in the middle of the storm
: czw sty 22, 2026 9:48 pm
To nie tak, że głowy nie używał wcale. Po prostu nigdy nie prosił o pozwolenie, by brać od życia to, na co akurat miał ochotę. Był wolnym duchem, choć pewnie większość ludzi nazwałaby go niebezpiecznym sukinsynem. Nauczył się prostego schematu - świat niczego nie dawał ci w prezencie, a jeśli chciałeś coś mieć, musiałeś wywalczyć to sobie sam, a potem zacisnąć to w pięści tak mocno, by nikt nie próbował ci tego odbierać. Nie znał kompromisów i nie rozumiał słowa "później". Być może właśnie dlatego tak bardzo fascynowała go Lennox. Była wyzwaniem, którego nie dało się powalić na deski jednym ciosem i trzeba było się porządnie postarać, żeby rozbić ten jej cholerny mur i dostać się do tego, co ukrywała pod maską niedostępnej księżniczki. W świecie, w którym wszystko było na wyciągnięcie ręki, ona stawała się nagrodą, na którą musiałeś zapracować. A Alex doskonale wiedział, że im dłużej musiałeś zaciskać zęby, czekając na swoją kolej, i im więcej krwi i potu kosztował cię każdy krok w stronę celu, tym lepiej on smakował na samym końcu. Cierpliwość nigdy nie była jego mocną stroną, ale dla niej był gotów do poświęceń. Każde ich spotkanie, każde przeciągłe spojrzenie, każda wspólna minuta, a nawet sekunda - podsycały jego głód, który powoli stawał się niemal niemożliwy do opanowania.
To możesz się do tego przyznać, nie ma tutaj nikogo innego. Wiem, że jesteś typem faceta, który zawsze bierze, ale twoja reputacja nie ucierpi na tym jeśli chociaż raz w życiu pozwolisz sobie chcieć. Słowa Madison odbijały się echem w jego głowie i przez chwilę po prostu jej się przyglądał, nie bardzo wiedząc, jak to ugryźć. Przejechał nawet językiem po swoich wargach, jakby to miało kupić mu więcej czasu na odpowiedź. Pozwolić sobie chcieć. Brzmiało jak cholerna pułapka. Przez chwilę bił się z myślą, by rzucić jakimś tanim, cynicznym tekstem i obrócić to w żart, ale jej spojrzenie mu na to nie pozwoliło. Słowa Maddie go po prostu zirytowały, bo trafiły w czuły punkt. Przecież brał. Zawsze brał to, na co miał ochotę - pieniądze z ringu, alkohol, kobiety, które były tylko krótkim przystankiem. Jednak było to mechaniczne zaspokajanie głodu, żeby system się nie zawiesił. A chcieć... to było coś zupełnie innego. To było dopuszczenie do siebie myśli, że głód może nie zniknąć po jednej nocy, i że może potrzebować akurat jej, a nie jakiejkolwiek innej. A tu już przestawał polegać na sobie i zaczynał polegać na niej. Było to zbyt niebezpieczne i obecnie postrzegał to bardziej jak słabość niż siłę.
- Jest różnica między braniem a chceniem, Mads - odezwał się w końcu, a jego spojrzenie stało się tak intensywne, że aż zachmurzone. - Branie jest proste. Bierzesz, używasz i zapominasz. Ale kiedy zaczynasz „chcieć”, wtedy dajesz tej drugiej osobie broń do ręki.
Zacisnął dłonie na jej biodrach, palcami wbijając się w materiał jej szortów.
- Ale skoro tak bardzo chcesz, żebym zaryzykował... to proszę bardzo. Tak, Madison. Chcę cię. Bardzo. Chcę cię tak, że od trzech dni nie potrafię myśleć o niczym innym, a to mnie, kurwa, wkurwia niemiłosiernie - dokończył, wdychając zapach jej skóry.
