Strona 2 z 2

home is you

: pt sty 16, 2026 11:38 am
autor: zaylee miller
Nie chciała się z nią kłócić. Właściwie to było ostatnie, do czego zmierzała. Gdyby naprawdę chciała zainicjować sprzeczkę, zaczęłaby od podniesionego głosu i poderwania się z kanapy. Cisnęłaby kilkoma przedmiotami (Gary pewnie był gdzieś pod ręką) i wymądrzałaby się, że zrobiła wszystko, jak należy, a Evina powinna być jej wdzięczna. Nie. To miała być spokojna, szczera rozmowa. Zaylee nie lubiła wiszących niedopowiedzeń, a w środku czuła, że powinny to sobie wyjaśnić, zanim powoli wrócą do normalności.
Sęk w tym, że w ogóle wtedy nie myślałam — wyjaśniła. To były emocje, a Miller była pierdolnięta. — Zrobiłam to dla nas. Nie dlatego, żeby zrobić ci na złość czy cokolwiek udowodnić. Nie odebrałam ci tej przyjemności z premedytacją. Zresztą obie wiemy, czego bym chciała — wzruszyła ramionami.
Tutaj nie było żadnej innej opcji. Blythe musiał zginąć. Odesłanie go za kratki niczego nie zmieniało. Nie daj boże znów wyszedłby na wolność i zakłócił im spokojną starość. Nieważne, że biegli zaczęli coraz uważniej przyglądać się całej sprawie. Sloan dwoił się i troił, żeby Miller nie miała przez to problemów. Jakby lepiej się nad tym zastanowić, to lepiej, żeby ona je miała niż Swanson, która i tak miała wystarczające zmartwienie ze swoim zdrowiem. Minie sporo czasu, nim stanie na nogi.
Czy Zaylee żałowała, że Caleb Foster nie skończył w podobny sposób, co Anthony Blythe? Oczywiście, że tak. Całym sercem życzyła mu śmierci. I wiedziała, że Evina dopadłaby go, gdyby nie interwencja Smitha. Swoją drogą Barney wciąż pozostawał w śpiączce farmakologiczny, ale jego stan stopniowo się stabilizował. Lekarze mówili, że się z tego wyliże, ale też będzie potrzebował czasu, żeby wrócić do pełni zdrowia. Może powiedzieć, że oboje ze Swanson mieli zajebiście dużo szczęścia. Mimo to Miller pluła sobie w brodę, że nie zdążyła zainterweniować wcześnie. Może wtedy żadne z nich nie zostałoby postrzelone. Ale kto wie, może to ona wtedy dostałaby kulkę między żebra? Albo prosto w łeb.
Spróbujmy zostawić to za sobą — poprosiła, ujmując twarz narzeczonej w obie dłonie. Musiała dać jej chwilę na spokojnie przetrawienie tamtych wydarzeń. I wiedziała, że może to potrwać. Była jednak przekonana, że z czasem Swanson zrozumie, że Zaylee zrobiła to dla ich dobra, a nie na pokaz.
Oczywiście narzeczona miała prawo mieć do niej żal. Sama nie oczekiwała natychmiastowego rozgrzeszenia i pełnego zrozumienia. Starała się wytłumaczyć Evinie swoje postępowanie najlepiej, jak potrafiła, chociaż niewiele miała na swoje usprawiedliwienie. Prawda była taka, że pociągnęła za spust.


