Strona 2 z 2

tell me why?!

: pn lut 23, 2026 4:21 am
autor: Victor Murray
Cała ta relacja była dla Victora jednym wielkim testem. Nie wiedział, kiedy i jak ma rozłożyć swoje uczucia, by wyglądało to odpowiednio. Bo na ten swój dziwaczny sposób kochał blondynkę całym sercem, a niektóre z kłótni wynikały wyłącznie z błędów, które miały prawo mu się przydarzyć, ponieważ wcześniej nie był tak blisko z żadną inną kobietą.
Ale czy żałował? Gdyby rozwiedli się bez tego dodatku, najpewniej do dziś utrzymywaliby kontakt, a kto wie, może ich drogi znów by się połączyły. Trudno było to określić, ponieważ od tamtej pory odczuwał dziwne napięcie za każdym razem, kiedy w jego myślach pojawiała się była małżonka. A kobietą i żoną była cudowną. Okres ich związku należał do jednych z przyjemniejszych w jego życiu, a wielki niesmak pojawił się dopiero wtedy, kiedy na sali rozpraw usłyszał pogrążające go zarzuty, które dodatkowo pozbawiły go większości zaoszczędzonych pieniędzy.
I gdyby nie chęć ucieczki przed rodzimym domem, to nawet kwestia pieniędzy nie byłaby dla niego tak znacząca. Victor nigdy nie był dusigroszem ani nigdy nie żałował niczego kobiece. Wręcz przeciwnie. Łatwiej było wrzucić go do worka z ludźmi, którzy bardziej niż o siebie dbali o najbliższych. Dlatego tak bardzo rozłożyła go sprawa rozwodowa. Kobieta była świadoma tego, jak bardzo zależało mu na jego agencji i ile wysiłku wkładał, by wyrwać się z rodzinnego piekła, by później spełnić swoje największe marzenie.
Dlatego tak długo zbierał się, by po tylu latach ponownie skonfrontować się z kobietą i usłyszeć, co kierowało nią tamtego dnia, że potraktowała go jak najgorszego możliwego partnera i męża. Ale kiedy w końcu siedziała naprzeciwko niego, momentalnie wróciły do niego wszystkie koszmary z początku ich relacji, kiedy tak samo nie potrafił wydusić z siebie ani jednego słowa.
- Wiesz doskonale, że dla mnie to było sporo. Nie zmienia to faktu, że były to dwa intensywne miesiące i mimo wszystko nie zasłużyłem na to, byś mnie tak potraktowała. Kłóciliśmy się i sprzeczaliśmy pod koniec dosyć często, ale czy wyrządziłem ci przy tym jakąkolwiek krzywdę? - powiedział, czując, jak jego serce momentalnie przyspiesza. Victor był człowiekiem, który za wszelką cenę unikał okazywania emocji, ale teraz… nie potrafił już powstrzymać uczuć, które w nim buzowały.
Kulminacyjny jednak moment pojawił się wtedy, kiedy usłyszał jej kolejne słowa. Czy ona naprawdę jeszcze mu się dziwiła, że po tym wszystkim postanowił zablokować jej numer i spróbować wymazać ją ze swojego życia? Fakt, że samo rozstanie kosztowało go najwięcej siły, to dodatkowo został upokorzony podwójnie, prosząc się ojca o pożyczkę, na otwarcie swojego wymarzonego biznesu - Czy ty… jeszcze mi się dziwisz? Na moim miejscu pewnie zrobiłabyś to samo. Nie chciałabyś mieć żadnego, ale to żadnego kontaktu z osobą, która cię tak poniżyła. - odpowiedział, starając się powstrzymać negatywne emocje wewnątrz siebie. Nie planował, by ich spotkanie przebiegało w negatywnej atmosferze, ale ostatecznie nie mógł powstrzymać się przed złością i spoglądając na nią próbował w logiczny sposób ułożyć sobie wszystko w głowie, by nie zachowywać się jak wzburzony nastolatek po pierwszym miłosnym rozstaniu - Mówisz jeszcze, że to nie był to twój pomysł. Załóżmy, że ci wierzę. Ale odpowiedz mi proszę, czemu w trakcie rozprawy, kiedy twoja pani adwokat rzucała we mnie tymi wszystkimi zarzutami, się nie sprzeciwiłaś? Skoro nie wiedziałaś, to wystarczyło jedno twoje słowo, a rozwód wyglądałby inaczej. Kochałem cię naprawdę i nic nie bolało mnie tak mocno, jak tamten rozwód. Ale to, co wtedy przeżyłem. Było jeszcze większym bólem, niż każda szpilka wkładana przez mojego ojca - wyznał, wypowiadając każde słowo w miarę spokojnie. Może i faktycznie był to długi wywód, ale po tylu latach finalnie mógł wyrzucić wszystko, co go gryzło.