Między nami nigdy nie będzie czegoś takiego jak "sens". Alex poczuł, jak pod skórą zaczyna wzbierać w nim fala czystego poirytowania. Serio? Właśnie teraz, kiedy siedziała na nim, a on ledwo panował nad rękami, postanowiła rzucić mu w twarz taką tanią, pesymistyczną gadkę? Jego wzrok pociemniał, a mięśnie szczęki napięły się tak mocno, że niemal słyszał zgrzytanie zębów. To nie była jeszcze wściekłość, ale ten rodzaj frustracji, który czujesz, gdy wszystko idzie nie tak, a ty nie masz na to żadnego wpływu. Drażniło go to, że Madison tak łatwo ubrała ich relację w definicję, jakby chciała... zbudować między nimi bezpieczny dystans, żeby przypadkiem nie zrobiło się zbyt poważnie.
- „Nigdy”, co? Odważnie, Lennox, jak na kogoś, kto siedzi mi na kolanach i drży pod moimi palcami - wychrypiał, a w jego głosie nie było już ani śladu żartu. - Gówno mnie obchodzi, jak to sobie nazwiesz w tej swojej ślicznej głowie, żeby poczuć się bezpieczniej - pochylił się jeszcze centymetr tak, że czuł ciepło jej oddechu na swoich poranionych ustach. - Nie wiem, co to jest i szczerze mówiąc, jebać definicję. Nie obchodzi mnie, czy to będzie trwać noc, czy rok. Jesteś tutaj ze mną i nie uciekasz, więc przestań pieprzyć.
Odetchnął głęboko i policzył w myślach do dziesięciu. Jeden. Jego dłoń, która do tej pory mocno zaciskała się na jej biodrze, rozluźniła się. Dwa. Przesunął kciukiem po delikatnym materiale jej szortów, a potem przesunął palce na jej nagie udo. Trzy. Gładził je powoli, niemal leniwie, jakby chciał ją tym gestem uspokoić, a może po prostu sam potrzebował tego kontaktu, żeby nie zwariować. Cztery. Patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, a zachmurzone spojrzenie powoli łagodniało, ustępując miejsca czemuś, co u Alexandra Halla było najbliższe pokorze. Pięć. Sześć. Siedem. Osiem. Czuł, jak jego serce, które jeszcze przed chwilą biło jak szalone, powoli zwalniało. Dziewięć. Skupił się na cieple jej skóry pod swoimi palcami, próbując wymazać z pamięci to jej zdanie o braku sensu. Dziesięć. Otworzył oczy, które przez ułamek sekundy trzymał przymknięte, i wypuścił resztkę powietrza z płuc.
Wiem to, ale przypominam, że dalej czeka Cię kara za głupie i pochopne decyzje związane z sylwestrem.
- Kara, co? - mruknął, a w jego głosie nie było już warkotu. - Brzmi groźnie. Szczególnie w twoim wykonaniu, Lennox.
Trochę ją bagatelizował? Pewnie tak. Czy słusznie? Zobaczymy.
Podoba mi się dźwięk mojego imienia w Twoich ustach. Gdy przechyliła głowę na bok i uroczo się uśmiechnęła, nie mógł nie odwzajemnić uśmiechu. Ten widok działał na niego kojąco, co było wręcz absurdalne, biorąc pod uwagę, że siedzieli w samym środku emocjonalnego pola minowego.
- Madison... - powtórzył to imię, tym razem znacznie ciszej, niemal smakując każdą sylabę na języku. Przesunął dłonią w górę, gładząc kciukiem delikatną skórę na jej talii. - Chyba zamierzam przedawkować to lekarstwo.