Evina J. Swanson

home is you

: pt sty 16, 2026 2:33 pm
autor: Evina J. Swanson
Wolałaby nie kalać powrotu do domu jakimiś bezsensownymi kłótniami, których można było łatwo uniknąć. Tylko, że czasem one przychodziły same. Bała się przez moment, że była to jedna z tych sytuacji, gdy chciały coś sobie wyjaśnić i załatwić pokojowo, ale jednak pewne emocje i stanowiska wezmą górę przez co niezwykle ciężko będzie im dojść do porozumienia. Teraz jednak chociaż sytuacja była poważna to jednak zniknęło gdzieś widmo zagrożenia, które zwykle sprawiało, że takie rozmowy były dużo trudniejsze.
- Właśnie... nie myślałaś... - westchnęła, bo ileż to już razy zdarzało się, że działała pod wpływem emocji?
To był chyba jednak ich ogólny problem. Żadna z nich w ogólnym rozrachunku nie potrafiła do końca myśleć trzeźwo i rozpatrywać kwestii własnego bezpieczeństwa. Brnęły tylko w cokolwiek, co według nich sprawiało, że ta druga była bezpieczna.
Sama również chciała to zakończyć w podobny sposób, ale bolało ją właśnie to, że nie zrobiła tego po swojemu. Mogła to być również walka Zaylee, ale to nie ona była jej powodem. Wszystko bowiem zaczęło się od Swanson i pragnęła, aby to na niej się skończyło. Byłoby to idealne domknięcie całego tego wątku, który niespodziewanie pojawił się w ich życiu i wywrócił do góry nogami, bo przez ciągłe napięcie i życie w strachu.
Czuła się też źle z tym, że sama nie była w stanie zrobić tego samego dla Miller. Doskonale pamiętała to jak narzeczona z wyrzutem rzuciła jej, że nawet interwencja Smitha nie powinna jej powstrzymać od ukatrupienia Fostera. Z perspektywy czasu wiedziały, że nadinspektor zapewne by o tym doniósł przełożonym i skończyłoby się to w sposób nieciekawy dla Swanson, ale przez pewien czas myślała, że może faktycznie powinna postarać się bardziej... Przez to miała wrażenie, że z jej strony włożony został dużo mniejszy wysiłek w tym związku.
- Nieco to zajmie... - stwierdziła całkiem szczerze, przymykając na chwilę oczy pod wpływem tego kojącego dotyku.
Nie chciała niczego koloryzować. Pogodzenie się z tym wszystkim na pewno nie przyjdzie od razu. Będzie potrzebowała czasu na to, aby oswoić się z myślą o minionych wydarzeniach oraz ich skutkach. Na razie mogła jedynie starać się zapomnieć o tym wszystkim i jakoś żyć dalej, ale na pewno będzie jej trudno patrząc na to jak miały wyglądać jej następne tygodnie spędzone na zbyt wolnym dochodzeniu do zdrowia..

