Strona 2 z 3

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: wt sty 27, 2026 1:57 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Madox to w dupie MIAŁ to ich gadanie, jak oni się tutaj rozczulają nad tym trupem, nad zatrutym winem, jak on by chciał właśnie być w zupełnie innym miejscu.
Dopiero jak Ricardo pyta czy Debbie jest wolna, to spojrzał na niego i wzruszył ramionami, bo on to się przecież nigdy takimi rzeczami na interesuje, wolna, czy nie wolna? Ważne, że chętna. Chociaż teraz to już nawet to chętna jest nieważne, odkąd on się potajemnie (bardzo potajemnie, tak, że wszyscy wiedzą) spotyka z Pilar.
I teraz pewnie też by sobie siedział ze Stewart i może jedliby sobie pizzę, ale zamiast tego to musi siedzieć tutaj, na kanapie z trupem i słuchać Williama.
- No to jak taki jesteś mądry, to chuj tu po mnie - już wstał z tej kanapy, miał się obrazić i sobie iść, ale William wtedy wali to zatrute wino, a już na jego gębie to Madox zostawił odciski palców przecież.
A zaraz Ricardo jeszcze mówi o tych strzykawkach, aż Noriega wskazuje palcem na Williama, a potem rzuca w niego tą różową rękawiczką.
- Mówiłem kurwa ćpunie, że coś jej dałeś - no bo jak strzykawki to wiadomo, chociaż Madox to nie przypuszczał, że William daje w żyłę, tylko, że wciąganie, albo jakieś prochy. Chyba jednak musi się zastanowić nad kolegowaniem z nim. Z jakimś degeneratem.
Słucha tego Williama, a kiedy powiedział, że dywan mu nie pasuje do loftowych wnętrz, to aż wywrócił oczami. Madox to nawet w klubie miał dywan. I jak widać to bardzo słusznie.
- No przecież w czarnym worku jej nie wyniesiemy - stwierdził, ale Ricardo wpadł na GENIALNY pomysł, żeby ją komuś podrzucić. No w sumie... to nie był taki zły.
- A komu? - zapytał, bo w zasadzie to Madox miał takich wrogów, że im trupów lepiej nie podrzucać... Bo by mu potem mogli do łóżka podrzucić jakąś głowę konia. A Noriega nawet nie miał konia, tylko psa. Znowu spojrzał na Williama z politowaniem, niby prawnik, a on zupełnie nic nie wie o życiu.
- Dzwonisz i pytasz, dzień dobry, czy zamawiał pan trupa? Z dostawą, czy bez - powiedział poważnie i znowu się zamachnął, bo znowu chciał go walnąć w łeb, ale się powstrzymał. Patel poszedł do łazienki, a Madox patrzy na Ricardo, bo on to na pewno nie będzie jej ubierał, nie wie jak jego kuzyn.
- Sam ją kurwa ubierz, jak ją rozebrałeś - jeszcze zawołał, żeby Willy słyszał w tej łazience, a później sobie usiadł na fotelu nonszalancko zarzucając nogę na nogę i wyjął telefon, bo pewnie też chciał sobie napisać smska...
Ale jak William im przeczytał tego co dostała Clara, to aż uniósł jedną brew.
- Napisz, tak, piszę jedną ręką, bo drugą... - zaczął, ale zaraz wywrócił oczami opierając się o oparcie fotela - nie no kurwa, kto pisze smsy jak się rucha? - i spojrzał po chłopakach, czy im się takie rzeczy zdarzają, bo jemu to nigdy. Na Williamie dłużej zatrzymał spojrzenie. Ale zaraz zerknął na swój złoty zegarek na nadgarstku.
- Dobra kurwa, vamos Will, ubieraj ją - pośpieszył kumpla machając ręką - nie mam całej nocy - dodał jeszcze, a później spojrzał na Ricardo - pomóż mu Richie - no niech się wezmą w końcu do jakiejś roboty.