Jak powiedział - tak zrobił. Cichy jęk, który wydobył się z ust Lennox, zadziałał na niego jak płachta na byka. Pogłębił pocałunek, wsuwając język między jej wargi i przejmując całkowitą kontrolę nad ich rytmem. Każde jej westchnienie sprawiało, że krew pulsowała mu w żyłach, a oddech stawał się coraz bardziej urywany, niespokojny i ciężki. Czuł pod palcami gorąco jej ciała i to, jak instynktownie go szukała biodrami, co rozpalało go aż do granic wytrzymałości. Nie zamierzał pozostawać jej dłużny. Jego dłonie zaczęły pewnie i zachłannie błądzić po jej ciele. Jedna ręka przesunęła się wyżej, badając palcami wcięcie w talii, by po chwili powędrować śmiało w górę, wzdłuż jej boku. Nie spieszył się, rozkoszując się każdym centymetrem jej rozgrzanej skóry. Gdy jego dłoń zahaczyła o bok jej piersi, poczuł, jak Madison gwałtownie wciąga powietrze, a on niemal syknął z satysfakcji, czując pod palcami szybkie bicie jej serca. Druga dłoń wciąż tkwiła wplątana w jej jasne włosy, kontrolując kąt, pod jakim ona go całowała, podczas gdy kciukiem delikatnie gładził jej policzek.
Gdy poczuł jej dłonie pod koszulką, przesuwające się po jego brzuchu, mięśnie Alexa napięły się mimowolnie. Pozwolił jej na ten ruch, choć wiedział, co kryje się pod materiałem. Kiedy z wprawą zaczęła pozbywać się jego koszulki, niechętnie oderwał dłonie od jej ciała i uniósł ramiona. Dopiero gdy poczuł jej opuszki palców na fioletowo-sinych śladach na żebrach, poczuł, jak atmosfera drastycznie się zmienia. Jej dotyk był tak delikatny, że niemal parzył i... był przeciwieństwem ciosów, które te ślady zostawiły. Alex patrzył na jej twarz, widząc, jak pożądanie w jej oczach ustępuje miejsca szokowi, a potem tej cholernej trosce, której tak bardzo chciał uniknąć. Wypuścił głośno powietrze, czując, jak adrenalina powoli opada, zostawiając po sobie tępy ból w boku i narastające poczucie, że właśnie stracił kontrolę nad tą sytuacją. Kurwa. Odchylił głowę do tyłu, opierając ją o oparcie kanapy i przymknął na moment oczy. W boksie nazywali to „momentem po nokaucie” - kiedy jeszcze nie czujesz bólu, ale już wiesz, że leżysz na deskach.
Co to jest? I jak mi powiesz, że siniaki to Cię walnę.
- Siniaki - rzucił jej na przekór, cedząc to słowo z niemal bezczelnym spokojem, ignorując jej wcześniejszy zakaz i szykując się na cios, na wszelki wypadek. Ton głosu miał spokojny, wręcz niepasujący do tej absurdalnej sytuacji. Serio, nie chciał o tym gadać. Nie chciał tego żalu w jej oczach, bo sprawiał, że czuł się słaby - a tego nienawidził najbardziej na świecie. Siedział tam, na tej jej jasnej kanapie, bez koszulki i całkowicie wystawiony na jej wzrok. Choć atmosfera nagle zrobiła się ciężka przez te widoczne ślady na jego ciele, Alex ani myślał puszczać Madison ze swoich kolan. Dalej czuł to samo pieprzone pożądanie, które buzowało w nim od wejścia, a jej bliskość tylko dolewała oliwy do ognia. Dla niego to, jak wyglądał, nie było żadną wielką sprawą - był bokserem, a ring to nie... rurki z kremem. Każdy fioletowy ślad na żebrach był po prostu częścią jego roboty i ceną za to, że to on na koniec mógł unieść ramię w zwycięskim geście. Uniósł lekko brodę i spojrzał na nią z tą swoją typową, arogancką pewnością siebie, która miała uciąć jakiekolwiek użalanie się nad nim. - Skutki uboczne bycia bokserem. Wiedziałaś o tym, prawda? Więc nie patrz tak na mnie, Lennox - i cyk, szybki powrót do nazwiska. - Tego dnia pechowo skończył mi się lód.