zaylee miller

home is you

: pt sty 16, 2026 4:22 pm
autor: zaylee miller
Nie myślała. Właśnie sama otwarcie to przyznała. Instynkt i emocje wzięły górę. Ale nawet teraz, kiedy zastanawiała się, czy postąpiłaby podobnie, nie miała żadnych wyrzutów sumienia. Zaylee już wielokrotnie pokazywała, że jeśli chodziło o bezpieczeństwo Swanson, potrafiła posunąć się naprawdę daleko, byle tylko ją ochronić. Teoretycznie Blythe był wtedy na przegranej pozycji, ale nie chciała kusić losu. Znając ich szczęście, albo właśnie pecha, zdołałby dosięgnąć broni i wyrządziłby jeszcze większe szkody.
Dalej nie uważała, żeby to był konkretny powód do kłótni. Te jeszcze zdążą nadejść. Pewnie Evina wkurwi się o nadopiekuńczość Miller, a ta z kolei wpadnie w szał, kiedy zacznie bagatelizować jej złote rady. To wszystko było nieuniknione. Poza tym podejrzewała, że jeśli Swanson na zbyt długo zostanie uziemiona w domu, stanie się trochę nieznośna. Dokładnie to samo stało się z Zaylee, kiedy nie mogła chodzić do pracy z powodów zdrowotnych. Inaczej było po uprowadzeniu, wtedy po prostu nie chciała nigdzie wychodzić i to był pierwszy raz, gdy nie było jej w prosektorium dłużej, niż to było naprawdę konieczne.
Mamy czas — odparła krótko, muskając jej usta. Pogłębiła pocałunek, wplatając dłoń w jej włosy, a kiedy po domu rozległ się dźwięk dzwonka, mruknęła w nieukrywanym niezadowoleniu. Trzeba było zamówić tę pizzę z jakiegoś bardziej odległego lokalu. — Znajdź ten film, a ja za chwilę wracam — wyszeptała przy jej uchu i niechętnie zwlekła się z kanapy.
Plus szybkiej dostawy był taki, że zamówienie przyjechało ciepłe, a zważywszy na to, co działo się na zewnątrz, inny dowóz mógłby w ogóle nie dotrzeć na miejsce. Pogoda była mroźna, z nieba siąpił śnieg z deszczem, który natychmiast zamarzał, tworząc na chodnikach i ulicach lodowisko. Jak dobrze, że nie musiały nigdzie wychodzić.
Ten ogórek to był zajebisty pomysł — stwierdziła, wracając do salonu z z kawałkiem pizzy w zębach. Nie mogła się powstrzymać od tego, żeby nie spróbować jej od razu. Widząc wzrok Eviny, spojrzała na nią tak, jakby nie wiedziała, o co jej chodzi. Chyba nie spodziewała się po swojej kobiecie dobrych manier i dzielenia się jedzeniem? Bez przesady, nie oceniajmy możliwości Zaylee aż tak wysoko. — Zaklepałam jeszcze ten — oznajmiła, kiedy położyła karton na łóżku i wskazała palcem na kawałek większy od pozostałych, bo najwyraźniej ktoś nierówno pokroił ciasto. Dobrze dla niej. Przecież wiadomo nie od dziś i nawet nie od wczoraj, że Miller kochała jedzenie prawie tak bardzo, jak autopsje.
Mmm — mruknęła z pełnymi ustami, przypominając sobie o czymś ważnym. — W weekend Sammy ma mecz na hali. Trener Hopper chce go wystawiać w pierwszym składzie. To już w zasadzie pewne. Jeśli będziesz czuła się na siłach, to możemy się wybrać. Ale tylko pod warunkiem, że ból będzie do zniesienia. Po tych zarzutach, że nie znam się na piłce nożnej, wolałabym wrobić w to całe kibicowanie Lucasa — powiedziała z lekką urazą w głosie. To ona tutaj przychodzi na treningi z sercem na dłoni, a potem Młody wystosowuje wobec niej takie oszczerstwa!

