Zabawne, że tak właściwie… ich relacja nigdy nie wyszła poza pracę.
N i g d y. Spotkanie na cmentarzu było prawdopodobnie najbliższym i najbardziej intymnym spotkaniem w ich wykonaniu, gdy nie byli w miejscu pracy. Bo przecież tam wtedy… tam zawsze byli w pracy i nawet w wolny wieczór nie można było opuścić gardy
tak naprawdę. Zawsze gdzieś za ścianą byli współpracownicy. Zawsze był to w pewnym stopniu nieodpowiednie – i to raczej w większym niż mniejszym. Ale może właśnie dlatego teraz było tak łatwo odpłynąć, posunąć się dalej i chcieć tego
więcej. Bo to zawsze tak wyglądało i oboje przywykli do tego bardziej niż powinni. Jednak teraz wspomnienie innej okazji przyszło jej zaskakująco łatwo i naturalnie. Naprawdę pomyślała o innych okolicznościach, że przecież za drzwiami szpitala czeka na nich cały prawdziwy świat. Mogli wyjść z tym ze szpitala…
Tylko nie dzisiaj, a dzisiaj każda jedna komórka drobnego ciała Iris domagała się
jego. Wspomnienia wróciły, a razem z nimi pragnienie, którego nie byłaby w stanie ugasić w żaden inny sposób. Więc jego słowa były jak kubeł zimnej wody wylanej na głowę Valentine. Spojrzała na niego zdezorientowana, bo brak odpowiedzialności? Naprawdę? Teraz to było nieodpowiedzialne? Oczywiście, że jej myśli uciekły w kierunku pracy i że to ona stanowiła problem.
Nowe. I pewnie pociągnęłaby ten temat, gdyby nie dźwięk powiadomienia… ściągnęła mocniej brwi i wyprostowała się, ciągle jednak zajmując miejsce na biodrach mężczyzny i przyglądając mu się z góry.
- Jeśli nie chodzi o zabezpieczenie, bo mam wkładkę to chodzi o pracę. Seks w pracy jest nieodpowiedzialny… a to nowość, Graham. – nie mogła się powstrzymać przed drobną złośliwością, ale mimo wszystko kącik ust drgnął jej w kierunku uśmiechu. Bo nawet jeśli jej ciało nadal drżało to przy okazji wiedziała też jak to wygląda i co oznacza dźwięk lekarskiego powiadomienia – ich potrzeby w tym momencie nie miały większego znaczenia. Zsunęła się z męskich bioder, odnajdując przy okazji własne ubrania i dając jemu możliwość ogarnięcia się –
Lubiłam nasz nieodpowiedzialny seks, Graham. – i chociaż jakaś cząstka jej chciała zaproponować, żeby spotkali się po pracy… kiedyś… nie zrobiła tego –
Ale i tak dzięki. Za dzisiaj. – nie żałowała ani jednej sekundy.
/koniec
Michael Graham