William N. Patel Ricardo Martinez

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: śr sty 28, 2026 10:16 pm
autor: Ricardo Martinez
- No bierzesz typiare i ja ladujesz komus np do salonu. On wraca na chate patrzy a tam trup - tak Riczi zaplanował i sie uśmiecha jak Madox A. Noriega wyjasnia, ze mozna na telefon. - Nie, no chłopaki, to trzeba z głową. Ja na przykład w domu to bym zrobił tak, ze wziałbym panne na melanż w klubie i ją zostawił w jakiejś łazience. Jak ją znajdą, to nikt nie bedzie sprawdzał skąd była przenoszona. No pewnie sie dowiedzą, że przenoszona, bo maja na to sposoby, ale weź w takim wielkim klubie szukaj. Pełno tam wydzielin ludzkich, nikt sie nie dokopie, tak samo nagrań. Madox, nie znasz żadnego takiego miejsca co by sie nadało? - no bo kuzyn pewno zna, na pewno ma jakiś ziomków co mają u niego jakiś dług i go wpuszcza z niemrawą babeczką pod ramieniem. Wiliam poszedł szukać tych strzykawek i Riczi tak patrzy na Madoxa.
- Co to za chłop, serio ćpun? Myślisz, że ją zajebal? - mówi tak cicho i w innym jezyku, zeby William N. Patel nie domyślił się o czym oni tak sobie szeptają, chociaż no pewnie się domyśli bo jednak o co innego ma sie pytać Riczi w takiej sytuacji. W każdym razie, jak Will wrócił i piszą te smsy to Riczi rece umywa. - Ja telefonu juz nie tykam przy akcji, mam swoje powody - bo kiedys jak nagrywał co robił z dziewczyną, to niechcący potem to wysłał jako sms do wszystkich w szkole i potem ta dziewczyna sie załamała psychicznie. No on jej krzywdy nie chciał zrobić, chwalił się jaką niunie wyrwał, no ale ona jakoś inaczej to odebrała. Madox pewnie zna historie.
Riczi chociaż niechetnie to sie tam do tej trupki przetransportował i zaczął sie zabierać od naciągania jej spódnicy na nogi.
- A tak swoją drogą, to znacie tutaj w okolicy jakieś dobre kebaby? Zjadłbym takiego z braniną, chociaż słyszałem, że to nieprawda, że tam używają baraniny, że to mieso w kebabie baraniny na oczy nie widziało. Że to jest po prostu wołowina z tłuszczem z barana, czaicie? No ale tak czy siak, to bym takiego oszamał.

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: wt lut 03, 2026 5:26 pm
autor: William N. Patel-Noriega
- Nic jej nie dałem!!! - upieram się, bo akurat dzisiaj to była prawda. Postawiłem kilka drinków w barze na dole, ale to tyle, sam zresztą też byłem prawie że czysty, bo Madox skutecznie mnie odciągnął od zjedzenia garści uspokojaczy. Zresztą ja się nie bawiłem w strzykawki, to już trzeba było być jakimś obleśnym ćpunem, żeby walić po kablach, ja zaś byłem przecież tylko koneserem substancji psychoaktywnych. To samo można powiedzieć o kawoszu - No a nie możemy tak po prostu udawać, że jest pijana czy coś? - widziałem raz taką akcję w jednym filmie i tam to działało, więc miałem podstawy sądzić, że może i tym razem się uda. Słucham ich i właściwie to mi brzmi jak całkiem niezły plan, w sensie zostawić ją w jakimś klubie, ten Riczi to jednak miał łeb jak sklep, pełen pomysłów. Ja naprawdę wierzę, że to by się mogło udać, wystarczy tylko znaleźć odpowiednio patologiczny klub. Niestety pierwszy, który mi przychodzi do głowy to Emptiness, a nawet nie śmiem proponować tego Noriedze, bo wtedy to na sto pro wyjdzie i jeszcze weźmie ze sobą Ricardo. Chłopaki rozkminiają czy mają jakiś wrogów czy nie, czy może można komuś tego trupa podrzucić, a nie wywozić na wysypisko, a ja w tym czasie buszuję w łazience, ale już po chwili wracam - Jakie powody? - pytam. Ja czasem nagrywam jak laska opierdala mi gałe, ale się nie przyznaję bo jak to brzmi w ogóle, jakoś zjebanie. W sumie nawet nie wiem po chuj to robię, później i tak tego nie oglądam. Doszliśmy chyba do porozumienia, że pisanie smsów podczas akcji jest jakieś abstrakcyjne, więc nic jej nie odpisuję tylko chowam telefon - No dobra, już, już - zabieram się za ubieranie dziewczyny i naprawdę jestem w chuj wdzięczny Ricardo, że mi pomaga. Najwidoczniej w tym trio my byliśmy od odwalania roboty, a Madox od móżdżenia, skoro nie chciał pomóc. Niech więc lepiej dobrze wymóżdży co dalej - Serio kurwa myślisz teraz o kebabie? Jak pomożecie mi NIE TRAFIĆ do więzienia to ci postawie największy i najlepszy kebab jakiego kiedykolwiek widziałeś - mówię do Martineza - Tobie też - i do Noriegi. Taki Turek tu niedaleko prowadził swoją budę z kebsami i były po prostu fantastyczne. Próbuję zgiąć jej rękę, żeby wsadzić w rękaw, ale puszczam za wcześnie i ta jej łapa dosłownie wystrzeliwuje prosto w sam środek mojej twarzy. Chyba już zaczyna sztywnieć i mści się zza grobu. Jak zaczną się tu dziać dziwne rzeczy to chyba będę musiał wezwać egzorcystę - Ała, kurwa - no jak nic będę miał po tym pizde pod okiem, ale może trochę mi się należało? Z nieocenioną pomocą Ricziego udaje nam się ją odziać, a zwieńczeniem wizerunku są ciemne okulary Peach, które zakładam jej na nos - No i czy nie wygląda jak pijana? - pytam. No jakbym sam był pijany to bym może uwierzył, ale chyba nie mieliśmy innej opcji? Łapię ją w pasie i ustawiam do pionu, zarzucam sobie jej rękę na ramiona - A teraz? - no może trochę lepiej?