Evina J. Swanson

home is you

: pt sty 16, 2026 10:52 pm
autor: Evina J. Swanson
Sama była przekonana o tym, że nic by się nie stało. Blythe mógłby się sam wykrwawić albo mogłaby go dobić, gdyby tylko dostała w tamtym momencie broń do ręki. Tylko, że Zaylee tego nie zrobiła. Nie posłuchała jej i załatwiła wszystko samodzielnie. Bez patrzenia na to czego mogłaby pragnąć Swanson. Mogła zrozumieć powody, ale nie potrafiła się pogodzić mimo wszystko z podjętą przez nią pod wpływem chwili decyzją.
Nie ulegało wątpliwości, że żadna z nich nie była przystosowana do zbyt długiego siedzenia w domu. Zawieszenie w pracy wydawało się być naprawdę okropnym okresem w ich życiu, ale przynajmniej mogły wtedy swobodnie się przemieszczać: wyjechać na urlop, wyjść gdzieś na drinka i spędzić czas normalnie jak na normalną parę przystało. Teraz jednak Evina miała być niemal permanentnie przykuta do łóżka, bo nie mogła nawet pozwalać sobie zbytnio na to, aby spacerować po mieszkaniu i wykonywać podstawowe czynności. Nienawidziła własnej słabości, a ta fizyczna była w tym przypadku ewidentna. Najgorsze jednak, że całe te frustracje zapewne będzie mogła wyładować jedynie na kręcącej się w pobliżu narzeczonej. Chociaż może lepiej jakby zaczęła wkręcać się w gry konsolowe i starała się znaleźć ujście emocji w rozwaleniu kilku przeciwników? Choć znowu nie była w nich aż tak dobra, więc może jej złość byłaby potęgowana dodatkowo przez te wirtualne porażki.
To krótkie zapewnienie sprawiło, że na chwilę pragnęła uwierzyć w to, że naprawdę wszystko już będzie dobrze. Pragnęła, aby świat ograniczył się jedynie do tego przyjemnego uczucia, które ogarniało ją za każdym razem, gdy palce koronerki zatapiały się w jej włosach, a język sprawnie przemykał między wargami, pogłębiając dzielony przez nie pocałunek.
Najgorsze jednak było to, że nie mogła się nim nawet dobrze nacieszyć, bo oczywiście pizza musiała przyjechać akurat w takim momencie. Mruknęła z niezadowoleniem, przytakując na słowa narzeczonej po czym jeszcze szybko pociągnęła zębami za jej dolną wargę nim pozwoliła jej odejść i odebrać zamówione jedzenie.
Sama w tym czasie włączyła jedną z platform streamingowych i zaczęła tam szukać czegoś w kategorii filmów akcji czy dobrych kryminałów, które mogłyby ją zainteresować na tyle, aby mogła je wybrać na przygotowywany właśnie seans filmowy.
Uniosła spojrzenie w kierunku koronerki, gdy tylko ta wkroczyła do pomieszczenia już podjadając zamówioną pizzę. Evina jedynie pokręciła głową. Doskonale znała wilczy apetyt Zaylee i dlatego zawsze zamawiała największą możliwą porcję. W razie gdyby zawsze coś zostało to mogłyby ją potem odgrzać... Chociaż zwykle i tak nie musiały tego robić, bo Miller sprzątała wszystko z kartonu w rekordowych ilościach.
- Zawsze mam zajebiste pomysły, kochanie - odparła lekko, ale zapewne koronerka mogłaby w tej kwestii jeszcze się sprzeczać.
Skinęła głową, gdy tylko zobaczyła kawałek, na który wskazała narzeczona. Oczywiście, że musiał to być ten największy. Mogła pozwolić jej go zagarnąć... Albo spróbować go potem zagarnąć dla siebie w ramach następnych przekomarzanek.
- Naprawdę? Nie mogłabym tego przegapić - stwierdziła, sięgając po własny kawałek pizzy i zdawała się całkowicie ignorować wzmiankę Zaylee na temat warunku całej wyprawy. - W sumie możemy zabrać ze sobą Lucasa jak będzie chętny. Pokaże wtedy jakim jest zajebistym wujkiem.
Nie miała nic przeciwko temu, aby młodszy Miller im towarzyszył. Nie od dziś wiadomo było, że wprost szalał za Samem, a dziewięciolatek na pewno też się ucieszy ogromnie z jego obecności.
Co do samopoczucia... Evina czuła, że w takiej chwili każdy ból byłby przez nią zakwalifikowany jako taki do zniesienia. W końcu chodziło o kwestie ważne dla ich syna. Nie mogła go zawieść, a emocje zapewne zrobią swoje i sprawią, że faktycznie dużo mniej będzie odczuwała skutki swojego niedawnego spotkania z Blythe'em.

