II. Przyjaciół poznaje się w biedze
: wt sty 27, 2026 1:57 pm
Madox to w dupie MIAŁ to ich gadanie, jak oni się tutaj rozczulają nad tym trupem, nad zatrutym winem, jak on by chciał właśnie być w zupełnie innym miejscu.
Dopiero jak Ricardo pyta czy Debbie jest wolna, to spojrzał na niego i wzruszył ramionami, bo on to się przecież nigdy takimi rzeczami na interesuje, wolna, czy nie wolna? Ważne, że chętna. Chociaż teraz to już nawet to chętna jest nieważne, odkąd on się potajemnie (bardzo potajemnie, tak, że wszyscy wiedzą) spotyka z Pilar.
I teraz pewnie też by sobie siedział ze Stewart i może jedliby sobie pizzę, ale zamiast tego to musi siedzieć tutaj, na kanapie z trupem i słuchać Williama.
- No to jak taki jesteś mądry, to chuj tu po mnie - już wstał z tej kanapy, miał się obrazić i sobie iść, ale William wtedy wali to zatrute wino, a już na jego gębie to Madox zostawił odciski palców przecież.
A zaraz Ricardo jeszcze mówi o tych strzykawkach, aż Noriega wskazuje palcem na Williama, a potem rzuca w niego tą różową rękawiczką.
- Mówiłem kurwa ćpunie, że coś jej dałeś - no bo jak strzykawki to wiadomo, chociaż Madox to nie przypuszczał, że William daje w żyłę, tylko, że wciąganie, albo jakieś prochy. Chyba jednak musi się zastanowić nad kolegowaniem z nim. Z jakimś degeneratem.
Słucha tego Williama, a kiedy powiedział, że dywan mu nie pasuje do loftowych wnętrz, to aż wywrócił oczami. Madox to nawet w klubie miał dywan. I jak widać to bardzo słusznie.
- No przecież w czarnym worku jej nie wyniesiemy - stwierdził, ale Ricardo wpadł na GENIALNY pomysł, żeby ją komuś podrzucić. No w sumie... to nie był taki zły.
- A komu? - zapytał, bo w zasadzie to Madox miał takich wrogów, że im trupów lepiej nie podrzucać... Bo by mu potem mogli do łóżka podrzucić jakąś głowę konia. A Noriega nawet nie miał konia, tylko psa. Znowu spojrzał na Williama z politowaniem, niby prawnik, a on zupełnie nic nie wie o życiu.
- Dzwonisz i pytasz, dzień dobry, czy zamawiał pan trupa? Z dostawą, czy bez - powiedział poważnie i znowu się zamachnął, bo znowu chciał go walnąć w łeb, ale się powstrzymał. Patel poszedł do łazienki, a Madox patrzy na Ricardo, bo on to na pewno nie będzie jej ubierał, nie wie jak jego kuzyn.
- Sam ją kurwa ubierz, jak ją rozebrałeś - jeszcze zawołał, żeby Willy słyszał w tej łazience, a później sobie usiadł na fotelu nonszalancko zarzucając nogę na nogę i wyjął telefon, bo pewnie też chciał sobie napisać smska...
Ale jak William im przeczytał tego co dostała Clara, to aż uniósł jedną brew.
- Napisz, tak, piszę jedną ręką, bo drugą... - zaczął, ale zaraz wywrócił oczami opierając się o oparcie fotela - nie no kurwa, kto pisze smsy jak się rucha? - i spojrzał po chłopakach, czy im się takie rzeczy zdarzają, bo jemu to nigdy. Na Williamie dłużej zatrzymał spojrzenie. Ale zaraz zerknął na swój złoty zegarek na nadgarstku.
- Dobra kurwa, vamos Will, ubieraj ją - pośpieszył kumpla machając ręką - nie mam całej nocy - dodał jeszcze, a później spojrzał na Ricardo - pomóż mu Richie - no niech się wezmą w końcu do jakiejś roboty.
William N. Patel Ricardo Martinez
Dopiero jak Ricardo pyta czy Debbie jest wolna, to spojrzał na niego i wzruszył ramionami, bo on to się przecież nigdy takimi rzeczami na interesuje, wolna, czy nie wolna? Ważne, że chętna. Chociaż teraz to już nawet to chętna jest nieważne, odkąd on się potajemnie (bardzo potajemnie, tak, że wszyscy wiedzą) spotyka z Pilar.
I teraz pewnie też by sobie siedział ze Stewart i może jedliby sobie pizzę, ale zamiast tego to musi siedzieć tutaj, na kanapie z trupem i słuchać Williama.
- No to jak taki jesteś mądry, to chuj tu po mnie - już wstał z tej kanapy, miał się obrazić i sobie iść, ale William wtedy wali to zatrute wino, a już na jego gębie to Madox zostawił odciski palców przecież.
A zaraz Ricardo jeszcze mówi o tych strzykawkach, aż Noriega wskazuje palcem na Williama, a potem rzuca w niego tą różową rękawiczką.
- Mówiłem kurwa ćpunie, że coś jej dałeś - no bo jak strzykawki to wiadomo, chociaż Madox to nie przypuszczał, że William daje w żyłę, tylko, że wciąganie, albo jakieś prochy. Chyba jednak musi się zastanowić nad kolegowaniem z nim. Z jakimś degeneratem.
Słucha tego Williama, a kiedy powiedział, że dywan mu nie pasuje do loftowych wnętrz, to aż wywrócił oczami. Madox to nawet w klubie miał dywan. I jak widać to bardzo słusznie.
- No przecież w czarnym worku jej nie wyniesiemy - stwierdził, ale Ricardo wpadł na GENIALNY pomysł, żeby ją komuś podrzucić. No w sumie... to nie był taki zły.
- A komu? - zapytał, bo w zasadzie to Madox miał takich wrogów, że im trupów lepiej nie podrzucać... Bo by mu potem mogli do łóżka podrzucić jakąś głowę konia. A Noriega nawet nie miał konia, tylko psa. Znowu spojrzał na Williama z politowaniem, niby prawnik, a on zupełnie nic nie wie o życiu.
- Dzwonisz i pytasz, dzień dobry, czy zamawiał pan trupa? Z dostawą, czy bez - powiedział poważnie i znowu się zamachnął, bo znowu chciał go walnąć w łeb, ale się powstrzymał. Patel poszedł do łazienki, a Madox patrzy na Ricardo, bo on to na pewno nie będzie jej ubierał, nie wie jak jego kuzyn.
- Sam ją kurwa ubierz, jak ją rozebrałeś - jeszcze zawołał, żeby Willy słyszał w tej łazience, a później sobie usiadł na fotelu nonszalancko zarzucając nogę na nogę i wyjął telefon, bo pewnie też chciał sobie napisać smska...
Ale jak William im przeczytał tego co dostała Clara, to aż uniósł jedną brew.
- Napisz, tak, piszę jedną ręką, bo drugą... - zaczął, ale zaraz wywrócił oczami opierając się o oparcie fotela - nie no kurwa, kto pisze smsy jak się rucha? - i spojrzał po chłopakach, czy im się takie rzeczy zdarzają, bo jemu to nigdy. Na Williamie dłużej zatrzymał spojrzenie. Ale zaraz zerknął na swój złoty zegarek na nadgarstku.
- Dobra kurwa, vamos Will, ubieraj ją - pośpieszył kumpla machając ręką - nie mam całej nocy - dodał jeszcze, a później spojrzał na Ricardo - pomóż mu Richie - no niech się wezmą w końcu do jakiejś roboty.
William N. Patel Ricardo Martinez