Strona 2 z 2

Hello stranger

: czw sty 15, 2026 3:48 pm
autor: Matheo Bachmann
Realizm nie był mu obcy, mimo że w duchu starał się jednak szukać chociażby najmniejszego promyka pozytywności. Prosty przykład z tego konkretnego dnia, prawda? Nosiło go w domu i miał wrażenie, że głowa mu zaraz wybuchnie, więc poszedł do baru, a tam spotkał osobę, z którą lubił spędzać czas. Win. Ta osoba niedawno była w wypadku i tak, to było niezbyt przyjemne, ale wciąż tu była. Rany się zagoją, kości zrosną, ale ludzi jest ciężko zastąpić, prawda? Jakkolwiek ich relacja miała się rozwinąć.. Nie sądził, by jakikolwiek poruszony przez nią temat, mógłby sprawić, że nie chciałby nigdy więcej jej spotkać; a przynajmniej naprawdę ciężko by mu było o jakimś pomyśleć. Nawet gdyby znalazła fałszywą strunę i szarpnęła nią z całej siły, był dużym chłopcem, przeżyłby to, poprosił o zostawienie tej struny w spokoju, dopóki nie ogarnie jak ją nastroić i do przodu. Lubił naprawiać, naprawianie wychodziło mu lepiej niż trwanie w bezruchu.
- Nic tak naprawdę? A przynajmniej nic w tradycyjnym sensie. - zmarszczył lekko brwi, bo sam musiał się zastanowić jak na to pytanie odpowiedzieć. Trenować zwykle wiązało się z czymś konkretnym, prawda? Sztuki walki czy jakiś trening wspomagający konkretny sport, ale odkąd się zaczął w to bawić, nie zatrzymał się na moment, by o tym pomyśleć. Przedłużył ciszę, nieświadomie łapiąc za jeden z wolnych podstawek na stole, stawiając ją na własnej krawędzi pomiędzy dwoma palcami. Bezmyślne bawienie się czymś zwykle pozwalało na lepsze skupienie. - Odkąd zacząłem dobrą dekadę temu, chciałem po prostu być sprawny? Niezawodny? Brzmi pompatycznie, ale chciałem być na tyle silny, żeby podnieść bez problemu kogoś z podłogi i na tyle szybki i wytrzymały, żeby przebiec kilka kilometrów bez zadyszki? - stwierdził w końcu ze skinięciem głowy, trochę jakby sam się ze sobą zgadzał w miarę mówienia. Za każdym razem, kiedy stawiał akcent, stukał lekko tą podstawką, którą nadal trzymał między palcami, o powierzchnię stołu. Miał swoje powody na pewno, ale szczerze, po tylu latach, zdążył już zapomnieć. Trzymał się właściwie tego samego treningu, skacząc między wariantami w zależności od dnia, podnosił albo obniżał ciężar i jakoś to wszystko szło do przodu. - Nie będę cię zanudzać szczegółami, ale jakbyś kiedyś chciała popracować nad siłą, to wiesz do kogo się zwrócić. - zakończył luźno, posyłając jej uśmiech, podłapując spojrzenie, które w niego wkręcała. Tak, tak, wiedział, był dużym człowiekiem z szerokimi ramionami i czasami zarówno znajomi, jak i nieznajomi, spodziewali się po nim znacznie więcej wow rzeczy, niż zwykłych ciężarków i biegania.
Pozwolił, by wzmianka o gotowaniu odeszła na dalszy plan, przynajmniej na tamtą konkretną chwilę.. Nawet jeśli fakt, że trzymała go za słowo, wywołał lekką lawinę myśli. Pewnie, mógł jej coś ugotować, jakoś to zorganizować, dograć z nią, żeby miało sens, ręce i nogi. Mógł ją też do siebie zaprosić i ugotować coś z nią. Mógł się wprosić do niej i gotować dla niej też. Dwie ostatnie opcje wymagałyby obustronnego zaufania i może odrobiny samokontroli? Łatwiej było tańczyć z chemią w publicznym miejscu, domowe eksperymenty z wybuchowymi środkami mogły kończyć się różnie, tak? Pewnie przesadzał, ale nie chciał swojej teorii testować, bo.. Bo co właściwie? Bo ją lubił. Ma sens.