zaylee miller

home is you

: sob sty 17, 2026 12:49 am
autor: zaylee miller
Wyładowywanie frustracji w grach wideo nie było wcale takim głupim pomysłem, choć Zaylee uparcie twierdziła, że gry raczej prowokują agresję, zamiast ją rozładowywać. Mimo wszystko mogły spróbować. W najgorszym wypadku nic nie stracą, a Miller w złości ciśnie padem o podłogę. Zresztą i tak nie miały nic lepszego do roboty. Gdy obejrzą już wszystkie produkcje odkładane miesiącami na później i nadrobią odcinki serialu porzuconego gdzieś w połowie sezonu, będą musiały znaleźć sobie jakieś nowe zajęcie. A to, przynajmniej na razie, wydawało się całkiem sensowną opcją. Kiedy będzie cieplej, będą mogły wychodzić na krótkie spacery, ale na razie odpadało nawet siedzenie w ogródku, gdzie śnieg sięgał powyżej łydek.
Spojrzała pobłażliwie na Swanson. Faktycznie mogłaby polemizować w kwestii jej zawsze zajebistych pomysłów, ale tym razem odpuściła. Dziś i przez kilka najbliższych dni wyjątkowo miała fory. Ale nie dłużej, bo jeszcze się za bardzo rozpanoszy i Zaylee będzie mieć potem problem, żeby ją sprowadzić na ziemię.
Mogłabyś przegapić, jeśli będziesz się źle czuła — zaznaczyła znad swojego kawałka pizzy. — Sam na pewno zrozumie, jeśli nie będziesz mogła się pojawić. Albo kiedy obie będziemy musiały zostać w domu. Ale jak stwierdzisz, że wytrzymasz w pozycji siedzącej na okropnie niewygodnym, plastikowym krześle, to w porządku. Tylko bez ściemy, Swanson — zaznaczyła i ostrzegawczo wymierzyła w nią palcem. Na szczęście znały się wystarczająco dobrze, żeby wiedziała, kiedy narzeczona wciska jest kit i próbuje karmić kłamstwem. Wystarczyło jedno spojrzenie i Miller nie miała żadnych wątpliwości. Zawsze mogłą naszprycować ją lekami przeciwbólowymi, ale każdy, kto znał Evinę, wiedział, jakie miała do podejście do leków.
Bardziej chodziło mi o to, żeby wysłać tam Lucasa w pojedynkę. Wtedy będzie mógł spełnić się w roli przykładnego, ulubionego wujka. Ale w zasadzie możemy zabrać go ze sobą — wzruszyła lekko ramionami. O ile kiedyś miała z najmłodszym bratem zerowy kontakt, do czego przyczyniała się dziesięcioletnia różnica wieku, to teraz, jakimś dziwnym trafem, trzymała z nim największą sztamę. To właśnie on pomagał jej podczas nieobecności Swanson. Kilkakrotnie odebrał Młodego ze szkoły i odstawiał do sierocińca. Oczywiście wcześniej Zaylee musiała napisać oficjalne oświadczenie, że Lucas jest jej bratem, a nie kimś, kto próbuje uprowadzić dziewięciolatka. Wpadł też, żeby odśnieżyć podjazd przed domem i zrobił zakupy, o które prosiła go starsza siostra. Co z tego, że pomylił koperek z pietruszką, liczyły się dobre chęci, które koronerka doceniała. Musiała jednak przyznać, że nabijanie się z brata sprawiało jej ogromną satysfakcję.

Evina J. Swanson

home is you

: sob sty 17, 2026 10:35 am
autor: Evina J. Swanson
Była całkiem ograniczona liczba aktywności, które mogła podejmować w tym stanie. Miały do nadrobienia wiele filmów i seriali, które oglądały wspólnie, a Swanson już podczas pobytu w szpitalu przebrnęła przez sporą listę zaległych książek, które pochłaniała zawzięcie ze względu na problemy ze snem. Gra na konsoli na pewno była jakąś odskocznią. Mogła im zapewnić chociaż odrobinę rywalizacji czy też skok adrenaliny. Poza tym Evina chyba powinna już zacząć ćwiczyć jeśli chciała faktycznie stanowić wyzwanie dla Sama, gdy przyjdzie do nich grać w Fifę.
To było niezwykle miłe ze strony Zaylee, że jednak nie zamierzała jej zbytnio rozpieszczać i sprawić, że detektywka zapomniałaby całkowicie o tym jaką wredotą i wypominającym jej pewne rzeczy potworkiem potrafiła być Miller. To zapewne całkowicie rozregulowałoby organizm Swanson.
- Ogarniemy to jakoś. Ewentualnie jak będzie miejsce obok najwyżej położę na nim nogę. Pewnie nie ma aż takich tłumów. W końcu to tylko rozgrywki dzieciaków - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
W końcu nie szły na żadne wydarzenie, które ściągało do siebie miliony kibiców. Na pewno znalazłyby się miejsca, w których byłoby nieco luźniej i Evina nie musiałaby się w związku z tym aż tak przejmować swoją osobistą kontuzją.
- Lucas pojedzie sam w momencie jak naprawdę nie będziemy mogły się pojawić. Pierwszy skład to wielka sprawa, więc chciałabym to zobaczyć. Powinniśmy też potem jakoś uczcić ten fakt - odparła, nie zamierzając wcale tak łatwo odpuścić.
Wiedziała, że Lucas i Sam się uwielbiali, ale mimo wszystko nie chciała opuszczać takiego wydarzenia. Wiedziała, że zapewne potem będzie musiała stoczyć z narzeczoną bitwę, bo ta nie będzie do końca wierzyła w jej zapewnienia o tym, że czuje się jak najbardziej na siłach, aby sprostać temu wyzwaniu.