Madox A. Noriega Ricardo Martinez

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: wt lut 03, 2026 7:24 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Madox słucha tego Ricziego, ale minę to ma coraz bardziej krzywą. Bo może w Puerto Rico to takie coś przechodzi, ale tutaj? Tutaj to on się bawi w prawdziwą gangsterkę i by go odjebali, jakby komuś trupa do salonu przyniósł. Chociaż z drugiej strony... Jest taki jeden przygłup.
- Ej ziomy, wiem komu ją podrzucimy - mówi z poważną miną - Frankiemu Ferrari - no wiadomo, bo ten to się nie kapnie. Taki sam ćpun jak oni, jeszcze sterydy mu pół mózgu wyżarły, to nie zakapuje, pomyśli, że ją zabił. Na klub to macha ręką.
- W Emptiness to korzystamy ze zgniatarki - i uderzył pięścią w otwartą dłoń, żeby im zademonstrować jak to się u niego robi. W Toronto dużo dup prowadziło kluby i Madox im nie chciał tak za bardzo tam bruździć, bo na przykład Darcy to była gorąca i latynoska i może by kiedyś do niej uderzał, jakby Pilar go zostawiła? No liczył, że go nie zostawi, ale po co sobie strzelać w kolano? Bez sensu.
Kiedy William poszedł do łazienki, to on też się pochyla do Ricziego i zaraz mówi konspiracyjnym szeptem po hiszpańsku.
- No kurwa myślę, że tak, to psychol - powiedział i mu patrzy prosto w oczy, po gangstersku, nie jakoś romantycznie. Takie męskie, samcze mierzenie spojrzeń, dwóch gorących Latynosów.
Kiedy Ricardo mówi, że on telefonu nie tyka, to Noriega wywraca oczami, no bo zna historię, i sobie myśli, że on to na miejscu tej laski by go zajebał. Ale później sobie myśli, czy on też nigdy z żadną dupą nie nagrał jakiejś seks taśmy i chyba nagrał...
Zamyślił się i dopiero głupie gadanie Williama go sprowadza na ziemie. Madox aż odchylił do tyłu głowę i mu aż kark strzyknął, patrzy na Patela tymi ciemnymi oczami.
- Dobra udajemy, że jest pijana... - aż usiadł obok tego trupa - hej lalka jesteś pijana, czy martwa? - zapytał głupio - e pijana, to ja spierdalam - machnął ręką i wstaje. No wiadomo, że Williamowi to nie o to chodziło, ale Madox to jednak nie jest jakiś super inteligentny i chciał już zawijać do domu. Więc wstaje i znowu próbuje iść do drzwi, ale się jednak wywiązuje rozmowa na temat pisania smsów podczas ruchania. Żadna tam rozmowa, bo nikt tego nie robi. Clara może robiła tylko?
Noriega już sobie siedzi w fotelu, jak ten boss, jakby to rzeczywiście on był mózgiem operacji, a szkoda, że chłopaki nie wiedzą, że chyba półmózgiem. Ale... jego pół to i tak jak ich dwóch.
Macha sobie noga opartą na kolanie i czeka aż oni ją ubiorą, a jak Ricardo powiedział o tych kebabach, to aż mu w brzuchu zaburczało. Kurewsko głośno. A później któremuś z nich też... albo tej lasce?
- Znam takiego zajebistego kebsa po drodze, to możemy iść... - zaczął, ale William już truje dupę, że najpierw muszą mu pomóc i Madox znowu strzela oczami w sufit - nie bój się Patelek, nie trafisz, przecież tam by zaraz jakiś czarnuch zrobił sobie z ciebie kurwę - no Madox to zawsze mówi jak jest, nie owija nigdy w bawełnę. Jakby William siedział bliżej to by go pewnie po główce pac, pac, poklepał, ale nie chce mu się wstawać.
- Jak zesrana - znowu same szczere słowa mu się cisną na usta. No ale machnął ręką, no bo co mieli zrobić.
- Richie z drugiej i idziemy - wstał, a potem wyjął z kieszeni kluczyki - ja prowadzę - i znowu ręce wcisnął do kieszeni, bo on poszedł przodem. A oni za nim z trupem. Nawet sprawnie im szło na schodach, chociaż w pewnym momencie William się potknął o nogę tej laski, a Richie akurat grzebał sobie w... kieszeni. No i prawie się spierdolili, na szczęście Madox się odwrócił i złapał Patela za fraki. William to czasem był jak taki jego mały, niezbyt rozgarnięty braciszek, którego nigdy nie miał.
- Weź kurwa zjebie, uważaj trochę! - więc jak na takiego brata się na niego wydarł, ale W KOŃCU, znaleźli się w pięknym, błyszczącym, pachnącym zawieszką NEW CAR, BMW M8 Madoxa. On z przodu, a oni we trójkę z tyłu. Z trupem.

