Strona 2 z 2

your blood's gone bad

: sob mar 14, 2026 6:11 am
autor: Jonathan Myers
Było w Venus Carrington coś przyciągającego, czego nie potrafił dokładnie zidentyfikować.
Nie była to wyłącznie jej aparycja, której wyłącznie głupiec nie dostrzegłby jako co najmniej przyjemnej dla oka. Nie był to jej charakter, serdeczny uśmiech, w którym chowała się pewna przebiegłość - ładne usta stworzone do wypowiadania wyłącznie okrutnych rzeczy. Nie był nawet jej status, to, w jaki sposób unosiła swój podbródek, jak kroczyła przez restaurację jakby była dokładnie w miejscu, w którym powinna się znaleźć. Było to coś i n n e g o.
Jakiegoś rodzaju zadziorność, schowana pod powierzchnią tego wszystkiego, zupełnie obojętna na zwycięstwa, przegrane i czeki na grube tysiące dolarów. To właśnie przez nią jego usta rozchyliły się w uśmiechu na dźwięk zawoalowanej obelgi, określeniu go jako nudnego prawnika.
- Jestem zaszczycony - westchnął, unosząc dłoń do swojej klatki piersiowej w tym uniwersalnym geście bycia ujętym - przez coś, co miało go przecież obrazić.
Czerwone wino było ostatnią rzeczą, która go w tym momencie interesowała. Mimo wszystko, nie przerywał kelnerowi w jego dywagacjach na temat wyboru, cierpliwie siedział w miejscu gdy rozpoczęła się ceremonia otwarcia - godna z pewnością drogiej pozycji, którą wybrał za nich, a za którą Myers miał zapłacić, ponieważ już sobie to tak z a p l a n o w a ł.
Potrafił mówić. Potrafił grać idiotę, jeśli miało mu to przynieść jakąś korzyść, ale mało która interakcja społeczna, na pewnym poziomie, nie była przez niego całkowicie zaplanowana. Zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób musiała postrzegać go Venus Carrington - jako uroczego prawnika z kancelarii, przydzielonego do tej sprawy i jeszcze nieświadomego, że miał ją przegrać.
Rola, którą lubił w życiu odgrywać - ponieważ widząc osobę taką jak Venus, ludzie z góry zaczynali się przygotowywać na najgorsze, nie spodziewając się zimnej kalkulacji po kimś takim jak Jonathan Myers.
- A ma to znaczenie? - odparł, beztrosko, gdy jego prawdziwa osobowość przeniknęła przez z góry założone ramy jej roli, w której powinien preferować pocztówkę. Sięgnął po butelkę, nachylając się nad stolikiem by nalać czerwonego alkoholu do jej kieliszka, a później do swojego.
Z tej odległości zapach jej perfum docierał do niego z większą intensywnością.
- Wygląd bywa mylący - dodał, opadając z powrotem na oparcie swojego krzesła. Kieliszek znalazł się w jego dłoni, malując podniebienie nutami, których nigdy nie był w stanie w szczególe rozpoznawać. - Na przykład nigdy nie powiedziałbym, że słynna Venus Carrington wygląda w ten sposób - dodał, skinieniem głowy wskazując ją c a ł ą, jakby jej wygląd był dla niego, w istocie, głęboko zaskakujący. - Z opowieści moich kolegów i koleżanek zawsze wnioskowałem, że musi być pani co najmniej pięćdziesięcioletnią wiedźmą o nieprzyjemnej twarzy i zgarbionych plecach.
Odstawił kieliszek na blat, choć nie wypuścił go z dłoni. Jego palce kręciły naczyniem lekko, a wino odbijało się od jego ścianek. Jej pytanie było bezpośrednie, w dodatku zasygnalizowało mu, że Venus faktycznie n i c o nim nie wie. Fakt ten przyjął z głęboko skrywaną radością.
- Które by pani preferowała? - zbił piłeczkę, odbijając jej pytaniem na własnym.
Niedoświadczonego prawnika, czy nieznane zagrożenie nadciągające spoza miasta? Prawda nie leżała w żadnym z tych miejsc. Myers zwyczajnie trzymał swój profil nisko, zajmując się sprawami, które nie były tak nagłaśniane - ponieważ choć potrafił rozmawiać z prasą, absolutnie tego nie znosił.

wiedźma