I be like "no worries", then worries
: ndz lut 01, 2026 11:04 am
Porządkowanie czegokolwiek nie było w ostatnim czasie jej mocną stroną. Miała bowiem wrażenie, że czegokolwiek by nie zrobiła, wprowadzała do swojego życia jeszcze większy chaos. Nie umiała zapanować nad tym, co działo się w ostatnich tygodniach i aby sobie to zrekompensować, zabrała się za bałagan, który znajdował się na strychu.
Nie była do końca przekonana, czy to aby na pewno zadziała na nią terapeutycznie, ale była skłonna dać temu szansę. Prawdę powiedziawszy chciała zrobić c o k o l w i e k, byle tylko nie wracać myślami do poranka spędzonego w towarzystwie Lando, ponieważ to właśnie on ze wszystkich tych chwil wracał do niej najczęściej. Był też w tym wszystkim najgorszy, więc ilekroć myślała o nim, miała to nieodparte wrażenie, że za moment spali się ze wstydu. Nawet teraz, kiedy w pobliżu nie było nikogo, kto by o tym wiedział, czuła się z tym po prostu paskudnie.
Wypuściła głośniej powietrze, bo chyba takiej odpowiedzi się spodziewała. Wolałaby usłyszeć z ust April coś innego - coś, co sugerowałoby, że jej przyjaciółka nie zmaga się z dylematami tak ogromnymi, iż nie sposób ich ogarnąć. Zaczynała jednak myśleć, że w ich przypadku uczucia po prostu miały do siebie to, że nie mogły być proste. Na pewno nie te, które rozpoczynały się niespodziewanym romansem.
— Nie masz wrażenia, że to za każdym razem jest coraz bardziej pogmatwane? — zapytała, nie oczekując jednak szczerej odpowiedzi. Kiedy była młodsza, marzyła o szczerej miłości i wydawało jej się, że kiedy ją znajdzie, wszystko będzie wyjątkowo p r o s t e. Teraz zaś, z biegiem czasu nabrała przekonania, że związki nigdy takie nie są. Mało tego, wiele relacji bywa skomplikowanymi, a rozgryzienie ich jest o wiele trudniejsze niż podjęcie decyzji o tym, którą lalką się dziś pobawić.
Chyba odrobinę tęskniła do tamtych dylematów.
Posłała jej pełne skruchy spojrzenie. Pewnie prezentowałoby się ono nieco inaczej, gdyby tamta noc ostatecznie nie zakończyła się k l ę s k ą. — W tym problem, że nie wiem, czy będę, April — przyznała, wypuszczając głośniej powietrze. — Sama nie wiem, co powinnam o tym myśleć. Jest przystojny, seks był niesamowity, zresztą, cała ta noc była i n n a, ale zaczynam mieć wrażenie, że miło może być tylko, kiedy coś wypijemy. Rano wrócił do bycia dupkiem i… ja też może źle to rozegrałam, ale sama nie wiem. Przy nim nie umiem pozbyć się wrażenia, że czegokolwiek bym nie zrobiła czy nie powiedziała, wychodzę na ogromną kretynkę — przyznała, a jej policzki oblały się rumieńcem.
Lando naprawdę był jedyną osobą, która potrafiła wprawić ją w tak podły humor. Jako jedyny tak skutecznie uderzał w miejsca, które bolały najbardziej i przypominał jej o tym, jak wielką mogła okazać się porażką. To nie mogło stanowić przepisu na udany związek. Nie mogło stanowić go nawet na udaną przyjaźń, zatem Carrie z tyłu głowy miała myśl o tym, że najlepiej byłoby odpuścić.
Problem w tym, że kiedy zaczynał być wkurzający, najprościej było zamknąć mu buzię pocałunkiem.
April Finch
Nie była do końca przekonana, czy to aby na pewno zadziała na nią terapeutycznie, ale była skłonna dać temu szansę. Prawdę powiedziawszy chciała zrobić c o k o l w i e k, byle tylko nie wracać myślami do poranka spędzonego w towarzystwie Lando, ponieważ to właśnie on ze wszystkich tych chwil wracał do niej najczęściej. Był też w tym wszystkim najgorszy, więc ilekroć myślała o nim, miała to nieodparte wrażenie, że za moment spali się ze wstydu. Nawet teraz, kiedy w pobliżu nie było nikogo, kto by o tym wiedział, czuła się z tym po prostu paskudnie.
Wypuściła głośniej powietrze, bo chyba takiej odpowiedzi się spodziewała. Wolałaby usłyszeć z ust April coś innego - coś, co sugerowałoby, że jej przyjaciółka nie zmaga się z dylematami tak ogromnymi, iż nie sposób ich ogarnąć. Zaczynała jednak myśleć, że w ich przypadku uczucia po prostu miały do siebie to, że nie mogły być proste. Na pewno nie te, które rozpoczynały się niespodziewanym romansem.
— Nie masz wrażenia, że to za każdym razem jest coraz bardziej pogmatwane? — zapytała, nie oczekując jednak szczerej odpowiedzi. Kiedy była młodsza, marzyła o szczerej miłości i wydawało jej się, że kiedy ją znajdzie, wszystko będzie wyjątkowo p r o s t e. Teraz zaś, z biegiem czasu nabrała przekonania, że związki nigdy takie nie są. Mało tego, wiele relacji bywa skomplikowanymi, a rozgryzienie ich jest o wiele trudniejsze niż podjęcie decyzji o tym, którą lalką się dziś pobawić.
Chyba odrobinę tęskniła do tamtych dylematów.
Posłała jej pełne skruchy spojrzenie. Pewnie prezentowałoby się ono nieco inaczej, gdyby tamta noc ostatecznie nie zakończyła się k l ę s k ą. — W tym problem, że nie wiem, czy będę, April — przyznała, wypuszczając głośniej powietrze. — Sama nie wiem, co powinnam o tym myśleć. Jest przystojny, seks był niesamowity, zresztą, cała ta noc była i n n a, ale zaczynam mieć wrażenie, że miło może być tylko, kiedy coś wypijemy. Rano wrócił do bycia dupkiem i… ja też może źle to rozegrałam, ale sama nie wiem. Przy nim nie umiem pozbyć się wrażenia, że czegokolwiek bym nie zrobiła czy nie powiedziała, wychodzę na ogromną kretynkę — przyznała, a jej policzki oblały się rumieńcem.
Lando naprawdę był jedyną osobą, która potrafiła wprawić ją w tak podły humor. Jako jedyny tak skutecznie uderzał w miejsca, które bolały najbardziej i przypominał jej o tym, jak wielką mogła okazać się porażką. To nie mogło stanowić przepisu na udany związek. Nie mogło stanowić go nawet na udaną przyjaźń, zatem Carrie z tyłu głowy miała myśl o tym, że najlepiej byłoby odpuścić.
Problem w tym, że kiedy zaczynał być wkurzający, najprościej było zamknąć mu buzię pocałunkiem.
April Finch