle dobrze, że Damon żadnej pracy się nie brzydził i miał na rękach już wiele przelanej krwi. W dodatku jego sumienie praktycznie nie istniało przez wszystkie rzeczy do których był zmuszony w Korei Północnej. Tam władzę nie obchodziło czy skazani na śmierć byli mężczyźni, kobiety czy dzieci. Całe rodziny szły na rzeź.
Dzięki temu nie było rzeczy, której Damon miałby się nie podjąć.
Był świadom ceny, ale w tym wypadku była niczym, jeśli miał odzyskać jedyną osobę na tym cholernym świecie, na której faktycznie zaczęło mu zależeć.
I wszystko się zjebało. Bo była dla niego ważna.
Spróbował zasnąć, ale nie można tego było nazwać snem. Oczy miał zamknięte, ale jego świadomość wciąż działała. Rejestrowała wszystko co się działo. Kroki ludzi, ich głosy, to gdzie się znajdowali. To było silniejsze od niego. Wyuczona czujność, aby nigdy nie być zaskoczonym, gdy zostanie się zaatakowanym. Nawet jeśli ci ludzie mieli być dla niego, to zasada, aby nikomu ufać odnosiła się do wszystkich, niezależnie od sytuacji.
Nawet przy Sennie zachowywał ten jeden procent prawdopodobieństwa.
Gdy wyczuł, że ktoś jest bliżej niż powinien, otworzył oczy, aby spojrzeć na dziewczynę, która przyszła go poinformować o tym, że należałoby się już zacząć przygotowywać do akcji. Nie wiedział ile czasu już minęło, ale czekał na te słowa od momentu aż wyszedł z gabinetu Giovanniego.
Wstał i przeszedł za nią, aby zacząć zakładać na siebie cały sprzęt, z pomocą nowej koleżanki. Przy okazji zapamiętywał ułożenie wszystkiego, co miało być pod ręką. Tak, aby przypadkiem nie pomylić lasera z jakimś innym urządzeniem. Zadawał przy tym jakieś poszczególne pytania, które mu się nagle przypomniały, ale generalnie nie gadał dużo. Jak to on.
Zwłaszcza, że nie miał też humoru na pogadanki.
Gdy w końcu był gotowy, a Pani Gadżet uznała, że wszystko jest w porządku, przeniósł instynktownie spojrzenie w kierunku okien samolotu, jak gdyby to mu miało pomóc określić ile jeszcze czasu do jego wyskoku.
Jego uwagę jednak przykuł mały szczegół.
…aby wyciągać z piekła kogoś, kto już i tak umiera?
Co? — wyrzucił z siebie, lustrując dziewczynę niewzruszonym spojrzeniem. Nie do końca rozumiał co zamierzała mu przekazać, ale niespecjalnie mu się spodobało to stwierdzenie. Z tego co wiedział, Senna w ogóle nie umierała. Po to też po nią jechał, aby ją uratować od tego, cokolwiek się tam działo. A o czym wolał nie myśleć. — Czemu „umiera”? — spytał spokojnie, jak gdyby jej pytanie w ogóle nie zrobiło na nim wrażenia.
Podświadomie jednak miał wrażenie, że Pani Gadżet wiedziała coś, nie tylko na temat sprzętu.

Valkyrae Callahan