- Co poradzisz, zestarzałem się. - rozłożył ręce, żeby podkreślić swój mały żart, zaraz potem się do niej uśmiechnął, kiwając głową. Pracował przy piecach, ostrzach, gorącym oleju, ogniu; był znieczulony na wiele kwestii, a i doświadczony w życiowych stycznościach z traumą. Zwykle natomiast zakładał, że inni ludzie nie byli chętni do słuchania o tym, prawda? Przyjął do wiadomości, że nawet jeśli coś mu się wymsknie, nie będzie miała mu za złe. Dobrze, kolejna rzecz, o której nie musiał pamiętać i której mógł odpuścić. Mogła go poznawać, pozwalał na to trochę łatwiej niż zwykle, bo i on sam był jej ciekawy, nawet jeśli powstrzymywał naturalną zachłanność sięgania po więcej. Gorliwość nie popłaca czasami i, jeśli dobrze pamiętał powiedzonko, głód wzmagał apetyt. Chciał wywoływać więcej jej uśmiechów, chciał słyszeć jej śmiech częściej, nawet jeśli próbowała go stłumić w zarodku. Nawet jeśli próbował je zignorować; chciał więcej jej dłuższych spojrzeń. Uśmiechał się do niej, bo nawet gdyby chciał kontrolować mięśnie twarzy, nie mógł na to nic poradzić. Śmiech który był rzadkością zasługiwał na szczery uśmiech.
- Lubię z tobą spędzać czas, pozwij mnie jak chcesz. - uniósł ręce w obronnym geście, ale wyraz twarzy miał wcale nie poważny. Mówił szczerze, chociaż niczego nie sugerował i tak, mógł się zasłonić swoją tendencją do empatycznego stawiania się w czyichś butach, zwłaszcza jeśli miał jakieś połączenie z tą osobą; ale postanowił jedynie zaczepnie zażartować. Mogła z tym faktem zrobić co tylko chciała.
- Ha, zgadłem! Wiedziałem, że jesteś kimś ważnym. - tak, w jego głowie każdy, kto miał dorosłą pracę i wyższe wykształcenie (nawet jeśli sam je teoretycznie posiadał) był kimś ważnym. Upił kilka triumfalnych łyków ze swojego kufla. Żeby pracować na uniwersytecie, na pewno musiała poświęcić znacznie więcej czasu i nauki, niż on na swoim zabawnym kierunku, który skończył tylko i wyłącznie z przymusu rodziny. Nie był mądry, a przynajmniej nie uważał się za mądrego czy nawet oczytanego. Pracował ciężko, uczył się szybko; tyle mu w zupełności wystarczało w życiu codziennym. Przyglądał się jej przez moment z błądzącym po ustach uśmiechem, zastanawiając się które z krążących mu po głowie pytań zadać.. Ale zanim się na jakieś zdecydował, postanowiła zmienić ton na bardziej poważny. Pokiwał powoli głową, trawiąc jej słowa, po raz kolejny przesunął spojrzeniem po jej urazach, przynajmniej tych, które mógł dostrzec gołym okiem. Nie myliła się. Życie było krótkie, a ich spotkania przypadkowe, prawda?
- To co powiesz na to, żeby to zmienić? - odpowiedział pytaniem, przechylając głowę i podświadomie pochylając się lekko nad stołem, w jej stronę. Ramiona miał luźno przed sobą, barki, rozluźnione, były bliżej uszu, twarz wyrażała zamysł, nie dlatego, że zastanawiał się czy warto.. Pytanie, które sobie zadawał, było bliższe temu, jak to zrobić, żeby nie ładować się z buciorami w jej codzienne życie, a zamiast tego pozwolić jej zdecydować, kiedy sama będzie chciała. Co tak właściwie? Tak daleko do przodu nie wybiegał. Uśmiechnął się nagle ot tak, znikąd, wyprostował, sięgając do kieszeni spodni; długopis, bo przecież każdy dobry kucharz miał zawsze masę długopisów przy sobie. Przy lewej ręce nadal miał tamtą korkową podkładkę, więc niewiele się zastanawiając, odwrócił ją tył do przodu, pisząc coś szybciutko, a kiedy skończył, przesunął podkładkę na jej stronę stolika. Numer, a pod numerem proste Theo. - Jeśli chcesz. - bo, jak zawsze, przy nim nie było żadnej presji. Piłeczka była po jej stronie, i, jak zwykle, mogła z nią zrobić co tylko chciała.