William N. Patel Ricardo Martinez

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: czw lut 05, 2026 7:47 pm
autor: Ricardo Martinez
Riczi przyjął to co mu dał Madox, czyli ofertę że ma już chłopa, któremu podrzucą ciało wiec był zadowolony, tylko tak se rzucił. - Co to za nazwisko wgle, jak postać z kreskówki- wzrusza ramionami, a w sumie to pomyślał chwilę i jak tak pokminił to sobie przypomniał, że kiedyś jak był u Madoxa, to był taki jeden Ferrari na imprezie w klubie. - Ty, a to nie jest ten kark z twojego klubu? On ciągle napierdalał mi o jakimś biznesie który chciał ze mną robić.. czekaaj - zatrzymał Madoxa z takim pytaniem w oczach i pyta po hiszpańsku - A on nie robi biznesu z Pablo Juanem Goznalesem Rodriguez Fernandez Lopez? Bo jeżeli tak, to kurwa będziemy mieli przesrane jak to z nami połączą - Riczi wie, bo to najbardziej przerażający gangster w całym regionie. Wytrzeszcza tak oczy na Madoxa, bo jeżeli tak, to niech się później Madox nie dziwi, że Don JLopez potem mu bedzie chciał matke skremować.
Bierze głęboki wdech Riczi, jak sie dowiedział, że możliwe, że się kuma właśnie z psycholem, który zabił tego trupaka, którego tu mają. - Bro.. to chyba jakaś kara za złamanie przysiegi małżeńskiej że mi takie akcje załatwiłęś po przyjeździe - mówi bardzo tajemniczo, bo wtedy Madox jeszcze nic nie wie o Rosi i o Rudej i wgle nikt nic nie wie, najbardziej to jednak nic nie wie William, który miota się po kuchi, pije, potem mówi że chce coś wziąć. Riczi już widzi, że to psychol, pomyślał nawet że musi o nim opowiedzieć swojej Rosicie... no jeżeli jeszcze ją kiedykolwiek zobaczy. Pośmiał się z tego Patelka i jego czarnoskórego kolegi z kicia i stara się jakoś zapiąć koszule tej babce, ale miałą wielkie cycki, więc tak musi je upychać, one troche zresztą już się zrobiły tak jak u trupa sztywne, wiec było to cokolwiek obleśne, nawet jeżeli były to cycki. Riczi to myśli sobie, że na prawdę to musi być kara boska, bo nie ma innego powodu dla którego w 8h po opuszczeniu żony miałby pomagać w pozbyciu sie truposza.
Staje jak trzeba i z Patelem biorą babkępo schodach. Riczi pokazuje, żeby szli do windy, ale Madox kręci głową wkurwiony, więc idą po tych schodach. No to był jego Mount Everest albo Droga Krzyżowa. Modlił się co drugi schodek pod nosem i jak Wiliam na niego zdziwiony patrzył to nic sobie z tego nie robił, bo Riczi jest przecież nie dość że przesądny to jeszcze jest religijny w opór. Za ich trójkę, czwórkę jeżeli liczyć damę którą transportowali do wozu.
A to wcale nie było takie łatwe żeby ją wsadzić do woza. Riczi mówi do Wiliama:
- Trzymaj ją ja z drugiej wezme - i zostawia Wiliama z kobietą w ramionach i idzie z drugiej strony autka żeby przeciągnąć ją tak żeby leżała, ale tak się wrobił, że ona mu leżała na kolanach teraz wiec Wiliam poszedł do przodu zadwolony tylko kolana jej zgiał i zamknął drzwi i sie na przód pcha. Riczi niezadowolony z tyłu siedzi z trupem.
- Kurde chłopaki to tyłu trzeba było ją wjebać, czuje odró trupa już - i zasłania nos, ajkby się zrzygać miał. - Ja mam bardzo delikatny nos, kurwa - narzeka dalej i już chce otwierać okno.

