Hello stranger
: czw sty 15, 2026 3:48 pm
Realizm nie był mu obcy, mimo że w duchu starał się jednak szukać chociażby najmniejszego promyka pozytywności. Prosty przykład z tego konkretnego dnia, prawda? Nosiło go w domu i miał wrażenie, że głowa mu zaraz wybuchnie, więc poszedł do baru, a tam spotkał osobę, z którą lubił spędzać czas. Win. Ta osoba niedawno była w wypadku i tak, to było niezbyt przyjemne, ale wciąż tu była. Rany się zagoją, kości zrosną, ale ludzi jest ciężko zastąpić, prawda? Jakkolwiek ich relacja miała się rozwinąć.. Nie sądził, by jakikolwiek poruszony przez nią temat, mógłby sprawić, że nie chciałby nigdy więcej jej spotkać; a przynajmniej naprawdę ciężko by mu było o jakimś pomyśleć. Nawet gdyby znalazła fałszywą strunę i szarpnęła nią z całej siły, był dużym chłopcem, przeżyłby to, poprosił o zostawienie tej struny w spokoju, dopóki nie ogarnie jak ją nastroić i do przodu. Lubił naprawiać, naprawianie wychodziło mu lepiej niż trwanie w bezruchu.
- Nic tak naprawdę? A przynajmniej nic w tradycyjnym sensie. - zmarszczył lekko brwi, bo sam musiał się zastanowić jak na to pytanie odpowiedzieć. Trenować zwykle wiązało się z czymś konkretnym, prawda? Sztuki walki czy jakiś trening wspomagający konkretny sport, ale odkąd się zaczął w to bawić, nie zatrzymał się na moment, by o tym pomyśleć. Przedłużył ciszę, nieświadomie łapiąc za jeden z wolnych podstawek na stole, stawiając ją na własnej krawędzi pomiędzy dwoma palcami. Bezmyślne bawienie się czymś zwykle pozwalało na lepsze skupienie. - Odkąd zacząłem dobrą dekadę temu, chciałem po prostu być sprawny? Niezawodny? Brzmi pompatycznie, ale chciałem być na tyle silny, żeby podnieść bez problemu kogoś z podłogi i na tyle szybki i wytrzymały, żeby przebiec kilka kilometrów bez zadyszki? - stwierdził w końcu ze skinięciem głowy, trochę jakby sam się ze sobą zgadzał w miarę mówienia. Za każdym razem, kiedy stawiał akcent, stukał lekko tą podstawką, którą nadal trzymał między palcami, o powierzchnię stołu. Miał swoje powody na pewno, ale szczerze, po tylu latach, zdążył już zapomnieć. Trzymał się właściwie tego samego treningu, skacząc między wariantami w zależności od dnia, podnosił albo obniżał ciężar i jakoś to wszystko szło do przodu. - Nie będę cię zanudzać szczegółami, ale jakbyś kiedyś chciała popracować nad siłą, to wiesz do kogo się zwrócić. - zakończył luźno, posyłając jej uśmiech, podłapując spojrzenie, które w niego wkręcała. Tak, tak, wiedział, był dużym człowiekiem z szerokimi ramionami i czasami zarówno znajomi, jak i nieznajomi, spodziewali się po nim znacznie więcej wow rzeczy, niż zwykłych ciężarków i biegania.
Pozwolił, by wzmianka o gotowaniu odeszła na dalszy plan, przynajmniej na tamtą konkretną chwilę.. Nawet jeśli fakt, że trzymała go za słowo, wywołał lekką lawinę myśli. Pewnie, mógł jej coś ugotować, jakoś to zorganizować, dograć z nią, żeby miało sens, ręce i nogi. Mógł ją też do siebie zaprosić i ugotować coś z nią. Mógł się wprosić do niej i gotować dla niej też. Dwie ostatnie opcje wymagałyby obustronnego zaufania i może odrobiny samokontroli? Łatwiej było tańczyć z chemią w publicznym miejscu, domowe eksperymenty z wybuchowymi środkami mogły kończyć się różnie, tak? Pewnie przesadzał, ale nie chciał swojej teorii testować, bo.. Bo co właściwie? Bo ją lubił. Ma sens.