Cynthia A. Ward

Hello stranger

: czw sty 15, 2026 6:31 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Przechyliła głowę, słysząc to, co mówi. Nic w tradycyjnym sensie. Co to konkretnie miał na myśli? Mogła się jedynie domyślać, że chodziło o trening ogólnorozwojowy, tak zwana siłownia. Nie wyobrażała sobie ogromu takiego miejsca. Hałasu, muzyki, przede wszystkim niezbyt przychylnych spojrzeń.
Okej? — uniosła delikatnie brwi, potakując głową. Była w stanie sobie to wyobrazić. Podnoszenie ciężarów, bieganie, czy inne bzdety. Normalnie ją nie interesowały, ale chciała móc poznać trochę więcej Matheo. Tego co konkretnie się kryło pod jego głową, jak dział i jak funkcjonował. Etykieta znajomych nieznajomych jej samej powoli zaczynała przeszkadzać — chcesz po prostu pomagać innym ludziom? — zagadnęła, marszcząc przy tym swoje brwi. Wyczuła to z jego słów. Sama też kiedyś chciała się tym zająć. Stąd medycyna, ale im dłużej trwało jej życie, tym bardziej chciała odciąć się od problemów. Stąd wpierw wybór patologii jako specjalizacji, a później subspecjalizacji w medycynie sądowej. Nie miała do czynienia ze żywymi ludźmi, a jednak dalej pomagała.
Piękna wizja — stwierdziła, wyobrażając sobie go na siłowni. Była tylko kobietą, miała własne potrzeby, a przede wszystkim dobrze działające myśli. Zdążyła zauważyć jego mięśnie. W takie widoki mogłaby się w ciszy wpatrywać naprawdę długo. Cokolwiek miałoby się wydarzyć, jakkolwiek miałoby to wyglądać, z chęcią by tego doświadczyła — wolę bieganie, mogę się przez krótki moment poczuć wolna — stwierdziła finalnie Cynthia. Wiatr we włosach, piękne krajobrazy miasta, które mijała w trakcie truchtu. To uczucie rozlewającej się dopaminy po całym ciele. Wtedy przez ułamki sekund czuła się szczęśliwa.
To jaki byłeś młodszy? — i padło to najważniejsze pytanie związane z przeszłością. Ona kiedyś była szczęśliwsza. Na studiach medycznych miała magiczny błysk w oku, często się śmiała. Mogła być stonowana, ale bardziej przypominała gwiazdę na niebie. Teraz? Wolała ukrywać się w apartamencie, nie wychodząc z niego nawet kawałkiem nosa.
Mój prawnik już szykuje pozew — rzuciła poważnym tonem, a kącik usta nawet na moment jej nie drgnął — żartowałam — dodała po dłuższej chwili. Rzadko kiedy pozwalała sobie na to. Humor w zasadzie miała czarny. Sama też była winna chęci spędzenia wspólnego czasu razem. Nie był dla niej nikim istotnym. Kilka miesięcy mogliby się nie widzieć, a jednak przy spotkaniu chciała by trwało jak najdłużej.
Uwierz mi, ludzie nie chcą mnie spotykać w pracy — zaśmiała się pod nosem, aby zaraz przegryźć dolną wargę — ty też byś nie chciał — dodała po chwili. Nawet samo widmo to czego, czym się dokładnie zajmowała, brzmiało brutalnie. Co mogła mu powiedzieć? Zajmuję się zawodowo martwymi ludźmi? Wyszłaby na jakąś wariatkę. Dlatego trzymała się starych znajomości, dlatego bała się poznawać nowych ludzi.
Ale że jak? — spytała, marszcząc brwi. Dopiero później zdała sobie sprawę, jak to miała wyglądać. Kilka razy zamrugała oczyma, nie wiedząc, co dokładnie powinna mu przekazać. Z jakiegoś powodu czuła skurcz żołądka, ale też to uczucie nazywające się satysfakcją.
Chcę — stwierdziła, odbierając od niego karteczkę. Po krótkiej chwili chwyciła za telefon, żeby wysłać mu krótką wiadomość. Cynthia. Dla niej było to wystarczające, nawet roześmiała się krótko, patrząc w ekran.
Chyba ktoś do Ciebie napisał — rzuciła spokojnym tonem, czekając, aż wyjmie telefon. Oboje wiedzieli, kto do niego napisał. To była jedynie kwestia zrozumienia kontekstu, ale chciała, by ją zapisał w telefonie, póki nie napili się zbyt dużo.
Wiesz... — zaczęła, odwracając przez moment głowę. Przegryzła swoją dolną wargę. Któreś z nich musiało to powiedzieć — chyba weszliśmy na poziom znajomych — znali swoje imiona, mieli swoje numery, nie byli już przypadkowymi ludźmi wobec siebie.