William N. Patel Madox A. Noriega

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: ndz lut 08, 2026 8:11 am
autor: William N. Patel-Noriega
Patrzę na nich szeroko otwartymi oczami bo to nazwisko faktycznie brzmi jak jakaś postać z bajki, a nie poważny gangster, ale nie mnie oceniać. Potem z Noriegi przenoszę wzrok na Martineza, kiedy dyskutują o innych typach spod ciemnej gwiazdy i mija chyba z pół godziny zanim Ricardo zdąży wyrecytować całe latynoskie imię jakiegoś innego dona. Nie wpierdalam się w rozmowę, bo ja w mieście znałem tylko podrzędnych dilerów, a ostatecznie i tak zawsze brałem temat od Madoxa, bo miał najlepszy i nie próbował oszukiwać, raz jak go chciałem sprawdzić i potem w domu rzuciłem worek na wagę to się okazało, że nawet dał mi więcej, taki był z niego dobry przyjaciel - Masz zgniatarkę w klubie? - ciary mi przeszły po plecach jak tak zademonstrował jak to się robi w Emptiness i obiecałem sobie, że nigdy, ale to przenigdy nie chciałbym zajść mu za skórę. Madox siada koło tej panienki i zaczyna swoje przedstawienie, a ja dosłownie mam wrażenie, że ona się porusza, ale to chyba przez to, że Noriega wykonuje takie energiczne ruchy, jak to zresztą każdy latynos - Nie no poczekaj! - teraz przecież nie może mnie zostawić bo go posądzę o współudział, o czym oczywiście nie mówię głośno, bo pewnie bym skończył w zgniatarce razem z tym trupem. Na szczęście zostaje i oddycham z niekrytą ulgą. Ubieramy te laske, a Madox czeka i pierdoli, że musiałbym się schylać po mydło jakiemuś czarnuchowi za kratkami i w sumie to ma rację, więc śmieję się trochę nerwowo, ale nie ciągnę tematu. Wszyscy tutaj zebrani wiemy, że to prawda i wszyscy wiemy również, że wolałbym tego uniknąć. W końcu udaje nam się ją ubrać i nawet jakoś sensownie chwycić. Wychodzimy na klatkę, a potem w dół po schodach, chociaż jak Riczi pokazuje na windę to macham głową, że tak, chodźmy tam, ale mózg operacji ma inne plany, a ja wzdycham przeciągle i wywracam oczami, tylko kiedy Madox mi posyła kolejne spojrzenie pod tytułem zaraz wrócę do siebie, to udaje, że to że zmęczenia. Martinez sie modli, żebyśmy się nie wyjebali gdzieś po drodze, a ja do niego dołączam, tylko w mojej intencji jest nie spotkanie żadnego sąsiada. Nie wiem jak miałbym się z tego wytłumaczyć szczerze powiedziawszy. I chyba głównie przez to potykam się o czyjeś nogi, może trupa, a może swoje i gdyby Noriega mnie nie złapał za wszarz to już byśmy wszyscy leżeli gdzieś między piętrami - Sory, nie chciałem - biorę się w garść i skupiam na każdym kolejnym schodku, dopóki nie docieramy do auta. Wrzucamy te babkę na tyle siedzenie i tylko upycham jej nogi z tyłu, a sam siadam na przód, na miejsce pasażera. Zapinam pas, bo wiem jak Madox prowadzi i wyjmuje telefon tej babki, żeby sobie popisać smski z jej koleżanką, na przykład, że Frankie zabiera mnie właśnie do siebie swoim luksusowym autem i odezwę się jak dojedziemy na miejsce. Ricardo coś tam ględzi z tyłu - Nie marudź tylko trzymaj ją dobrze - miałem mówić żeby się nie poobijała, ale teraz to już jej było chyba wszystko jedno - Gdzie ten cały Frankie Ferrari mieszka? Jak mu wejdziemy do mieszkania? Myślicie, że nikt nas nie zgarnie po drodze? Jezu, żeby to się tylko udało - no w razie jakby się trzeba było włamać, a pewnie tak będzie bo nie sądziłem żeby Madox miał klucze do jego mieszkania, to całkiem nieźle rozbrajałem zamki, uczyli tego w szkole prawniczej. Żartowałem, to była umiejętność wyniesiona jeszcze z liceum.

