blow
: sob mar 07, 2026 11:38 am
Flavia Rosendale
— Jesteś rozczarowana, bo rozmawiam z innymi milej niż z Tobą? — spytał, unosząc jedną z brwi. Rozbawiło go to. Musiał skrzyżować ręce, by powstrzymać się od śmiechu. Tego rodzaj rozczarowania dalej należał do swego rodzaju zazdrości, którą musiała ukrywać. Znał się przecież na dupach. Flavia była przepiękna, ale widział już podobne sceny. Tylko że ta musiał przyznać, dawała mu największy rodzaj satysfakcji.
— A nie danie dupy nie jest koszem? — spytał lekko rozbawiony. Jego światopogląd pewnie zacząłby właśnie topnieć, tylko że znał własną rację. Był uparty, nieustępliwy, ale kiedy ktoś nie chciał jego obecności, to nie próbował zabiegać o jego względy, nie widząc w tym sensu — zakonnicą jesteś, czy o chuj chodzi? — rozbawiła go. Odmowa hajdów po części była dla niego koszem. Zostanie odrzutkiem, to zostanie odrzutkiem. Nie było, co drążyć tematu. Zresztą co on by biedny zrobił, gdyby rzuciła go po drugim razie? Albo trzecim? Chłopak się po prostu zabezpieczał! — kosz to kosz, po chuj drążyć temat? — spytał lekko zirytowany, rozkładając przy tym obie ręce. Ile miesięcy musiało dla niej minąć, by zrozumiała własny błąd? Jasne, usilnie próbował jej unikać. Tylko złamanego męskiego ego nie leczyło się z dnia na dzień. Do tego potrzebny był niewątpliwy czas, którego potrzebował. Za to dla Flavii ten czas dobrze nie minął, skoro cały czas o nim myślała.
— Mam jeszcze odrobinę honoru panienko Rosendale — mruknął pod nosem, słysząc o kumplowaniu się z kobietami. Kompletnie tego nie widział. O czym miałby im opowiadać? O jego bujnym życiu erotycznym? Sportowych autach? A może o koszu, który dostał od pewnej atrakcyjnej stewardessie? — to czego ode mnie chcesz, Flavia? — spytał finalnie. Był prostym facetem. Do niego trzeba było mówić jak chłopie na rowie — nie rozumiem babskiego bełkotu — stwierdził finalnie, rozkładając przy tym ręce. Po prostu nie rozumiał, co się działo dokładnie w jej głowie.
— Nie chcę kumplowania się, od tego mam ziomeczków — miał nadzieję, że podkreślił to raz a dobrze. Mógłby właśnie machnąć na nią ręką, ale chciał usłyszeć, co miała mu do powiedzenia. Jakie myśli krążyły pod jej czarną czupryną?
— Jesteś rozczarowana, bo rozmawiam z innymi milej niż z Tobą? — spytał, unosząc jedną z brwi. Rozbawiło go to. Musiał skrzyżować ręce, by powstrzymać się od śmiechu. Tego rodzaj rozczarowania dalej należał do swego rodzaju zazdrości, którą musiała ukrywać. Znał się przecież na dupach. Flavia była przepiękna, ale widział już podobne sceny. Tylko że ta musiał przyznać, dawała mu największy rodzaj satysfakcji.
— A nie danie dupy nie jest koszem? — spytał lekko rozbawiony. Jego światopogląd pewnie zacząłby właśnie topnieć, tylko że znał własną rację. Był uparty, nieustępliwy, ale kiedy ktoś nie chciał jego obecności, to nie próbował zabiegać o jego względy, nie widząc w tym sensu — zakonnicą jesteś, czy o chuj chodzi? — rozbawiła go. Odmowa hajdów po części była dla niego koszem. Zostanie odrzutkiem, to zostanie odrzutkiem. Nie było, co drążyć tematu. Zresztą co on by biedny zrobił, gdyby rzuciła go po drugim razie? Albo trzecim? Chłopak się po prostu zabezpieczał! — kosz to kosz, po chuj drążyć temat? — spytał lekko zirytowany, rozkładając przy tym obie ręce. Ile miesięcy musiało dla niej minąć, by zrozumiała własny błąd? Jasne, usilnie próbował jej unikać. Tylko złamanego męskiego ego nie leczyło się z dnia na dzień. Do tego potrzebny był niewątpliwy czas, którego potrzebował. Za to dla Flavii ten czas dobrze nie minął, skoro cały czas o nim myślała.
— Mam jeszcze odrobinę honoru panienko Rosendale — mruknął pod nosem, słysząc o kumplowaniu się z kobietami. Kompletnie tego nie widział. O czym miałby im opowiadać? O jego bujnym życiu erotycznym? Sportowych autach? A może o koszu, który dostał od pewnej atrakcyjnej stewardessie? — to czego ode mnie chcesz, Flavia? — spytał finalnie. Był prostym facetem. Do niego trzeba było mówić jak chłopie na rowie — nie rozumiem babskiego bełkotu — stwierdził finalnie, rozkładając przy tym ręce. Po prostu nie rozumiał, co się działo dokładnie w jej głowie.
— Nie chcę kumplowania się, od tego mam ziomeczków — miał nadzieję, że podkreślił to raz a dobrze. Mógłby właśnie machnąć na nią ręką, ale chciał usłyszeć, co miała mu do powiedzenia. Jakie myśli krążyły pod jej czarną czupryną?