Get up, get out of my house
: pt sty 16, 2026 12:27 am
Miała nadzieję na bardzo konkretną odpowiedź. Problem w tym, że jej nie otrzymała. A przynajmniej nie na początku. Pierwsze zaprzeczenie odczuła jak cios z łokcia prosto w mostek. Dostała kiedyś taki przez przypadek w w szkole. Dosłownie ją wtedy zatkało i na dodatek bolało przez kilka następnych dni. Ale tylko wtedy, jak oddychała, więc nie ma tragedii! Czy to też się będzie za nią tak ciągnęło? Całkiem możliwe. Trudno było jej zdecydować, czy bardziej zabolało nie czy nie wiem. Nie była w stanie pojąć, czemu Teddy tak z nią igra. Miała ochotę usiąść z powrotem, ale nie była w stanie skojarzyć, jak to się robi. Zapewnienie, że jednak tęskniła też dotarło, ale leciało dużo wolniej i wylądowało upadając na pysk. Całkiem niedawno zaliczyła taką wywrotkę, więc przynajmniej ten dyskomfort rozumiała. Chciała wybuchnąć od razu, ale resztki rozsądku ją powstrzymywały. Może jednak się jej należało za to, że ją ignorowała? To też na pewno nie było miłe. Cios za cios? Nie pojmowała też, czemu brzęczała między nimi cisza i czemu Darling na nią nie patrzy. Przeniosła nawet na moment wzrok na oko, spodziewając się tam co najmniej przelatującego smoka, ale nie dostrzegła niczego, co mogłoby być aż tak interesującego.
— Nie. — Warknęła zirytowana, ruszając się wreszcie z miejsca. Zatrzymała się na wyciągnięcie ręki przed przyjaciółką i znów zamarła z niepewną miną. Nie będzie jej przecież tłuc. Ani tym bardziej przytulać. Nie wiedziała, jaka czynność jest gdzieś po środku. Oskarżycielsko wyciągnęła w jej stronę palec.
— Nie możesz mówić, że... chwila. Co? Za co ty mnie teraz przepraszasz? — Naprawdę się pogubiła. Szykowała tyradę na całkowicie inny temat, gdy dotarło do niej, co właściwie Teddy jeszcze powiedziała. Zastanawiała się, czy znowu ominęła jakiś fragment rozmowy i dodała coś wcześniej, co do niej nie dotarło. Była (prawie) pewna, że nie.
— Mniejsza z tym. Nie możesz zarzucać mi takich rzeczy. I nie możesz mi w ten sposób odpowiadać. — Była zła. Patrzyła na nią z zaskakującą dozą odwagi, szczególnie biorąc pod uwagę, jak zachowywała się jeszcze przed momentem. Czuła, że to nie wina narkotyków, myślała przecież z sensem. No takim mniej więcej. To były emocje, a nie tabletki.
— Bądź mądrzejsza i dojrzalsza, jak zwykle. Doskonale wiesz, że za tobą tęskniłam. I doskonale wiesz, że... — Że co? Byłoby prościej, gdyby dokończyła za nią to zdanie, bo wreszcie coś by pomogło April pozbierać się do kupy i zrobić porządek w głowie. Albo chociaż wepchnąć ją z powrotem w stan chaosu kontrolowanego. W tym momencie nie miała kontroli właściwie nad niczym, a wszyty w nią chaos pchał ją do robienia miliona sprzecznych rzeczy. Pewnie przez to nieco się bugowała i ciągle stała w tym samym miejscu z wyciągniętym palcem. Ten palec to akurat straszna głupota. Kurwa mać. Opuściła rękę.
— Nie wiedziałam, co mam ci powiedzieć, okej? Rzadko brakuje mi słów aż tak, że po prostu zamykam mordę, ale jak widzisz, da się. — Rozłożyła szeroko ręce prezentując się w całej okazałości. Okazałość dzisiaj była wymęczona, przyćpana, we wczorajszym ubraniu i nakręcona za dużą dawką kofeiny, ale hej, tylko taka była do dyspozycji.
— Kurwa mać. — Cholera, chyba powiedziała to tym razem na głos. Kurwa mać. Spuściła na moment wzrok na podłodze, tworząc w myślach wiązanki wulgaryzmów, od których dzieci zaczęłyby płakać, damy mdleć, a staruszki padać na zawał.
— Ja rozumiem, że ciebie to przede wszystkim bawi i to jest, jakby, okej. Ale jak ci po nocach recytuję, że za dnia ciało, nocą myśl daremnie przez ciebie spokój tracą i przeze mnie, to znaczy, że własnie za dnia ciało, nocą myśl daremnie przez ciebie spokój tracą i przeze mnie, kurwa jego mać — Strzelała słowami jak z karabinu maszynowego, jakimś cudem się nie zapluwając, gdy wyrecytowała ten sam fragment sonetu na jednym wdechu. Niby można by się spodziewać, że miała zmarnowane płuca palacza, a tu proszę. Z takimi możliwościami mogłaby zrobić kurs nurkowania. Nie była w stanie tego teraz docenić, na ten moment doprowadzało ją to do ciężkiego szału.