Madox A. Noriega Ricardo Martinez

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: ndz lut 08, 2026 4:59 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Madox też myślał, że Franki ma dziwne nazwisko, nie to co Madox Noriega, brzmi gangstersko i jeszcze gorąco latynosko. A Franki Ferrari to od razu czuć, że jakiś cwel, ale w końcu o to im chodziło, żeby trupa podrzucić jakiemuś przygłupowi.
Tylko, że potem Ricardo mówi o tym Pablo Escobarze JLo Lopez, no i Madox oczywiście go kojarzy, ale nie powiązał go jeszcze z Frankim, ale teraz tak kmini aż mu się prawie takie kółeczko wczytywania pokazuje na czole, bo on tak myśli intensywnie. W końcu machnął ręką.
- Franki się nie kapnie - mówi pewny swego, bo na przykład gościu nie pokapował w ogóle, że oni z Peach to się wcale u niego w łóżku nie obłapiali, tylko zrobili zdjęcia jego pokoju z bronią. Zdjęcia, które swoją droga Noriega już puścił w świat.
Jak William mówi o tej zgniatarce, to Madox znowu patrzy na niego z politowaniem, ale zaraz kiwa głową z poważną miną.
- Tak, na zapleczu, wrzucamy tam niewypłacalnych klientów - tak go straszy, bo to nie jest w ogóle prawda, ale Billy to niech uwierzy, może następnym razem da lepszy napiwek, czy coś?
Kiedy Ricardo powiedział o tym, że to kara za złamanie przysięgi małżeńskiej, to Madox się od razu zainteresował.
- Co Ty kurwa Richie zdradzasz Rosę? - pyta po hiszpańsku i oni tam pewnie głośno i szybko napierdalają po hiszpańsku wymianę zdań, bo Riche mówi, że tak, a Madox, że zdrada to jest największe kurestwo, bo on tak uważa, po tej całej akcji z Rosalindą swoją, co go zdradziła na ich własnym ślubie, z jego przyjacielem, co był dla niego jak brat - Ticiano. W ogóle to był ich kuzyn, Ricardo i Madoxa. No ale Richie się tłumaczy porywami serca, a to też Madox bardzo teraz rozumie, bo to jego wyrywa się dziko do Pilar, mimo tego, że nie powinno. Więc finalnie dochodzą do wniosku, że miłość jest trudna i śluby to gówno.
Wiadomo, że Madox nie chciał do windy, bo w windzie to zawsze tłum, a po schodach to pewnie tylko Madox chodzi, żeby sobie pośladki robić, Clyde i może Peach. Na pewno nie William z Ricardo. No ale miał rację, bo na schodach nikogo nie spotkali. Chociaż przed budynkiem wpadła na nich jakaś stara baba z pudelkiem na rękach i Madox ją zagaduje, kiedy tamci wpychają mu do samochodu trupa.
- No mój pies to też lubi wątróbkę, a najbardziej lubi takie kokardki z czegoś tam... - gadają sobie o psich smaczkach jakby nigdy nic. Ale w końcu im się udało, no i Madox patrzy na Ricardo i na tą trupiarę.
- Kurwa ale sztywna, to chyba stężenie pośmiertne już, żeby mi tylko nie zajebała siedzenia - mruczy jeszcze zanim wsiadł i patrzy z ukosa na Williama - no... ja go zagadam, a wy wejdziecie i zostawicie, proste - dla Madoxa to w ogóle wszystko jest proste. Ale on to ma rzeczywiście gadane, no i jakiegoś takiego farta. Niby czasem pecha, bo on potrafi na siebie coś wylać potykając się na prostej drodze, ale farta ma do takich krzywych akcji. Bo w końcu w swoim życiu takich miał dużo, a jeszcze żył i miał się całkiem dobrze.
Odpalił tę bmkę i ruszył w kierunku chaty Frankiego.
- On mieszka pod miastem, w takiej willi, ale może go uprzedzę, że przyjadę co? Że mam dla niego koks? Czy robimy włamkę? - no bo w sumie skoro miał go zagadać... Ale mogli też się włamać i zagadywać w razie czego.
Siedzą sobie w tym samochodzie, a Madox im nawet puścił podgrzewane siedzenia, bo on jednak z tą swoją gorącą krwią, to lubi ciepełko, a nagle...
Pfffryt...
Słyszą z tylnej kanapy. Aż się oni obaj z Williamem obejrzeli przez ramię.
- Richie kurwa... - rzucił Madox i znowu otwiera okno, żeby wywietrzyć. Co oni dzisiaj mają z tym pierdzeniem? A Madox to też miał bardzo delikatny nos, zaraz mu się robiło niedobrze. Jak on mógł dziurę w głowie oglądać i flaki na posadzce rozmazane, ale jednak na zapachy był wrażliwy, chociaż ten metaliczny krwi nigdy go nie ruszał.