- Co poradzisz, zestarzałem się. - rozłożył ręce, żeby podkreślić swój mały żart, zaraz potem się do niej uśmiechnął, kiwając głową. Pracował przy piecach, ostrzach, gorącym oleju, ogniu; był znieczulony na wiele kwestii, a i doświadczony w życiowych stycznościach z traumą. Zwykle natomiast zakładał, że inni ludzie nie byli chętni do słuchania o tym, prawda? Przyjął do wiadomości, że nawet jeśli coś mu się wymsknie, nie będzie miała mu za złe. Dobrze, kolejna rzecz, o której nie musiał pamiętać i której mógł odpuścić. Mogła go poznawać, pozwalał na to trochę łatwiej niż zwykle, bo i on sam był jej ciekawy, nawet jeśli powstrzymywał naturalną zachłanność sięgania po więcej. Gorliwość nie popłaca czasami i, jeśli dobrze pamiętał powiedzonko, głód wzmagał apetyt. Chciał wywoływać więcej jej uśmiechów, chciał słyszeć jej śmiech częściej, nawet jeśli próbowała go stłumić w zarodku. Nawet jeśli próbował je zignorować; chciał więcej jej dłuższych spojrzeń. Uśmiechał się do niej, bo nawet gdyby chciał kontrolować mięśnie twarzy, nie mógł na to nic poradzić. Śmiech który był rzadkością zasługiwał na szczery uśmiech.
- Lubię z tobą spędzać czas, pozwij mnie jak chcesz. - uniósł ręce w obronnym geście, ale wyraz twarzy miał wcale nie poważny. Mówił szczerze, chociaż niczego nie sugerował i tak, mógł się zasłonić swoją tendencją do empatycznego stawiania się w czyichś butach, zwłaszcza jeśli miał jakieś połączenie z tą osobą; ale postanowił jedynie zaczepnie zażartować. Mogła z tym faktem zrobić co tylko chciała.
- Ha, zgadłem! Wiedziałem, że jesteś kimś ważnym. - tak, w jego głowie każdy, kto miał dorosłą pracę i wyższe wykształcenie (nawet jeśli sam je teoretycznie posiadał) był kimś ważnym. Upił kilka triumfalnych łyków ze swojego kufla. Żeby pracować na uniwersytecie, na pewno musiała poświęcić znacznie więcej czasu i nauki, niż on na swoim zabawnym kierunku, który skończył tylko i wyłącznie z przymusu rodziny. Nie był mądry, a przynajmniej nie uważał się za mądrego czy nawet oczytanego. Pracował ciężko, uczył się szybko; tyle mu w zupełności wystarczało w życiu codziennym. Przyglądał się jej przez moment z błądzącym po ustach uśmiechem, zastanawiając się które z krążących mu po głowie pytań zadać.. Ale zanim się na jakieś zdecydował, postanowiła zmienić ton na bardziej poważny. Pokiwał powoli głową, trawiąc jej słowa, po raz kolejny przesunął spojrzeniem po jej urazach, przynajmniej tych, które mógł dostrzec gołym okiem. Nie myliła się. Życie było krótkie, a ich spotkania przypadkowe, prawda?
- To co powiesz na to, żeby to zmienić? - odpowiedział pytaniem, przechylając głowę i podświadomie pochylając się lekko nad stołem, w jej stronę. Ramiona miał luźno przed sobą, barki, rozluźnione, były bliżej uszu, twarz wyrażała zamysł, nie dlatego, że zastanawiał się czy warto.. Pytanie, które sobie zadawał, było bliższe temu, jak to zrobić, żeby nie ładować się z buciorami w jej codzienne życie, a zamiast tego pozwolić jej zdecydować, kiedy sama będzie chciała. Co tak właściwie? Tak daleko do przodu nie wybiegał. Uśmiechnął się nagle ot tak, znikąd, wyprostował, sięgając do kieszeni spodni; długopis, bo przecież każdy dobry kucharz miał zawsze masę długopisów przy sobie. Przy lewej ręce nadal miał tamtą korkową podkładkę, więc niewiele się zastanawiając, odwrócił ją tył do przodu, pisząc coś szybciutko, a kiedy skończył, przesunął podkładkę na jej stronę stolika. Numer, a pod numerem proste Theo. - Jeśli chcesz. - bo, jak zawsze, przy nim nie było żadnej presji. Piłeczka była po jej stronie, i, jak zwykle, mogła z nią zrobić co tylko chciała.
