everything for kids
: pn sty 26, 2026 10:01 pm
Galen L. Wyatt
Wzrok Cherry krążył między Cassie a Galenem. Sama nie wiedziała, co powinna im powiedzieć. Może faktycznie była nudziarą. Raz czuła się odpowiedzialna za Wyatt'a, a teraz za najmłodszą ze wszystkich Marshalli. Finalnie parsknęła krótko pod nosem.
— Nawet ty mały brutusie przeciwko mnie? — spytała, mierzwiąc jej włosy na głowie. Mogła to przyjąć. Faktycznie była nudną, panią prezes. Czasami za bardzo dbała o wygląd, bała się chorób jak mało kto, a przy tym wszystkim potrafiła być... naiwna. Jak wtedy gdy uwierzyła, że hot-dogi naprawdę robiło się z psów. Marshall'e nigdy nie jedli fast foodów. Mieli w sobie coś dostojnego, a większość ich życia była poświęcona rodzinnej firmie. Nawet za dzieciaka.
Była przybita, momentami wręcz nieobecna. W trakcie licytacji wpatrywała się w telefon. Dalej czekała za wynikami badań krwi. Prawdopodobnie szpital miał za mało zapasów grupy krwi Christophera. Cherry już całe drżały nogi na samą myśl. Ta informacja była dla niej konieczna. Po licytacji miały jechać prosto do ojca. W jednej dłoni trzymała telefon, w drugiej tabliczkę i dopiero słowa Galena wyrwały ją z chaotycznych myśli.
— Galen — burknęła pod nosem, słysząc jego uwagę — uważaj, bo wylicytuję dla Ciebie. Może ten hydraulik — zacisnęła usta i przysunęła się bliżej dziewczynki. Chwyciła ją za dłonie i mocno przyłożyła je do uszu — Cassie zatkaj uszy kochanie — powiedziała miękkim tonem. Młodsza strzeliła oczyma prawie jak siostra. Typowi dorośli nigdy nie dają nic posłuchać — woli męskie rury — mruknęła, uderzając go delikatnie pięścią w ramię. Pokręciła chwilę głową i westchnęła cicho. Dała jeszcze Galenowi chwilę na odpowiedź, a potem puściła dłonie Cassie. Dziewczynka wydała się cała podjarana, tak jak stodoła pełna siana.
— Umawialiście się na randkę? — spytała, spoglądając na jednego, to na drugiego. Cherry prawie zakrztusiła się własną śliną — co?! Nie — odparła praktycznie bez żadnego zastanowienia, unosząc delikatnie oba kąciki ust — jak dorośli nie chcą, żebym słyszała, to rozmawiają o romansach... Mama zawsze każe mi zasłaniać oczy, jak się ludzie całują — powiedziała głosem typowej, szkolnej mądrali. Skubana miała rację, ale Cherry tylko delikatnie pokręciła głową — niektóre sprawy powinny zostać między dorosłymi kochanie — stwierdziła ciepłym głosem, głaszcząc ją po głowie. Ich relacja powinna zostać. Nie była przecież iluzją, ale tego wieczoru nie chodziło o nich, o ich przeszłość, czy cokolwiek co mogło być z tym związane. Byli oni dla Cassie i to powinno się liczyć.
— Gówniana? — spytała Cassie, a w jej oczach pojawiły się prawdziwe iskierki. Podobne do tych, które podpaliły włosy Cherry — gówno — tak słyszała, że damy tak nie mówią. Powiedziała też to głośniej, niż powinna, a znowu ich trójka stała się centrum zainteresowania pozostałych gości — Cassie, błagam, nie powtarzaj niektórych rzeczy za Galenem — powiedziała miękkim tonem Cherry. Wzięła głęboki oddech i odetchnęła. Piknik, konie. Teraz mogła przez krótki się wyłączyć. Co chwilę nerwowo spoglądała na wyświetlacz telefonu.
— Pojedziemy razem na ten piknik? — spytała Cassie, gdy już wylicytowała — proooooszę — spytała, szarpiąc Galena za rękaw. Młodsza chyba zauroczyła się w Galenie. Charlie był bardziej spięty od niego, za to Wyatt potrafił się bawić. Tego młodsza potrzebowała. Chwili wolności bez wścibskiego wzroku rodzeństwa.
Przyszła kolej na licytację biżuterii. Cherry odpłynęła w całości. Usłyszała gwiazdy i przypomniała sobie tamtą noc w rezydencji Wyatt'ów, gdy widziała je na suficie, a później na dachu. Wcześniej nogami oraz rękami broniła się, by nie przeżyć rozstanie. Zostać robotem bez jakichkolwiek uczuć, ale finalnie ją to trafiło. Myślała o tamtych chwilach, gdy myślała, że jest szczęśliwa.
