home is you
: pt sty 16, 2026 11:38 am
Nie chciała się z nią kłócić. Właściwie to było ostatnie, do czego zmierzała. Gdyby naprawdę chciała zainicjować sprzeczkę, zaczęłaby od podniesionego głosu i poderwania się z kanapy. Cisnęłaby kilkoma przedmiotami (Gary pewnie był gdzieś pod ręką) i wymądrzałaby się, że zrobiła wszystko, jak należy, a Evina powinna być jej wdzięczna. Nie. To miała być spokojna, szczera rozmowa. Zaylee nie lubiła wiszących niedopowiedzeń, a w środku czuła, że powinny to sobie wyjaśnić, zanim powoli wrócą do normalności.
— Sęk w tym, że w ogóle wtedy nie myślałam — wyjaśniła. To były emocje, a Miller była pierdolnięta. — Zrobiłam to dla nas. Nie dlatego, żeby zrobić ci na złość czy cokolwiek udowodnić. Nie odebrałam ci tej przyjemności z premedytacją. Zresztą obie wiemy, czego bym chciała — wzruszyła ramionami.
Tutaj nie było żadnej innej opcji. Blythe musiał zginąć. Odesłanie go za kratki niczego nie zmieniało. Nie daj boże znów wyszedłby na wolność i zakłócił im spokojną starość. Nieważne, że biegli zaczęli coraz uważniej przyglądać się całej sprawie. Sloan dwoił się i troił, żeby Miller nie miała przez to problemów. Jakby lepiej się nad tym zastanowić, to lepiej, żeby ona je miała niż Swanson, która i tak miała wystarczające zmartwienie ze swoim zdrowiem. Minie sporo czasu, nim stanie na nogi.
Czy Zaylee żałowała, że Caleb Foster nie skończył w podobny sposób, co Anthony Blythe? Oczywiście, że tak. Całym sercem życzyła mu śmierci. I wiedziała, że Evina dopadłaby go, gdyby nie interwencja Smitha. Swoją drogą Barney wciąż pozostawał w śpiączce farmakologiczny, ale jego stan stopniowo się stabilizował. Lekarze mówili, że się z tego wyliże, ale też będzie potrzebował czasu, żeby wrócić do pełni zdrowia. Może powiedzieć, że oboje ze Swanson mieli zajebiście dużo szczęścia. Mimo to Miller pluła sobie w brodę, że nie zdążyła zainterweniować wcześnie. Może wtedy żadne z nich nie zostałoby postrzelone. Ale kto wie, może to ona wtedy dostałaby kulkę między żebra? Albo prosto w łeb.
— Spróbujmy zostawić to za sobą — poprosiła, ujmując twarz narzeczonej w obie dłonie. Musiała dać jej chwilę na spokojnie przetrawienie tamtych wydarzeń. I wiedziała, że może to potrwać. Była jednak przekonana, że z czasem Swanson zrozumie, że Zaylee zrobiła to dla ich dobra, a nie na pokaz.
Oczywiście narzeczona miała prawo mieć do niej żal. Sama nie oczekiwała natychmiastowego rozgrzeszenia i pełnego zrozumienia. Starała się wytłumaczyć Evinie swoje postępowanie najlepiej, jak potrafiła, chociaż niewiele miała na swoje usprawiedliwienie. Prawda była taka, że pociągnęła za spust.
Evina J. Swanson
— Sęk w tym, że w ogóle wtedy nie myślałam — wyjaśniła. To były emocje, a Miller była pierdolnięta. — Zrobiłam to dla nas. Nie dlatego, żeby zrobić ci na złość czy cokolwiek udowodnić. Nie odebrałam ci tej przyjemności z premedytacją. Zresztą obie wiemy, czego bym chciała — wzruszyła ramionami.
Tutaj nie było żadnej innej opcji. Blythe musiał zginąć. Odesłanie go za kratki niczego nie zmieniało. Nie daj boże znów wyszedłby na wolność i zakłócił im spokojną starość. Nieważne, że biegli zaczęli coraz uważniej przyglądać się całej sprawie. Sloan dwoił się i troił, żeby Miller nie miała przez to problemów. Jakby lepiej się nad tym zastanowić, to lepiej, żeby ona je miała niż Swanson, która i tak miała wystarczające zmartwienie ze swoim zdrowiem. Minie sporo czasu, nim stanie na nogi.
Czy Zaylee żałowała, że Caleb Foster nie skończył w podobny sposób, co Anthony Blythe? Oczywiście, że tak. Całym sercem życzyła mu śmierci. I wiedziała, że Evina dopadłaby go, gdyby nie interwencja Smitha. Swoją drogą Barney wciąż pozostawał w śpiączce farmakologiczny, ale jego stan stopniowo się stabilizował. Lekarze mówili, że się z tego wyliże, ale też będzie potrzebował czasu, żeby wrócić do pełni zdrowia. Może powiedzieć, że oboje ze Swanson mieli zajebiście dużo szczęścia. Mimo to Miller pluła sobie w brodę, że nie zdążyła zainterweniować wcześnie. Może wtedy żadne z nich nie zostałoby postrzelone. Ale kto wie, może to ona wtedy dostałaby kulkę między żebra? Albo prosto w łeb.
— Spróbujmy zostawić to za sobą — poprosiła, ujmując twarz narzeczonej w obie dłonie. Musiała dać jej chwilę na spokojnie przetrawienie tamtych wydarzeń. I wiedziała, że może to potrwać. Była jednak przekonana, że z czasem Swanson zrozumie, że Zaylee zrobiła to dla ich dobra, a nie na pokaz.
Oczywiście narzeczona miała prawo mieć do niej żal. Sama nie oczekiwała natychmiastowego rozgrzeszenia i pełnego zrozumienia. Starała się wytłumaczyć Evinie swoje postępowanie najlepiej, jak potrafiła, chociaż niewiele miała na swoje usprawiedliwienie. Prawda była taka, że pociągnęła za spust.
Evina J. Swanson