Siedemdziesiąt dwie godziny. Najpierw lód, żeby obkurczyć naczynia. Potem ciepły kompres, żeby rozbujać krążenie, a na koniec maść z heparyną, żeby szybciej zeszło. Standard. Znał tę instrukcję na pamięć, jak pacierz. Przerabiał to po każdej walce i po każdym mocniejszym sparingu. Ciało było dla niego maszyną - a maszyny czasem się psuły. Jedyne, co go teraz naprawdę irytowało, to fakt, że Maddie musiała na to patrzeć. I to, że tamtego wieczoru był zbyt wypruty, by zadbać o siebie tak, jak należy. Wypuścił głośno powietrze przez zęby, widząc, jak pożądanie w oczach blondynki definitywnie zgasło, ustępując miejsca całej gamie tych... pozostałych emocji, które zaczynały go dusić. Madison wciąż siedziała na jego udach, ale czuł, że emocjonalnie właśnie odsunęła się o kilometry. Atmosfera, która jeszcze przed chwilą parzyła ich od środka, teraz stała się gęsta od niezadanych jeszcze pytań. Świetnie.
Maddie Lennox
To możesz się do tego przyznać, nie ma tutaj nikogo innego. Wiem, że jesteś typem faceta, który zawsze bierze, ale twoja reputacja nie ucierpi na tym jeśli chociaż raz w życiu pozwolisz sobie chcieć. Słowa Madison odbijały się echem w jego głowie i przez chwilę po prostu jej się przyglądał, nie bardzo wiedząc, jak to ugryźć. Przejechał nawet językiem po swoich wargach, jakby to miało kupić mu więcej czasu na odpowiedź. Pozwolić sobie chcieć. Brzmiało jak cholerna pułapka. Przez chwilę bił się z myślą, by rzucić jakimś tanim, cynicznym tekstem i obrócić to w żart, ale jej spojrzenie mu na to nie pozwoliło. Słowa Maddie go po prostu zirytowały, bo trafiły w czuły punkt. Przecież brał. Zawsze brał to, na co miał ochotę - pieniądze z ringu, alkohol, kobiety, które były tylko krótkim przystankiem. Jednak było to mechaniczne zaspokajanie głodu, żeby system się nie zawiesił. A chcieć... to było coś zupełnie innego. To było dopuszczenie do siebie myśli, że głód może nie zniknąć po jednej nocy, i że może potrzebować akurat jej, a nie jakiejkolwiek innej. A tu już przestawał polegać na sobie i zaczynał polegać na niej. Było to zbyt niebezpieczne i obecnie postrzegał to bardziej jak słabość niż siłę.
- Jest różnica między braniem a chceniem, Mads - odezwał się w końcu, a jego spojrzenie stało się tak intensywne, że aż zachmurzone. - Branie jest proste. Bierzesz, używasz i zapominasz. Ale kiedy zaczynasz „chcieć”, wtedy dajesz tej drugiej osobie broń do ręki.
Zacisnął dłonie na jej biodrach, palcami wbijając się w materiał jej szortów.
- Ale skoro tak bardzo chcesz, żebym zaryzykował... to proszę bardzo. Tak, Madison. Chcę cię. Bardzo. Chcę cię tak, że od trzech dni nie potrafię myśleć o niczym innym, a to mnie, kurwa, wkurwia niemiłosiernie - dokończył, wdychając zapach jej skóry.
Między nami nigdy nie będzie czegoś takiego jak "sens". Alex poczuł, jak pod skórą zaczyna wzbierać w nim fala czystego poirytowania. Serio? Właśnie teraz, kiedy siedziała na nim, a on ledwo panował nad rękami, postanowiła rzucić mu w twarz taką tanią, pesymistyczną gadkę? Jego wzrok pociemniał, a mięśnie szczęki napięły się tak mocno, że niemal słyszał zgrzytanie zębów. To nie była jeszcze wściekłość, ale ten rodzaj frustracji, który czujesz, gdy wszystko idzie nie tak, a ty nie masz na to żadnego wpływu. Drażniło go to, że Madison tak łatwo ubrała ich relację w definicję, jakby chciała... zbudować między nimi bezpieczny dystans, żeby przypadkiem nie zrobiło się zbyt poważnie.