Hello stranger

: pt sty 16, 2026 4:35 am
autor: Matheo Bachmann
Siłownia sama w sobie była dla niego zbyt szerokim pojęciem, by stwierdzić, że to tym się zajmuje. Poznał wielu ludzi w ciągu setek, jeśli nie tysięcy godzin jakie przez lata spędził w różnych siłowniach i każdy wydawał się wykonywać swoje rutyny z innego powodu. Do konkretnych zawodów, dla utrzymania kondycji, w ramach rehabilitacji, żeby się sobie samemu podobać; wszystkie te powody wydawały mu się lepsze niż jego własny. Nigdy się nad tym nie zastanawiał głębiej tak naprawdę i dopiero teraz, przy okazji tej losowej rozmowy, zmuszony był zadać sobie pytanie co właściwie robił i dlaczego. Nie wiedział? Nie sądził, żeby był w stanie tak naprawdę komuś pomóc; nie był książkowo mądry, nie miał pojęcia jak rzeczywiście uratować życie, oprócz CPR. Zawsze coś, prawda? Ale przynajmniej mógł podnieść coś ciężkiego, kogoś też bez większego problemu i przenieść z punktu A do punktu B, nawet jeśli były od siebie znacznie oddalone? Uważał, że to mało przydatna umiejętność, którą nie było się co chwalić pod koniec dnia.
- Nie myślałem tak o tym nigdy. - stwierdził w końcu, opierając jedną z dłoni na własnym karku, podświadomie ściskając mięśnie w prostym masażu. Nie lubił zadawać sobie trudnych, życiowych pytań; to był jeden z powodów dla których siedział sobie wygodnie na swoim najniższym szczeblu kariery, podążając za innymi, zamiast obrać ster. Tak było łatwiej. - Chyba wolę o tym myśleć jako o byciu w gotowości. - w ciągłej gotowości na wszystko, mimo że nie miał pojęcia dlaczego tak mocno mu na tym zależało. Nie miał specjalnie militarnego wychowania, nie uważał też, żeby posiadał jakieś głęboko zakopane sekrety czy traumy czyhające, by pokazać brzydkie łby.. A mimo to był zawsze w gotowości, z rzadka pozwalając sobie na oddech czy relaks. Przyjął, że "piękną wizją" była ta o pomaganiu komuś w kryzysowej sytuacji, przytakując, zaraz potem znów nieświadomie odetchnął głębiej, relaksując ramiona, gdy zagadnęła o joggingu. Z chęcią przyjął delikatną zmianę tematu.
- Też lubię, dobre źródło endorfin.. I całkiem nieźle buduje wytrzymałość na dłuższą metę też. - ugryzł się w język, by nie zacząć szczekać o szczegółach; o układzie sercowo-naczyniowym, transporcie tlenu i tym, jak to wszystko było istotne w budowaniu kondycji. Nie znał się aż tak na wszystkich tych rzeczach.. Wiedział tylko tyle, co sam przeczytał, zainteresowany tematem. Lubił wiedzieć w bardzo szerokim pojęciu tego słowa i jeśli jego mądry zegarek zaczynał rzucać w niego słowami, których nie znał, oczywiście, że musiał je poznać.
- Trochę dupek, trochę rozwydrzony dzieciak z problemem z agresją, nie potrafiący poradzić sobie z własnymi emocjami. - podsumował się sprzed lat, pod koniec wzruszając ramionami i na moment przywołując na twarz wyraz wręcz krzyczący "no co poradzisz, jak nic nie poradzisz". W gruncie rzeczy nie lubił owijać w bawełnę i na pytania wolał odpowiadać wprost. Jego młodsza wersja zdecydowanie nie była dobrym kolegą, pracownikiem, współpracownikiem, czy nawet synem i nie, Theo nie sądził, że mogło go cokolwiek usprawiedliwiać. - Nie tracisz nic, poznając mnie dopiero teraz, po ogarnięciu tego bałaganu. - dodał znacznie lżejszym, mniej surowym wobec siebie tonem. Poszedł na siłownię i okazało się to świetną emocjonalną regulacją, dającą czystość umysłu, nawet jeśli tylko przelotnie. Wystarczało, żeby się trochę nad sobą zastanowić i przestać być dupkiem; a przynajmniej on sam twierdził, że był znacznie bardziej znośny, spokojniejszy i mniej augmentatywny w codziennym życiu, niż ponad dekadę temu.