Cynthia A. Ward
- Nic tak naprawdę? A przynajmniej nic w tradycyjnym sensie. - zmarszczył lekko brwi, bo sam musiał się zastanowić jak na to pytanie odpowiedzieć. Trenować zwykle wiązało się z czymś konkretnym, prawda? Sztuki walki czy jakiś trening wspomagający konkretny sport, ale odkąd się zaczął w to bawić, nie zatrzymał się na moment, by o tym pomyśleć. Przedłużył ciszę, nieświadomie łapiąc za jeden z wolnych podstawek na stole, stawiając ją na własnej krawędzi pomiędzy dwoma palcami. Bezmyślne bawienie się czymś zwykle pozwalało na lepsze skupienie. - Odkąd zacząłem dobrą dekadę temu, chciałem po prostu być sprawny? Niezawodny? Brzmi pompatycznie, ale chciałem być na tyle silny, żeby podnieść bez problemu kogoś z podłogi i na tyle szybki i wytrzymały, żeby przebiec kilka kilometrów bez zadyszki? - stwierdził w końcu ze skinięciem głowy, trochę jakby sam się ze sobą zgadzał w miarę mówienia. Za każdym razem, kiedy stawiał akcent, stukał lekko tą podstawką, którą nadal trzymał między palcami, o powierzchnię stołu. Miał swoje powody na pewno, ale szczerze, po tylu latach, zdążył już zapomnieć. Trzymał się właściwie tego samego treningu, skacząc między wariantami w zależności od dnia, podnosił albo obniżał ciężar i jakoś to wszystko szło do przodu. - Nie będę cię zanudzać szczegółami, ale jakbyś kiedyś chciała popracować nad siłą, to wiesz do kogo się zwrócić. - zakończył luźno, posyłając jej uśmiech, podłapując spojrzenie, które w niego wkręcała. Tak, tak, wiedział, był dużym człowiekiem z szerokimi ramionami i czasami zarówno znajomi, jak i nieznajomi, spodziewali się po nim znacznie więcej wow rzeczy, niż zwykłych ciężarków i biegania.
Pozwolił, by wzmianka o gotowaniu odeszła na dalszy plan, przynajmniej na tamtą konkretną chwilę.. Nawet jeśli fakt, że trzymała go za słowo, wywołał lekką lawinę myśli. Pewnie, mógł jej coś ugotować, jakoś to zorganizować, dograć z nią, żeby miało sens, ręce i nogi. Mógł ją też do siebie zaprosić i ugotować coś z nią. Mógł się wprosić do niej i gotować dla niej też. Dwie ostatnie opcje wymagałyby obustronnego zaufania i może odrobiny samokontroli? Łatwiej było tańczyć z chemią w publicznym miejscu, domowe eksperymenty z wybuchowymi środkami mogły kończyć się różnie, tak? Pewnie przesadzał, ale nie chciał swojej teorii testować, bo.. Bo co właściwie? Bo ją lubił. Ma sens.