- „Nigdy”, co? Odważnie, Lennox, jak na kogoś, kto siedzi mi na kolanach i drży pod moimi palcami - wychrypiał, a w jego głosie nie było już ani śladu żartu. - Gówno mnie obchodzi, jak to sobie nazwiesz w tej swojej ślicznej głowie, żeby poczuć się bezpieczniej - pochylił się jeszcze centymetr tak, że czuł ciepło jej oddechu na swoich poranionych ustach. - Nie wiem, co to jest i szczerze mówiąc, jebać definicję. Nie obchodzi mnie, czy to będzie trwać noc, czy rok. Jesteś tutaj ze mną i nie uciekasz, więc przestań pieprzyć.
Odetchnął głęboko i policzył w myślach do dziesięciu. Jeden. Jego dłoń, która do tej pory mocno zaciskała się na jej biodrze, rozluźniła się. Dwa. Przesunął kciukiem po delikatnym materiale jej szortów, a potem przesunął palce na jej nagie udo. Trzy. Gładził je powoli, niemal leniwie, jakby chciał ją tym gestem uspokoić, a może po prostu sam potrzebował tego kontaktu, żeby nie zwariować. Cztery. Patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, a zachmurzone spojrzenie powoli łagodniało, ustępując miejsca czemuś, co u Alexandra Halla było najbliższe pokorze. Pięć. Sześć. Siedem. Osiem. Czuł, jak jego serce, które jeszcze przed chwilą biło jak szalone, powoli zwalniało. Dziewięć. Skupił się na cieple jej skóry pod swoimi palcami, próbując wymazać z pamięci to jej zdanie o braku sensu. Dziesięć. Otworzył oczy, które przez ułamek sekundy trzymał przymknięte, i wypuścił resztkę powietrza z płuc.
Wiem to, ale przypominam, że dalej czeka Cię kara za głupie i pochopne decyzje związane z sylwestrem.
- Kara, co? - mruknął, a w jego głosie nie było już warkotu. - Brzmi groźnie. Szczególnie w twoim wykonaniu, Lennox.
Trochę ją bagatelizował? Pewnie tak. Czy słusznie? Zobaczymy.
Podoba mi się dźwięk mojego imienia w Twoich ustach. Gdy przechyliła głowę na bok i uroczo się uśmiechnęła, nie mógł nie odwzajemnić uśmiechu. Ten widok działał na niego kojąco, co było wręcz absurdalne, biorąc pod uwagę, że siedzieli w samym środku emocjonalnego pola minowego.
- Madison... - powtórzył to imię, tym razem znacznie ciszej, niemal smakując każdą sylabę na języku. Przesunął dłonią w górę, gładząc kciukiem delikatną skórę na jej talii. - Chyba zamierzam przedawkować to lekarstwo.
Jak powiedział - tak zrobił. Cichy jęk, który wydobył się z ust Lennox, zadziałał na niego jak płachta na byka. Pogłębił pocałunek, wsuwając język między jej wargi i przejmując całkowitą kontrolę nad ich rytmem. Każde jej westchnienie sprawiało, że krew pulsowała mu w żyłach, a oddech stawał się coraz bardziej urywany, niespokojny i ciężki. Czuł pod palcami gorąco jej ciała i to, jak instynktownie go szukała biodrami, co rozpalało go aż do granic wytrzymałości. Nie zamierzał pozostawać jej dłużny. Jego dłonie zaczęły pewnie i zachłannie błądzić po jej ciele. Jedna ręka przesunęła się wyżej, badając palcami wcięcie w talii, by po chwili powędrować śmiało w górę, wzdłuż jej boku. Nie spieszył się, rozkoszując się każdym centymetrem jej rozgrzanej skóry. Gdy jego dłoń zahaczyła o bok jej piersi, poczuł, jak Madison gwałtownie wciąga powietrze, a on niemal syknął z satysfakcji, czując pod palcami szybkie bicie jej serca. Druga dłoń wciąż tkwiła wplątana w jej jasne włosy, kontrolując kąt, pod jakim ona go całowała, podczas gdy kciukiem delikatnie gładził jej policzek.