Kiwał głową, unosząc brwi, kiedy wspomniała o prawniku, mimo że twarz nadal zdradzała rozbawienie... A później nie mógł się powstrzymać od parsknięcia śmiechem na niewinne "żartowałam", jakby miał wziąć ją na serio, z prawnikiem i całą resztą. Przeszło mu przez myśl, że była całkiem urocza w swojej powadze i sporadycznej niezręczności, ale postanowił to zachować dla siebie. Szczeniaczki są urocze, kocięta, dzieci; dorośli ludzie z rzadka lubili być infantylizowani.
- No dobra, przyjmuję wyzwanie, przetestuj mnie. Czym się zajmujesz, jestem ogromnie ciekawy. - może była profesorem, którego studenci unikali jak ognia, bo nie dało się wyłudzić wyższej oceny na koniec semestru? Wydawała mu się zbyt młoda na bycie profesorem, w jego głowie wszyscy psorzy byli starymi dziadami. Ups? Brakowało mu praktycznej wiedzy, by móc zgadnąć czym innym mogła się zajmować pracując na uniwersytecie i co było takie straszne, że ludzie jej unikali. Był też całkiem pewny, że potrafiłby przełknąć więcej niż przynajmniej 60% ludności, chociażby z samego faktu, że był Norwegiem, okay? Uparci jak cholera wikingowie, którzy na swoich łupinowych łódeczkach dopłynęli na każdy kontynent; o ile do wikinga mu było dalej, niż do małpy, o tyle mógłby przyznać się do podobnego uporu i mentalnej neutralności (albo może i siły).
Przyglądał się jej ciekawie, nawet nie próbując zwalczać uśmiechu błądzącego po jego twarzy, obserwując jak wyciągała telefon, dodając jego numer i śmiejąc się przy tym do ekranu. No nie urocza? Zaraz potem usłyszał cichy ding telefonu we własnej kieszeni i sam się lekko zaśmiał, stwierdzając pod nosem, że chyba ma rację. Sprawnie dodał ją do kontaktów, zaraz po tym jak odpisał jej krótkim "hei!" Położył swój telefon na stole, ekranem do dołu, bardziej na bok, żeby się niepotrzebnie nie rozpraszać.
- Trochę nam to zajęło, hm? - zabawne, bo nieznajomym nie zwykł kupować trunków, czy bawić konwersacją i małymi żarcikami, ale to mogli pominąć. Teraz mogli być nudnymi znajomymi, bez mgiełki tajemniczości; właściwie nie miał nic przeciwko. - I masz też mój numer, więc wiesz, jak nie będziesz miała ochoty myśleć nad tym, co ugotować, albo będziesz potrzebować partnera do biegania, daj znać. - dodał, stukając palcem w blat zaraz obok swojego telefonu, posyłając jej kolejny uśmiech. Niebiosa się wyraźnie otworzyły, albo może miał gorączkę i sam o tym nie wiedział, ale zwykle broniłby się nogami i rękami przed podaniem komuś własnego numeru, co dopiero wyciagnięcie otwartego zaproszenia do zawracania mu dupy. W tym konkretnym przypadku nie miał nic przeciwko.. A już z pewnością nie miał zamiaru udawać, że jest bardziej zajęty, niż w rzeczywistości był, czy podkreślać to zanim nawet by chciała jego uwagi. Jeśli będzie zajęty, to będzie zajęty; byli dorośli, mieli swoje życia, czasami tak to już było.. Miał jednak nadzieję, że będzie w stanie zorganizować godzinę czy dwie dla swojej nowej znajomej.