Bronte Rosenthal-Murray

tell me why?!

: sob lut 28, 2026 5:32 pm
autor: Bronte Rosenthal-Murray
Bronte sama nie wiedziała już, co powinna myśleć na temat ich dawnego związku. Była przekonana wyłącznie o tym, że rozwinął się bardzo szybko i intensywnie, przez co ona pozwoliła sobie uwierzyć w to, że ich uczucie było szczere i w y j ą t k o w e, chociaż obie te kwestie dość szybko zweryfikował czas.
Już po wciśnięciu sobie na palce obrączek pojawiły się pierwsze schody, którym żadne z nich nie potrafiło sprostać. Zrobiło się ciężko, a zamiast się postarać, oni zaczęli winy doszukiwać się w sobie nawzajem. Nie wspierali się, tylko szukali w sobie wrogów, a to nie mogło zakończyć się inaczej, niż rychłym rozwodem.
Bronte nie przypuszczała jednak, że ten okaże się tak głośny i n i e p o c h l e b n y.
Bo wbrew temu, co mogło mu się wydawać, ona naprawdę nie chciała go zranić. Nie chciała wyrządzić mu żadnej krzywdy, bo nawet pomimo tego, że przestało im się układać, Victor stanowił niesamowicie ważną część jej życia. Kimś, kogo nie miała zapomnieć nigdy i kimś, z kim być może jej się nie udało, ale to dzięki niemu odnalazła właściwą drogę. To właśnie ich związek sprawił, że teraz do pewnych spraw podchodziła ostrożniej.
A czy kiedykolwiek to powiedziałam? — odbiła piłeczkę i omiotła jego sylwetkę spojrzeniem. N i g d y nie twierdziła, że wyrządził jej jakąkolwiek krzywdę, co powinien pamiętać także z rozwodowych rozpraw. Domyślała się jednak, że tę kwestię mogło nieco zatrzeć wspomnienie tego, co wydarzyło się na koniec. Tym również Bronte była wtedy zaskoczona.
Teraz koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a później nerwowo ją przygryzła. Robiła tak zwykle, kiedy się denerwowała, a teraz miała wrażenie, że dawno już nie czuła, aby tak mocno doskwierały jej nerwy. Chyba dlatego, iż znaczna jej część wierzyła, iż zasłużyła sobie na to, aby tak wrogo do niej podchodził.
Nawet jeżeli naprawdę nigdy nie chciała mu zaszkodzić.
A jakie to ma teraz znaczenie? — zapytała po chwili, na moment opuszczając wzrok na własny talerz. Jadała tu niejednokrotnie i wiedziała, że jedzenie było wyborne, a jednak teraz w ogóle nie miała apetytu. Czuła się trochę tak, jakby jakaś niewidzialna dłoń ścisnęła jej żołądek. — Nie wiedziałam o tym, Victor. Nie miałam pojęcia, że wyciągnie tę kartę, bo od samego początku mówiłam, że nie chcę poruszać tej kwestii. Byłam pewna, że posłucha, więc w tamtym momencie byłam po prostu zaskoczona. Nie wiedziałam, co mam zrobić, a później było już za późno. Dlatego próbowałam do ciebie dzwonić — wyjaśniła, nieznacznie wzruszając przy tym ramionami. Jeśli chciał usłyszeć coś innego, niestety nie miała dla niego lepszego wyjaśnienia.
I naprawdę nie rozumiem, dlaczego wracasz do tego teraz. Jeśli chcesz, oddam ci to, co dostałam. Nie od razu, ale mogę wszystko ci zwrócić — dodała, czując się naprawdę d z i w n i e, kiedy przyszło jej to poruszyć. Miała jednak wrażenie, że powinna. Ostatecznie przecież budowała nowe życie na czymś, co nigdy nie powinno należeć do niej.

Victor Murray