— Słucham — spytała, słysząc głos Galena — nie, ja... — zaczęła, ale zaraz szły kolejne przebicia. Czuła się rozbita, bo... chciała tę biżuterię. Czas wydawał się dla niej stanąć, nawet nie wiedziała, kiedy Cassie zniknęła. Po paru sekundach wróciła, przewracając się przed ich krzesłami. Malutka wykonała perfekcyjnego fikołka na podłodze, a dół sukienki pojawił się na jej głowie. Tak, zdecydowanie nie zachowywały się damy. Za to cała zaoferowana wstała i już ciągnęła siostrę za dłoń.
— Cherry, weź licytuj — zaczęła Cassie — jezu, podnieś za nią rękę Galen — ale zaraz chwyciła też Galena i go tez pociągnęła — powinna mieć tę biżuterię, niedługo ma urodziny — stwierdziła Cassie, nadymając policzki — Cherry kocha gwiazdy — a co gorsze Cherry nie zareagowała. Patrzyła przed siebie, jakby miała zamiar rozpaść się na milion kawałeczków. Naprawdę kochała gwiazdy. I może właśnie to był problem?
— Galen podnieś rękę, albo jej rękę — mruknęła, widząc reakcję Cherry i zwracając się w stu procentach do Wyatt'a — oddam Ci z kieszonkowych — wymruczała finalnie, jakby się poddała. Miała już pewnie odłożoną solidną sumę na studia. Czy była w stanie je podarować na urodziny siostrze? Pewnie tak.
I tak skończyła się kolejna aukcja. Pytanie, w jaki sposób? To już tylko kwestia zręczności Galena.
— Przedmiotem następnej aukcji będzie przejazd w bolidzie formuły 1 jako kierowca — krzyknął prowadzący, a na sali zapanowała cisza. Cherry jakby się obudziła z głębokiego snu. Oto licytować się mogła. Wbrew pozorom lubiła szybką jazdę, tam gdzie było na to miejsce — niech wygra lepszy Galen — bez zastanowienia podniosła własną tabliczkę. Ona mogła jeździć bardzo szybko. On nie. Czy to była delikatna zemsta? Owszem, doskonale pamiętała, jak uwielbiał adrenalinę i przygodę. Nie potrzebowała leków oklejonych najnowszymi autami na dobrze działające serce i mięśnie. Czy chciała zrobić mu na złość? Może odrobinę, ale wtedy prowadzący dodał.
— W pakiecie z rozgrzewką z najbardziej gorącymi kobietami z F1 — dodał po paru sekundach, a Cherry już mocno zagryzła dolną wargę. To już się mniej jej podobało, oto Galen mógłby walczyć — ze zespołu ferrari — a każdy fan formuły 1 i nie tylko on wiedział, że najlepsze dupy miało ferrari. Na torze można było przekroczyć prędkość 350 km/h.
Wzrok Cherry krążył między Cassie a Galenem. Sama nie wiedziała, co powinna im powiedzieć. Może faktycznie była nudziarą. Raz czuła się odpowiedzialna za Wyatt'a, a teraz za najmłodszą ze wszystkich Marshalli. Finalnie parsknęła krótko pod nosem.
— Nawet ty mały brutusie przeciwko mnie? — spytała, mierzwiąc jej włosy na głowie. Mogła to przyjąć. Faktycznie była nudną, panią prezes. Czasami za bardzo dbała o wygląd, bała się chorób jak mało kto, a przy tym wszystkim potrafiła być... naiwna. Jak wtedy gdy uwierzyła, że hot-dogi naprawdę robiło się z psów. Marshall'e nigdy nie jedli fast foodów. Mieli w sobie coś dostojnego, a większość ich życia była poświęcona rodzinnej firmie. Nawet za dzieciaka.
Była przybita, momentami wręcz nieobecna. W trakcie licytacji wpatrywała się w telefon. Dalej czekała za wynikami badań krwi. Prawdopodobnie szpital miał za mało zapasów grupy krwi Christophera. Cherry już całe drżały nogi na samą myśl. Ta informacja była dla niej konieczna. Po licytacji miały jechać prosto do ojca. W jednej dłoni trzymała telefon, w drugiej tabliczkę i dopiero słowa Galena wyrwały ją z chaotycznych myśli.
— Galen — burknęła pod nosem, słysząc jego uwagę — uważaj, bo wylicytuję dla Ciebie. Może ten hydraulik — zacisnęła usta i przysunęła się bliżej dziewczynki. Chwyciła ją za dłonie i mocno przyłożyła je do uszu — Cassie zatkaj uszy kochanie — powiedziała miękkim tonem. Młodsza strzeliła oczyma prawie jak siostra. Typowi dorośli nigdy nie dają nic posłuchać — woli męskie rury — mruknęła, uderzając go delikatnie pięścią w ramię. Pokręciła chwilę głową i westchnęła cicho. Dała jeszcze Galenowi chwilę na odpowiedź, a potem puściła dłonie Cassie. Dziewczynka wydała się cała podjarana, tak jak stodoła pełna siana.
