not a date, obviously
: wt sty 20, 2026 9:45 pm
Czy mógł się nią w międzyczasie znudzić? Niewykluczone. Czy zmęczyć intensywnością? Równie prawdopodobne. Momentami odnosił wrażenie, że na spotkaniu z Jamie zużywa zapas uśmiechów na cały tydzień, czy nawet miesiąc. To było… inne od codzienności, jaką znał i do jakiej był przyzwyczajony.
Rozważał przez moment, czy nie wrócić się jeszcze do kuchni po ręczniki papierowe, w razie, gdyby miało dojść do kolejnego wypadku, ale uznał, że podejmie ryzyko prania połowy salonu. Zresztą i tak nie spędzał tu zbyt wiele czasu, wolne godziny wykorzystując na spotkaniach na mieście, czy sporcie, więc to mała strata.
— Jak najbardziej. Też miewam chwile, kiedy nie chce mi się wychodzić z łóżka. — Podniósł ręce w poddańczym geście, choć jakby tak sięgnąć pamięcią, to nie potrafił przywołać dnia, w którym rzeczywiście mógł sobie na to pozwolić. Zawsze było coś do zrobienia, a bezczynność potrafiła doprowadzić do szaleństwa, kiedy dłonie mrowiły z braku zajęcia, a noga trzęsła się, wprowadzając ciało w drżenie. Nie, zdecydowanie nie był typem przesiadującym na kanapie. Z utęsknieniem rozglądał się za emocjami, doświadczeniami, które podsycały pędzącą w żyłach krew, pozwalały przypomnieć, że nadal żyje. Wieczór w prosektorium zapowiadał się dość sztywno, ale skok ze spadochronem, czy strzelnica, to już zdecydowanie jego konik.
Przyjął warunek na powstanie kolejnego pokolenia, lecz nie zerwał się z miejsca, by rozpocząć budowę. Nie taki był cel dzisiejszego spotkania, a i teraz był zdecydowanie zbyt trzeźwy, by podejmować się podobnych głupot i dążyć do zrzucania z siebie ubrań. Nie wzbraniałby się przed wspólną rozrywką, zawsze przygotowany na taką zabawę, ale przecież Jamie wcale na tym nie zależało. Przerzucali się dwuznacznymi, a nawet jednoznacznymi komentarzami, ale Park sprawiała wrażenie typowej dziewczyny z sąsiedztwa, poszukującej miłości, tej odwzajemnionej, a nie szybkiej przygody, która skończy się zaraz po wzejściu pierwszych promieni słońca. Czy mógł jej zapewnić coś innego, wykraczającego poza przyjacielską przysługę? Na to nie był gotów, ale skąd Jamie mogła wiedzieć, skoro nie przeprowadzili żadnej prawdziwie poważnej rozmowy?
Podniósł się jeszcze na moment, by sięgnąć po rzeczoną herbatę i westchnął ciężko, godząc się na wskazany wybór.
— Ja? Ja nigdy nie płaczę — skłamał gładko, jeszcze nie wiedząc, jak mocno uderzyłby go ten film i jak bardzo utożsamiłby się z głównym bohaterem, który lata świetności miał dawno za sobą. Oparł się wygodnie i wyciągnął ramię, robiąc przy sobie miejsce, by móc objąć Jamie i osadzić wreszcie wzrok na filmie.
Z początku wcale mu to nie przeszkadzało. Dotyk był bardzo miły, ciepły, pozwalał osadzić się w tu i teraz. Początkowo, bo za połową seansu spiął się lekko, kiedy zamiast skupić na filmie, myśli szybowały gdzieś, ciągnąc go w dal, ku wspomnieniom kobiet, z którymi czuł się komfortowo, przy których podobne spotkanie wydawałoby się bardziej właściwe, szczerze intymne. Sądził, że motyw udawanej randki jest niegroźny, nie padły przecież żadne obietnice, ani deklaracje. Oboje od początku wiedzieli — a przynajmniej tak się Michaelowi wydawało — że to nic poważnego. Zgodzili się na to w pełni świadomości, motywowani zabawą, wspólnie spędzonym czasem. To dlaczego teraz oddychał nieco ciężej, a serce przyspieszało swe bicie, dyktując cicho gdzieś z tyłu głowy poczucie winy?