- Co poradzisz, zestarzałem się. - rozłożył ręce, żeby podkreślić swój mały żart, zaraz potem się do niej uśmiechnął, kiwając głową. Pracował przy piecach, ostrzach, gorącym oleju, ogniu; był znieczulony na wiele kwestii, a i doświadczony w życiowych stycznościach z traumą. Zwykle natomiast zakładał, że inni ludzie nie byli chętni do słuchania o tym, prawda? Przyjął do wiadomości, że nawet jeśli coś mu się wymsknie, nie będzie miała mu za złe. Dobrze, kolejna rzecz, o której nie musiał pamiętać i której mógł odpuścić. Mogła go poznawać, pozwalał na to trochę łatwiej niż zwykle, bo i on sam był jej ciekawy, nawet jeśli powstrzymywał naturalną zachłanność sięgania po więcej. Gorliwość nie popłaca czasami i, jeśli dobrze pamiętał powiedzonko, głód wzmagał apetyt. Chciał wywoływać więcej jej uśmiechów, chciał słyszeć jej śmiech częściej, nawet jeśli próbowała go stłumić w zarodku. Nawet jeśli próbował je zignorować; chciał więcej jej dłuższych spojrzeń. Uśmiechał się do niej, bo nawet gdyby chciał kontrolować mięśnie twarzy, nie mógł na to nic poradzić. Śmiech który był rzadkością zasługiwał na szczery uśmiech.
- Lubię z tobą spędzać czas, pozwij mnie jak chcesz. - uniósł ręce w obronnym geście, ale wyraz twarzy miał wcale nie poważny. Mówił szczerze, chociaż niczego nie sugerował i tak, mógł się zasłonić swoją tendencją do empatycznego stawiania się w czyichś butach, zwłaszcza jeśli miał jakieś połączenie z tą osobą; ale postanowił jedynie zaczepnie zażartować. Mogła z tym faktem zrobić co tylko chciała.
- Ha, zgadłem! Wiedziałem, że jesteś kimś ważnym. - tak, w jego głowie każdy, kto miał dorosłą pracę i wyższe wykształcenie (nawet jeśli sam je teoretycznie posiadał) był kimś ważnym. Upił kilka triumfalnych łyków ze swojego kufla. Żeby pracować na uniwersytecie, na pewno musiała poświęcić znacznie więcej czasu i nauki, niż on na swoim zabawnym kierunku, który skończył tylko i wyłącznie z przymusu rodziny. Nie był mądry, a przynajmniej nie uważał się za mądrego czy nawet oczytanego. Pracował ciężko, uczył się szybko; tyle mu w zupełności wystarczało w życiu codziennym. Przyglądał się jej przez moment z błądzącym po ustach uśmiechem, zastanawiając się które z krążących mu po głowie pytań zadać.. Ale zanim się na jakieś zdecydował, postanowiła zmienić ton na bardziej poważny. Pokiwał powoli głową, trawiąc jej słowa, po raz kolejny przesunął spojrzeniem po jej urazach, przynajmniej tych, które mógł dostrzec gołym okiem. Nie myliła się. Życie było krótkie, a ich spotkania przypadkowe, prawda?
- To co powiesz na to, żeby to zmienić? - odpowiedział pytaniem, przechylając głowę i podświadomie pochylając się lekko nad stołem, w jej stronę. Ramiona miał luźno przed sobą, barki, rozluźnione, były bliżej uszu, twarz wyrażała zamysł, nie dlatego, że zastanawiał się czy warto.. Pytanie, które sobie zadawał, było bliższe temu, jak to zrobić, żeby nie ładować się z buciorami w jej codzienne życie, a zamiast tego pozwolić jej zdecydować, kiedy sama będzie chciała. Co tak właściwie? Tak daleko do przodu nie wybiegał. Uśmiechnął się nagle ot tak, znikąd, wyprostował, sięgając do kieszeni spodni; długopis, bo przecież każdy dobry kucharz miał zawsze masę długopisów przy sobie. Przy lewej ręce nadal miał tamtą korkową podkładkę, więc niewiele się zastanawiając, odwrócił ją tył do przodu, pisząc coś szybciutko, a kiedy skończył, przesunął podkładkę na jej stronę stolika. Numer, a pod numerem proste Theo. - Jeśli chcesz. - bo, jak zawsze, przy nim nie było żadnej presji. Piłeczka była po jej stronie, i, jak zwykle, mogła z nią zrobić co tylko chciała.
Cynthia A. Ward