Something Feels Wrong
: czw lut 05, 2026 4:49 pm
Dante Levasseur
Ivy miała widocznie dosyć tego dnia, coś wewnętrznie ją gryzło. Utrata jakiegokolwiek pacjenta dla lekarza była traumatycznym przeżyciem, a co dopiero dziecka. Czuła, jakby własnie ktoś wyrwał jej serce prosto z klatki piersiowej i postanowił właśnie po nim skakać. Totalna pustka, swego rodzaju rozpacz, sama nie była w stanie wytłumaczyć. Jedynie pustka oraz ramię Dantego. Tylko tego teraz potrzebowała, nic innego nie było jej potrzebne do szczęścia. Przymknęła delikatnie oczy, zastanawiając się, co dokładnie powinna powiedzieć i westchnęła cicho.
— Dziękuję — mruknęła cicho. Była mu wdzięczna za to, że pozwolił zapanować niezręcznej ciszy, która między nimi zapanowała. W takich momentach jak ten zdawała sobie sprawę o własnych uczuciach względem Levasseur'a. Wcale nie potrzebowała wielkich słów, stabilności, a jedynie oparcia kiedy było źle, by reagował na jej uczucia. Potrzebowała go, za to on bez mrugnięcia okiem podarował jej obecność oraz ciepło. Czy potrzebowała czegoś więcej? Może zjedzenia większej ilości jedzenia, ale żołądek tak się jej skurczył, że odłożyła pudełko na bok. Dokończy, kiedy emocje, chociażby odrobinę z niej zejdą.
Nie skomentowała kwestii o robocie. Pewnie w normalnych warunkach kąśliwie, by ją skomentowała, zgadzając się z tym. Czasami zastanawiała się, co Dante robił, kiedy nie było jej w domu. Na pewno nie sprzątał, ani nie gotował, może chociaż psem się zajął? Teraz nie miała czasu tego analizować, za to uniosła kąciki ust. Naprawdę była mu wdzięczna, że został i nie wymagał od niej żadnych rozmów. Pociągnęła krótko nosem, im dłużej milczeli, tym bardziej do jej oczu napływały łzy. Jedna zsunęła się po jej policzku, zostawiając po sobie mokry ślad.
— Wiem — mruknęła pod nosem, nie szukając dziury w całym. Miała serdecznie dosyć dzisiejszego dnia, a ostatnie czego potrzebowała to kolejnej afery. Choć normalnie podniosłaby temat, zrobiłaby prawdziwe śledztwo, chwilowo pociągała raz na jakiś czas noskiem, by nie rozpaść się na milion kawałeczków. — a wiesz, gdzie są różowe S'ki? — dopytała, wywalając dolną wargę do przodu i spoglądając na niego wielkimi, szklistymi oczami. Nigdy nie potrafiła dopchać się do własnego rozmiaru, wszyscy rezydenci mieli większe dłonie od niej. Było to dosyć niecodzienne, ale na moment wyrwało ją do z rytmu płaczu.
— A byłbyś w stanie nie obracać tego w żart? — pyta finalnie Ivy, marszcząc przy tym delikatnie swoje brwi — mógłbyś mnie po prostu przytulić? — więcej do szczęścia nie potrzebowała. Przysunęła się jeszcze bliżej Dante i wtuliła się w niego. Tak trwała kilka dłuższych chwil, kiedy dostała powiadomienie — podobno ktoś włamał się do apteki szpitalnej, ochroniarz coś zauważył na kamerach — i nic więcej nie mówi, opiera własną głowę na jego ramieniu, przymykając oczy. W końcu o nic złego go nie podejrzewała.
Ivy miała widocznie dosyć tego dnia, coś wewnętrznie ją gryzło. Utrata jakiegokolwiek pacjenta dla lekarza była traumatycznym przeżyciem, a co dopiero dziecka. Czuła, jakby własnie ktoś wyrwał jej serce prosto z klatki piersiowej i postanowił właśnie po nim skakać. Totalna pustka, swego rodzaju rozpacz, sama nie była w stanie wytłumaczyć. Jedynie pustka oraz ramię Dantego. Tylko tego teraz potrzebowała, nic innego nie było jej potrzebne do szczęścia. Przymknęła delikatnie oczy, zastanawiając się, co dokładnie powinna powiedzieć i westchnęła cicho.
— Dziękuję — mruknęła cicho. Była mu wdzięczna za to, że pozwolił zapanować niezręcznej ciszy, która między nimi zapanowała. W takich momentach jak ten zdawała sobie sprawę o własnych uczuciach względem Levasseur'a. Wcale nie potrzebowała wielkich słów, stabilności, a jedynie oparcia kiedy było źle, by reagował na jej uczucia. Potrzebowała go, za to on bez mrugnięcia okiem podarował jej obecność oraz ciepło. Czy potrzebowała czegoś więcej? Może zjedzenia większej ilości jedzenia, ale żołądek tak się jej skurczył, że odłożyła pudełko na bok. Dokończy, kiedy emocje, chociażby odrobinę z niej zejdą.
Nie skomentowała kwestii o robocie. Pewnie w normalnych warunkach kąśliwie, by ją skomentowała, zgadzając się z tym. Czasami zastanawiała się, co Dante robił, kiedy nie było jej w domu. Na pewno nie sprzątał, ani nie gotował, może chociaż psem się zajął? Teraz nie miała czasu tego analizować, za to uniosła kąciki ust. Naprawdę była mu wdzięczna, że został i nie wymagał od niej żadnych rozmów. Pociągnęła krótko nosem, im dłużej milczeli, tym bardziej do jej oczu napływały łzy. Jedna zsunęła się po jej policzku, zostawiając po sobie mokry ślad.
— Wiem — mruknęła pod nosem, nie szukając dziury w całym. Miała serdecznie dosyć dzisiejszego dnia, a ostatnie czego potrzebowała to kolejnej afery. Choć normalnie podniosłaby temat, zrobiłaby prawdziwe śledztwo, chwilowo pociągała raz na jakiś czas noskiem, by nie rozpaść się na milion kawałeczków. — a wiesz, gdzie są różowe S'ki? — dopytała, wywalając dolną wargę do przodu i spoglądając na niego wielkimi, szklistymi oczami. Nigdy nie potrafiła dopchać się do własnego rozmiaru, wszyscy rezydenci mieli większe dłonie od niej. Było to dosyć niecodzienne, ale na moment wyrwało ją do z rytmu płaczu.
— A byłbyś w stanie nie obracać tego w żart? — pyta finalnie Ivy, marszcząc przy tym delikatnie swoje brwi — mógłbyś mnie po prostu przytulić? — więcej do szczęścia nie potrzebowała. Przysunęła się jeszcze bliżej Dante i wtuliła się w niego. Tak trwała kilka dłuższych chwil, kiedy dostała powiadomienie — podobno ktoś włamał się do apteki szpitalnej, ochroniarz coś zauważył na kamerach — i nic więcej nie mówi, opiera własną głowę na jego ramieniu, przymykając oczy. W końcu o nic złego go nie podejrzewała.