— Wybacz, nie robię tego często. — Czego, Graham? Nie chadzasz na randki? Nie przytulasz się? — To znaczy, odzwyczaiłem się — poprawił się, co nawet leżało blisko prawdy. Poruszył się, ale nie odsunął daleko, jedynie sięgając po miskę z popcornem.
Jamie Park
Rozważał przez moment, czy nie wrócić się jeszcze do kuchni po ręczniki papierowe, w razie, gdyby miało dojść do kolejnego wypadku, ale uznał, że podejmie ryzyko prania połowy salonu. Zresztą i tak nie spędzał tu zbyt wiele czasu, wolne godziny wykorzystując na spotkaniach na mieście, czy sporcie, więc to mała strata.
— Jak najbardziej. Też miewam chwile, kiedy nie chce mi się wychodzić z łóżka. — Podniósł ręce w poddańczym geście, choć jakby tak sięgnąć pamięcią, to nie potrafił przywołać dnia, w którym rzeczywiście mógł sobie na to pozwolić. Zawsze było coś do zrobienia, a bezczynność potrafiła doprowadzić do szaleństwa, kiedy dłonie mrowiły z braku zajęcia, a noga trzęsła się, wprowadzając ciało w drżenie. Nie, zdecydowanie nie był typem przesiadującym na kanapie. Z utęsknieniem rozglądał się za emocjami, doświadczeniami, które podsycały pędzącą w żyłach krew, pozwalały przypomnieć, że nadal żyje. Wieczór w prosektorium zapowiadał się dość sztywno, ale skok ze spadochronem, czy strzelnica, to już zdecydowanie jego konik.
Przyjął warunek na powstanie kolejnego pokolenia, lecz nie zerwał się z miejsca, by rozpocząć budowę. Nie taki był cel dzisiejszego spotkania, a i teraz był zdecydowanie zbyt trzeźwy, by podejmować się podobnych głupot i dążyć do zrzucania z siebie ubrań. Nie wzbraniałby się przed wspólną rozrywką, zawsze przygotowany na taką zabawę, ale przecież Jamie wcale na tym nie zależało. Przerzucali się dwuznacznymi, a nawet jednoznacznymi komentarzami, ale Park sprawiała wrażenie typowej dziewczyny z sąsiedztwa, poszukującej miłości, tej odwzajemnionej, a nie szybkiej przygody, która skończy się zaraz po wzejściu pierwszych promieni słońca. Czy mógł jej zapewnić coś innego, wykraczającego poza przyjacielską przysługę? Na to nie był gotów, ale skąd Jamie mogła wiedzieć, skoro nie przeprowadzili żadnej prawdziwie poważnej rozmowy?
Podniósł się jeszcze na moment, by sięgnąć po rzeczoną herbatę i westchnął ciężko, godząc się na wskazany wybór.
— Ja? Ja nigdy nie płaczę — skłamał gładko, jeszcze nie wiedząc, jak mocno uderzyłby go ten film i jak bardzo utożsamiłby się z głównym bohaterem, który lata świetności miał dawno za sobą. Oparł się wygodnie i wyciągnął ramię, robiąc przy sobie miejsce, by móc objąć Jamie i osadzić wreszcie wzrok na filmie.
Z początku wcale mu to nie przeszkadzało. Dotyk był bardzo miły, ciepły, pozwalał osadzić się w tu i teraz. Początkowo, bo za połową seansu spiął się lekko, kiedy zamiast skupić na filmie, myśli szybowały gdzieś, ciągnąc go w dal, ku wspomnieniom kobiet, z którymi czuł się komfortowo, przy których podobne spotkanie wydawałoby się bardziej właściwe, szczerze intymne. Sądził, że motyw udawanej randki jest niegroźny, nie padły przecież żadne obietnice, ani deklaracje. Oboje od początku wiedzieli — a przynajmniej tak się Michaelowi wydawało — że to nic poważnego. Zgodzili się na to w pełni świadomości, motywowani zabawą, wspólnie spędzonym czasem. To dlaczego teraz oddychał nieco ciężej, a serce przyspieszało swe bicie, dyktując cicho gdzieś z tyłu głowy poczucie winy?
— Wybacz, nie robię tego często. — Czego, Graham? Nie chadzasz na randki? Nie przytulasz się? — To znaczy, odzwyczaiłem się — poprawił się, co nawet leżało blisko prawdy. Poruszył się, ale nie odsunął daleko, jedynie sięgając po miskę z popcornem.
Jamie Park