zaylee miller

home is you

: sob sty 17, 2026 1:37 pm
autor: zaylee miller
Nie wydawało jej się, żeby było to w porządku wobec dziewięciolatka, kiedy Evina zacznie wcześniej szlifować swoje umiejętności, zanim dojdzie do faktycznego starcia. Młody nie miał takich możliwości, więc na pewno nie obejdzie się bez frustracji, a w jego głosie pojawi się pretensjonalny, rozdrażniony ton, kiedy Swanson w magiczny sposób zacznie wygrywać kolejne mecze. Owszem, był bystry i szybko przyswajał sterowanie, ale nawet on od razu zorientuje się, że detektywka miała przewagę, bo wcześniej ćwiczyła. Zaylee stanie przed dylematem — mogła sprzedać narzeczoną, mówiąc Samuelowi prawdę albo milczeć jak grób i obserwować, jak chłopiec coraz bardziej się wścieka, nie rozumiejąc, dlaczego nagle dostaje takie bęcki. Obie opcje były cholernie kuszące.
Rozgrywki dla dzieciaków i ich obsesyjnych rodziców — zaznaczyła, bo nie dało się nie zauważyć, że większość z nich przelewało swoje niespełnione ambicje na własne dzieci. Nawet kiedy odbierały Sama z treningu, większość ojców zostawało na całych zajęciach i doktoryzowało się w technikach piłkarskich, jednocześnie licytując się, który z ich synów jest lepszy. Zaylee była na takim treningu tylko raz i od razu wyczuła ten wszechobecny testosteron. — Ale znajdziemy sposób, żebyś czuła się komfortowo — dodała, bo chociaż na hali będzie spęd rodzin młodych zawodników, nie powinno być aż takiego dużego problemu, żeby znaleźć ustronne miejsce, gdzie Evina będzie mogła swobodnie wyciągnąć nogę na pustym krześle, nikomu przy tym nie przeszkadzając.
W zasadzie wykorzystanie Lucasa do kibicowania, kiedy żadna z nich nie będzie mogła stawić się na meczu. Lulu na pewno znajdzie lepszą wymówkę, żeby wyrwać się z pracy w kinie. One nie mogły tak po prostu rzucić wszystkiego i wyjść z komisariatu, a piłkarskie zawody dziecka nie były wystarczającym powodem.
Obowiązkowo pójdziemy na gofry, niezależnie od wyniku — przytaknęła, bo gofry były dobry zarówno na pocieszenie, jak i na osłodzenie porażki. Miller miała nadzieję, że Sammy nie przejmie się za bardzo, jeśli jego drużyna znów przegra. Dotychczas grzał ławkę, ale na pewno mocniej weźmie sobie do serca przegraną, jeśli od początku znajdzie się na boisku. A jak na razie młodziki były bez szans i nie zwyciężyły jeszcze ani jednego meczu. — Chyba, że po porażce nie będzie chciał nigdzie iść — Zaylee sięgnęła po kolejny kawałek pizzy. Ten duży, żeby Swanson nie miała okazji jej uprzedzić. Widziała, jak czaiła się na ten konkretny, który wcześniej sobie zaklepała. — Wiesz, jaki jest Sam. Za bardzo wszystko bierze do siebie — westchnęła, bo jeszcze miały przed sobą długą drogę, aby nauczyć go, żeby nie przejmował się każdym niepowodzeniem. Było to naprawdę sporym wyzwaniem, zważywszy na wrażliwość dziewięciolatka.

