The world will not wait outside while we are held for a moment
: ndz mar 01, 2026 1:43 pm
Skoro nie mogli być tymi, którzy zgłoszą usterkę zanim winda zatrzaśnie jakiegoś biedaka w swoich sidłach, przynajmniej mogli zgłosić potem problem dotyczący przycisków, który też był dość ważny. Czy to była wina producenta, obsługi, kogokolwiek innego – wszystko jedno. Ważne, by nie zepsuło to kolejnego, potencjalnie owocnego biznesowego spotkania. Na nich już najwidoczniej było za późno. Pech, klątwa, wszystko jedno. Musieli cierpliwie poczekać, aż to wszystko się skończy.
Sama Zella była przestraszona tym, jak zareaguje jej potencjalny partner. Podpisanie wymarzonej współpracy to jedno, natomiast reakcja człowieka to drugie. Miała tendencję do przewidywania zakończeń, którym daleko było od ideału. Może i była marzycielką, ale dorastanie we wręcz bojowych warunkach wykształciło w niej również potrzebę przygotowywania się na najgorsze. Zatem pan krzyczący na nią za spóźnienie, które nawet nie było jej winą, był dość łatwy do wyobrażenia. Nie znając ludzi, przywykła do spodziewania się po nich najgorszego. Nawet, jeśli ten pan był tak naprawdę misiem w ludzkiej postaci, cechujący się wyrozumiałością i ciepłem. Nie znała go, a biznes praktycznie zawsze kojarzył jej się z osobami chłodnymi i surowymi, co zdecydowanie nie pomagało jej „wizjom”.
A tym samym, nerwy cały czas nie odpuszczały, nawet mimo faktu że nic nie mogła uczynić.
— Najwidoczniej nam obojgu przypadła ta druga, mniej przyjemna perspektywa. — skwitowała krótko, wzdychając ciężko na sam koniec. Gdyby przyszło jej odkryć awarię od strony przeciwnej, nie wahałaby się ze zgłoszeniem, usterki. Może nie ze względu na jakąś złośliwość czy irytację, ale zwyczajnie przez względu na fakt, że ktoś mógł tutaj utknąć. Dokładnie tak, jak oni teraz. A może to właśnie to sprawiło, że myślała teraz w taki, a nie inny sposób? Kto wie, choć skoro śpieszyła się na spotkanie to równie dobrze mogła odłożyć to na potem. A co, jeśli przy windzie właśnie stała taka osoba, która w pośpiechu zignoruje usterkę? Mieliby chyba największego pecha świata.
Szczerze? Sama nie miała ani siły, ani chęci na krzyki. Nie dopytywała zatem dalej, sama też nie wzywając panicznie pomocy. Powinna wykrzesać z siebie odrobinę cierpliwości, chociaż przez te pierwsze kilkanaście minut. Krzyczeć mogłaby zacząć, gdyby minęło parę godzin, a oni dalej staliby w zamkniętej puszce.
— Masakra. Akurat musiało się trafić jak zamiast obiadu mam spotkanie... — najpierw pokiwała głową na jego słowa, robiąc krótką pauzę, która oczywiście nie pomogła uspokoić jej nerwów. Zdecydowała się zatem uzewnętrznić swoją frustrację spowodowaną faktem, że nabijały się kolejne minuty jej spóźnienia, a wiadomość wciąż mogła trwać w stanie wiecznego niewysłania. Po raz kolejny westchnęła, podchodząc do ściany i opierając się o nią. Chciała usiąść, ale nie była pewna, czy powinna. Może powinna była jeszcze coś zrobić? Może jednak warto było rozważyć krzyk? I tak szamotała się we własnej głowie, nie wiedząc do końca, co uczynić.
Harold Carnegie
Sama Zella była przestraszona tym, jak zareaguje jej potencjalny partner. Podpisanie wymarzonej współpracy to jedno, natomiast reakcja człowieka to drugie. Miała tendencję do przewidywania zakończeń, którym daleko było od ideału. Może i była marzycielką, ale dorastanie we wręcz bojowych warunkach wykształciło w niej również potrzebę przygotowywania się na najgorsze. Zatem pan krzyczący na nią za spóźnienie, które nawet nie było jej winą, był dość łatwy do wyobrażenia. Nie znając ludzi, przywykła do spodziewania się po nich najgorszego. Nawet, jeśli ten pan był tak naprawdę misiem w ludzkiej postaci, cechujący się wyrozumiałością i ciepłem. Nie znała go, a biznes praktycznie zawsze kojarzył jej się z osobami chłodnymi i surowymi, co zdecydowanie nie pomagało jej „wizjom”.
A tym samym, nerwy cały czas nie odpuszczały, nawet mimo faktu że nic nie mogła uczynić.
— Najwidoczniej nam obojgu przypadła ta druga, mniej przyjemna perspektywa. — skwitowała krótko, wzdychając ciężko na sam koniec. Gdyby przyszło jej odkryć awarię od strony przeciwnej, nie wahałaby się ze zgłoszeniem, usterki. Może nie ze względu na jakąś złośliwość czy irytację, ale zwyczajnie przez względu na fakt, że ktoś mógł tutaj utknąć. Dokładnie tak, jak oni teraz. A może to właśnie to sprawiło, że myślała teraz w taki, a nie inny sposób? Kto wie, choć skoro śpieszyła się na spotkanie to równie dobrze mogła odłożyć to na potem. A co, jeśli przy windzie właśnie stała taka osoba, która w pośpiechu zignoruje usterkę? Mieliby chyba największego pecha świata.
Szczerze? Sama nie miała ani siły, ani chęci na krzyki. Nie dopytywała zatem dalej, sama też nie wzywając panicznie pomocy. Powinna wykrzesać z siebie odrobinę cierpliwości, chociaż przez te pierwsze kilkanaście minut. Krzyczeć mogłaby zacząć, gdyby minęło parę godzin, a oni dalej staliby w zamkniętej puszce.
— Masakra. Akurat musiało się trafić jak zamiast obiadu mam spotkanie... — najpierw pokiwała głową na jego słowa, robiąc krótką pauzę, która oczywiście nie pomogła uspokoić jej nerwów. Zdecydowała się zatem uzewnętrznić swoją frustrację spowodowaną faktem, że nabijały się kolejne minuty jej spóźnienia, a wiadomość wciąż mogła trwać w stanie wiecznego niewysłania. Po raz kolejny westchnęła, podchodząc do ściany i opierając się o nią. Chciała usiąść, ale nie była pewna, czy powinna. Może powinna była jeszcze coś zrobić? Może jednak warto było rozważyć krzyk? I tak szamotała się we własnej głowie, nie wiedząc do końca, co uczynić.
Harold Carnegie