William N. Patel Ricardo Martinez

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: śr lut 11, 2026 7:35 pm
autor: Ricardo Martinez
RIczi wypuszcza powietrze ustami, bo cieżka sprawa z tym Frankim Ferrari, troche sie zaczał w sumie obawiać, bo on dopiero co wyjechał z Puerto Rico, co jeżeli jakaś mafia mu się zaraz do tyłka dobierze przez Billego Ćpuna? Prawie nick jak Bella Ćwir, jak widać każdy może być z kreskówki.
Notuje gdzieś w głowie info o zgniatarce, powie to później komuś w ramach żartu, bo to nawet śmieszne a takie białasy jak Billi to chyba nawet w to wierzą, bo ten ma oczy jak dwie monety.
Niestety Madox sie zorientował, że coś jest na rzeczy i odrazu użądlił w temat, Riczi troche w szoku jest i chociaż go bardzo szanuje to zaczynają się szybko po hiszpańsku kłócić. Bo Madox mówi, że chujowe zdradzać, a na to Riczi mówi "to spróbuj być z dupą dłużej niż tydzień, pogadamy, a już 10 lat to wogóle", bo Madox faktycznie ma podejcie bardzo idealistyczne, ale jak on był tylko z jedną dziewczyną dłużej to co on w sumie wie? Nic nie wie, poza tym, nie wie jakie wiecznie jazdy ma Riczi od swojej Rosi. Że brzuch mu odstaje, a tatuaże to ma fajne, ale dlaczego nie ma takich jak Madox? Albo słyszy tylko narzekanie na to, że nie jeżdżą nigdzie w egzotyczne miejsca, a jak ją bierze za miasto do najbardziej egzotycznego parku w całym Puerto Rico (co poradzi że to 10 km od ich domu??) to ona mówi, że wolałaby jakiś Paris. No i oczywiście jest kwestia porywu serca, która koniec końców zakopuje topór wojenny i jest kompromisem na który się zgadzają.
Nie wiadomo co to za baba z pudełkiem ich zagadała, ale dobrze że Ricziego nie zagadała, bo on to nawet pewnie by nie wiedział co ma jej odpowiedzieć, pewnie by nie zrozumiał po tym kanadyjsku francusku. W każdym razie już upychają zwłoki i już Riczi siedzi z tyłu średnio co słyszy bo sie skupia na tym, żeby się nie zrzygać od tego smrodu.
- Nie, ja pójde z nim pogadać, ty ją bedziesz nosił, bo ja sie zrzygam, typie - i tak cierpi leżąc twarzą na oknie, n aszczęście Madox mu odsłonił, niestety jednak nagle wydobywa się jeszcze głośniejszy pierd i Riczi cały aż zesztywniał i zezuje na dół - O kurwa, kurwa, to nie ja to trupka
I faktycznie to była trupka