Evina J. Swanson

home is you

: sob sty 17, 2026 9:54 pm
autor: Evina J. Swanson
Trzeba było przyznać, że młody raz dwa potrafił przyswoić zasady danej gry oraz opanować jej sterowanie. Na pewno zatem dużo szybciej stałby się wytrawnym graczem Fify. Evina musiała sobie radzić jak tylko mogła, bo jej podobne rzeczy przychodziły z większym trudem. Jedyne gry, w których miała przewagę nad Sammym to były te logiczne, gdzie trzeba było znaleźć rozwiązanie jakiejś zagadki.
- Rodzice są chyba najgorszą rzeczą w tym wszystkim - powiedziała, nie chcąc nawet myśleć o tych wszystkich rodzicach, z którymi będą zmuszone obcować.
Nie dość, że na trybunach znajdą się ojcowie przelewający na swoich synów niespełnione marzenia sportowe to jeszcze były tam matki przekonane o tym jak wyjątkowe i zdecydowanie nieomylne były ich dzieci. Przecież ich maleństwa nie mogły zrobić niczego źle oraz zawsze były tymi dobrymi. Swanson miała jedynie nadzieję, że one dwie przez przebywanie w takim towarzystwie nie dadzą się w końcu zwariować. Nie chciała zasilić armii szurniętych mamusiek.
Nie wątpiła w to, że jakoś sobie poradzą. Swanson na pewno zniosłaby ból i pewien dyskomfort, aby tylko móc obejrzeć mecz Samuela. Wiedziała, że na pewno się ucieszy. Zwłaszcza jeśli oprócz nich na stadionie znajdzie się jeszcze Lucas. Mogli wtedy zrobić sobie prawdziwie rodzinny dzień.
- Mogą być i gofry. Sammy ucieszy się ze wszystkiego - oceniła, bo dziewięciolatek podobnie jak Zaylee nie był aż tak wybredny jeśli chodziło o jedzenie… Wyłączając jednak pewien zestaw warzyw. - A jak będzie remis to pójdziemy dla zasady. Już sam fakt, że go wystawiają w pierwszym składzie jest wystarczającym powodem do tego, aby świętować.
Nie miała okazji do tego, aby ukraść narzeczonej największy kawałek z pudełka, bo ta chyba zawczasu wyczuła jej intencje. Trudno. Najwyżej następnym razem się uda. Chwilowo jednak sięgnęła po kolejny z wielkich fragmentów pizzy.
- Będziemy mu musiały potem wyjaśnić, że piłka nożna to jest sport drużynowy. Cały zespół jest odpowiedzialny za sukces lub porażkę… Chociaż może lepiej nie dopowiadać, że jeśli jedna osoba naprawdę mocno spierdoli to wtedy reszta nie ma nawet co ratować - odparła, uśmiechając się na koniec swojej wypowiedzi.
Czekalo je jeszcze naprawdę sporo pracy nad chłopcem, ale miały na wszystko czas. Liczyły na to, że faktycznie uda im się sprawić, że stanie się niezwykle miłym chłopakiem, który będzie lubił siebie i nie miał problemów z akceptowaniem swoich wad i porażek lecz jednocześnie zawsze będzie starał się nad sobą pracować i dawać z siebie wszystko. Na pewno będzie to trudne, ale żadna z nich nie poddawała się łatwo.
Pizza znikała w szaleńczym tempie z kartonu, a Swanson w końcu włączyła jeden z kryminałów znaleziony na którejś z platform. Oglądały go we względnej ciszy chociaż czasami rzecz jasna znalazła się jakaś uwaga, którą musiały wypowiedzieć na głos lub coś nagle im się przypomniało. Niemniej na pewno był to niezwykle mile spędzony czas na kanapie.Swanson żałowała jedynie na koniec tego, że dostała kategoryczny zakaz powrotu do sypialni Musiała się pogodzić z tym, że przynajmniej najbliższe kilka jak nie kilkanaście nocy spędzi w salonie na rozłożonej kanapie, a jedyną pociechą było to, że jak zwykle mogła liczyć na obecność ukochanej tuż obok.
koniec
zaylee miller