dating isn't really our thing
: pn sty 19, 2026 11:02 am
Nie omieszkała wywrócić tymi pięknymi oczami. Już chciała rzucić komentarz, że pod stołem też ma na co patrzeć, ale powstrzymała się od złośliwości ze względu na miły wieczór i fakt, że Evina zarzucała ją tekstami rodem z taniego romansideł. W porządku, może nawet trochę zadziałało i Zaylee na to poleciał. Od razu było widać, że była prostą, nieszczególnie wymagającą kobietą. Niby pani doktor, a wystarczyła wzmianka o ładnych oczach i natychmiast pokorniała. Albo chciała, żeby Swanson tak uważała.
Rzeczywiście przedstawione przez nią przypadki nie były wybitnie interesujące. I szczerze powiedziawszy, po ostatnich wydarzeniach nie miała ochoty na nic skomplikowanego i angażującego. Zgony, które z początku uważano za tajemnicze, okazywały się losowymi zdarzeniami. Policja czasami na siłę doszukiwała się zabójstw, a dziennikarze szukali sensacji. Tak to właśnie działało. Sekcje zwłok wykluczały potem udział osób trzecich i sprowadzała wszystkich na ziemię.
— Mówiłam, że nie masz czego żałować, kochanie — posłała jej pobłażliwy uśmiech. Narzeczona na pewno spodziewała się czegoś bardziej zapierającego dech w piersiach. Czegoś, co rzeczywiście można było uznać za prawdziwą zbrodnię, najlepiej taką ze zwrotem akcji. A potem plułaby sobie w brodę, że nie mogła poprowadzić tej sprawy. — Jak trafią do mnie ciała do mnie ciała pochodzące z rąk seryjnego mordercy, to na pewno się o tym dowiesz — uspokoiła ją, poprawiając się na krześle.
Miller zawsze opowiadała Swanson o denatach, którzy lądowali na jej stole sekcyjnym. O ile kiedyś robiła to sporadycznie, to po sprawie z Fosterem weszło jej to w nawyk. Ostatnio po prostu zbyt wiele rzeczy się na siebie nałożyło, aby o tym pamiętać. Poza tym dopiero co wróciła do pracy po urlopie, a przypadki, tak jak wspomniała, nie były godne odżałowania. Z całym szacunkiem dla zmarłych, jednak to nie było to, czego obie szukały.
— Myślałam, żeby podrzucić ci coś świeższego, ale skoro chcesz się bawić w Archiwum X — uniosła ręce w obronnym geście, bez zamiaru wtrącania się w jej decyzję. Archiwalne sprawy miały to do siebie, że nawet jeśli zostawały otwarte, to równie szybko je zamykano właśnie z braku dowodów. Czasami wydawało się, że znaleziono jakieś poszlaki, które finalnie prowadziły donikąd albo okazywały się fałszywym tropem. — Och, wow — Zaylee uniosła wysoko brwi. — Bardzo mnie cieszy, że nie jesteś taka narwana i pamiętasz, żeby się nie przemęczać — przesłała jej powietrznego całusa, jednocześnie podskórnie nabierając podejrzeń, że Swanson jest jednak obłożnie chora, skoro nie protestowała i nie chciała siłą stawiać się w pracy. — Na pewno dobrze się czujesz? — dopytała jeszcze i nawet pochyliła się ponad stolikiem z wyciągniętą ręką, dosięgając czoła narzeczonej. Nie miała gorączki. A więc to pewien skutek osłabienia organizmu. Tak, to musiało być to, w innym wypadku Evina nie wykazywałaby się rozsądkiem i nie siedziałaby grzecznie na dupie.
Evina J. Swanson
Rzeczywiście przedstawione przez nią przypadki nie były wybitnie interesujące. I szczerze powiedziawszy, po ostatnich wydarzeniach nie miała ochoty na nic skomplikowanego i angażującego. Zgony, które z początku uważano za tajemnicze, okazywały się losowymi zdarzeniami. Policja czasami na siłę doszukiwała się zabójstw, a dziennikarze szukali sensacji. Tak to właśnie działało. Sekcje zwłok wykluczały potem udział osób trzecich i sprowadzała wszystkich na ziemię.
— Mówiłam, że nie masz czego żałować, kochanie — posłała jej pobłażliwy uśmiech. Narzeczona na pewno spodziewała się czegoś bardziej zapierającego dech w piersiach. Czegoś, co rzeczywiście można było uznać za prawdziwą zbrodnię, najlepiej taką ze zwrotem akcji. A potem plułaby sobie w brodę, że nie mogła poprowadzić tej sprawy. — Jak trafią do mnie ciała do mnie ciała pochodzące z rąk seryjnego mordercy, to na pewno się o tym dowiesz — uspokoiła ją, poprawiając się na krześle.
Miller zawsze opowiadała Swanson o denatach, którzy lądowali na jej stole sekcyjnym. O ile kiedyś robiła to sporadycznie, to po sprawie z Fosterem weszło jej to w nawyk. Ostatnio po prostu zbyt wiele rzeczy się na siebie nałożyło, aby o tym pamiętać. Poza tym dopiero co wróciła do pracy po urlopie, a przypadki, tak jak wspomniała, nie były godne odżałowania. Z całym szacunkiem dla zmarłych, jednak to nie było to, czego obie szukały.
— Myślałam, żeby podrzucić ci coś świeższego, ale skoro chcesz się bawić w Archiwum X — uniosła ręce w obronnym geście, bez zamiaru wtrącania się w jej decyzję. Archiwalne sprawy miały to do siebie, że nawet jeśli zostawały otwarte, to równie szybko je zamykano właśnie z braku dowodów. Czasami wydawało się, że znaleziono jakieś poszlaki, które finalnie prowadziły donikąd albo okazywały się fałszywym tropem. — Och, wow — Zaylee uniosła wysoko brwi. — Bardzo mnie cieszy, że nie jesteś taka narwana i pamiętasz, żeby się nie przemęczać — przesłała jej powietrznego całusa, jednocześnie podskórnie nabierając podejrzeń, że Swanson jest jednak obłożnie chora, skoro nie protestowała i nie chciała siłą stawiać się w pracy. — Na pewno dobrze się czujesz? — dopytała jeszcze i nawet pochyliła się ponad stolikiem z wyciągniętą ręką, dosięgając czoła narzeczonej. Nie miała gorączki. A więc to pewien skutek osłabienia organizmu. Tak, to musiało być to, w innym wypadku Evina nie wykazywałaby się rozsądkiem i nie siedziałaby grzecznie na dupie.
Evina J. Swanson