Cynthia A. Ward

Hello stranger

: sob sty 17, 2026 6:23 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Rozumiem — odparła krótko Cynthia. Stała gotowość. Brzmiało jak jedno z haseł skautów. Czuj, czuj, czuwaj! Może miał w sobie właśnie takiego skauta? Przechyliła delikatnie głowę, analizując jego wypowiedź. Chciała móc spytać o powód, ale powstrzymała się. Luźne, niezobowiązujące rozmowy miały skupiać się na delikatnych tematach, a nie na drążeniu w przeszłości. Taka była najprostsza prawda, od której nie dało się uciec, a oboje na to przystali, kiedy nazwali siebie znajomymi nieznajomymi to też ma sens — przyznała finalnie, ucinając ten temat. Kiedy myślała o Matheo, wydawał się jej kimś dobrym, kimś komu byłaby w stanie zaufać. Tylko ta granica postawiona bezsłownie między nimi sprawiała, że wolała pozostawić tę strefę jedynie w rozważaniu we własnej głowie. Powinna porozmawiać o nim z Mara, tylko czy to miało sens? Doskonale wiedziała, co by usłyszała.
A to prawda — przyznała Cynthia, choć jej biologiczna natura postanowiła pociągnąć delikatnie temat dalej — chociaż podobno treningi powinno się wykonywać na wysokościach — stwierdziła finalnie. Zwiększała się wtedy ilość hemoglobiny oraz czerwonych krwinek, przez intensywniej działającą erytropoetynę. Przepiękny hormon powodujący zwiększenie wydzielania erytrocytów. Mogła rozprawiać godzinami na jej temat. Ogólnie o sprawach związanych z ciałem. Nic co ludzkie nie było jej obce. Zwłaszcza po śmierci.
Typowy nastolatek? — zaśmiała się cicho pod nosem, wkładając sobie kosmyk niesfornych włosów za ucho. Każdy człowiek przechodził przez fazę buntu. Nawet Cynthia ją miała. Teraz była dojrzała, poważna, ale wszystko przez życie, które postanowiło ją ukarać na każdy możliwy sposób. Momentami ją to bolało, tylko nie miała nic przeciwko temu. Zdążyła przyjąć to jako standard. W jej życiu nie mogło być nic radosnego na dłuższą metę — czy ja wiem? Szybciej znałabym twoje imię — wtedy te wieczory trwałyby dłużej, a oni nosiliby dumne miano kumpli od kieliszka. Dzieliby się nie tylko suchymi faktami na własny temat, ale też życiowymi problemami. Mogło brzmieć to irracjonalnie, ale potrzebowała takiego kumpla przy sobie.
Prowadzę sekcję zwłok w sprawach kryminalnych — powiedziała poważnym tonem, wpatrując się w twarz Matheo — i obdukcje, jeśli są potrzebne — wszystko, gdzie ciało ludzkie musiało zostać udokumentowane — jestem lekarzem sądowym — finalnie podsumowanie. Chwyciła za kufel od piwa, by ukryć przed własnymi oczami reakcje Theo. Wolała nie patrzeć na mimikę jego twarzy, kiedy analizował to, co mu powiedziała. Dla niej sprawa wyglądała idiotycznie prosto. Była babą od martwych ludzi. Choć większość to obrzydzało, ona czerpała z tej pracy czystą satysfakcję.
Chwyciła za telefon, widząc jego odpowiedź. Chwilę wpatrywała się w telefon, zanim zdecydowała się mu napisać krótkie: co robisz? Znów odłożyła go na blacie stołu, biorąc głęboki oddech. Naprawdę lubiła z nim przebywać.
No, całkiem sporo — potwierdziła, kiwając delikatnie głową. Dopiero jego kolejne słowa wywołały u niej lekką konsternacje. Z nikim nie potrafiła inicjować kontaktu. Zamrugała kilka razy oczami, próbując całość zanalizować — też możesz się odezwać, wiesz? — spytała finalnie Cynthia, stukając palcem w szkło od kufla — nie lubię wychodzić z inicjatywą — powiedziała ciszej, odwracając głowę. Nienawidziła tego momentu oczekiwania, kiedy sama nie wiedziała, co powinna ze sobą zrobić.