Gdy poczuł jej dłonie pod koszulką, przesuwające się po jego brzuchu, mięśnie Alexa napięły się mimowolnie. Pozwolił jej na ten ruch, choć wiedział, co kryje się pod materiałem. Kiedy z wprawą zaczęła pozbywać się jego koszulki, niechętnie oderwał dłonie od jej ciała i uniósł ramiona. Dopiero gdy poczuł jej opuszki palców na fioletowo-sinych śladach na żebrach, poczuł, jak atmosfera drastycznie się zmienia. Jej dotyk był tak delikatny, że niemal parzył i... był przeciwieństwem ciosów, które te ślady zostawiły. Alex patrzył na jej twarz, widząc, jak pożądanie w jej oczach ustępuje miejsca szokowi, a potem tej cholernej trosce, której tak bardzo chciał uniknąć. Wypuścił głośno powietrze, czując, jak adrenalina powoli opada, zostawiając po sobie tępy ból w boku i narastające poczucie, że właśnie stracił kontrolę nad tą sytuacją. Kurwa. Odchylił głowę do tyłu, opierając ją o oparcie kanapy i przymknął na moment oczy. W boksie nazywali to „momentem po nokaucie” - kiedy jeszcze nie czujesz bólu, ale już wiesz, że leżysz na deskach.
Co to jest? I jak mi powiesz, że siniaki to Cię walnę.
- Siniaki - rzucił jej na przekór, cedząc to słowo z niemal bezczelnym spokojem, ignorując jej wcześniejszy zakaz i szykując się na cios, na wszelki wypadek. Ton głosu miał spokojny, wręcz niepasujący do tej absurdalnej sytuacji. Serio, nie chciał o tym gadać. Nie chciał tego żalu w jej oczach, bo sprawiał, że czuł się słaby - a tego nienawidził najbardziej na świecie. Siedział tam, na tej jej jasnej kanapie, bez koszulki i całkowicie wystawiony na jej wzrok. Choć atmosfera nagle zrobiła się ciężka przez te widoczne ślady na jego ciele, Alex ani myślał puszczać Madison ze swoich kolan. Dalej czuł to samo pieprzone pożądanie, które buzowało w nim od wejścia, a jej bliskość tylko dolewała oliwy do ognia. Dla niego to, jak wyglądał, nie było żadną wielką sprawą - był bokserem, a ring to nie... rurki z kremem. Każdy fioletowy ślad na żebrach był po prostu częścią jego roboty i ceną za to, że to on na koniec mógł unieść ramię w zwycięskim geście. Uniósł lekko brodę i spojrzał na nią z tą swoją typową, arogancką pewnością siebie, która miała uciąć jakiekolwiek użalanie się nad nim. - Skutki uboczne bycia bokserem. Wiedziałaś o tym, prawda? Więc nie patrz tak na mnie, Lennox - i cyk, szybki powrót do nazwiska. - Tego dnia pechowo skończył mi się lód.
Siedemdziesiąt dwie godziny. Najpierw lód, żeby obkurczyć naczynia. Potem ciepły kompres, żeby rozbujać krążenie, a na koniec maść z heparyną, żeby szybciej zeszło. Standard. Znał tę instrukcję na pamięć, jak pacierz. Przerabiał to po każdej walce i po każdym mocniejszym sparingu. Ciało było dla niego maszyną - a maszyny czasem się psuły. Jedyne, co go teraz naprawdę irytowało, to fakt, że Maddie musiała na to patrzeć. I to, że tamtego wieczoru był zbyt wypruty, by zadbać o siebie tak, jak należy. Wypuścił głośno powietrze przez zęby, widząc, jak pożądanie w oczach blondynki definitywnie zgasło, ustępując miejsca całej gamie tych... pozostałych emocji, które zaczynały go dusić. Madison wciąż siedziała na jego udach, ale czuł, że emocjonalnie właśnie odsunęła się o kilometry. Atmosfera, która jeszcze przed chwilą parzyła ich od środka, teraz stała się gęsta od niezadanych jeszcze pytań. Świetnie.
Maddie Lennox