— I wkurwia mnie to, że nie wiem, co mam powiedzieć akurat tobie. Jesteś osobą, o której myślę nawet jak widzę tramwaj, który wygląda akurat jak ludzka morda i mam sto pomysłów na żart, który ci na ten temat napiszę i nagle co? Otóż nic, nawet to by mnie pokonało. Ba, to mnie pokonało, widziałam tydzień temu taką śmieszną paprykę w sklepie, że... zresztą nieważne, o czym ja znowu bredzę! — Podniosła głos. Właściwie trudno było to nazwać krzyczeniem na Darling. Wyglądało to bardziej jak darcie się na siebie samą. Warknęła coś jeszcze niezrozumiałego pod nosem, machnęła rękami zrezygnowana i usiadła z powrotem na kanapę, potykając się po drodze o stolik. Sięgnęła nawet po kubek i spróbowała się z niego napić, ale to się oczywiście nie udało. Zacisnęła tylko na nim palce, sfrustrowana, że nie może nim pieprznąć o ścianę. Nie będzie przecież brudzić nieswojego mieszkania.
teddy darling
— Nie. — Warknęła zirytowana, ruszając się wreszcie z miejsca. Zatrzymała się na wyciągnięcie ręki przed przyjaciółką i znów zamarła z niepewną miną. Nie będzie jej przecież tłuc. Ani tym bardziej przytulać. Nie wiedziała, jaka czynność jest gdzieś po środku. Oskarżycielsko wyciągnęła w jej stronę palec.
— Nie możesz mówić, że... chwila. Co? Za co ty mnie teraz przepraszasz? — Naprawdę się pogubiła. Szykowała tyradę na całkowicie inny temat, gdy dotarło do niej, co właściwie Teddy jeszcze powiedziała. Zastanawiała się, czy znowu ominęła jakiś fragment rozmowy i dodała coś wcześniej, co do niej nie dotarło. Była (prawie) pewna, że nie.
— Mniejsza z tym. Nie możesz zarzucać mi takich rzeczy. I nie możesz mi w ten sposób odpowiadać. — Była zła. Patrzyła na nią z zaskakującą dozą odwagi, szczególnie biorąc pod uwagę, jak zachowywała się jeszcze przed momentem. Czuła, że to nie wina narkotyków, myślała przecież z sensem. No takim mniej więcej. To były emocje, a nie tabletki.
— Bądź mądrzejsza i dojrzalsza, jak zwykle. Doskonale wiesz, że za tobą tęskniłam. I doskonale wiesz, że... — Że co? Byłoby prościej, gdyby dokończyła za nią to zdanie, bo wreszcie coś by pomogło April pozbierać się do kupy i zrobić porządek w głowie. Albo chociaż wepchnąć ją z powrotem w stan chaosu kontrolowanego. W tym momencie nie miała kontroli właściwie nad niczym, a wszyty w nią chaos pchał ją do robienia miliona sprzecznych rzeczy. Pewnie przez to nieco się bugowała i ciągle stała w tym samym miejscu z wyciągniętym palcem. Ten palec to akurat straszna głupota. Kurwa mać. Opuściła rękę.
— Nie wiedziałam, co mam ci powiedzieć, okej? Rzadko brakuje mi słów aż tak, że po prostu zamykam mordę, ale jak widzisz, da się. — Rozłożyła szeroko ręce prezentując się w całej okazałości. Okazałość dzisiaj była wymęczona, przyćpana, we wczorajszym ubraniu i nakręcona za dużą dawką kofeiny, ale hej, tylko taka była do dyspozycji.
— Kurwa mać. — Cholera, chyba powiedziała to tym razem na głos. Kurwa mać. Spuściła na moment wzrok na podłodze, tworząc w myślach wiązanki wulgaryzmów, od których dzieci zaczęłyby płakać, damy mdleć, a staruszki padać na zawał.
— Ja rozumiem, że ciebie to przede wszystkim bawi i to jest, jakby, okej. Ale jak ci po nocach recytuję, że za dnia ciało, nocą myśl daremnie przez ciebie spokój tracą i przeze mnie, to znaczy, że własnie za dnia ciało, nocą myśl daremnie przez ciebie spokój tracą i przeze mnie, kurwa jego mać — Strzelała słowami jak z karabinu maszynowego, jakimś cudem się nie zapluwając, gdy wyrecytowała ten sam fragment sonetu na jednym wdechu. Niby można by się spodziewać, że miała zmarnowane płuca palacza, a tu proszę. Z takimi możliwościami mogłaby zrobić kurs nurkowania. Nie była w stanie tego teraz docenić, na ten moment doprowadzało ją to do ciężkiego szału.
— I wkurwia mnie to, że nie wiem, co mam powiedzieć akurat tobie. Jesteś osobą, o której myślę nawet jak widzę tramwaj, który wygląda akurat jak ludzka morda i mam sto pomysłów na żart, który ci na ten temat napiszę i nagle co? Otóż nic, nawet to by mnie pokonało. Ba, to mnie pokonało, widziałam tydzień temu taką śmieszną paprykę w sklepie, że... zresztą nieważne, o czym ja znowu bredzę! — Podniosła głos. Właściwie trudno było to nazwać krzyczeniem na Darling. Wyglądało to bardziej jak darcie się na siebie samą. Warknęła coś jeszcze niezrozumiałego pod nosem, machnęła rękami zrezygnowana i usiadła z powrotem na kanapę, potykając się po drodze o stolik. Sięgnęła nawet po kubek i spróbowała się z niego napić, ale to się oczywiście nie udało. Zacisnęła tylko na nim palce, sfrustrowana, że nie może nim pieprznąć o ścianę. Nie będzie przecież brudzić nieswojego mieszkania.
teddy darling