Hello stranger

: ndz sty 18, 2026 12:16 am
autor: Matheo Bachmann
Miał powód, oczywiście, że tak; tyle że nie lubił za bardzo o nim myśleć, nawet we własnej głowie. Jak większość wydarzeń, które zmieniają trajektorię życia, tak i to konkretne nie należało do specjalnie przyjemnych.. Może dlatego dyscyplina przychodziła mu z łatwością? Bo przeciwieństwo gotowości, myśl o tym, że mógłby się znaleźć w sytuacji, w której czyjeś życie było w niebezpieczeństwie, a on nie mógłby pomóc, wywoływała w nim nudności i popychała na krawędź napadu paniki.
- Tak? Czyli... w górach? Dlaczego? Gęstość powietrza jest inna...? - zaczął zgadywać, szczerze ciekawy, znajdując sobie kolejny mały przedmiot do obracania w palcach. Nie wiedział jakoś specjalnie dużo w temacie, ale lubił myśleć, że kto pyta, nie błądzi. Miał w sobie całkiem sporo ciekawości do świata i ludzi wokół, wiele rzeczy o ciekawiło, a z natury nie bał się mylić; w jego mniemaniu to właśnie sprawiało, że szybko się uczył i potrafił całkiem sprawnie złapać nowy temat. Rozmowa z osobą jak kobieta przed nim, która z pewnością była bardziej oczytana i znacznie bardziej inteligentna, obeznana w temacie? Oczywiście, że chciał zadawać pytania i pozwalać jej rozwinąć temat. Słuchanie ludzi, którzy wiedzieli o czym mówią było dla niego zawsze fascynujące, nie ważne, jaki to był temat.
Co by było gdyby natomiast zupełnie nie leżało w jego naturze. Odpowiedział uśmiechem na jej gdybanie, bo nie potrafił na nie odpowiedzieć. Gdyby poznali się lata temu... Nie wiedział co by się stało. Zignorowałby ją? Od progu stwierdził, że nie miał czasu ani ochoty na znajomości z kimkolwiek? Upewniłby się, że jego twarz przedstawiała perfekcyjnie niechęć, a małomówność była odebrana jako wrogość. Nie bawił się już w takie rzeczy; nawet jeśli nadal pracował dużo i lubił być zajęty.
- Oh, wow. - dobra, nie wiedział nawet, że mają takie rzeczy na uniwersytecie, okay? Uniósł brwi, słuchając uważnie jej odpowiedzi, a gdy skończyła mówić, pozwolił, aby przez moment zapadła między nimi cisza.. By zaraz potem się roześmiać. - Ah, przepraszam, to nie jest śmieszne, ale powiedziałaś, że "nie chciałbym cię spotkać w pracy" i, tak, masz rację, bo musiałbym być martwy. - naprawdę próbował się nie śmiać, ale z jakiegoś powodu bawiło go to idiotycznie mocno, do tego stopnia, że nie potrafił pozbyć się rozbawienia ani z twarzy, ani z tonu, zdecydowanie nie wybierało się nigdzie z jego oczu również. Jego poczucie humoru bywało głęboko czarne, a patologiczna ciekawość była czymś, z czym w większości przypadków nawet nie walczył. Jeśli już siedział na tyłku i coś oglądał, zwykle były to nagrania z przesłuchań czy inny materiał filmowy z tych małych kamerek na policyjnych kamizelkach. Jeśli jego zdanie o Cynthii się zmieniło, to na tamtą chwilę wydawała mu się jedynie jeszcze bardziej ciekawa i bardziej wykształcona, niż chwilę wcześniej.
- Okay, następnym razem jak będę miał dzień wolny, to dam ci znać. - puścił jej oko, uśmiechając się odrobinę jak mały chochlik. Zwykle nie miał jakiś specjalnie interesujących planów i nie uważał, żeby cokolwiek robił było warte jej uwagi, ale hey, skoro chciała, by do niej pisał, to nie było problemu, serio. I tak, usłyszał, że dostał kolejną wiadomość, ale nie podniósł telefonu, pozwalając, by leżał sobie spokojnie na uboczu i nie rozpraszał. Rozmawiał z nią teraz twarzą w twarz, prawda? Będą mieli zdecydowanie czas na SMS-owe wymiany w przyszłości.

