Strona 2 z 5

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 1:06 pm
autor: April Finch
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 2:13 pm
autor: teddy darling
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


April Finch

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 3:12 pm
autor: April Finch
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 4:41 pm
autor: teddy darling
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


April Finch

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 5:45 pm
autor: April Finch
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 6:44 pm
autor: teddy darling
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


April Finch

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 7:29 pm
autor: April Finch
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 8:10 pm
autor: teddy darling
Może rzeczywiście poniosła ją fantazja z tymi trzydziestoma orgazmami. No dobrze, na pewno poniosła. Ale hej, kto powiedział, że to musiało wydarzyć się dzisiaj i dokładnie teraz? Jutro też był dzień. A z tego, co pamiętała, obie miały wolne. Czas był, możliwości też. To dało się zaplanować. Dało się ogarnąć. Najwyraźniej jej przyjaciółka miała zupełnie inne zdanie. Teddy westchnęła w duchu. W porządku. Teddy zamierzała to uszanować. Problem polegał na tym, że nikt nie wytrącał jej z równowagi tak skutecznie jak April Finch. A teraz znów próbowała odwrócić kota ogonem.
Darling parsknęła pod nosem. Sama nie była pewna czy bardziej bawi ją absurd sytuacji, czy drażni bezczelność przyjaciółki. Owszem, była w barze. Owszem, dała się wciągnąć w tę dwuznaczną grę. Ale czy to od razu wszystko musiało sprowadzać się prosto do łóżka? Dla April najwyraźniej tak. Nie potrafiła utrzymać rąk przy sobie, jakby granice istniały wyłącznie po to, żeby je testować i sprawdzać na ile może sobie pozwolić. Udowodnić, że czegokolwiek Teddy sobie nie zaplanuje, to i tak w końcu ulegnie. Ironia polegała na tym, że to Teddy wzięła ją na kilka różnuch sposobów. Tylko czy nie tego właśnie domagała się April? Od pierwszej chwili próbowała przeskoczyć barierę, którą Darling wyraźnie postawiła, bo nie podobał jej się ten pomysł, a teraz jeszcze chciała dyktować warunki? Odważnie. Naprawdę odważnie.
W takim razie masz strasznie krótką pamięć — stwierdziła z coraz większym poirytowaniem. Odwzajemniła pocałunek, pozwalając się objąć i przytrzymać przez chwilę. No właśnie, przez chwilę. Kiedy tylko przyjaciółka puściła jej wargę, zwracając się do niej po nazwisku, jakby nazywała ją kochaniem, Teddy zręcznie wyswobodziła się spod nacisku jej ciała i przesunęła się na brzeg łóżka. Usiadła, ale tylko po to, żeby zaraz poderwać się na równe nogi i podejść do biurka, pod którym poniewierał się krótki top. Schyliła się, załapała materiał i wcisnęła go przez głowę.
Serio, April? — spojrzała na nią z wyraźnym wyrzutem. — Nie pamiętam już jak wyglądasz? Ja pierdolę — pokręciła głową z nieukrywanym niedowierzaniem. — Laski na to lecą? Co wtedy odpowiadają? Że zaraz ci o sobie przypomną? — prychnęła, nawet już nie próbując ukryć irytacji.
Jeśli Teddy miała oszaleć, wychodząc stąd bez pozwolenia sobie na cokolwiek więcej, to aż strach było pomyśleć, co stałoby się, gdyby jednak się ugięła i dała wyruchać. Wtedy dopiero by jej odjebało na dobre. Czy one w ogóle potrafiły jeszcze normalnie ze sobą rozmawiać? Bez podtekstów i bez tego nieustannego flirtu, który wdzierał się w każde zdanie i w każde spojrzenie? To bardzo miłe, ale jak tak dalej będzie, to Teddy autentycznie wyląduje na jakimś oddziale zamkniętym.
Wcale mnie nie słuchasz — zastrzegła, bo co z tego, że April pamiętała, w jaki sposób zwracają się do niej inne panienki, kiedy nie pamiętała, co mówiła pół godziny temu. — Miałaś nauczyć mnie grać na gitarze. Ale chyba będzie lepiej, jak już pójdę — rozejrzała się po pokoju. Gdzieś tu powinna mieć swoją skórzaną kurtkę. A może powiesiła ją jednak w przedpokoju? Chuj wie. Jebać to. I tak zamierzała wracać taksówką. Najwyżej odbierze ją kiedy indziej.