— Umawialiście się na randkę? — spytała, spoglądając na jednego, to na drugiego. Cherry prawie zakrztusiła się własną śliną — co?! Nie — odparła praktycznie bez żadnego zastanowienia, unosząc delikatnie oba kąciki ust — jak dorośli nie chcą, żebym słyszała, to rozmawiają o romansach... Mama zawsze każe mi zasłaniać oczy, jak się ludzie całują — powiedziała głosem typowej, szkolnej mądrali. Skubana miała rację, ale Cherry tylko delikatnie pokręciła głową — niektóre sprawy powinny zostać między dorosłymi kochanie — stwierdziła ciepłym głosem, głaszcząc ją po głowie. Ich relacja powinna zostać. Nie była przecież iluzją, ale tego wieczoru nie chodziło o nich, o ich przeszłość, czy cokolwiek co mogło być z tym związane. Byli oni dla Cassie i to powinno się liczyć.
— Gówniana? — spytała Cassie, a w jej oczach pojawiły się prawdziwe iskierki. Podobne do tych, które podpaliły włosy Cherry — gówno — tak słyszała, że damy tak nie mówią. Powiedziała też to głośniej, niż powinna, a znowu ich trójka stała się centrum zainteresowania pozostałych gości — Cassie, błagam, nie powtarzaj niektórych rzeczy za Galenem — powiedziała miękkim tonem Cherry. Wzięła głęboki oddech i odetchnęła. Piknik, konie. Teraz mogła przez krótki się wyłączyć. Co chwilę nerwowo spoglądała na wyświetlacz telefonu.
— Pojedziemy razem na ten piknik? — spytała Cassie, gdy już wylicytowała — proooooszę — spytała, szarpiąc Galena za rękaw. Młodsza chyba zauroczyła się w Galenie. Charlie był bardziej spięty od niego, za to Wyatt potrafił się bawić. Tego młodsza potrzebowała. Chwili wolności bez wścibskiego wzroku rodzeństwa.
Przyszła kolej na licytację biżuterii. Cherry odpłynęła w całości. Usłyszała gwiazdy i przypomniała sobie tamtą noc w rezydencji Wyatt'ów, gdy widziała je na suficie, a później na dachu. Wcześniej nogami oraz rękami broniła się, by nie przeżyć rozstanie. Zostać robotem bez jakichkolwiek uczuć, ale finalnie ją to trafiło. Myślała o tamtych chwilach, gdy myślała, że jest szczęśliwa.
— Słucham — spytała, słysząc głos Galena — nie, ja... — zaczęła, ale zaraz szły kolejne przebicia. Czuła się rozbita, bo... chciała tę biżuterię. Czas wydawał się dla niej stanąć, nawet nie wiedziała, kiedy Cassie zniknęła. Po paru sekundach wróciła, przewracając się przed ich krzesłami. Malutka wykonała perfekcyjnego fikołka na podłodze, a dół sukienki pojawił się na jej głowie. Tak, zdecydowanie nie zachowywały się damy. Za to cała zaoferowana wstała i już ciągnęła siostrę za dłoń.
— Cherry, weź licytuj — zaczęła Cassie — jezu, podnieś za nią rękę Galen — ale zaraz chwyciła też Galena i go tez pociągnęła — powinna mieć tę biżuterię, niedługo ma urodziny — stwierdziła Cassie, nadymając policzki — Cherry kocha gwiazdy — a co gorsze Cherry nie zareagowała. Patrzyła przed siebie, jakby miała zamiar rozpaść się na milion kawałeczków. Naprawdę kochała gwiazdy. I może właśnie to był problem?
— Galen podnieś rękę, albo jej rękę — mruknęła, widząc reakcję Cherry i zwracając się w stu procentach do Wyatt'a — oddam Ci z kieszonkowych — wymruczała finalnie, jakby się poddała. Miała już pewnie odłożoną solidną sumę na studia. Czy była w stanie je podarować na urodziny siostrze? Pewnie tak.
I tak skończyła się kolejna aukcja. Pytanie, w jaki sposób? To już tylko kwestia zręczności Galena.
— Przedmiotem następnej aukcji będzie przejazd w bolidzie formuły 1 jako kierowca — krzyknął prowadzący, a na sali zapanowała cisza. Cherry jakby się obudziła z głębokiego snu. Oto licytować się mogła. Wbrew pozorom lubiła szybką jazdę, tam gdzie było na to miejsce — niech wygra lepszy Galen — bez zastanowienia podniosła własną tabliczkę. Ona mogła jeździć bardzo szybko. On nie. Czy to była delikatna zemsta? Owszem, doskonale pamiętała, jak uwielbiał adrenalinę i przygodę. Nie potrzebowała leków oklejonych najnowszymi autami na dobrze działające serce i mięśnie. Czy chciała zrobić mu na złość? Może odrobinę, ale wtedy prowadzący dodał.
— W pakiecie z rozgrzewką z najbardziej gorącymi kobietami z F1 — dodał po paru sekundach, a Cherry już mocno zagryzła dolną wargę. To już się mniej jej podobało, oto Galen mógłby walczyć — ze zespołu ferrari — a każdy fan formuły 1 i nie tylko on wiedział, że najlepsze dupy miało ferrari. Na torze można było przekroczyć prędkość 350 km/h.