Cynthia A. Ward

Hello stranger

: ndz sty 18, 2026 1:05 pm
autor: Cynthia A. Ward
Matheo Bachmann

Ciśnienie — czyli wysokość słupa powietrza naciskającego na ziemię. W zależności od metrów na poniżej lub powyżej poziomu morza była ona inna. Nurkowie ryzykowali ze zbyt wysokim ciśnieniem, z kolei wspinacze wysokogórscy z potencjalnie niskim. Obie sytuacje potrafiły doprowadzić do śmiertelnego stanu — mniejszy słup powietrza sprawia, że mniej wydajna jest wymiana gazowa. Organizm musi to sobie rekompensować innymi mechanizmami — uwielbiała tłumaczyć fizjologię ciała człowieka. Matheo miał w sobie iskrę rezydenta. Chętnie zadawał pytania i miała wrażenie, że chciał móc się w tym odnaleźć. Mało ludzi by ją oto dopytało, bardziej przyjęłoby to jako standardową normę, której trzeba się trzymać. Jednak gdy ktoś chciał mieć idealnie wytrenowane ciało przed zawodami, warto było przeprowadzić się na jakiś czas w góry i skorzystać z naturalnego boostera.
Co nie? — zagadnęła, uśmiechając delikatnie. Nikt nie zareagował jeszcze z taką lekkością na wyznanie o jej zawodzie. Bardziej przypominała innym jakąś czarną wdowę — i do tego musiałbyś umrzeć w okropnych okolicznościach — a tego mu nie życzyła. Uwielbiała prowadzić sekcję, rozwiązywać tajemnicę martwych ciał, ale miała jakieś granicę. Nigdy nie dotknęłaby skalpelem osoby sobie znanej. Szczególnie takiej do której poczuła coś w rodzaju sympatii — albo ktoś by Ciebie pobił — zszedł jej uśmiech z twarzy. To były poważne kwestie, z których nie powinno się żartować pod żadnym kątem — a ja bym nie chciała Ciebie widzieć w takiej odsłonie — dodała finalnie, chcąc uciąć temat. Wiedział, gdzie ją znaleźć, gdzie pracowała. Wolała nie wdawać się we większe szczegóły. Jeszcze wyszłoby, że jest okropnym człowiekiem, skoro mierzy się z czarną wizją Toronto.
Dobrze — skwitowała krótko, unosząc kąciki ust. Wizja zobaczenia się jeszcze raz z Theo napawała ją optymizmem. Życie przy nim wydawało się proste. Nawet teraz nie patrzył na nią, jak na obcą osobę, a bardziej... na człowieka. Tak rozmawiali jeszcze długo, aż nie rozeszli się w swoje strony.

z/t x 2