April Finch

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 8:54 pm
autor: April Finch
Zamknęła oczy i zaczęła liczyć do dziesięciu. Po czterech niestety miała już dość. Ta metoda nigdy za dobrze na nią nie działała. Szkoda, że nie znała też żadnej porządnej, żeby móc się uspokoić. Nie chciała sobie pozwolić na podnoszenie głosu, chociaż wrzask wręcz uwiązł jej w gardle. Chciała ją opieprzyć za to, że się odsunęła i że próbowała teraz od niej uciec. Przyglądała się temu nerwowemu ubieraniu się, siedząc jeszcze przez moment na łóżku.
— To był żart. Przestań wpychać w naszą przestrzeń jakieś obce baby. — Cofnęła się nieco i wyciągnęła spod poduszki koszulkę od piżamy. Przeciągnęła ją przez głowę, pozbawiając ten moment resztek intymności. Przesunęła się na skraj łóżka, klęknęła wyprostowana na materacu. T-shirt sięgał jej do połowy uda, czyli pewnie nie był rzeczywiście aż tak wielki, biorąc pod uwagę, jak drobna była Finch. Przyglądała się Darling miotającej się po pokoju w poszukiwaniu kolejnych ubrań czy cholera wie czego jeszcze. Znowu za nią nie nadążała. Nie chciała się ponownie denerwować za tą nieszczęsną kelnerkę, bo przecież Teddy nie zrobiła niczego, do czego nie miałaby pełni praw. Mogła zgarnąć numery od wszystkich pracowników z baru, a potem ze wszystkimi umówić się na randkę, choćby jedną i tą samą. Finch nie powinno być nawet przykro przez to, że zdobywała te numery i serca na jej oczach, tuż obok. Dobrze, że myślozbrodnia nie była w Kanadzie karalna, bo byłoby z nią kiepsko. Z drugiej strony, nie rozumiała, czemu w takim razie znowu wyrzuca jej kobiety, z którymi to ona się spotykała. Jakie one miały w tym momencie znaczenie? Czemu uważała, że wrzucała je wszystkie do tego samego wora?
— Zostań — poprosiła, żeby w ogóle mieć jeszcze okazję cokolwiek powiedzieć. Nie miała pomysłu na podniosłe monologi, nie ratowały jej w tej sytuacji żadne poematy. Zeszła z łóżka, zatrzymała się na przeciwko przyjaciółki. Niepewnie wyciągnęła rękę w jej stronę. Złapała jej dłoń, obawiając się, że tym dotykiem rozbije iluzję i Darling pęknie jak bańka mydlana, a ona ocknie się z jakiegoś swojego odlotu kilka godzin wcześniej. Nic takiego się jednak nie wydarzyło, ciągle stały w tym samym miejscu.
— Jestem w stanie myśleć o czymś innym niż seks – wbrew pozorom zapewniła spokojnym głosem. Powstrzymała się od ironicznego tonu, choć bardzo ją kusiło, by być teraz nieco wredną. Ale satysfakcja z wbicia jej szpilki zapowiadała się bardzo kiepsko w porównaniu z radością, jaką poczuje, gdy Teddy jednak zostanie.
— Mogę grać ci kołysanki, mogę uczyć cię akordów, co chcesz. Tylko... — nie uciekaj. Nie była pewna, jak dokończyć. Nie powinna robić przecież z siebie ofiary w ten sytuacji, nie chciała znowu wracać do tematu tej nieszczęsnej rozłąki, którą pewnie by jej teraz wytknęła. Chciała po prostu znaleźć sposób, by mieć ją na wyciągnięcie ręki. A jeśli to oznaczało wyjęcie gitary albo ściągnięcie piana z szafy, niech tak będzie. Były w domu same, mogła rzępolić do białego rana.

teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 9:51 pm
autor: teddy darling
Czuła się podle. W głowie odtwarzała własne gesty i słowa, coraz bardziej przekonana, że zachowała się jak kompletna kretynka. Jak ktoś, komu zależy tylko na szybkim numerku, a potem nerwowo szuka ubrania, unika spojrzeń i marzy już tylko o tym, żeby jak najszybciej wrócić do domu. Ta myśl bolała ją najbardziej, bo przecież to nie był seks z kimś przypadkowym. To była April. A im dłużej o tym myślała, tym bardziej narastało w niej poczucie winy. Sama sprowadziła tę chwilę do czegoś banalnego, choć w głębi wiedziała, że znaczyła o wiele więcej. I to właśnie ta sprzeczność między tym, co było naprawdę, a tym, jak się zachowała, sprawiała, że czuła się jeszcze gorzej. Była pewna, że po czymś takim April spojrzy na nią jak na kretynkę — co by się akurat zgadzało — a potem uprzejmie każe jej wypierdalać. Ale nic takiego się nie wydarzyło.
Patrzyła, jak przyjaciółka wciska na siebie koszulkę, jednym uchem wpuszczając sprostowanie o obcych babach. Skąd jej się to w ogóle wzięło? Ach, no tak. Teddy nie miała pojęcia, dlaczego bez przerwy rzucała w kierunku Finch te same przytyki. Beznadziejne zagranie. Wypominała jej nie wiadomo co i po co, choć wcale nie była od niej lepsza. To, że przez piętnaście lat słuchała o podbojach przyjaciółki, wcale nie upoważniało Darling do tego, żeby dopiec jej na każdym kroku. Nie mogła mieć pretensji, że była kochliwa, bo przecież to niczego między nimi nie zmieniało. Czasami zastanawiała się, czy to nie ona sama zbyt mocno idealizowała ich przyjaźń, wkładając w nią więcej znaczeń, niż ona kiedykolwiek zamierzała.
Teddy drgnęła, gdy April podeszła bliżej i złapała ją za rękę. I tak pewnie nigdzie by nie poszła. Nie mogła jej zrobić tego w urodziny. Ani w żaden zwykły dzień też nie. W przeciwieństwie do niej. W przeciwieństwie do niej. O, to też mogłaby wypomnieć. Cisnęło jej się na język, że z jakiej racji ma zostać, skoro ona wtedy wyszła, ale w ostatnim momencie tak mocno zagryzła policzek od środka, że aż poczuła w ustach metaliczny posmak krwi. Chryste, kiedy zrobiła się taka złośliwa?
Dobrze — powiedziała ochryple, bo z tego wszystkiego zaschło jej w gardle. W pierwszym odruchu chciała się rozebrać, ale i tak nie miała na sobie kurtki, a topu przecież nie ściągnie. Odwróciła się do biurka i sięgnęła po szklankę z niedopitym ginem, którą opróżniła jednym haustem. Drugą dłoń wciąż zaciskała na palcach April, jakby obawiała się, że kiedy ją puści, to ona sobie gdzieś pójdzie. Pewnie do którejś z tyk swoich dup. Teddy, ogarnij się.
Odstawiła pustą szklankę na blat i spojrzała na przyjaciółkę. Tylko... Tylko co? No co? Przecież to nie takie trudne, żeby powiedzieć wprost, że chciała, żeby została. Zawsze tyle paplała, a nagle usta odmówiły jej posłuszeństwa? Kurwa. Znowu się czepiała.
Zarzekanie się przez Finch, że potrafiła myśleć o czymś innym niż seks, sprawiło, że brwi Teddy powędrowały do góry.
Naprawdę?udowodnij. Oczywiście, że potrafiła. Zawsze dobrze bawiły się w swoim towarzystwie, a przecież do niedawna nie było żadnego seksu. — Zagraj mi coś ładnego — zarządziła. No jasne, bo teraz to był pieprzony koncert życzeń. — I zaśpiewaj — dodała, posyłając jej lekki, ale szczery uśmiech.
Puściła jej dłoń. Dosyć niechętnie, ale nie mogła przecież grać jej na gitarze pięknych utworów jedną ręką. Usiadła na łóżku, czekając aż April wyjmie gitarę i do niej dołączy.

April Finch