William N. Patel Madox A. Noriega

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: śr lut 18, 2026 6:00 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Patrzę na Madoxa z niekrytym zdziwieniem kiedy dzieli się z nami swoim planem, bo dla mnie to brzmi absurdalnie. Tak, na pewno go zagada i naaa peeewnooo w tym czasie ja i Ricardo zdążymy mu podrzucić trupa i na bank nikt się nie skapnie. Oczami wyobraźni już widziałem nas trzech w jednej celi. O tyle dobrze, że w takim zestawieniu nikt by nie musiał się nikomu schylać po mydło. Z drugiej strony jak tak zagadywał sąsiadkę z psem, w czasie kiedy my z Riczim dosłownie wciskaliśmy trupa do jego samochodu to... To może to jednak miało ręce i nogi? W końcu kiwam głową - Dobra, zróbmy tak, daj telefon to ja mu napiszę - wystawiam rękę do Madoxa, bo sobie nie wyobrażam żeby podczas tej szatańskiej jazdy miał jeszcze jedną ręką pisać smsy. Nawet nie pytam o hasło do telefonu bo ja miałem 1111, on pewnie 0000, a Martinez 1010. Zerkam w lusterku na portorykańczyka, jak zaczyna znowu zrzędzić z tyłu, ale się nie odzywam. Niech se to wyjaśnią między sobą, mnie było bez różnicy kto gada kto nosi, o ile oczywiście Ricardo miał tak samo dobrze gadane jak jego kuzyn. Byle nie kazali mi jej dźwigać samemu, bo wtedy to jednak nie wróżę dobrze temu planowi. Potem z tylnego siedzenia dochodzi do nas głośny i śmierdzący pierd i dosłownie się razem z Madoxem odwracamy w kierunku trzeciego - Jasne kurwa - no bo mu nie wierzę, że to nie on - Jezu, chłopie co ty żarłeś dzisiaj - ja raczej nie jestem wrażliwy na zapachy, bo nie oszukujmy się, waliłem krechy z klubowej deski klozetowej, ale tak jebało, że aż musiałem uchylić okno. Na szczęście z taką prędkością szybko docieramy na miejsce, pod wykurwiście wielką wille. Z piskiem opon zajeżdżamy na podjazd i o mało nie ląduję na oknie, kiedy Noriega zatrzymuje auto. Na szczęście nauczony doświadczeniem pamiętam o zapięciu pasów - Niezła chata, da się tam jakoś wejść od tyłu? - pytam, wbijając spojrzenie w kierowcę, bo on pewnie już tu był i mógł mieć takie informacje, a te pewnie są na wagę złota dosłownie, bo inaczej dam se rękę obciąć, że byśmy z Riczim krążyli wokół do rana, a Madox by musiał do rana zagadywać Frankiego Ferrari.

Madox A. Noriega Ricardo Martinez

II. Przyjaciół poznaje się w biedze

: śr lut 18, 2026 9:25 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Pewnie ta ich hiszpańska rozmowa na temat porywów serca i związków mogłaby trwać i dwie godziny, bo Latynosi to jednak dużo mają w temacie do powiedzenia, no i Madox to może nie miał takich długich związków jak dziesięć lat, ale miał taki dwa tygodnie... To też już coś. ten jego z Pilar swoją drogą to też już trochę trwał, tylko najpierw był tajny, a teraz był tak zajebiście tajny, że razem zamieszkali i wszyscy o tym wiedzieli. Ale mniejsza o to, bo już trzeba zagadywać babę z PUDEŁKIEM jednak... No i Madox ją tak zagadał, że dostał to pudełko i je daje Williamowi na kolana, żeby trzymał. A jak chciał zajrzeć, to go zdzielił po łapach.
- Zostaw to kurwa! - ryknął - to prezent wkupinowy dla Frankiego - wyjaśnił im, bo baba mu powiedziała, że tam są łakocie. A tak naprawdę to on też tam nie zajrzał i nie wiadomo. Na początku Madox nie chciał dać Willowi telefonu, ale w końcu odblokował i mu dał. Bo on miała kod 6969. William by nie odgadł.
- Znajdź Frankiego taki zjeb na profilówce, i napisz mu tak, Franki bro jedzie koksik hehehe i wyślij emotkę pierożka - bo ten pierożek to była taka koksiarska tajna emotka.
Jechali sobie szybko, bo oczywiście Madox to tak jeździ jak diobeł jakiś kanadyjski, no ale taki ma styl jazdy i już, a wtedy Riczi się spierdział. No Ricardo, bo kto niby, trup? Chociaż jeszcze Madox zerknął podejrzliwie na Williama, po tym wcześniejszym bąku, ale też otworzył okno i tak jadą dalej z głowami wystawionymi na mróz, żeby nie wąchać tego.
- Pojebało cię Richie, ty go nawet nie znasz... - rzucił Madox, jak to Ricardo chciał iść gadać z Frankim, ale zaraz sobie myśli, no w sumie i wyciąga z kieszeni nagle koks... Ale on zawsze go tam ma, więc nic dziwnego.
- To daj mu to i powiedz, że ja cię przysyłam, a no i pudełko... - i bierze od Williama to pudełko i też mu daje - ja pójdę z tobą bebé - tak czule mówi do Willa jak do swoich tancerek i barmanek - włazimy od przodu, a ty go wybaw na ogród Richie - polecił mu Madox, bo nie wiedział przecież czy od tyłu jest wejście, czy nie. Zaparkował gdzieś za ogrodzeniem i biorą z Williamem trupa pod ręce, jakby była pijana, a tu jakieś bulgotanie, aż Madox ją puścił i odskoczył - kurwa, zaraz z niej zejdą wszystkie płyny ustrojowe! - krzyknął, a kiedy laska wylądowała na trawie to jeszcze chwilę na nią popatrzyli, ale nic się nie wydarzyło. To mogli działać dalej.

William N. Patel Ricardo Martinez